Najbardziej uderzająca ocena padła podczas debaty ekspertów. Debra Cagan z Centrum Eurazji Rady Atlantyckiej, zapytana o to, jak wyglądałaby rosyjska operacja wojskowa bez partnerów CRINK, nie przebierała w słowach.
— Wyglądałaby jak śmieć — stwierdziła, wyjaśniając podstawową zależność. — Rosja potrzebuje chipów komputerowych. Potrzebują specjalnych metali, minerałów ziem rzadkich, aby nadal utrzymywać swoje linie obronne, a nie byliby w stanie tego zrobić, zwłaszcza bez Chin, przy większości tych głównych elementów wyposażenia — wyjaśniła.
To przypomina o bolesnej dla Putina rzeczywistości ujawnionej w raporcie: aby kontynuować produkcję pocisków rakietowych, dronów, czołgów i innego zaawansowanego technologicznie uzbrojenia, Rosja, pozbawiona zachodniej technologii i inwestycji przez sankcje, jest całkowicie zależna od zagranicznego wkładu.
Podczas gdy Iran i Korea Północna zapewniają sprzęt bezpośrednio na pole bitwy (odpowiednio drony i pociski artyleryjskie), Chiny są przedstawiane jako niezbędny — ale wysoce asymetryczny — filar gospodarczy i technologiczny Rosji. W raporcie podkreślono, że Chiny stały się gospodarczą linią ratunkową Rosji, a dwustronna wymiana handlowa osiągnęła rekordowy poziom od czasu inwazji w 2022 r.
Co najważniejsze, Stany Zjednoczone szacują, że Chiny dostarczają prawie 80 proc. produktów podwójnego zastosowania, których Rosja potrzebuje do prowadzenia wojny. Obejmuje to wszystko od elektroniki użytkowej używanej w zaawansowanej broni po wysokiej klasy obrabiarki i, co najważniejsze, mikroelektronikę.
Ale ta relacja nie jest relacją równych sobie; jest bardzo wypaczona. Rosja, zdesperowany klient wymieniający surowce na towary przemysłowe, jest młodszym partnerem. Handel Chin z Rosją stanowi zaledwie ok. 3 proc. ich całkowitego światowego handlu, podczas gdy Rosja jest obecnie głęboko uzależniona od Chin. "Chiny są kluczowym partnerem Rosji w dążeniu do podważenia interesów USA i Zachodu na całym świecie oraz podważenia obecnego porządku międzynarodowego" — zauważa raport o CRINK.
Ta asymetria jest źródłem zastrzeżenia, że "Chinom nie można ufać", które powtarzało się w trakcie wydarzenia. Eksperci podkreślali, że kalkulacja Pekinu jest czysto pragmatyczna. Jeśli polityczne lub ekonomiczne koszty wspierania Moskwy wzrosną zbyt wysoko — np. z powodu wtórnych sankcji ze strony Zachodu — Chiny zachowają pełną elastyczność, aby zmniejszyć lub całkowicie odciąć wsparcie. Rosja natomiast jest przyparta do muru.
Ta dynamika oznacza, że Chiny mogą właściwie trzymać klucz do zakończenia wojny w Ukrainie, ale nie z powodu wyznawanych zasad. Jest to raczej zimny, twardy strategiczny atut, którego Pekin używa, aby uzyskać przewagę nad Zachodem i umocnić swoją kontrolę nad swoim nowo uzależnionym od niego partnerem.
Angela Stent jednoznacznie oceniła skalę wyzwania: - Wierzę, że kraje te stanowią rosnące zagrożenie dla Zachodu, zarówno indywidualnie, jak i zbiorowo. Myślę, że odpowiedź na te zagrożenia będzie trudna i dość kosztowna — powiedziała. Co najważniejsze, Stent odrzuciła nadzieje na łatwe zasianie podziału między Moskwą a Pekinem, stwierdzając, że "wbijanie klinu między nie [...] raczej nie zadziała w krótkim okresie".
onet.pl