środa, 19 czerwca 2019


O 5.20 porucznik Roman Abraham, przyszły generał WP, wchodzi z oddziałem na rynek główny, zrywa z ratusza flagi ukraińskie i zawiesza polską. Jeszcze przed świtem zaczynają się napady na sklepy i domy żydowskie. Żołnierze polscy idą rabować dzielnicę żydowską. To na razie są chaotyczne rabunki, to jeszcze nie jest pogrom w rosyjskim sensie tego słowa.

O ósmej rano na rynku zbierają się już tłumy Polaków.

– Przyszli powitać niepodległość. Na oczach tłumu żołnierze oddziału Abrahama w obecności dowódcy rozbijają największy żydowski sklep jubilerski, czyli salon Zippera. To wtedy zaczyna się pogrom w rosyjskim znaczeniu tego słowa, czyli morderstwa, rabunki, gwałty, podpalenia co najmniej tolerowane przez władze. Splądrowane są wszystkie żydowskie sklepy w rynku, pod ratuszem, gdzie urzędują już polskie władze. Chrześcijańskie pozostają nietknięte. Potem ul. Krakowską wojsko i tłum lwowian idą na Zamarstynów.

(...) Eksplozja nienawiści następuje o świcie w piątek 22 listopada i trwa dwie doby, do ósmej rano w niedzielę 24 listopada. Charakterystyczne jest zachowanie Mączyńskiego. Mimo nakazu generała Roi w pierwszym dniu pogromu, by wprowadził natychmiast sądy doraźne, nie tylko ich nie wprowadza, lecz także wydaje w drugim dniu oskarżycielską odezwę do ludności żydowskiej, którą nakazuje rozwiesić na ulicach Lwowa. Ta odezwa tak naprawdę wzywa do pogromu.

Ile osób zamordowano?

– Minimalna liczba ofiar śmiertelnych podana przez sędziego Zygmunta Rymowicza to 50 osób. Komisja Ministerstwa Spraw Zagranicznych mówiła w grudniu 1918 r. o blisko 150 ofiarach śmiertelnych. Rannych jest wielokrotnie więcej. No i gwałty, grabieże, podpalenia.... Spłonęło 50 kamienic żydowskich, obrabowano ponad 500 sklepów.

(...)

Znalazłem opis kobiet, które na rabunek przychodzą ze służącymi, żeby było komu zanieść zrabowane rzeczy do domów państwa. I opisy lwowskiej inteligencji, która z satysfakcją patrzy na Żydów uciekających z płonących domów.

(...)

- Widziano polskich oficerów i polskie kobiety chodzące w projches na głowie, czyli w tkaninach, które okrywały w synagogach szafy do przechowywania Tory. Robiono stosy z Tory, najpierw je deptano, potem podpalano. Nie chodziło tylko o czysty rabunek, ale także o symboliczne poniżenie, moralny gwałt.

Trudno nie zauważyć zbieżności z postępowaniem Wehrmachtu czy SS. W pierwszych dniach okupacji w Polsce wpychano Żydów na beczki, obcinano pejsy.

– To są te same sceny, które miały miejsce 20 lat wcześniej w polskim mieście. Są opisy, jak w grudniu 1918 r. żołnierze zmuszają Żydów do tańczenia na stołach, skakania po ławkach, obcinają brody i pejsy, żydowscy lekarze, a także adwokaci, muszą czyścić latryny. To się dzieje już po pogromie, przez następne sześć tygodni, gdy dzielnica żydowska jest terroryzowana przez Miejską Straż Obywatelską pod dowództwem Wita Sulimirskiego, która podlegała de facto Mączyńskiemu. Żydzi byli wtedy całkowicie wyjęci spod prawa. Polacy mogli robić z nimi, co chcieli. Byli aresztowani, bici, kobiety gwałcone w mieszkaniach.

wyborcza.pl

Polska jest w niechlubnej europejskiej czołówce pod względem liczby skutecznych prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. [dajmy tu konkretne dane] Z danych Policji wynika, że w ubiegłym roku na 730 prób samobójczych 116 zakończyło się śmiercią. Gorzej jest tylko w Niemczech. Dlaczego sytuacja jest tak dramatyczna?

Jeśli jest tak, że przyjmujemy na ostrym dyżurze pacjentów w wieku od 15 do 18 lat, to oznacza, że coś niepokojącego działo się z tymi dziećmi już wcześniej. Przyczyna leży w braku zaplecza psychologicznego, pedagogicznego, psychiatrycznego w środowisku pacjenta, czyli braku pomocy na różnych etapach rozwoju dziecka. W Polsce w dalszym ciągu myślimy w kategoriach leczenia objawów, a nie przyczyn. Do rządu powinno w końcu dotrzeć, że zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży zapewnia prawidłowe funkcjonowanie społeczne. To czysta ekonomia - im szybciej się komuś pomoże, tym mniej wyda się na niego pieniędzy. Ale takie podejście, niestety, wymaga całkowitej przebudowy strukturalnej na różnych poziomach, a na nią nie ma odpowiednich środków. Dopiero ostatnio ministerstwo zaczęło coś w tym temacie robić, na początku roku powołano zespoły, których zadaniem jest opracowanie zmian w psychiatrii dzieci i młodzieży. Na razie nie wiadomo, kiedy wejdą one w życie. Perspektywa jest raczej długa, nie wiem, czy my, psychiatrzy i personel, doczekamy tych zmian.

(…)

Dlaczego w tej chwili tak wiele młodych osób potrzebuje pomocy psychiatrycznej?

Tych powodów jest mnóstwo. Na pewno jednym z nich jest to, że zwiększyła się świadomość społeczna, ludzie częściej szukają specjalistycznej pomocy. Drugi czynnik to intensywnie zmieniająca się kultura, sposób życia społecznego. Zupełnie inaczej wygląda życie rodzinne dziś niż 20 czy 30 lat temu. Zdecydowanie więcej dzieci wychowuje się w rodzinach niepełnych lub tzw. patchworkowych [powstających w wyniku ponownego zakładania rodzin przez jednego lub oboje rodziców po rozwodzie - przyp. red.]. Albo w rodzinach, które funkcjonują tylko formalnie, bo jeden z rodziców pracuje za granicą lub w innym mieście. Rodzice pracują zdecydowanie więcej niż kiedyś, dzieci są więc bardziej samotne. Nie ma już prawie rodzin wielopokoleniowych. Podsumowując - ważnym problemem jest brak wystarczającego oparcia w rodzinie.

gazeta.pl