czwartek, 20 września 2018


Cechą wyróżniającą tych tekstów jest to, że ich autorzy nie skupiają się na demaskowaniu, obnażaniu i dawaniu odporu wstrętnym antyliberalnym populistom w rodzaju Trumpa, Kaczyńskiego, Orbana czy Le Pena, ale analizują, jak liberałowie – dominująca przez kilkadziesiąt lat elita cywilizacji euroatlantyckiej – zawiedli. Bodaj najsilniej ten ton wybrzmiał w książce prof. Zielonki, który sam określa się jako "zaprzysięgły liberał". "Celem ataku – pisze – jest nie tylko Unia Europejska, ale także inne symbole współczesnego porządku: liberalna demokracja i neoliberalna ekonomia, migracja i wielokulturowe społeczeństwo, historyczne 'prawdy' i polityczna poprawność, umiarkowane partie polityczne i media głównego nurtu, kulturowa tolerancja i neutralność wobec religii".

Dlaczego tak się stało? Liberałowie przegięli, stwierdza krótko profesor z Oksfordu, który - w dodatku – pytany o przypadek Polski, uznaje, że używane z lubością przez prezesa PiS pojęcie "imposybilizmu" trafnie ukazuje problem: nawet jeśli wygrasz wybory, nie jesteś w stanie zmieniać polityki – bo ona może być tylko jedna. Dominować zaczęło myślenie przede wszystkim w kategoriach rozwoju gospodarczego, do czego w dużym stopniu przyczyniła się jedna z interpretacji liberalizmu, tj. neoliberalizm. To zostało wyjęte spod kontroli politycznej. Okazało się, że wyborcy mają prawo wybierać, kogo chcą, ale politycy i tak muszą prowadzić politykę, która jest zdominowana przez pewien konsensus elit.

(...)

Wtóruje mu Yascha Mounk, dla którego konieczne dla liberalnej demokracji "biurokratyczne instytucje regulacyjne obsadzone przez wyspecjalizowanych ekspertów zaczęły odgrywać rolę quasi-ustawodawczą", co zaowocowało tworzeniem "niedemokratycznego liberalizmu". W tle oczywiście u wszystkich autorów pojawia się globalizacja i działające w skali globalnej rynki finansowe, które uniezależniły się od demokratycznie powoływanych rządów i parlamentów państw narodowych.

(...)

Wspomniany Yascha Mounk wskazuje na nierówności, jako jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy. Zauważa, że choć nierówności między krajami ostatnio się zmniejszyły, to systematycznie wzrastają nierówności wewnątrz krajów – w tym tych najbardziej rozwiniętych. W Ameryce od lat pięćdziesiątych do 1985 roku dochody realne dolnej połowy podatników wzrosły dwukrotnie, a od 1986 roku do 2016 w ogóle nie wzrosły, natomiast w tym samym czasie dochody górnego jego procenta zwiększyły się o dwie trzecie. Polityczny sprzeciw wobec tak długotrwałej i uznawanej za krzywdzącą sytuacji, skutkujący wyborem populistycznego prezydenta, staje się zrozumiały.

tvn24.pl

Z badań, które przeprowadzono wynika, że około 30 proc. spośród ukrywających się Żydów przeżyło, a ponad 60 proc. zginęło. Procentowo najwięcej Żydów – spośród tych, którzy podjęli próby ratowania – przeżyło z powiatu złoczowskiego (47 proc.), a najmniej – łukowskiego (12 proc.).

W pewnej miejscowości doszło do strasznych zbrodni dokonanych rękoma miejscowych. Na potomków osób, które pomagały Żydom, wspólnota wiejska do dzisiaj patrzy się z podejrzeniem. W momencie, gdy rodzina tych ludzi, dokładnie wnuki, rozpoczęli rozbudowę swojego domu powstało podejrzenie, że robią to za żydowskie złoto - opowiada prof. Jan Grabowski, dodając, że nie jest łatwo dostać się osobom z zewnątrz się do tej wiedzy. - Dlatego kontakty z lokalnymi historykami regionalistami były dla nas ogromną pomocą.

Do ciekawych wniosków badacze doszli analizując Bielsk Podlaski, gdzie przed wojną w dużej mierze mieszkała zubożała szlachta, tzw. okoliczna, nazywana również zaściankową.

Na terenie tego powiatu wyszła zależność, że schronienie można było znaleźć w zaściankach. To one głównie pomagały Żydom. Natomiast w dużo większym stopniu, niemal wyłącznie, wydawali Żydów chłopi - mówi prof. Engelking zdradzając, że jest jedna rzecz, która łączyła wszystkie osoby pomagające Żydom. Dom na skraju lasu.

Jeżeli szukaliśmy ludzi, którzy pomagali Żydom, to najłatwiej było ich szukać wśród osób, które mieszkały w domach w pobliżu lasu. Innym słowy wśród ludzi żyjących na granicy wspólnoty wiejskiej, ale z drugiej strony, było to pierwsze miejsce, gdzie Żydów szukano.

Każdy powiat miał swoją specyfikę, każdy też stwarzał inne możliwości ratunku. Na przykład ucieczki przez granicę były możliwe jedynie w powiatach bocheńskim, dębickim oraz nowotarskim. Tam, gdzie było to możliwe, powstawały siatki przerzutu za granicę, zwłaszcza na Słowację i Węgry.

Ci, którym nie udało się znaleźć bezpiecznej kryjówki pod dachem domu, stajni czy stodoły, skazani byli na wędrowanie i błądzenie, okresowe przebywanie w lesie, na polach (np. latem - w stogach siana, zimą - w prymitywnych ziemiankach), czasem na krótkotrwałe pobyty w gospodarstwach. Przemieszczali się z miejsca na miejsce, stale poszukując bezpiecznej kryjówki na dłużej.

Kolejną strategią, obecną w niemal wszystkich opisywanych powiatach, było ukrywanie się w leśnych bunkrach: lasy stanowiły naturalne miejsce schronienia, pierwszą kryjówkę dla większości uciekinierów z gett. Chroniły się tam setki Żydów. Ich liczba topniała jednak na skutek następujących po sobie obław i „polowań”.

Najbardziej śmiertelnym miejscami, które przeanalizowano pracując nad książką, były małe miasteczka.

O ile na wsi można było przeżyć, to małe miasteczka były śmiertelnymi pułapkami. Ocalali tam nieliczni Żydzi, z reguły malutkie dzieci, przyjęte przez polskie rodziny - wyjaśnia prof. Grabowski.

Dużą rolę w niemieckiej strategii wyniszczenia Żydów odegrała Policja Polska Generalnego Gubernatorstwa, zwanej od koloru mundurów, granatową.

Mieszkańcy polskich wsi częściej niż Niemcom donosili lokalnej polskiej policji. Policja granatowa nieraz rozstrzeliwała Żydów na miejscu lub w pobliżu miejsca wykrycia.  Czasem koło posterunku PP. Mordy na Żydach dokonane przez granatowych policjantów bywały także wynikiem ich własnej inicjatywy, bez wiedzy Niemców.

Śmiertelne zagrożenie dla ukrywających się Żydów stanowili także członkowie polskiej konspiracji. Szczególnie wielu (14 proc. spośród wszystkich ukrywających się, którzy zginęli) zostało zamordowanych przez polskie podziemie w powiecie miechowskim.

tokfm.pl