piątek, 26 lipca 2024



Drugie w kolejności mamy słynne „Porozumienie generalne o współpracy, pomocy wzajemnej i wspólnych działaniach pomiędzy Głównym Zarządem Bezpieczeństwa Państwowego NKWD ZSRR i Głównym Urzędem Bezpieczeństwa Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników (Gestapo)”, które zdążyło się już znudzić specjalistom, ale wciąż porusza łatwowierną publiczność. Bardzo lubię ten tekst. Wracam do niego w momentach, o których Puszkin pisał: „Gdy myśli czarne cię ogarną, otwórz szampana lub poczytaj Wesele Figara”. 

Życie teraz nie jest łatwe, „czarne myśli” kołaczą się w głowie zbyt często, a żadna wątroba nie wytrzyma takiego obciążenia. Z kolei nieśmiertelna komedia Beaumarchais’go po prostu blednie w cieniu takich kwiatków: „Strony będą prowadziły walkę z degeneracją ludzkości w imię uzdrowienia białej rasy i stworzenia mechanizmów eugenicznych higieny rasowej. Rodzaje i formy degeneracji, które zostaną poddane sterylizacji i zniszczeniu, strony określiły w dodatkowym protokole nr 1, który stanowi integralną część niniejszego porozumienia”. W dodatkowym protokole nr 1 podano „rodzaje degeneracyjnych cech zwyrodnienia”, z którymi NKWD i gestapo miały wspólnie walczyć, a mianowicie: „rudzi, zezowaci,  kulawi i ułomni od urodzenia, posiadający wady wymowy – seplenienie, grasejowanie, jąkanie (wrodzone) – wiedźmy i czarownicy, szamani i jasnowidze, garbaci, karły, osoby mające duże znamiona oraz dużą liczbę małych znamion, przebarwienia skóry i różny kolor oczu itd.”
    
Owa niezrównana, topornie zmajstrowana fałszywka kończy się tak: „Tekst porozumienia napisano w języku rosyjskim i niemieckim w jednym egzemplarzu, z których każdy posiada jednakową moc”. Podpisali tajemnicze porozumienie „szef Głównego Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego NKWD, komisarz bezpieczeństwa państwowego pierwszego stopnia L. Beria i szef IV Departamentu (Gestapo) Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników Rzeszy, brigadenführer SS H. Müller”.

Podano nawet dokładną minutę, o której doszło do tego wydarzenia historycznego: „Sporządzono w Moskwie, 11 listopada 1938 r., o godz. 15 min. 40”.

Te dzikie brednie wytrwale promował w mediach towarzysz W. Karpow, były przewodniczący Związku Pisarzy ZSRR, były deputowany Rady Najwyższej i były członek KC KPZR. Dzięki takiemu podpisowi byle jak sklecona fałszywka, niewarta nawet tego, żeby o niej wspominać, wywołała szeroką dyskusję, była wielokrotnie cytowana itd. Jednak Karpow nie jest autorem tekstu. W 1999 roku opublikował go niejaki G. Nazarow, działacz dobrze znany w wąskich kręgach ideowych bojowników z panoszeniem się europejskich wolnomularzy (czyli „żydomasonów”). „Dokument” ukazał się w czasopiśmie o znamiennym dla publikacji tego typu tytule, „Czudiesa i prikluczenija” („Cuda i przygody”, 1999, nr 10).

Nie wykluczam zresztą, że również Nazarow jedynie przepisał tekst, który wymyślił ktoś inny. Tak czy owak znalazłem to „Porozumienie generalne” z odsyłaczem do pisma „Pamiat'” (1999, nr 1).

(...)

A jednak współpraca NKWD z aparatem terroru faszystowskich Niemiec jest niepodważalnym faktem. Tylko że przedmiotem tej współpracy nie była walka z „rudymi, zezowatymi i ułomnymi”, a dużo bardziej istotne dla Hitlera i Stalina cele.

Po tym jak we wrześniu 1939 roku Wehrmacht i Armia Czerwona okupowały Polskę, dwa dyktatorskie reżimy stanęły w obliczu problemu walki z polskim ruchem oporu. Ta walka wymagała współpracy struktur bezpieczeństwa. Podstawą prawną do niej był tajny protokół dodatkowy Traktatu o przyjaźni i granicach, podpisanego w Moskwie 28 września 1939 roku. Oto pełny tekst tego protokołu:

Moskwa
28 września 1939 r.

Niżej podpisani upełnomocnieni przy zawarciu radziecko-niemieckiego traktatu o granicach i przyjaźni porozumieli się, jak następuje:
 
Obie strony nie dopuszczą na swych terytoriach do żadnej polskiej agitacji, która dotyczy terytorium drugiej strony. Będą tłumić wszelkie zaczątki takiej agitacji na swych terytoriach i będą się informować nawzajem o odpowiednich środkach podjętych do tego celu.

Z upoważnienia
Za Rząd Rzeszy Niemieckiej – J. Ribbentrop
Za Rząd ZSRR – W. Mołotow

Mark Sołonin - Pranie mózgu



Wypada stwierdzić, że polscy oficerowie zostali zamordowani z kilku istotnych powodów, głównie w imię ideologii, ale nie tylko. Ich wrogość do ustroju sowieckiego, patriotyzm, niezdolność do wyrzeczenia się przysięgi, jaką złożyli II Rzeczypospolitej, w dużym stopniu przyczyniły się do podjęcia decyzji o ich eksterminacji. Ale była też bardziej prozaiczna przyczyna: sowiecka machina terroru, czyli w praktyce infrastruktura NKWD, dość często nie była w stanie „zagospodarować” tak wielkiej liczby represjonowanych. Komendant obozu jenieckiego w Ostaszkowie Paweł Borisowiec odnotowywał w swym raporcie bardzo ciężkie warunki bytowe jeńców. Brakowało miejsc sypialnych. Oficerowie zmuszeni byli spać na zmianę, naprędce budowano prowizoryczne, kilkupiętrowe prycze. Pojawiły się trudności nawet z zaopatrzeniem w słomę do materaców i poduszek, brakowało pitnej wody. Także woda do mycia stanowiła w obozach prawdziwy luksus, właściwie nieosiągalny. Zachorowalność wśród jeńców była wysoka. Przewidywano, że już wkrótce, czyli zaraz po zakończeniu wojny z Finlandią, jaka toczyła się na przełomie lat 1939 i 1940, miejsca w obozach będą potrzebne dla dziesiątków, a może setek tysięcy jeńców fińskich. Wśród innych dość trywialnych, ale istotnych przyczyn mordowania Polaków znalazły się wysokie jak na ZSRS koszty przetrzymywania niepracujących więźniów, niebezpieczeństwo rozpowszechnienia wrogich informacji i nastrojów przez Polaków, a także ich nieprzydatność w sowieckich planach komunizacji Polski.

Zawiodła również kampania propagandowa zaadresowana do polskich jeńców. W obozach od piątej rano do północy nadawano sowieckie audycje radiowe. Gdzie tylko się dało rozwieszano plakaty gloryfikujące szczęśliwe życie w Związku Sowieckim. Codziennie pokazywano filmy sowieckie, takie jak Lenin w październiku, Czapajew czy Człowiek z karabinem. Prawie bez przerwy przed polskimi oficerami występowali propagandyści partyjni z referatami o konstytucji sowieckiej, o demokracji socjalistycznej, o stalinowskiej industrializacji itd.

Na Kremlu spodziewano się, że ten zmasowany atak propagandowy przyniesie skutek. Czy można to nazwać naiwnością? Stalinowski system totalitarny osiągnął najwyższy stopień podporządkowania mas, ich zniewolenia i ideologicznego ogłupienia. Indoktrynacja w dużym stopniu opierała się na strachu i na terrorze, w którego siłę Stalin i jego otoczenie bezkrytycznie wierzyli. Pod jego ciosami nawet najbardziej niezłomni bolszewicy-leninowcy przyznawali się do niewiarygodnych czynów, w zasadzie do wszystkiego, co im zarzucano. Polaków więzionych w obozach jenieckich też próbowano poddać podobnej „obróbce”, ale w tym wypadku ta taktyka, poza nielicznymi wyjątkami, zawiodła. Stalin poniekąd z konieczności wrócił zatem do metod z czasów wojny domowej, kiedy po zajęciu Krymu w 1920 roku masowo rozstrzeliwano „białych” oficerów, nienadających się zupełnie do realizacji planów budowy komunistycznego imperium.

(...)

Przekonanie Stalina, że sojusz z III Rzeszą jest trwały i że kwestia polska została załatwiona raz na zawsze (lub na długo) skutkowało również zwalczaniem nastrojów antyniemieckich wśród oficerów polskich. W czasie przesłuchań padały zaś stwierdzenia, które budziły zaniepokojenie kierownictwa NKWD. Była w nich bowiem mowa o tym, że w końcowym okresie wojny polscy dowódcy uważali, że Armia Czerwona weszła na terytorium II Rzeczypospolitej jako sprzymierzeniec, aby pomóc w walce z Hitlerem. Dlatego świadomie prowadzili swoje jednostki na wschód, aby połączyć się z Armią Czerwoną i wspólnie walczyć przeciwko wojskom niemieckim. 

Wiarygodność tego rodzaju argumentacji jest wątpliwa. Ale niektórzy z polskich jeńców naiwnie uważali, że taka postawa może im ułatwić wyjście na wolność. Nie podejrzewali, że w początkowym okresie II wojny światowej głoszenie podobnych poglądów było traktowane w ZSRS jako poważne przestępstwo polityczne. Stalin bardzo dbał o swój wizerunek wiernego i lojalnego sojusznika Hitlera, zresztą w tym czasie w ogóle nie brał pod uwagę możliwości śmiertelnego starcia dwóch najpotężniejszych totalitaryzmów XX wieku. Dlatego wrogość polskich oficerów wobec III Rzeszy była dla władz sowieckich jeszcze jednym argumentem za tym, by się ich pozbyć.

Gwoli sprawiedliwości odnotujmy, że na wczesnym etapie wojny niektórzy wysoko postawieni urzędnicy w aparacie NKWD planowali łagodne rozwiązanie problemu więźniów polskich przetrzymywanych w obozach jenieckich. Stosunkowo miękkie stanowisko resortu było następstwem wielkiej czystki w szeregach sowieckich służb specjalnych, którą przeprowadzono po zakończeniu wielkiego terroru. Rok 1939 upłynął pod znakiem tzw. odwilży beriowskiej, charakteryzującej się złagodzeniem represji wobec społeczeństwa i ich nasileniem wobec jego prześladowców, z reguły wobec poprzedniego kierownictwa i szeregowych pracowników NKWD. Stalin świadomie chciał przerzucić odpowiedzialność za ludobójstwo na swych podwładnych.

W tej sytuacji 20 lutego Zarząd do spraw Jeńców Wojennych NKWD w specjalnym raporcie zaproponował łagodne, a przy tym całkiem logiczne rozwiązanie sprawy polskich jeńców wojennych i więźniów politycznych. Zakładano w nim zwolnienie do domu osób cywilnych, które przypadkowo dostały się do obozów, szeregowych policjantów, powołanych z rezerwy w czasie mobilizacji, szeregowych żołnierzy KOP, oficerów rezerwy, osób o pochodzeniu robotniczym i chłopskim, oficerów w podeszłym wieku, chorych, inwalidów itp. W obozach spośród około 30 tysięcy przetrzymywanych planowano nadal więzić jedynie 400–500 osób jako „wyraźnie kontrrewolucyjny element”, który należało postawić przed trybunałami wojskowymi. Tymczasem Stalin zadecydował inaczej.

Projekt uchwały Biura Politycznego KC WKP(b) w sprawie represji wobec przetrzymywanych w obozach jenieckich Polaków przygotował niedawno powołany na stanowisko szefa NKWD Ławrientij Beria. Był to koniec lutego 1940 roku, a Beria dopiero się przymierzał do roli wszechwładnego szefa instytucji terroru. Ledwie niecały rok wcześniej, w marcu 1939 roku, został wybrany na kandydata na członka Biura Politycznego. Zaproponowana przez niego likwidacja Polaków miała mu pomóc w karierze politycznej, chciał zrobić wrażenie na Stalinie. Zakładano, że eksterminacji poddanych zostanie 25.700 polskich jeńców wojennych z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku, a także przetrzymywanych w więzieniach na byłych polskich Kresach Wschodnich. Formalnie decyzję o skazaniu ich na śmierć miała podjąć specjalna grupa NKWD, tzw. Osoboje Sowieszczanije, bez wysłuchania aresztowanych, bez przedstawienia im aktu oskarżenia, wyników śledztwa i dowodów winy.

Zaplanowana przez NKWD na polecenie Stalina zbrodnia była na tyle bezprecedensowa nawet w warunkach sowieckiego totalitarnego państwa, że kremlowski dyktator nie zdecydował się powiadomić o niej wszystkich członków swego najbliższego otoczenia. Z dziewięciu członków Biura Politycznego (ze Stalinem włącznie) wiedziało o niej jedynie pięciu najbardziej zaufanych. Podpisy na dokumencie zaś umieścili tylko Woroszyłow, Mołotow i Mikojan. Telefonicznie zamysł wymordowania Polaków poparli Kalinin i Kaganowicz.

Plan Berii dotyczący polskich jeńców i więźniów spotkał się z uznaniem Stalina jako rozwiązanie konieczne, ważny element dalszego wzmocnienia systemu totalitarnego, wreszcie jako niezbędny krok w przygotowaniu kraju do nieuniknionej wojny z imperializmem światowym. Wszystkie działania NKWD w sprawie polskich jeńców wojennych prowadzone były pod kierownictwem i ścisłym nadzorem samego Stalina. On jako pierwszy podpisał dokument nakazujący „specjalne potraktowanie” Polaków, osobiście poinformował niektórych innych członków Biura Politycznego o konieczności podjęcia takich działań. Skrupulatnie śledził też przebieg samej egzekucji.

(...)

W wypadku Polaków sprawa miała wymiar międzynarodowy. Dlatego egzekucje zdecydowano się przeprowadzić w ścisłej tajemnicy. Już od połowy marca przerwano wszelką korespondencję więźniów z rodzinami. Zaprzestano też ich przesłuchiwania. Ograniczono do niezbędnego minimum personel obozowy mający bezpośrednie kontakty z więźniami, jednocześnie wzmocniono posterunki NKWD wokół obozów. Zakazano przyznawania urlopów wszystkim tym, którzy brali bezpośredni udział w rozstrzeliwaniu jeńców. Zrobiono wszystko, co możliwe, aby los prawie 22 tysięcy osób nigdy nie został wyjaśniony. Zniszczono całą korespondencję rozstrzelanych, ich rzeczy osobiste. Na liczne zapytania rodzin standardowo odpowiadano, że dana osoba nie znajduje się w sowieckich obozach jenieckich albo że jej los jest nieznany. Prawda o zbrodni miała umrzeć razem z ofiarami.

(...)

Goebbels zadecydował o wykorzystaniu karty katyńskiej w wojnie propagandowej dopiero na początku 1943 roku. Przebieg walk sowiecko-niemieckich w latach 1941–1943 był dla III Rzeszy na tyle korzystny, że ujawnienie zbrodni popełnionej przez Sowietów wydawało się Niemcom po prostu zbędne. Dopiero Stalingrad i poważny kryzys w działaniach militarnych zmusiły kierownictwo nazistowskie do użycia „broni katyńskiej”. 

Skala i charakter zbrodni katyńskiej przerażają nawet na tle bezprecedensowych masowych zbrodni niemieckich. Jest to wyjątkowy akt, popełniony w imię ideologii i doraźnych celów politycznych. Nie bez podstaw Goebbels i jego współpracownicy liczyli na to, że Katyń zdoła wywrzeć realny wpływ na bieg II wojny światowej. Niewątpliwie rozumiał to również Stalin – człowiek, który do perfekcji opanował sztukę prowokacji politycznej i dla którego moralne było wszystko, co mogło posłużyć umocnieniu ustroju totalitarnego pod jego panowaniem. Dlatego skala i charakter jego akcji zafałszowującej w sprawie katyńskiej przerażają nie mniej niż sama zbrodnia.

(...)

Ujawniając prawdę o Katyniu, Niemcy osiągnęli jeden konkretny cel: zerwanie polsko-sowieckich stosunków dyplomatycznych. Choć jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że działania niemieckie tylko przyspieszyły proces ciągłej erozji tych stosunków. Po wyprowadzeniu armii Andersa z terytorium Związku Sowieckiego Stalin coraz bardziej skłaniał się ku temu, by odrzucić koncepcję finlandyzacji Polski, ale też nie od razu zdecydował się na ostateczne zerwanie z polskim Londynem. Z jednej strony był już gotów spisać go na straty i przystąpić bez skrupułów do komunizacji Polski, z drugiej jednak taki gest mógł poważnie zagrozić jedności całej koalicji antyhitlerowskiej. A to z kolei wywarłoby niekorzystny wpływ na przebieg wojny.

(...)

Owa kampania dezinformacyjna na wyjątkowo szeroką skalę ruszyła już 15 kwietnia 1943 roku, kilka dni po tym, jak pojawiły się pierwsze doniesienia niemieckie na temat mordu katyńskiego. Następnego dnia sowiecka agencja informacyjna Sowinformbiuro opublikowała w „Prawdzie” i innych gazetach centralnych specjalne oświadczenie w tej sprawie. Niemieckie wiadomości o Katyniu określano jako „ohydne oszczerstwo”, „potworny wymysł” i „podłe kłamstwo”. W dniach 19 i 28 kwietnia na temat Katynia pisano w obszernych artykułach w „Prawdzie”, 21 kwietnia w „Izwestii”. Jako sprawców zbrodni wskazywano Niemców, w których ręce latem 1941 roku dostali się rzekomo polscy oficerowie. 25 kwietnia w liście do Churchilla Stalin osobiście informował brytyjskiego przywódcę o „zerwaniu stosunków dyplomatycznych z polskim rządem w Londynie”. Dopiero następnego dnia ambasadorowi Polski w Rosji Tadeuszowi Romerowi wręczono stosowną notę rządu sowieckiego.

(...)

Sowiecka kampania propagandowa doczekała się czynnego poparcia ze strony dwóch innych głównych członków koalicji antyhitlerowskiej: Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Zarówno Churchill, jak i Roosevelt, mimo że otrzymali prawdziwe informacje wywiadu o tym, kto rzeczywiście popełnił zbrodnię w Katyniu, naciskali na rząd Sikorskiego, aby ten uznał sprawę katyńską za prowokację hitlerowską służącą złamaniu jedności sojuszników. Churchill i brytyjski minister spraw zagranicznych Anthony Eden w swych wystąpieniach w Izbie Gmin podkreślali, że wierzą Stalinowi, a nie Niemcom, i że sprawę katyńską niemiecka propaganda chce wykorzystać w celu skompromitowania sowieckiego sojusznika.

(...)

Pod naciskiem Churchilla i Roosevelta generał Sikorski zdecydował się zrezygnować z wniosku do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o wyjaśnienie sprawy katyńskiej. Konflikt polsko-sowiecki próbowano załatwić polubownie. Stalin jednak już wyczuł słabość swych zachodnich sojuszników gotowych ofiarować mu Polskę w zamian za jedność koalicji antyhitlerowskiej.

Katyń stał się papierkiem lakmusowym, który jednoznacznie wskazał sowieckiemu dyktatorowi, że Polska została ostatecznie przekazana przez Zachód do jego strefy wpływów, że nikt w Waszyngtonie i Londynie nie zdecyduje się na zerwanie stosunków z ZSRS, aby bronić interesów Polski. Katyń spełnił zatem funkcję swoistego katalizatora rozprawy z Polskim Państwem Podziemnym i powojennej tragedii komunizacji Polski.

Nikolaj Iwanow - Komunizm po polsku