wtorek, 18 października 2022


O ile przed pomarańczową rewolucją Kreml zajmował się głównie osłabianiem tendencji "separatystycznych" w Ukrainie w sferze "wspólnej przeszłości", o tyle po fiasku z akcesją Wiktora Janukowycza w 2004 r. coraz bardziej widoczny stał się nowy dyskurs antagonistyczny.

Już podczas ukraińskich wyborów prezydenckich w 2004 r. rosyjscy technolodzy polityczni wymyślili i agresywnie rozpowszechniali ideę "ukraińskiego nazizmu" — wykorzystując między innymi fakt, że w otoczeniu Wiktora Juszczenki znaleźli się przedstawiciele radykalnie prawicowych partii i organizacji (na przykład partii Swoboda).

Wizerunek Juszczenki w nazistowskim mundurze na billboardach w Doniecku, określenia "Naszyści" (odnoszące się nie do prokremlowskiego rosyjskiego ruchu młodzieżowego "Nasi", lecz do partii "Nasza Ukraina"), "pomarańczowa zaraza" (podobna do "brunatnej zarazy") to pierwsze zewnętrzne oznaki nowej ukraińskiej tematyki inspirowanej przez Kreml.

Zadanie ułatwili im sami ukraińscy nacjonaliści. Kultywują wyidealizowany obraz ukraińskich organizacji nacjonalistycznych (z pierwszej połowy XX w.) i ich przywódców, a także relatywizują współpracę z nazistami podczas II wojny światowej i inne działania swoich idoli (w tym nawet współudział w Holokauście i masakrze polskiej ludności cywilnej na Wołyniu w 1943 r.).

W latach 2007—2009 wybuchła wojna o pamięć. Rosyjska klasa rządząca, jej słudzy propagandowi i kliki kulturalne aktywnie walczyły przeciwko międzynarodowemu uznaniu Hołodomoru za ludobójstwo, rozpoczęły dyplomatyczne eskapady przeciwko "gloryfikacji OUN i UPA" (co rzeczywiście stało się częścią polityki pamięci państwowej w Ukrainie za czasów Juszczenki) i coraz bardziej kultywowały medialny obraz Ukrainy jako terytorium jaskiniowych nacjonalistów.

W 2008 r. Putin złożył oświadczenie, które można uznać za programowe. Nie wiemy, co wyczytał z klasyków imperialnej historiografii, ale jego retoryka na szczycie NATO w Bukareszcie po raz pierwszy zaznaczyła dość wyraźnie rewizję "wspólnej przeszłości" w duchu "łączenia ziem".

Po pierwsze, zwrócił uwagę na fakt, że we współczesnej Ukrainie jedna trzecia ludności to Rosjanie, a na Krymie jeszcze więcej. Po drugie, poinformował, że Ukraina jest państwem złożonym, powstałym w czasach sowieckich, czyli bardzo niedawno.

Po trzecie, słuchacze dowiedzieli się, że państwo to otrzymało pewne terytoria od sąsiadów i "ogromne terytoria" od Rosji. Po czwarte wreszcie, że wprowadzenie "kwestii NATO" do dyskusji o perspektywach Ukrainy może postawić ten kraj "na krawędzi istnienia samej państwowości".

Łatwo zauważyć, że tezy te stanowią podstawę wyobrażeń Putina o Ukrainie jako podmiocie historycznym. Ukraina to "fałszywe" państwo zmontowane ze skrawków obcych terytoriów. Jako taka staje się ofiarą złego NATO, zamiast żyć w zgodzie z Rosją.

Za prezydentury Janukowycza (który doszedł do władzy w 2010 r.) antagonizmy dotyczące "wspólnej przeszłości" nieco zelżały. Ale we wrześniu 2013 r. Putin ponownie postanowił podzielić się swoimi poglądami na temat historii Ukrainy. Tak jak pięć lat wcześniej, nieujawnioną przyczyną był ruch Ukrainy w kierunku Zachodu, tak tym razem chodziło o umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską.

W rozmowie z Associated Press rosyjski prezydent powiedział, że Rosjanie i Ukraińcy to "jeden naród", ochrzczony w jednej historycznej chrzcielnicy. Dodał też, że podziwia ukraińską kulturę, muzykę i taniec oraz szanuje pragnienie Ukraińców do życia osobno — ale wspomniał ponownie o terytoriach przekazanych Ukrainie przez Rosję i zaznaczył, że dopiero w zjednoczonym (z Rosją) kraju, przy zjednoczeniu "obu części Rosji", Ukraina stała się dużym państwem europejskim.

Ogłaszając, że szanuje dążenie Ukraińców do integracji z Europą, Putin jednocześnie rozpoczął wojnę celną z Ukrainą, a następnie doprowadził do rezygnacji przez Kijów podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Doprowadziło to do protestów społecznych w Ukrainie, które zimą 2014 r. przerodziły się w powstanie na dużą skalę przeciwko Janukowyczowi ("Euromajdan").

Korzystając z rewolucyjnego chaosu, Putin zaanektował Krym i sprowokował konflikt zbrojny na Donbasie, który przerodził się w hybrydową wojnę Rosji z Ukrainą.

Historia i pamięć stały się częścią tej wojny. W Rosji kult "wielkiego Zwycięstwa" (w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, jak Rosjanie nazywają II wojnę światową) coraz bardziej przekształcał się w kult militaryzmu, wyrażony w najbardziej radykalnej formie w haśle "możemy to powtórzyć" (odwrócenie antyfaszystowskiego hasła "Nigdy Więcej") — w tej formie stał się uzasadnieniem wojny hybrydowej przeciwko Ukrainie.

Na Donbasie kult ten został skutecznie przekształcony w ideę kontynuacji dzieła 9 maja: "my" nie skończyliśmy wojny w 1945 r. i kończymy teraz, walcząc z faszystami, kunktatorami i "banderowcami". Jak widzimy, przerodziło się to następnie w ideologię wojny z Ukrainą na pełną skalę.

Równocześnie rozwijał się temat "krain historycznych". W marcu 2014 r., uzasadniając akt aneksji Krymu, Putin stwierdził, że, podobnie jak ziemie "południowej Rosji", został on przekazany Ukrainie bezprawnie, jak "worek kartofli", najwyraźniej zapominając, że działo się to na obszarze, na którym żył ten sam "jeden naród". Jeśli Ukraińcy i Rosjanie to jeden naród, to co ma do tego "worek kartofli"?

W kwietniu 2014 r. Putin ogłosił kolejne historyczne odkrycie, ogłaszając Donieck, Ługańsk, Charków, Mykołajów, Chersoń i Odessę jako "Noworosję" i ponownie wyraził zdziwienie z powodu "przekazania" tych ziem przez bolszewików Ukrainie.

W październiku tego samego roku powtórzył tę ukochaną lekcję geografii historycznej na posiedzeniu Klubu Wałdajskiego, wspierając ją rytualnymi zapewnieniami o poszanowaniu suwerenności Ukrainy.

W konsekwencji tych ćwiczeń pojawił się projekt polityczny stworzenia "Noworosji" — na razie w ramach separatystycznych republik ługańskiej i donieckiej. Zwołano nawet swoisty parlament "Noworosji". Projekt został jednak odłożony, gdyż w Syrii pojawiły się inne pilne sprawy.

W końcu czytelnik historycznych ksiąg postanowił spróbować swoich sił jako pisarz. Latem 2021 r. Putin zachwycił opinię publiczną długim artykułem "O historycznej jedności Rosjan i Ukraińców", który stał się swoistym kompendium wszystkich jego wcześniejszych wypowiedzi i argumentów: o jednym narodzie, o wspólnej historii, o szczególnych prawach Rosjan w Ukrainie, o ukraińskich "nacjonalistach—nazistach", o podarowanych przez dobrą Rosję terytoriach.

Artykuł, opublikowany w języku rosyjskim i ukraińskim, wywołał rozgłos w mediach. W ogólnym potoku komentarzy (od entuzjastycznych po szyderczo ironiczne) pojawiła się informacja, że rosyjskie Ministerstwo Obrony zaleciło wpisanie artykułu Naczelnego Wodza na listę literatury obowiązkowej w uczelniach wojskowych. Wielu uważało te wiadomości za żołniersko-biurokratyczną egzotykę. Teraz nie wygląda to już tak komicznie.

Naczelny Wódz sumiennie powtórzył główne tezy swojego artykułu w nie mniej długim przemówieniu z 21 lutego 2022 r., poprzedzającym wybuch krwawej tragedii, która w jego wykonaniu szybko przeradza się w upiorną farsę: świeżo upieczony pisarz-historyk już próbuje swoich sił w roli rekonstruktora historii.

Porównuje się do Piotra Wielkiego i udaje, że jednoczy "stare" ziemie. A jego ideologiczny sztab generuje propagandowe klisze, które mają potwierdzać jedyny prawdziwy obraz "specjalnej operacji wojskowej".

Zamiłowanie do historii, prowokujące do gry w "czołgi" na wyimaginowanych rekonstrukcjach historycznych i na rzeczywistym polu walki, to nie jest tylko rozrywka znudzonego prezydenta Rosji. Trajektoria, po jakiej ewoluował Putin historyk od czytelnika do pisarza, a następnie do animatora jest w istocie zgodna z tym, co myśli znaczna część jego poddanych.

Jak wynika z badań opinii publicznej, większość Rosjan nie jest wcale najbardziej dumna z osiągnięć nauki, kultury czy nawet armii (tu zresztą możemy się zgodzić: armia, która była w Buczy, jest warta wstydu). Przede wszystkim są dumni z historii, z przeszłości.

Od 1994 do 2020 r. to właśnie historia zdecydowanie zajmuje pierwsze miejsce w łańcuchu skojarzeniowym Rosjan, gdy są pytani o swój naród. A zwycięstwo w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej stale zajmuje najważniejsze miejsce w świadomości historycznej.

onet.pl/meduza.io

Głównym zadaniem Regionalnego Zgrupowania Wojsk (RZW), w którego skład wchodzą siły zbrojne (SZ) Białorusi i Rosji, jest ochrona Państwa Związkowego. Formowanie RZW następuje na wniosek jednego z państw, które informuje o zagrożeniach. Działania podejmowane w latach ubiegłych wskazywały, że w skład RZW wchodzą SZ Białorusi oraz część jednostek Zachodniego Okręgu Wojskowego (OW) Rosji. Jednostki tworzące RZW ćwiczyły regularnie, a największymi sprawdzianami stanu ich zdolności były realizowane naprzemiennie w dwuletnich odstępach manewry Zapad oraz Tarcza Związku. Na lutowe manewry Sojusznicze Zdecydowanie Rosja zdecydowała się jednak wysłać jednostki Wschodniego OW, co świadczyło o możliwości dowolnego kształtowania składu i wielkości RZW.

Anonsując decyzję o rozpoczęciu formowania RZW, Alaksandr Łukaszenka wskazał na zagrożenie płynące z państw NATO, w tym z Polski, która modernizuje swoje jednostki stacjonujące na wschodzie państwa. W odpowiedzi na białoruską prośbę Rosja wyśle do 9 tys. żołnierzy wraz ze sprzętem (m.in. 170 czołgów, 200 samochodów opancerzonych). Pierwsze komponenty rosyjskich sił lądowych dotarły na centralną i północną Białoruś 15 października. 16 października Rosja rozpoczęła z kolei przerzucanie komponentu lotniczego, którego oficjalnym zadaniem ma być wsparcie SZ Białorusi w ochronie granicy z NATO.

W dniach 11–12 października przeprowadzono na Białorusi kompleksowy sprawdzian stanu gotowości bojowej dwóch samodzielnych brygad zmechanizowanych i jednej desantowo-szturmowej. 14 października białoruskie władze przyznały ponadto, że w związku z napiętą sytuacją na zachodniej granicy wprowadzony został stan „zwiększonego zagrożenia terrorystycznego”. Oznacza to, że – niezależnie od formowania RZW – białoruskie służby, głównie KGB, otrzymały dodatkowe możliwości prowadzenia działań przy granicy z państwami NATO. Wcześniej, 10 października, Łukaszenka podpisał dekret, który podporządkował organy bezpieczeństwa, w tym KGB, jedynie prezydentowi państwa (dotąd podlegały one również rządowi i Radzie Bezpieczeństwa Państwa). Na Białorusi trwa też jesienny pobór do wojska. Wedle nieoficjalnych informacji prowadzona jest ponadto mobilizacja rezerwistów odpowiadających głównie za kwestie logistyczne i aprowizacyjne. Może to świadczyć o tym, że Białoruś będzie wspierała zaplecze tyłowe Rosji w jeszcze szerszym zakresie niż dotąd.

Poprzez wskazanie rosnącego zagrożenia ze strony państw NATO białoruskie władze mogą dążyć do uniknięcia bezpośredniego zaangażowania swoich SZ w działania zbrojne na Ukrainie. Rozwinięcie RZW i ogłoszenie stanu podwyższonego zagrożenia terrorystycznego ma dodatkowo wzmocnić przekaz o niebezpieczeństwie grożącym ze strony państw wschodniej flanki. Działania władz Białorusi powodują jednak zwiększenie rosyjskiej obecności wojskowej w tym państwie, a tym samym wzrost napięcia zarówno w stosunkach z Ukrainą, jak i z państwami NATO. Choć ponowne otwarcie frontu kijowskiego z użyciem sił Białorusi jest obecnie mało prawdopodobne, strona ukraińska stale podkreśla istotne zagrożenie związane z białoruskim terytorium i udostępnianiem Rosji przestrzeni powietrznej Białorusi w celu prowadzenia ataków na Ukrainę. Konieczność uwzględniania możliwości ataku z Białorusi ogranicza też siły i środki, które mogłyby zostać przerzucone na wschód i południe Ukrainy.

Od początku aktywnej fazy wojny Białoruś wspiera Rosję, udostępniając swoje terytorium rosyjskim SZ dla prowadzenia działań przeciwko Ukrainie. Po wycofaniu się Rosjan z północnej części Ukrainy na Białorusi pozostała niewielka część rosyjskich jednostek (ok. 1 tys. żołnierzy), co wymusza na Ukrainie utrzymywanie przy granicy z tym państwem wzmocnionej obrony. Z Białorusi prowadzone są ostrzały rakietowe oraz ataki dronów na cele cywilne i infrastrukturę energetyczną Ukrainy. Białoruś wspiera też Rosję, umożliwiając leczenie rannych, dostarcza także paliwo i smary na potrzeby rosyjskich jednostek walczących na Ukrainie. W ostatnich tygodniach białoruskie władze zdecydowały się również na przekazanie Rosji co najmniej 67 czołgów T-72A ze swoich zapasów, niezbędnej amunicji i innego uzbrojenia. Na rosyjskie potrzeby pracują też białoruskie zakłady remontowe, naprawiając sprzęt wojskowy. Najprawdopodobniej na Białoruś trafi też część zmobilizowanych w ostatnich tygodniach Rosjan. Po przeszkoleniu przez białoruskich instruktorów mogą oni zostać wysłani na Ukrainę.

(...)

pism.pl