wtorek, 8 marca 2022


Izrael zachowywał neutralność w sprawie trwającego od 2014 r. konfliktu na Ukrainie. Uzasadnieniem była obawa przed zantagonizowaniem Rosji w związku z jej militarną obecnością w Syrii. Porozumienie wypracowane ze stroną rosyjską przez poprzednie izraelskie władze umożliwia Izraelowi ataki na cele w Syrii, m.in. na siły irańskie czy transporty broni dla Hezbollahu. Dlatego rząd Izraela obawia się, że głębsze zaangażowanie po stronie Ukrainy i jej sojuszników doprowadzi do zmiany postawy Rosji i uniemożliwi operacje przeciwko zagrożeniom regionalnym. Izrael – również po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji – uzasadniał też swoją ostrożną politykę obawą o bezpieczeństwo obecnej na Ukrainie i w Rosji ludności pochodzenia żydowskiego i własnych obywateli. Zwraca także uwagę na możliwe regionalne konsekwencje rosyjskiej agresji – wzmożenie aktywności wojskowej Rosji w Syrii i na Morzu Śródziemnym, problemy związane z zaopatrzeniem (np. w zboża) czy destabilizację rynków państw regionu. Dodatkowym powodem powstrzymywania się przed potępianiem Rosji jest jej udział w trwających negocjacjach porozumienia o denuklearyzacji z Iranem, którego przywróceniu w proponowanej formie Izrael się sprzeciwia.

Minister spraw zagranicznych Jair Lapid potępił agresję Rosji i poparł suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy (Izrael głosował też za stosowną rezolucją ZO ONZ). Mimo to wśród izraelskich władz widoczna jest wstrzemięźliwość w krytykowaniu Rosji. Jest to widoczne np. w słabej krytyce wykorzystania w rosyjskiej propagandzie nawiązań do II wojny światowej i Holokaustu. Izrael nie dołączył do obecnie wprowadzanych sankcji przeciw Rosji i nie zdecydował się na przekazanie uzbrojenia stronie ukraińskiej. W sferze dyplomatycznej zaangażował się w działania mediacyjne (w ub.r. oraz przed inwazją Ukraina zwracała się do izraelskich władz o pomoc w tej kwestii). Premier Naftali Bennett jest jednym z nielicznych przywódców, którzy pozostają w stałym kontakcie zarówno z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, jak i z Władimirem Putinem. Z przywódcą Rosji spotkał się 5 marca w Moskwie, a wizyta ta była następnie przedmiotem rozmów z przywódcami Ukrainy, Niemiec i Francji. W wymiarze bezpośrednim Izrael koncentruje się na przekazywaniu pomocy humanitarnej (podjęto m.in. decyzję o utworzeniu szpitala polowego na Ukrainie) i udzielaniu wsparcia (w postaci np. środków materialnych) dla ludności żydowskiej i dla swoich obywateli wciąż przebywających w strefie konfliktu. Izrael od wybuchu wojny przyjął około 3 tys. obywateli Ukrainy (w tym ukraińskich Żydów zdecydowanych na stałą imigrację), łącznie w Izraelu ma obecnie znajdować się ok. 26 tys. Ukraińców, którzy nie mają izraelskiego obywatelstwa.

Pierwsze badania sondażowe wskazują na szerokie poparcie dla Ukrainy w społeczeństwie izraelskim. Wśród ludności żydowskiej wynosi ono ok. 75%, 10% z kolei popiera Rosję. Podobne wyniki odnotowano wśród liczącej ok. 1 mln. populacji rosyjskojęzycznych Izraelczyków, a odsetki poparcia wśród ludności arabskiej wynoszą odpowiednio 41% i 35%. Konflikt nie wpływa na wzrost napięć wewnątrz izraelskiego społeczeństwa, w tym np. między obywatelami pochodzącymi z Ukrainy i z Rosji. Politykę władz wobec konfliktu popiera ok. 54% Izraelczyków.

Działania izraelskiego rządu spotykają się jednocześnie z krytyką ze strony opozycji. Podstawowe zarzuty – kierowane np. przez byłego premiera Benjamina Netanjahu – dotyczą braku koncentracji na głównym strategicznym wyzwaniu, jakim dla Izraela jest polityka Iranu i bliska perspektywa reaktywacji JCPOA. Izraelskie władze obawiają się, że w obliczu wojny na Ukrainie chęć USA szybkiego sfinalizowania rozmów będzie skutkować poważnymi ustępstwami na korzyść Iranu i w efekcie np. zwiększeniem jego obecności w Syrii i wsparciem regionalnych grup zbrojnych.

Obawy Izraela przed ograniczeniem swobody operacyjnej w Syrii przeciwko Iranowi pozostają najważniejszym wyznacznikiem jego polityki wobec Rosji. Izrael będzie starał się utrzymać dotychczasową strategię, koncentrując się na wsparciu humanitarnym, a także przygotowując na absorbcję spodziewanej migracji ludności żydowskiej z Ukrainy i Rosji (przewiduje się, że przyjedzie kilkanaście tysięcy osób). Izraelskie władze będą kontynuować działania mediacyjne, istnieje jednak ryzyko, że przez Rosję będą one wykorzystywane instrumentalnie (gra na czas), a dla Izraela będą stanowiły uzasadnienie unikania głębszego zaangażowania. Wraz z przedłużaniem się rosyjskiej agresji presja i krytyka ze strony Ukrainy i jej sojuszników na izraelskie władze oraz żądania porzucenia dotychczasowego stanowiska będą rosnąć. Utrzymanie asekuracyjnej postawy wpłynie też na wizerunek Izraela jako major non-NATO ally. Izrael może więc w najbliższym czasie podjąć dodatkowe działania, ale najpierw w obszarach dotyczących go bezpośrednio (np. zabezpieczenie przed próbami wykorzystania państwa przez rosyjskich oligarchów dla omijania sankcji).

pism.pl

Dyrektor Wywiadu Narodowego USA Avril Haines oceniła, że rosyjska inwazja przebiegała tak, jak przewidywał wywiad USA – "tylko Rosjanie napotykają znacznie większy opór ze strony Ukraińców, niż się spodziewali, notując także poważne niedociągnięcia wojskowe".

— Oceniamy, że Moskwa nie doceniła siły oporu Ukrainy i stopnia obserwowanych przez nas wewnętrznych wyzwań militarnych, w tym źle skonstruowanego planu, morale i poważnych problemów logistycznych — stwierdziła.

Zdaniem Haines Putin sprawia wrażenie, że nie przejmuje się stratami jego wojsk na Ukrainie i może nadal kontynuować agresję. Szefowa amerykańskiego wywiadu oceniła, że obie armie poniosły już tysiące ofiar śmiertelnych.

Haines podkreśliła, że Putin raczej nie da się zastraszyć i może eskalować atak na Ukrainę, pomimo niepowodzeń w działaniach militarnych i trudności gospodarczych, wynikających z międzynarodowych sankcji.

— Nasi analitycy oceniają, że takie niepowodzenia raczej nie zniechęcą Putina, a zamiast tego mogą wywołać dalszą jego agresję — powiedziała Haines w przemówieniu w Izbie Reprezentantów.

— Putin czuje się pokrzywdzony, że Zachód nie oddaje mu "należytego szacunku" i postrzega to jako wojnę, której nie może przegrać. Ale to, co może być skłonny zaakceptować jako zwycięstwo, może się z czasem zmienić, biorąc pod uwagę znaczne koszty, jakie ponosi — zauważyła szefowa amerykańskiego wywiadu.

Haines uspokoiła, że jakkolwiek publiczne deklaracje Putina o broni atomowej to coś, czego nie słyszeliśmy od lat 60. ubiegłego wieku, ale wywiad USA "nie zaobserwował realnej zmiany postawy nuklearnej, która wykraczałaby poza to, co widzieliśmy w ciągu ostatnich dekad".

Głos zabrał także szef CIA William Burns. Jego zdaniem Władimir Putin przez wiele lat dusił się w "łatwopalnej kombinacji żalu i ambicji". — To osobiste przekonanie ma większe znaczenie niż kiedykolwiek w systemie rosyjskim. Stworzył system, w którym jego krąg doradców jest wąski, a COVID-19 jeszcze go zawęził — ocenił.

— Putin przez lata komentował prywatnie i publicznie, że nie wierzy, że Ukraina jest prawdziwym krajem. Śmiertelnie się pomylił. Prawdziwe kraje walczą. I to właśnie Ukraińcy bohatersko robią od 12 dni — podkreślił szef CIA.

— Myślę, że Putin jest teraz zły i sfrustrowany. Prawdopodobnie podwoi siły i spróbuje zmiażdżyć ukraińskie wojsko, nie zważając na ofiary cywilne — mówił Burns i dodał, że najbliższe tygodnie będą "paskudne".

Szef DIA Scott David Berrier ocenił, że według ich szacunków w walkach w Ukrainie zginęło między 2 tys. a 4 tys. rosyjskich żołnierzy. To znacznie mniej, niż podaje regularnie armia ukraińska.

onet.pl

W miarę jak inwazja Rosji przybiera na sile, cyfrowi detektywi przeszukują platformy mediów społecznościowych, takie jak TikTok i Twitter, by zebrać dowody potencjalnych zbrodni wojennych popełnionych przez rosyjskie siły. Mają nadzieję, że pomogą one doprowadzić do postawienia zbrodniarzy przed międzynarodowymi trybunałami praw człowieka.

Wielka Brytania twierdzi na przykład, że Rosja użyła bomb kasetowych i bomb próżniowych, które są nielegalne w świetle Konwencji Genewskiej, jeśli zostały użyte przeciwko cywilom. Według organizacji praw człowieka, w tym Amnesty International, a także ukraińskich polityków i dziennikarzy, rosyjskie wojsko wzięło na cel także przedszkola, mieszkania oraz m.in. pomnik Holocaustu w Kijowie.

Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) wszczął dochodzenie w sprawie działań Rosji w czasie wojny w poniedziałek po tym, jak 39 krajów — w tym m.in. Francja, Włochy, Polska, Kanada i Wielka Brytania — złożyło petycję do sądu.

Szeroka społeczność aktywistów, dziennikarzy, badaczy prawa i ochotniczych cyberdetektywów chce pomóc w tej sprawie. Miliony Ukraińców nagrywają inwazję w czasie rzeczywistym i dzielą się szczegółami na największych platformach.

Korzystając z doświadczeń zdobytych podczas innych konfliktów, takich jak te w Donbasie i w Syrii, śledczy zbierają i analizują zdjęcia i filmy Ukraińców, na których widać amunicję, rannych, ataki z powietrza i transmisje na żywo z ruchu czołgów zbliżających się do miast.

— Staramy się zebrać jak najwięcej takich materiałów, a następnie je zarchiwizować, tak by w razie ich usunięcia nie miało to wpływu na przyszłe próby rozliczenia — mówi Eliot Higgins, założyciel Bellingcat, organizacji śledczej znanej z wykorzystywania publicznie dostępnych treści w sieci. — To, co różni Ukrainę od Syrii, to fakt, że wszystko jest tu dostępne od pierwszego dnia — dodaje.

Nagrania zamieszczane w mediach społecznościowych zmieniały już bieg międzynarodowych dochodzeń w sprawie praw człowieka. Jak podaje Human Rights Watch, Niemcy, Finlandia, Holandia i Szwecja skazały ludzi za zbrodnie wojenne w Iraku i Syrii na podstawie materiałów wizualnych zamieszczonych w mediach społecznościowych w co najmniej 10 przypadkach. Treści online zostały również z powodzeniem wykorzystane do ścigania przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym sprawców pozasądowych egzekucji w Libii i niszczenia obiektów Światowego Dziedzictwa.

Cyberśledczy napotykają na dwie poważne przeszkody: czas i sprzęt. Przy setkach godzin materiałów zamieszczanych co minutę na całym świecie śledczy mają do przebrnięcia góry materiału, ale muszą też mieć nadzieję, że algorytmy mediów społecznościowych nie usuną istotnych treści, zanim dotrą do nich analitycy.

— Wielu z nas obawia się, że proces ten będzie coraz bardziej zautomatyzowany przez platformy — mówi Alexa Koenig, dyrektorka Centrum Praw Człowieka w Berkeley's School of Law. Koenig obawia się, że ludzie, którzy ryzykują życiem, by udokumentować postępowanie Rosji w czasie wojny, nie będą w ogóle widoczni.

Po przerażających atakach terrorystycznych, które były transmitowane na żywo do milionów ludzi, takich jak zamach w Christchurch w Nowej Zelandii, firmy technologiczne próbują szybko rozprawiać się z treściami terrorystycznymi lub skrajnie brutalnymi. Nowe prawo europejskie zmusi media społecznościowe do usuwania treści terrorystycznych w ciągu 24 godzin, począwszy od czerwca. Media społecznościowe coraz częściej uciekają się do sztucznej inteligencji, aby wykrywać i usuwać brutalne treści na dużą skalę, co utrudnia śledczym znalezienie odpowiednich treści. Poza algorytmami, prośby rządów i osób prywatnych o usunięcie treści mogą także skłaniać platformy do usuwania potencjalnie istotnych treści.

Aby ułatwić znalezienie takich treści, aktywiści i prawnicy wezwali firmy z branży mediów społecznościowych do stworzenia półprywatnych repozytoriów istotnych postów, filmów i zdjęć — nawet jeśli naruszają one ich wytyczne dotyczące mediów społecznościowych — do których prokuratorzy, badacze i ofiary będą mogli później uzyskać dostęp, zbadać je i zweryfikować.

— Obecnie dąży się do stworzenia cyfrowych magazynów dowodowych, co oznacza, że musimy przejść od nieformalnego, niespójnego, nieprzejrzystego, doraźnego podejścia do takiego, które jest bardziej uporządkowane — tłumaczy Sam Gregory, dyrektor programowy organizacji pozarządowej NGO Witness. — [Media społecznościowe] odgrywają naprawdę dużą rolę, szczerze mówiąc większą, niż by chciały — uważa Koenig.

onet.pl

Wojny i interwencje z udziałem wojsk NATO w ostatnich trzech dekadach przyzwyczaiły, że aktem je otwierającym jest zmasowany atak na cały system obrony przestrzeni powietrznej przeciwnika. Tak, aby go obezwładnić jak najszybciej i zapewnić sobie dominację w powietrzu, która przekłada się na ogromną przewagę w walkach na ziemi. Spodziewano się więc, że Rosjanie będą starali się taką strategię skopiować i przeprowadzić po swojemu.

Tymczasem nic takiego się nie stało. Jakby Rosjanie się z jakiegoś powodu ograniczali i nie chcieli większymi siłami wlatywać nad Ukrainę. Zamiast próbować przygnieść Ukraińców, wydawali się przede wszystkim skupiać na unikaniu większego ryzyka. Co więcej, przynajmniej w pierwszych dniach wojny, nic nie wskazywało na dużą aktywność rosyjskich bombowców taktycznych i samolotów szturmowych, które mogłyby napsuć dużo krwi ukraińskim oddziałom na ziemi. W wielu rejonach Ukrainy nadal ich nie widać.

Zachodni analitycy zaczęli poszukiwać wytłumaczeń niezrozumiałego rosyjskiego zachowania. Jedną z takich analiz przygotował Justin Bronk z brytyjskiego think tank RUSI. Jego zdaniem przyczyn może być kilka, ale jedna najpewniej jest kluczowa.

Po pierwsze od lat na Zachodzie spekulowano, że Rosjanie mają ograniczone zapasy broni precyzyjnej dla swojego lotnictwa. Zwłaszcza w porównaniu do Amerykanów, którzy od lat 90. praktycznie nie stosują już najzwyklejszych niekierowanych bomb i rakiet. Rosjanie ze względu na mniejsze zasoby finansowe i zdolności produkcyjne nie mogli pozwolić sobie na porównywalne zakupy. Widać to było między innymi w Syrii, gdzie większość codziennych nalotów była przeprowadzanych prostymi rakietami i bombami bez naprowadzania. Teraz na Ukrainie dzieje się to samo. Naloty są przeprowadzane niemal wyłącznie bez naprowadzania. W tym w miastach, w sposób zbrodniczy. (...)

Być może Rosjanie to, co mają najcenniejszego, oszczędzają na ewentualną czarną godzinę, gdyby doszło do jakiegoś konfliktu z NATO. Ukraińskie wojsko uznają za mniej poważnego przeciwnika, więc dla niego mają tylko zwykłe bomby jak za II wojny światowej. Jednak zdaniem Bronka to nie tłumaczy do końca, dlaczego Rosjanie od pierwszych chwil wojny nie prowadzą zmasowanych działań mających na celu wyeliminowanie ukraińskiej obrony. Gdyby chcieli i byli gotowi podjąć większe ryzyko, to nawet zwykłymi bombami przy pomocy nowoczesnych systemów celowniczych można dość precyzyjnie niszczyć bazy lotnicze i stanowiska systemów przeciwlotniczych. Co więcej, to nie tłumaczy ogólnie małej aktywności rosyjskiego lotnictwa, które ewidentnie nie ma przecież skrupułów przed bombardowaniem ludności cywilnej bombami bez żadnego naprowadzania.

Kolejna możliwa przyczyna to zdaniem analityka brak zaufania co do zdolności koordynacji działań z wojskami lądowymi. Brak dobrej komunikacji pomiędzy ziemią i powietrzem ma być od zawsze problemem Rosjan. Zarówno jeśli chodzi o uniknięcie zestrzeleń własnych samolotów przez rozbudowany system przeciwlotniczy wojsk lądowych, jak i o naprowadzanie atakujących samolotów na Ukraińców. Rosjanie nie mają tylu kontrolerów naprowadzania co wojska NATO, a ich wyposażenie jest znacznie mniej zaawansowane. Być może z tego powodu lotnictwo nie jest skłonne działać nad swoimi własnymi wojskami i przeprowadzać naloty w ich bezpośrednim pobliżu.

Ostatnia i najważniejsza przyczyna zdaniem Bronka to najwyraźniej poważne braki w wyszkoleniu. Z obserwacji rosyjskich działań wynika, że po prostu Rosjanie nie potrafią planować, koordynować i przeprowadzać złożonych operacji powietrznych. Podobne wnioski przestawia w wywiadzie dla portalu "The Aviationist" Guy Plopsky, izraelski analityk koncentrujący się między innymi na rosyjskim lotnictwie. - Obserwując oficjalne relacje rosyjskiego ministerstwa obrony z różnych ćwiczeń lotnictwa, możemy zauważyć, że nie są one specjalnie skomplikowane, a stosowane w ich trakcie taktyki raczej nie nadają się na prawdziwe pole walki, gdzie istnieje jakieś zagrożenie - mówił.

Wygląda na to, że choć na przestrzeni ostatnich dwóch dekad Rosjanie przyjęli na uzbrojenie kilkaset nowoczesnych myśliwców i bombowców Su-30/34/35 oraz zmodernizowanych starszych maszyn radzieckich, to nie potrafili opracować efektywnych sposobów ich użycia i nauczyć tego pilotów. Jak mówi Plopsky, większość rosyjskich ćwiczeń to proste loty po wyznaczonej trasie, bombardowania bronią bez naprowadzania przy dobrej pogodzie czy symulowane pojedynki na krótkich dystansach w parach. Tak naprawdę to podstawy, które nijak się mają do operowania w skomplikowanej rzeczywistości, jaką jest niebo nad Ukrainą, gdzie jest ryzyko spotkania wrogich myśliwców i natknięcia się na wrogą oraz własną obronę przeciwlotniczą.

Statystycznie rosyjski pilot, bazując na oficjalnych deklaracjach ministerstwa obrony Rosji, w ciągu roku spędza 100-120 godzin w powietrzu. Biorąc pod uwagę, że ci nieliczni działający nad Syrią na pewno istotnie zawyżają statystykę, podobnie jak piloci samolotów transportowych, to przeciętny pilot nieruszający się z bazy gdzieś w Rosji, może mieć na koncie nawet mniej. Tymczasem zachodni piloci są zdania, że bez wylatania ponad 200 godzin rocznie bardzo trudno jest utrzymać wszystkie nawyki i umiejętności niezbędne do wykorzystania w pełni samolotu wielozadaniowego w rodzaju F-16. Co więcej, rosyjscy piloci nie mają dostępu do takich symulatorów, jak piloci zachodni.

Ogólnie jest więc jak najbardziej możliwe, że po prostu większość rosyjskiego lotnictwa nie ma odpowiednich umiejętności. Piloci nie potrafią wykonywać skomplikowanych misji w dużych formacjach, których część osłania na wypadek pojawienia się wrogich myśliwców, część szuka wrogich radarów i wyrzutni rakiet, a część czeka w gotowości do ich zaatakowania. Nic nie wskazuje też na to, aby potrafili wykonywać precyzyjne naloty, pozostając w komunikacji ze swoim wojskiem na ziemi. Wobec czego zazwyczaj latają stosunkowo nisko i korzystając z naprawdę nowoczesnych maszyn o dobrych parametrach, stosują metody nieodbiegające istotnie od II wojny światowej.

Potwierdzeniem braku wiary w odpowiednie wyszkolenie jest to, kto pilotuje zestrzelone przez Ukraińców samoloty. Ich załogi często katapultują się i dostają się do niewoli. Notorycznie są to relatywnie wysocy rangą majorowie i podpułkownicy. Dowódcy dywizjonów czy zastępcy dowódców całych pułków.

gazeta.pl

- Jaką Rosję zostawił pan, wsiadając do samolotu?

Andrzej Zaucha, moskiewski korespondent TVN: Trudno to określić jednym zdaniem, bo są różne Rosje, jeżeli spojrzymy na ten kraj pod kątem ludzi. Jedna sprzeciwiła się wojnie; to Rosja ludzi odważnych i zdeterminowanych, ponieważ policja działa brutalnie, a władze zagroziły, że za udział w manifestacjach będą karać jak za działalność ekstremistyczną. A ekstremizm w Rosji jest traktowany na równi z terroryzmem. Za organizacje ekstremistyczne uznano np. struktury Aleksieja Nawalnego.

Od początku wojny do aresztów trafiło kilkanaście tys. ludzi. Część dostaje grzywnę lub wezwanie do sądu i wychodzą na wolność, ale część dostaje karę 15 dni za wykroczenie, czyli areszt administracyjny. Myślę, że to większość. Co gorsza, po wyjściu trzeba się dobrze zastanowić, czy chce się dalej protestować, bo jeśli kogoś złapią drugi raz, to za udział w manifestacjach można dostać nawet sześć lat więzienia.

Druga Rosja to Rosja uciekająca. Ludzie kupują bilety dokądkolwiek i wyjeżdżają. Znam takich ludzi i leciałem z wieloma takimi, bo musiałem lecieć najpierw do Stambułu. Nastroje wśród nich są markotne. Starsze małżeństwo, które siedziało koło mnie, udawało się na Cypr, do dzieci. Byli przekonani, że Putin właśnie zniszczył Rosję i że ona wkrótce znajdzie się na dnie. Są też tacy, którzy uważają, że ten kraj cofnął się do czasów ZSRR, czyli totalnej cenzury, a może i kartek.

I jest wreszcie ta trzecia Rosja. Nie ma dokładnych badań, jak duża, ale ja uważam, że ponad połowa Rosjan popiera Putina i jest przekonana, że robi słusznie, a nawet jeśli nie robi słusznie, to Rosja i tak sobie z tym wszystkim poradzi. Tam od dawna działa totalna propaganda, która opowiada o wrogim zachodzie. Miała tylko krótką przerwę między rozpadem ZSRR i objęciem władzy przez Putina. I na tę propagandę z ostatnich lat nałożyła się najnowsza propaganda wojenna, która wskazuje, że Ukraina z NATO planowały w najbliższych dniach napaść na Rosję. Do tego doszły opowieści o faszystach na Ukrainie, którzy mordują każdego, kto się nie zgadza z władzą oraz opowieści o tym, że Zełenski jest narkomanem, zakładnikiem nacjonalistów, a przy tym człowiekiem z syndromem maniakalno-depresyjnym, a także że uciekł i nie panuje nad sytuacją.

W tej propagandzie nie ma też słowa "wojna", bo wojna według tej narracji dotyczy tylko dwóch separatystycznych republik. Rosyjska armia rzekomo zajmuje wszystko bez walk na ziemi, atakując tylko z powietrza. Zwykli Rosjanie nie wiedzą więc, że ta wojna jest bardzo krwawa. Internet nie został jeszcze ostatecznie odcięty, ale trzeba naprawdę mocno się postarać, żeby dotrzeć do rzetelnych informacji o Ukrainie. One są prawie niedostępne dla przeciętnego Rosjanina, który pracuje cały dzień i po przyjściu z pracy włącza telewizor.

- Jak wygląda teraz gospodarka Rosji oczami tego przeciętnego Rosjanina?

Większość Rosjan nie zdaje sobie sprawy z tego, co się tam zaraz zacznie dziać. Na razie znacznie wzrosły ceny samochodów i mieszkańcy dopiero dowiadują się, że nie mają szans na kupno nowego albo muszą to zrobić za kosmiczne pieniądze. Gwałtownie zdrożały też ceny pomidorów i papryki, które są sprowadzane z zagranicy. Rosja co prawda potrafi sama zapewnić swoje zapotrzebowanie na drób, ale jajka i pisklęta importuje, więc nie wiadomo, czy to wkrótce nie przełoży się na ceny drobiu. W sklepach z pożywieniem na razie jest jednak wszystko, brakuje natomiast części towarów w sklepach z elektroniką, ponieważ ludzie zaczęli ją wykupować. W małych miejscowościach Rosjanie jak dotąd nie odczuli sankcji. Większość uważa, że jakoś to będzie, ten stan nie potrwa długo, a towary z Europy zostaną zastąpione tymi z Chin. /I mieli rację - red./

- Nie ma kolejek na ulicach?

Nie. Przez chwilę były tylko kolejki do bankomatów, ale z trochę innych powodów. Otóż jeden z dużych, prywatnych banków nie ma oddziałów i okazało się, że ma za mało bankomatów na te czasy. Ja jednak nie miałem z wypłatami żadnego problemu, nie musiałem stać w kolejkach.

Trzeba jednak wspomnieć, że w sklepach ograniczono sprzedaż mąki, cukru i kilku innych podstawowych produktów. Np. jeden z supermarketów wprowadził limit 10 kg cukru na osobę.

(...)

- Pokusi się pan o ocenę tego, jak będą wyglądały kolejne tygodnie w Rosji?

Rosjanie będą okłamywani na jeszcze większą skalę. Na pewno propaganda będzie chciała ukryć skalę rosyjskich strat, podejrzewam więc, że nie będzie prawie żadnych pogrzebów żołnierzy, którzy zginęli i zginą w Ukrainie. Opinia publiczna nie będzie mogła się o tym dowiedzieć. Władza zrobi też wszystko, żeby towary były dostępne na sklepowych półkach. Rosja ma też trochę rezerw walutowych, które nie zostały zamrożone za granicą. Nie będzie więc tak, że nagle wszystkiego zabraknie w sklepach, ale z tygodnia na tydzień będzie tam coraz trudniej.

Rozmawiałem o tym z Rosjanami i słyszałem, że "wojna wymaga poświęceń" albo że to cena wartości, którymi żyje Rosja. Inni mówili natomiast, że pamiętają ZSRR i skoro wtedy przeżyli, to teraz też przeżyją.

onet.pl

Według informacji Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy w dwunastej dobie od rozpoczęcia agresji wojska rosyjskie obniżyły tempo natarcia, jednak wciąż kontynuują je na wszystkich kierunkach, zaś armia ukraińska prowadzi skuteczne działania obronne, zadając przeciwnikowi znaczne straty. Siły Zbrojne FR zaktywizowały działania lotnictwa, które w pierwszym rzędzie niszczy obiekty infrastruktury cywilnej w oblężonych miastach. Na okupowanych terenach obwodów charkowskiego, sumskiego, czernihowskiego i kijowskiego wróg dopuszcza się aktów grabieży i przemocy wobec ludności, zaś w obwodach chersońskim i mikołajowskim prowadzi wobec mieszkańców działania psychologiczne w oparciu o dziesięć grup taktycznych walki psychologicznej. Ponadto Federalna Służba Bezpieczeństwa utworzyła grupy operacyjne mające na celu zdławienie ognisk oporu społecznego, co zapowiada represje wobec ludności cywilnej.

Rosjanie próbują zapewnić porządek na terenach okupowanych, na których wciąż pozostają nierozbite pododdziały ukraińskie przechodzące do działań nieregularnych, i w tym celu kierują tam siły bezpieczeństwa wewnętrznego i własne formacje nieregularne (w tym najemników z Syrii). Zdaniem ukraińskiego Sztabu do przygotowywanego szturmu Kijowa mają zostać użyte specjalne jednostki Rosgwardii: pułk specjalny im. Achmata Kadyrowa (Grozny), 27. Oddział SpecNaz „Kuzbass” (Kemerowo) i 604. Centrum SpecNaz „Witiaź” (Moskwa), a także prywatna kompania wojskowa „Liga” (d. PWK „Wagner”).

Trwają walki na obrzeżach Kijowa, zaś wojska agresora próbują posuwać się z północnej części obwodów kijowskiego i żytomierskiego w stronę Żytomierza; oba miasta kolejną dobę były bombardowane. Na kierunku stolicy główne siły rosyjskie ześrodkowane zostały na linii Byszów–Horenicze (na południowy zachód) oraz Demydiw (na północ), a na kierunku Żytomierza na linii Poliśke–Kuchary–Borodzianka. Po wewnętrznej stronie pierścienia oblężenia ukraińskiej stolicy kolejny dzień najcięższa sytuacja panowała w rejonie m. Bucza (Rosjanie zaangażowali tam do 3 batalionowych grup taktycznych – BGT) i Hostomel (do 2 BGT). W pobliżu Kijowa działają również rosyjskie formacje nieregularne (7 marca ostrzału ludności cywilnej w m. Myła 25 km na zachód od centrum Kijowa miał dokonać pułk specjalny im. Achmata Kadyrowa).

Na kierunku siewierskim Rosjanie kontynuowali natarcie w celu zacieśnienia pierścienia okrążenia lewobrzeżnej części Kijowa, główny wysiłek koncentrując w rejonach m. Browary (do 2 BGT), Boryspol (do 4 BGT) i Semeniwka (na południowy zachód od Obuchowa na prawym brzegu Dniepru; do 3 BGT), a także pomiędzy Kijowem a wciąż broniącym się Czernihowem – w rejonach m. Bobrowica (50 km na północny wschód od Browarów; do 3 BGT) i Mena (65 km na wschód od Czernihowa; do 3 BGT). W głębi wrogiego ugrupowania, w okolicach m. Pryłuki w obwodzie czernihowskim, żołnierze ukraińscy przeprowadzili udany atak na rosyjską kolumnę zaopatrzeniową (cysterny z paliwem). Jednostki rosyjskie przygotowują się do natarcia na Sumy, które są regularnie bombardowane.

Na kierunku słobodzkim siły agresora kontynuują ofensywę na kierunkach Kaniowa w obwodzie czerkaskim (w celu opanowania Kaniowskiej Elektrowni Wodnej) i Nowomoskowska (na obrzeżach m. Dniepr). Na zapleczu nacierających wojsk trwają walki wokół Charkowa (w walkach prawdopodobnie poległ zastępca dowódcy armii FR, gen. mjr Witalij Gierasimow). Rosjanie pozostawili tam także siły mające wspomóc natarcie na Sumy od południa i wspierające uderzenie na Siewierodonieck (trwają walki o Izium). Walki w głębi wrogiego ugrupowania prowadzone są w rejonie Konotopu i regularnie bombardowanej Ochtyrki.

Na kierunku donieckim uderzenie rosyjskie postępuje w dwóch kierunkach – zachodnim (z obwodu donieckiego) i północnym (z obwodu ługańskiego). Trzon ugrupowania siłami do 7 BGT naciera w kierunku Zaporoża i Dniepru, do 7 marca rano walki trwały na linii m. Staromłyniwka–Zaczatiwka (od 24 godzin armia ukraińska nie podaje informacji o sytuacji w tym rejonie). Na zapleczu agresora pozostały siły ukraińskie w m. Wołnowacha, o którą toczą się walki, a także w oblężonym Mariupolu. W obwodzie ługańskim do uderzenia na Siewierodonieck skierowana została dodatkowa BGT, kontynuowane są również starcia o Zołote i Trojićke.

Agresor kontynuuje ofensywę na Zaporoże i wzmacnia siły wokół oblężonego od kilku dni Mariupola. Trwają ciężkie walki o Mikołajów (Rosjanie atakują siłami do 2 BGT) – miasto jest bombardowane głównie ciężką artylerią rakietową, 7 marca obrońcy mieli najpierw utracić, a następnie odzyskać kontrolę nad lotniskiem. Do 3 BGT operuje w rejonie Wozniesieńska, na kierunku m. Jużnoukrajinśk (z Południowoukraińską Elektrownią Jądrową). 7 marca w rejonie Białogrodu n. Dniestrem (20 km na południowy zachód od Odessy) rozwinęła się rosyjska batalionowa grupa taktyczna, która najprawdopodobniej zaokrętowała się 5 marca w rejonie m. Nowooziernoje na Krymie.

Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że od 24 lutego do 8 marca wojska rosyjskie straciły ponad 12 tys. żołnierzy (zabici, ranni, wzięci do niewoli) oraz 303 czołgi, 1036 bojowych wozów opancerzonych, 120 systemów artyleryjskich, 56 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 27 systemów obrony przeciwlotniczej, 48 samolotów, 80 śmigłowców, 474 pojazdy kołowe, 3 jednostki pływające. Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy gen. Walery Załużny wezwał mieszkańców okupowanych regionów do przyłączenia się do ruchu oporu oraz udzielania wsparcia armii ukraińskiej.

Ministerstwo Obrony FR oświadczyło, że 7 marca w wyniku ataku rakietowego zniszczono lotnisko sił powietrznych w Ozernoje w obwodzie żytomierskim. Według Rosjan od 24 lutego zniszczono 2482 obiekty infrastruktury wojskowej Ukrainy, w tym 87 stanowisk dowodzenia i centrów łączności, 124 systemy rakiet przeciwlotniczych S-300, Buk M-1 i Osa, 79 stacji radiolokacyjnych, 866 czołgów i innych bojowych wozów opancerzonych, 91 wieloprowadnicowych systemów rakietowych, 317 dział i moździerzy polowych, 634 pojazdy kołowe, a także 81 bezzałogowych statków powietrznych.

7 marca zakończyła się trzecia runda rozmów ukraińsko-rosyjskich na Białorusi. Miały one charakter techniczny i były poświęcone ustaleniu warunków otwarcia korytarzy humanitarnych z miejscowości otoczonych przez agresora. Strona ukraińska nie zgadza się, by ludność została przewieziona na terytorium Białorusi i Rosji. Nie poruszano kwestii dotyczących warunków wstrzymania ognia czy rozwiązań politycznych prowadzących do zawarcia rozejmu. Po spotkaniu strona rosyjska poinformowała o przekazaniu delegacji ukraińskiej szeregu projektów dokumentów, których podpisanie mogłoby doprowadzić do zakończenia konfliktu. Mają one porządkować kwestie związane z „demilitaryzacją” i „neutralizacją” Ukrainy oraz uregulowaniem statusu języka rosyjskiego. Strona ukraińska nie odniosła się do propozycji rosyjskich, a dokumenty mają zostać przeanalizowane w Kijowie. Zapowiedziano, że kolejne spotkanie odbędzie się wkrótce.

Moskwa po raz kolejny przedstawiła warunki, jakie Kijów powinien spełnić, by doprowadzić do zawieszenia broni. Rzecznik Kremla stwierdził, że za pomocą działań bojowych Rosja kończy proces „demilitaryzacji” Ukrainy i oczekuje, że jej siły zbrojne zaprzestaną walki. Kolejnym krokiem powinna być zmiana konstytucji i potwierdzenie, że państwo ukraińskie rezygnuje z aspiracji wstąpienia do jakiegokolwiek bloku polityczno-wojskowego. Kijów powinien uznać Krym za część Rosji, a tzw. republiki ludowe za niepodległe państwa. Rosja w zamian za to nie będzie wysuwać nowych roszczeń terytorialnych. Rzeczniczka MSZ oświadczyła, że kontynuowanie dostaw broni na Ukrainę nie będzie w stanie w żaden sposób poprawić sytuacji humanitarnej i wywoła „katastrofalny rozwój sytuacji” nie tylko na Ukrainie, lecz także w krajach NATO.

8 marca prezydent Wołodymyr Zełenski ponownie wezwał stronę rosyjską do dialogu, deklarując gotowość poszukiwania kompromisu w sprawie tzw. republik ludowych i dalszej przyszłości terytoriów niekontrolowanych przez Ukrainę. Podkreślił, że Kijów jest gotowy do nawiązania dialogu, ale odrzuca możliwość kapitulacji. Na czwartek 10 marca w Antalyi zaplanowano trójstronne rozmowy ministrów spraw zagranicznych: Ukrainy Dmytra Kułeby, Rosji Siergieja Ławrowa oraz Turcji Mevlüta Çavuşoglu. Ten ostatni podkreślił, że absolutnym priorytetem rozmów będzie zakończenie działań wojennych.

7 marca granicę z Polską od strony Ukrainy przekroczyło 141,5 tys. uchodźców, a łącznie od początku inwazji – 1,2 mln osób. Według wysokiego komisarza ONZ ds. uchodźców (dane z dnia poprzedniego) Ukrainę opuściło już w sumie 1,7 mln ludzi. Najwięcej (1,027 mln) przeniosło się do Polski, 180 tys. na Węgry, 128 tys. na Słowację, 83 tys. do Mołdawii, a 79 tys. do Rumunii. Do innych krajów europejskich wyjechało 184 tys. osób, a do Rosji – 53,3 tys. We Lwowie przebywa ok. 200 tys. uchodźców wewnętrznych, część z nich zostaje tam na kilka nocy, a następnie wyjeżdża za granicę. Mer miasta Andrij Sadowy apeluje do organizacji międzynarodowych o pomoc humanitarną.

Prezydent Zełenski podpisał dekret o wycofaniu wszystkich ukraińskich żołnierzy służących w zagranicznych misjach pokojowych i po raz kolejny wezwał do zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą. Potwierdził też, że przebywa w Kijowie i nie zamierza opuścić miasta aż do zwycięstwa. Opór wobec agresora utrzymuje się nawet w okupowanych miastach, gdzie w dalszym ciągu mają miejsce masowe protesty.

Według resortu infrastruktury rosyjska inwazja spowodowała wielomiliardowe straty w ukraińskiej sieci transportowej. Na koniec ubiegłego tygodnia szacowano, że wartość szkód spowodowanych zniszczeniami dróg, mostów, linii kolejowych, lotnisk itp. przekroczyła 10 mld dolarów. Bank Światowy zadecydował o przyznaniu Ukrainie awaryjnego finansowania – 723 mln dolarów, by pomóc rządowi w dokonywaniu terminowych wypłat emerytur, pensji, świadczeń socjalnych itp. Firmy i osoby fizyczne z terytoriów objętych walkami mogą też składać wnioski o państwową zapomogę w wysokości 6,5 tys. hrywien (220 dolarów).

osw.waw.pl