piątek, 24 października 2025



Gripen ma też taką zaletę, że został zaprojektowany pod wymagania operacyjne szwedzkiego lotnictwa, które mają dużo wspólnego z tym jak działają teraz Ukraińcy. Głównie chodzi o operowanie w rozproszeniu, czyli niekoniecznie z dużych stałych baz, ale z różnych mniejszych lotnisk przystosowanych prowizorycznie do obsługi maszyn bojowych. Ewentualnie wręcz z przygotowanych odcinków dróg. To sposób na przetrwanie w obliczu przeciwnika dysponującego znacznymi zdolnościami do ataków na dalekim dystansie Ukraińcom idzie to bardzo dobrze, bo pomimo ciągłych rosyjskich uderzeń na ich bazy lotnicze, ich lotnictwo jest w stanie operować z relatywnie niskimi stratami na ziemi. Szwedzi zawsze zakładali to samo w przypadku konfliktu z ZSRR. Gripen ma być relatywnie prosty w codziennej obsłudze i ze względu na małe rozmiary dobrze sprawdzać się na prowizorycznych lądowiskach. Szwedzka maszyna ma być też najtańsza w codziennej eksploatacji, co w potencjalnych powojennych realiach Ukrainy na pewno będzie miało ogromne znaczenie.

Zdolności bojowe szwedzkiej maszyny na pewno nie będą dorównywać nowoczesnym zachodnim maszynom w rodzaju F-35, ale zakup takiego sprzętu przez Ukrainę to strefa fantastyki. W ukraińskich warunkach Gripeny mogą być solidnym wyborem. Wizja Sił Powietrznych Ukrainy składających się za dekadę z kilkudziesięciu używanych F-16 otrzymywanych teraz, oraz setki nowych Gripenów, jest na pewno atrakcyjna dla polityków i wojskowych w Kijowie. Pozostaje czekać, czy uda się przekuć ambitny pomysł na konkrety.

gazeta.pl


Premier Belgii Bart De Wever opóźnił na czwartkowym szczycie UE w Brukseli plan wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów jako zabezpieczenia pożyczki dla Ukrainy. Tłumaczył to ryzykiem pozwów i odwetu Moskwy. Nie chcę być niegrzecznym chłopcem - tłumaczył belgijski polityk po posiedzeniu Rady Europejskiej.

De Wever na razie nie zgodził się na wdrożenie planu, który zakładał wykorzystanie rosyjskich aktywów, zamrożonych po inwazji Kremla na Ukrainę, jako zabezpieczenia pożyczki w wysokości 140 mld euro. Z powodu sprzeciwu Belgii przywódcy państw UE nie osiągnęli porozumienia.
Jak podał dziennik "NRC", De Wever wyraził obawy, że taki krok mógłby doprowadzić do pozwów sądowych i rosyjskich działań odwetowych wobec belgijskich aktywów. Większość środków należących do rosyjskiego banku centralnego znajduje się w belgijskiej instytucji Euroclear w Brukseli, co - jak podkreślił premier - czyni z Belgii najbardziej narażony kraj.

"Nie chcę być niegrzecznym chłopcem Europy" - powiedział De Wever po zakończeniu obrad, dodając, że Belgia potrzebuje "twardych gwarancji" od pozostałych państw członkowskich. Premier domaga się, by inne kraje UE współdzieliły ryzyko i wzięły odpowiedzialność finansową w przypadku ewentualnych roszczeń ze strony Moskwy.

Według "NRC" belgijski premier zaproponował, by także Francja i Luksemburg, gdzie przechowywane są mniejsze rosyjskie środki, uczestniczyły w planie, a ponadto przynajmniej jedno państwo spoza strefy euro wzięło na siebie część ryzyka, by uniknąć szkód wizerunkowych dla europejskiej waluty.

De Wevera częściowo poparła prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde, która oceniła, że pomysł Komisji Europejskiej byłby możliwy tylko wtedy, gdyby pieniądze zostały w pełni zabezpieczone w momencie ewentualnych roszczeń Rosji. W przeciwnym razie Belgia mogłaby zostać zobowiązana do natychmiastowej wypłaty całej kwoty.

Według belgijskiego rządu decyzja o wstrzymaniu zgody nie oznacza końca rozmów. Komisja Europejska została poproszona o przedstawienie nowych propozycji finansowania pomocy dla Kijowa. Kolejna próba osiągnięcia porozumienia w tej sprawie ma nastąpić podczas grudniowego szczytu UE.

PAP


Liczba rosyjskich jednostek morskich, zagrażających brytyjskim wodom, wzrosła o 30 proc. - zaalarmował w piątek minister obrony Wielkiej Brytanii John Healey w rozmowie z BBC. Szef resortu powiadomił, że przekazał przywódcy Rosji Władimirowi Putinowi wiadomość: "Polujemy na wasze okręty podwodne".

W opinii Healey’a obecnie trwa wzrost "rosyjskiej agresji na całej linii", co, jego zdaniem, dotyczy nie tylko Ukrainy, ale wpływa również na Europę Zachodnią.

Według informacji podanych przez brytyjskie ministerstwo obrony aktywność rosyjskich okrętów podwodnych na wodach północnego Atlantyku powróciła do poziomu z czasów zimnej wojny.

Resort poinformował, że Królewskie Siły Powietrzne (RAF) oraz Królewska Marynarka Wojenna (Royal Navy) zintensyfikowały obserwację tego obszaru ze względu na aktywność rosyjskich łodzi podwodnych. Samoloty RAF-u wykonują misje niemal codziennie, czasami przez całą dobę. Są one wspierane przez siły innych sojuszników z NATO.

- Rosja rzuca nam wyzwanie, testuje nas, obserwuje nas. Ale (prowadzenie misji przez brytyjskie) samoloty pozwala nam powiedzieć Putinowi: obserwujemy was, polujemy na wasze okręty podwodne - oznajmił Healey w rozmowie z BBC, w czasie spotkania ze swoim niemieckim odpowiednikiem Borisem Pistoriusem.

- Północny Atlantyk jest kluczowym regionem - i jest on zagrożony przez rosyjskie okręty podwodne z napędem atomowym. (...) Dlatego musimy wiedzieć, co dzieje się na morzu - oznajmił minister obrony Niemiec. Pistorius zapowiedział, że Niemcy planują częste loty patrolowe z bazy RAF w Lossiemouth.

Niemiecki minister podkreślił, że każdego dnia pojawiają się kolejne dowody na to, że Rosja prowadzi wobec Europy wojnę hybrydową w postaci "fałszywych wiadomości, dezinformacji, zagrożenia dla infrastruktury podmorskiej". - Czas, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, co się dzieje - zaapelował.

Stacja BBC przypomniała, że w sierpniu samoloty RAF-u, współpracując z amerykańskimi i norweskimi myśliwcami, monitorowały rosyjski okręt podwodny, który śledził amerykański lotniskowiec USS Gerald R. Ford podczas ćwiczeń na północnym Atlantyku.

PAP


Najbardziej uderzająca ocena padła podczas debaty ekspertów. Debra Cagan z Centrum Eurazji Rady Atlantyckiej, zapytana o to, jak wyglądałaby rosyjska operacja wojskowa bez partnerów CRINK, nie przebierała w słowach.

— Wyglądałaby jak śmieć — stwierdziła, wyjaśniając podstawową zależność. — Rosja potrzebuje chipów komputerowych. Potrzebują specjalnych metali, minerałów ziem rzadkich, aby nadal utrzymywać swoje linie obronne, a nie byliby w stanie tego zrobić, zwłaszcza bez Chin, przy większości tych głównych elementów wyposażenia — wyjaśniła.

To przypomina o bolesnej dla Putina rzeczywistości ujawnionej w raporcie: aby kontynuować produkcję pocisków rakietowych, dronów, czołgów i innego zaawansowanego technologicznie uzbrojenia, Rosja, pozbawiona zachodniej technologii i inwestycji przez sankcje, jest całkowicie zależna od zagranicznego wkładu.

Podczas gdy Iran i Korea Północna zapewniają sprzęt bezpośrednio na pole bitwy (odpowiednio drony i pociski artyleryjskie), Chiny są przedstawiane jako niezbędny — ale wysoce asymetryczny — filar gospodarczy i technologiczny Rosji. W raporcie podkreślono, że Chiny stały się gospodarczą linią ratunkową Rosji, a dwustronna wymiana handlowa osiągnęła rekordowy poziom od czasu inwazji w 2022 r.

Co najważniejsze, Stany Zjednoczone szacują, że Chiny dostarczają prawie 80 proc. produktów podwójnego zastosowania, których Rosja potrzebuje do prowadzenia wojny. Obejmuje to wszystko od elektroniki użytkowej używanej w zaawansowanej broni po wysokiej klasy obrabiarki i, co najważniejsze, mikroelektronikę.

Ale ta relacja nie jest relacją równych sobie; jest bardzo wypaczona. Rosja, zdesperowany klient wymieniający surowce na towary przemysłowe, jest młodszym partnerem. Handel Chin z Rosją stanowi zaledwie ok. 3 proc. ich całkowitego światowego handlu, podczas gdy Rosja jest obecnie głęboko uzależniona od Chin. "Chiny są kluczowym partnerem Rosji w dążeniu do podważenia interesów USA i Zachodu na całym świecie oraz podważenia obecnego porządku międzynarodowego" — zauważa raport o CRINK.

Ta asymetria jest źródłem zastrzeżenia, że "Chinom nie można ufać", które powtarzało się w trakcie wydarzenia. Eksperci podkreślali, że kalkulacja Pekinu jest czysto pragmatyczna. Jeśli polityczne lub ekonomiczne koszty wspierania Moskwy wzrosną zbyt wysoko — np. z powodu wtórnych sankcji ze strony Zachodu — Chiny zachowają pełną elastyczność, aby zmniejszyć lub całkowicie odciąć wsparcie. Rosja natomiast jest przyparta do muru.

Ta dynamika oznacza, że Chiny mogą właściwie trzymać klucz do zakończenia wojny w Ukrainie, ale nie z powodu wyznawanych zasad. Jest to raczej zimny, twardy strategiczny atut, którego Pekin używa, aby uzyskać przewagę nad Zachodem i umocnić swoją kontrolę nad swoim nowo uzależnionym od niego partnerem.

Angela Stent jednoznacznie oceniła skalę wyzwania: - Wierzę, że kraje te stanowią rosnące zagrożenie dla Zachodu, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo. Myślę, że odpowiedź na te zagrożenia będzie trudna i dość kosztowna — powiedziała. Co najważniejsze, Stent odrzuciła nadzieje na łatwe zasianie podziału między Moskwą a Pekinem, stwierdzając, że "wbijanie klinu między nie [...] raczej nie zadziała w krótkim okresie".

onet.pl


Realne zwiększenie efektywności sankcji przeciw Rosji zależeć będzie od ich egzekwowania. Druga administracja Trumpa nie wprowadzała dotychczas nowych obostrzeń wobec Moskwy. W rezultacie prowadziło to do znacznego osłabienia efektu restrykcji, co przejawiało się m.in. zmniejszeniem dyskontu na rosyjską ropę względem innych marek surowca, a także demonstracyjnym ignorowaniem ograniczeń przez chińskich odbiorców (nie tylko ropy naftowej). Koronny przykład otwartego łamania reżimu sankcyjnego to chiński import LNG z rosyjskiego zakładu Arktyczny LNG 2, który pozostaje objęty amerykańskimi obostrzeniami. Przywrócenie mechanizmom sankcyjnym skuteczności będzie wymagało konsekwencji ze strony USA w postaci aktywnego ścigania podmiotów łamiących zapisy sankcyjne (tankowce, banki, rafinerie), jak miało to miejsce w latach 2023–2024. W przeciwnym razie ich efekt będzie krótkotrwały, a rosyjscy eksporterzy i ich odbiorcy szybko zaadaptują się do ograniczeń. Biorąc pod uwagę deklaracje Trumpa, wyrażające nadzieję na to, że restrykcje „nie będą na długo”, nie można wykluczyć, że ich skutki zniweluje zmiana kalkulacji politycznych Waszyngtonu.  

Wprowadzane przez Zachód sankcje w krótkim okresie spowodują przecenę rosyjskiej ropy i podniosą koszty jej eksportu. We wrześniu dyskont względem zachodniej marki Brent wynosił ok. 12 dolarów na baryłce. W rezultacie restrykcji ceny wszystkich marek surowca poszły w górę, podczas gdy stawki za rosyjską się obniżyły. Prowadzić to będzie do redukcji marży koncernów oraz dochodów budżetowych. Ograniczenia zmuszają eksporterów do poszukiwania nowych sposobów na realizację transakcji, m.in. poprzez ukrywanie pochodzenia ropy, co będzie generowało koszty, a zarazem obniżało atrakcyjność cenową rosyjskiego surowca. Co więcej, sankcje na Rosnieftʹ i Łukoil – jeśli zostaną utrzymane przez długi czas – mogą dodatkowo uderzyć w przetwórstwo ropy w Rosji, utrudniając koncernom pozyskanie technologii i części zamiennych dla rafinerii.

Amerykańskie restrykcje niosą wyzwanie dla państw trzecich, których rafinerie przerabiają rosyjską ropę bądź stanowią rosyjską własność. Sankcje zmuszają podmioty zwłaszcza z Indii, Chin i Turcji do zaprzestania importu surowca z FR – szczególnie na podstawie kontraktów długoterminowych – pod groźbą nałożenia sankcji wtórnych. O ile w przypadku ChRL prawdopodobnym scenariuszem jest odizolowanie tego przesyłu od zachodniego systemu rozliczeń, o tyle w przypadku Indii i Turcji, które sprzedają paliwa na rynkach zachodnich, należy spodziewać się rewizji podejścia. Ewentualna redukcja importu rosyjskiej ropy przez te kraje znacząco ograniczyłaby rosyjskie dochody z eksportu. Sankcyjny nacisk wymierzony jest też w państwa unijne. Dwa z nich – Słowacja i Węgry – wciąż sprowadzają surowiec z Rosji, a w innych (Rumunia, Bułgaria i Niemcy) działają rafinerie należące do koncernu Łukoil i Rosniefti. Nie można jednak wykluczyć, że Waszyngton będzie gotowy na wprowadzenie czasowych derogacji w odniesieniu do konkretnych podmiotów, tak jak miało to miejsce w przeszłości w przypadku serbskiej rafinerii NIS (...).

Systematyczne włączanie na unijne listy sankcyjne podmiotów z państw trzecich świadczy o zmianie jakościowej w podejściu UE do restrykcji. Nałożenie bezpośrednich ograniczeń na m.in. chińskie rafinerie, azjatyckie banki czy giełdy kryptowalut wskazuje na rosnącą gotowość Brukseli do aktywnego ścigania podmiotów łamiących restrykcje, co sygnalizuje zmianę paradygmatu jej działania. Karanie spółek spoza Rosji za łamanie reżimu sankcyjnego w coraz większym stopniu przypomina amerykańskie podejście polegające na nakładaniu sankcji wtórnych. Takie nasilenie presji powinno przyczynić się do poprawy efektywności obostrzeń UE.

osw.waw.pl