poniedziałek, 6 lutego 2023


Decyzje prezydenta Rosji Władimira Putina dotyczące Ukrainy od czasu jego pierwszej nieudanej inwazji 24 lutego 2022 r. wskazują na (...) rozdźwięk między jego maksymalistycznymi celami a jego gotowością do podejmowania (...) ryzykownych decyzji niezbędnych do ich osiągnięcia. Putin być może działał w błędnym założeniu, że siły rosyjskie mogą zmusić Kijów do kapitulacji bez żadnych znaczących poświęceń wojskowych i postrzegał inwazję Rosji jako ograniczone i akceptowalne ryzyko. Na przykład zdobyte rosyjskie plany wojskowe ujawniły, że Kreml spodziewał się, że siły rosyjskie zajmą Kijów w ciągu kilku dni, rosyjskie służby wywiadowcze podobno spodziewały się upadku ukraińskiego wojska, a kremlowscy propagandyści prewencyjnie opublikowali wcześniej napisany artykuł wychwalający „zwycięstwo” Rosji 26 lutego 2022 r. Doniesienia, że ??Putin odrzucił prorocze ostrzeżenia rosyjskiego banku centralnego z lutego 2022 r. o wpływie wojny na Ukrainie na przyszłość rosyjskiej gospodarki w ramach surowych zachodnich sankcji, prawdopodobnie sugerują, że Putin błędnie zakładał, że Zachód nie obciąży dużymi kosztami jego inwazji. Porażka sił rosyjskich w bitwie o Kijów – a wraz z nią plan wojenny Kremla – zmusiła Putina do podjęcia złożonych decyzji, podczas gdy Kreml prowadził coraz bardziej kosztowną i przedłużającą się wojnę konwencjonalną. Putin jednak nadal niechętnie zarządzał trudne zmiany w rosyjskim wojsku i społeczeństwie, które są prawdopodobnie konieczne do uratowania jego wojny.

Putin konsekwentnie ignorował, opóźniał lub tylko częściowo wdrażał kilka prawdopodobnie niezbędnych pragmatycznych decyzji dotyczących jego inwazji. Putin niechętnie nakazał pełną mobilizację po kosztownym zdobyciu Siewierodoniecka i Łysyczańska w czerwcu-lipcu 2022 r. oraz kilku nieudanych ofensywach, które uszczupliły większość jego konwencjonalnej armii. Putin zignorował powtarzające się w maju 2022 r. apele rosyjskiego środowiska nacjonalistycznego o mobilizację rezerwistów, wypowiedzenie wojny Ukrainie, wprowadzenie stanu wojennego w Rosji i modernizację systemu powoływania do wojska. Putin zapewne obawiał się antagonizowania rosyjskiego społeczeństwa i zamiast tego priorytetowo potraktował rekrutację i tworzenie stosunkowo nieskutecznych nieregularnych formacji zbrojnych w okresie letnim. Putin próbował również zachować fasadę ograniczonej wojny, aby chronić znaczną część rosyjskiego społeczeństwa przed skalą i kosztami rosyjskiej wojny na Ukrainie. Od początku wojny do połowy grudnia Putin nie wygłaszał też wielu publicznych wystąpień związanych z wysiłkiem wojennym. Ponadto Putin nie próbował uciszyć dużej grupy rosyjskich prowojennych i ultra-nacjonalistycznych blogerów i osób publicznych, które popierały cele wojenne Putina, ale zaczął krytykować to, co postrzegali jako połowiczny rosyjski wysiłek wojenny.

Putin nadal wybierał stosunkowo mniej ryzykowne opcje, nawet w obliczu spirali niepowodzeń militarnych jesienią 2022 r. Putin zaczął akceptować niepopularne w kraju – i potencjalnie ryzykowne – polityki, takie jak ogłoszenie częściowej mobilizacji czy rozszerzenie stanu wojennego, dopiero długo po tragicznej sytuacji na liniach frontu, po sukcesach Ukrainy, stało się jasne, że Kreml potrzebuje dodatkowej siły bojowej. Putin mógł ogłosić większy wysiłek mobilizacyjny niż zgłoszone 300.000 żołnierzy, ale prawdopodobnie obawiał się, że już niepopularna perspektywa mobilizacji jeszcze bardziej zaszkodzi jego atrakcyjności w rosyjskim społeczeństwie. Putin dodatkowo podjął znaczny wysiłek retoryczny, aby zbagatelizować mobilizację, definiując ją jako mobilizację wybranych rezerwistów, mimo że rosyjskie ośrodki werbunkowe nie były w stanie przeprowadzić tak ukierunkowanej kampanii. Putin nie ogłosił też formalnie stanu wojennego poza obwodami chersońskim, zaporoskim, donieckim i ługańskim, (...). Putin tylko wybiórczo uspokajał blogerów, spełniając niektóre z ich żądań, takie jak rozpoczęcie „odwetowej” kampanii uderzeniowej przeciwko ukraińskiej infrastrukturze energetycznej, powstrzymując się od realizacji innych wynikających z tego żądań, takich jak jasne zdefiniowanie rzekomych granic Rosji. 

(...)

Putin w szczególności polega na grupie kozłów ofiarnych, którzy publicznie podejmują ryzyko w jego miejsce i biorą na siebie winę za rosyjskie niepowodzenia wojskowe i niepopularną politykę. Putin pozwalał, a czasami przyczyniał się do krytyki rosyjskiego Ministerstwa Obrony przez rosyjskich blogerów, aby winę odwrócić od siebie. Na przykład Putin umieścił rosyjskiego ministra obrony Siergieja Szojgu i Ministerstwo Obrony, aby stali się twarzą jego najbardziej niepopularnej w kraju decyzji – nakazu częściowej mobilizacji – przez to, że Szojgu wyjaśnił przepisy dotyczące mobilizacji w wywiadzie telewizyjnym. Putin wielokrotnie też obwiniał rosyjskie MON za każdy problem związany z przeprowadzeniem częściowej mobilizacji, a nawet publicznie karcił MON i wzywał do wysłuchania krytyki. Putin wielokrotnie przetasowywał rosyjską strukturę dowodzenia przez całą wojnę i pozwalał obwiniać kolejnych dowódców, obciążając za ogólne niepowodzenia rosyjskiej armii poszczególnych dowódców, a nie jego nierealistyczny i maksymalistyczny cel przejęcia całej Ukrainy. Państwowe siatki propagandowe Putina zrzuciły także odpowiedzialność za kontrowersyjne wycofanie się Rosji z zachodniego brzegu obwodu chersońskiego i miasta Chersoń w listopadzie 2022 roku na byłego dowódcę rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainie, generała armii Siergieja Surowikina (obecnie służącego jako zastępca dowódcy rosyjskiego zgrupowania na Ukrainie pod dowództwem nowego dowódcy, generała armii Walerija Gierasimowa), a Putin nie skomentował tej znaczącej rosyjskiej straty. Putin regularnie wykorzystywał rosyjską Dumę Państwową do ustalania warunków dla kontrowersyjnych decyzji, aby pokazać Putina jako zrównoważonego przywódcę. Putin wielokrotnie lekceważył skrajne propozycje rosyjskiej Dumy Państwowej, takie jak legalizacja Grupy Wagnera w Rosji lub pełne zaangażowanie w wezwania do nacjonalizacji mienia Rosjan, którzy uciekli z kraju w czasie wojny. Putinowi nie udało się też w pełni oddać ultra-nacjonalistycznej retoryki, która w naturalny sposób wypływa z jego maksymalistycznej inwazji na Ukrainę, pomimo wykorzystania niektórych jej elementów w uzasadnieniu wojny na Ukrainie.

Niechęć Putina do podejmowania ryzyka bezpośrednio związanego z jego konwencjonalną wojną na Ukrainie wskazuje, że jest bardzo mało prawdopodobne, aby dążył do eskalacji nuklearnej lub wojny z NATO. ISW wcześniej oceniło, że rosyjskie groźby wojny konwencjonalnej wobec NATO nie odpowiadają możliwościom Rosji i że Rosja używa groźby nuklearnej przede wszystkim do zastraszania Zachodu. Putin ewidentnie ceni swoje wewnętrzne status quo i stara się unikać ryzykownej i kontrowersyjnej polityki wspierającej własne cele. Putin nadal udowadnia, że pozostaje człowiekiem wyrachowanym, który kładzie duży nacisk na eliminację ryzyka – nawet jeśli jego postrzeganie sytuacji odbiega od rzeczywistości. 

understandingwar.org

Siły rosyjskie zintensyfikowały działania na pograniczu obwodów charkowskiego i ługańskiego. Kontynuują presję na pozycje ukraińskie na wschodnim brzegu rzeki Oskoł i pomiędzy zachodnim brzegiem rzeki Żerebeć a granicą obwodów. Do osiągnięcia linii rzeki Żerebeć wojska agresora dążą z kolei na pograniczu obwodów donieckiego i ługańskiego, gdzie udało im się odepchnąć siły ukraińskie od Kreminnej. Według dziennika „Financial Times” z przekazanych Ukrainie zachodnich danych rozpoznawczych wynika, że w rejonie pomiędzy Kreminną a Łymanem może w ciągu 10 dni rozpocząć się nowa rosyjska ofensywa. Informacje o gromadzeniu tam nowych sił przeciwnika potwierdzają lokalne źródła ukraińskie.

Po obu stronach kanału Doniec–Donbas trwają walki o kontrolę nad drogą Bachmut–Konstantynówka. Główne natarcie rosyjskie kieruje się na Czasiw Jar, przez który przebiega ostatnia możliwa, choć trudna do wykorzystania przez obrońców z powodu ostrzałów, linia zaopatrzeniowa Bachmutu. Walki trwają również w południowej, wschodniej i północnej części miasta, a także w miejscowościach na północ od niego, gdzie w Paraskowijiwce siły ukraińskie bronią wyjścia sił rosyjskich na autostradę M03 w kierunku Słowiańska. Same zaś nie mogą już z niej korzystać ze względu na trwające walki i przecięcie prowadzącej do autostrady drogi po północnej stronie Bachmutu. Obrońcy informowali o odparciu kolejnych prób rosyjskiego natarcia na południe i wschód od Siewierska, w rejonie Awdijiwki i w szerokim łuku na zachód od Doniecka. Zmniejszyła się natomiast aktywność agresora na obrzeżach Wuhłedaru.

Ukraińskie władze Mariupola donoszą o znaczącym wzmocnieniu sił rosyjskich w mieście i jego okolicach. W ciągu tygodnia liczebność wrogiego zgrupowania miała się zwiększyć o 10–15 tys. i osiągnąć 30 tys. żołnierzy. Nowe siły mają docierać do Mariupola drogą morską. W transporcie 6 lutego znalazło się m.in. osiem wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych i dwa systemy S-300.

Rosjanie kontynuowali ataki rakietowe na zaplecze sił ukraińskich w Donbasie, gdzie celami były okolice Kramatorska i Kurachowego, a 5 lutego uderzyli również na Charków. Artyleria i lotnictwo agresora nie zaprzestawały ostrzału i bombardowań pozycji oraz zaplecza sił ukraińskich wzdłuż linii styczności oraz na obszarach przygranicznych, choć liczba ostrzałów spadła do kilkudziesięciu na dobę. Stałymi celami ataków pozostają Chersoń i jego okolice, a także rejony Nikopola i Oczakowa. Dywersyjne działania ukraińskie objęły bazę paliwową i zakłady wytwarzające konstrukcje metalowe, które będą przeznaczone do odbudowy zniszczonego przęsła mostu Krymskiego w obwodzie biełgorodzkim.

Departament Obrony USA ujawnił szczegóły nowego pakietu wsparcia wojskowego o łącznej wartości 2,175 mld dolarów. W ramach Inicjatywy Wsparcia Bezpieczeństwa Ukrainy (Ukraine Security Assistance Initiative, USAI) przewidziano dostawy o wartości 1,75 mld dolarów, w tym m.in.: zestawy GLSDB (Ground-Launched Small Diameter Bomb) do wyrzutni HIMARS, dwie „sekcje ogniowe” systemu obrony powietrznej HAWK (najprawdopodobniej cztery wyrzutnie), niesprecyzowanego typu działka przeciwlotnicze z amunicją, również niesprecyzowane wyposażenie do integracji zachodnich systemów obrony powietrznej z systemem ukraińskim, systemy antydronowe, cztery stacje radiolokacyjne do wykrywania celów powietrznych oraz 20 radarów artyleryjskich. W puli prezydenta USA (Presidential Drawdown of Security Assistance, PDA), o wartości 425 mln dolarów, mają się znaleźć m.in. kolejne pociski naprowadzane GMLRS do wyrzutni HIMARS, 181 samochodów MRAP, amunicja artyleryjska 155 mm i granaty moździerzowe 120 mm, 190 karabinów maszynowych 12,7 mm z amunicją i wyposażeniem przeznaczonym do zwalczania dronów, 250 przeciwpancernych pocisków kierowanych Javelin oraz 2 tys. ręcznych granatników przeciwpancernych jednorazowego użytku. Po raz pierwszy Pentagon nie wymienił liczby dostarczanej amunicji artyleryjskiej.

Minister obrony Ołeksij Reznikow wyraził nadzieję, że podczas kolejnego spotkania tzw. grupy Ramstein 14 lutego państwa wspierające Ukrainę podadzą precyzyjne informacje dotyczące liczby czołgów, jakie zamierzają przekazać Kijowowi, a także planowanego terminu dostawy. 6 lutego „za granicą” (w Polsce i najprawdopodobniej również w Niemczech) ma się rozpocząć szkolenie ukraińskich załóg czołgów Leopard 2. Według Reznikowa trwają jeszcze rozmowy o dostawach części zamiennych oraz o obsłudze i remoncie czołgów. O negocjacjach na temat pozyskania z Niemiec podzespołów dla leopardów przewidzianych do dostarczenia Ukrainie (co ma nastąpić do końca marca) powiadomił także premier Portugalii, choć nadal nie jest znana ostateczna liczba czołgów, jaką Lizbona planuje przekazać. Do Polski dotarł pierwszy Leopard 2A4 z Kanady (Ottawa zobowiązała się dostarczyć cztery czołgi).

Dowódca ukraińskich Sił Powietrznych generał Mykoła Ołeszczuk poinformował o wyjeździe na szkolenie żołnierzy mających obsługiwać systemy obrony powietrznej SAMP/T-Mamba (przekazanie systemów w tej wersji ostatecznie uchwaliły Francja i Włochy). Wiosną mają oni powrócić na Ukrainę wraz z nową bronią.

5 lutego szef frakcji Sługa Narodu Dawyd Arachamija potwierdził, że na zamkniętym posiedzeniu klubu parlamentarnego uzgodniono zmiany kadrowe. Minister obrony Ołeksij Reznikow ma ustąpić ze stanowiska i zostać zastąpiony przez obecnego szefa wywiadu wojskowego (HUR) Kyryła Budanowa. Na czele HUR stanie Roman Maszowiec, w przeszłości służący w specnazie HUR, współorganizator sił operacji specjalnych, a od kwietnia 2020 r. jeden z zastępców szefa Biura Prezydenta. Stanowisko ministra spraw wewnętrznych, wakujące od czasu śmierci ministra Denysa Monastyrskiego w katastrofie śmigłowca, ma objąć dotychczasowy szef Policji Narodowej Ihor Kłymenko, zaś szefem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy zostanie dotychczasowy pełniący obowiązki Wasyl Maluk. Arachamija podkreślił, że zmianom kadrowym przyświecała idea, aby resorty odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa powierzyć nie politykom, lecz doświadczonym funkcjonariuszom. 6 lutego Arachamija oświadczył, że w tym tygodniu nie dojdzie do zmian kadrowych w Ministerstwie Obrony, co jest wiązane z udziałem Reznikowa w kolejnym spotkaniu grupy Ramstein.

Ujawniane są kolejne afery korupcyjne. 3 lutego Prokuratura Generalna poinformowała, że jeden z doradców wiceministra obrony jest podejrzany o defraudację środków na zakupy dla sił zbrojnych w wysokości 1,7 mld hrywien (45 mln dolarów). Tego samego dnia SBU zatrzymała celników z obwodów odeskiego i czerniowieckiego. Są oni podejrzani o wymuszanie łapówek (500–700 dolarów) za wydanie dokumentów zezwalających na wwiezienie na Ukrainę pomocy humanitarnej dla sił zbrojnych.

4 lutego resort spraw wewnętrznych przekazał, że nabór do ochotniczych oddziałów szturmowych MSW cieszy się dużym zainteresowaniem. Według wstępnych danych gotowość do służby zadeklarowało ponad 3 tys. osób. 6 lutego prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski skierował do parlamentu projekt ustaw o przedłużeniu stanu wojennego i powszechnej mobilizacji o kolejne 90 dni.

Komentarz

Z informacji dochodzących z rejonów działań wynika, że agresor przygotowuje się do eskalacji na dwóch kierunkach – wschodnim i południowym. Jednocześnie doniesienia z Mariupola nie przesądzają, czy docierające tam siły wzmocnią rosyjskie zgrupowanie w obwodzie zaporoskim czy donieckim. Nie jest jednak pewne, że stanowi to przygotowanie do ofensywy porównywalnej do obserwowanej w początkowym okresie wojny, w którym dominowały działania manewrowe. Nie można wykluczyć, że – wzorem obecnie prowadzonych działań – przełamanie obrony ukraińskiej nie będzie wiązało się z głębokim uderzeniem w głąb ugrupowania obrońców, a jedynie z wymuszeniem na nich wycofania na kolejną linię obrony i dalszym wyczerpywaniem ich potencjału w długotrwałych walkach pozycyjnych. Nadal bowiem zgromadzone na Ukrainie siły rosyjskie – według ostatnich ocen ukraińskiego wywiadu wojskowego jest to 326 tys. wojskowych – należy ocenić jako zbyt nieliczne w starciu z ukraińskimi (łącznie do 1 mln żołnierzy).

Dymisja ministra obrony wydaje się przesądzona, choć prawdopodobnie Reznikow będzie jeszcze reprezentował Ukrainę podczas planowanego na 14 lutego spotkania w formacie Ramstein. Ujawniane od końca stycznia kolejne przypadki korupcji i nadużyć finansowych w resorcie oraz dymisje urzędników odpowiedzialnych za zamówienia publiczne nie tylko poważnie nadszarpnęły jego wizerunek, lecz także podały w wątpliwość skuteczność działania organów kontrolnych. Najprawdopodobniej niewystarczające do utrzymania stanowiska okazały się jego próby uspokojenia atmosfery wokół resortu, takie jak zapowiedź utworzenia rady antykorupcyjnej z udziałem aktywistów, powołanie wyspecjalizowanego departamentu do spraw kontroli działalności ministerstwa czy częściowe ujawnienie zamówień obronnych w oparciu o odrębny wojskowy system elektronicznych zamówień publicznych.

Oczekiwane objęcie resortu obrony przez dotychczasowego szefa wywiadu wojskowego jest najważniejszą zmianą kadrową od początku wojny. Budanow cieszy się zaufaniem prezydenta Ukrainy, ma do niego bezpośredni dostęp, a jego dotychczasowe osiągnięcia w kierowaniu operacjami wywiadu wojskowego skutecznie osłabiały siły rosyjskie. Jego dużymi atutami są rozpoznawalność w środowisku międzynarodowym oraz dobre kontakty z przedstawicielami zachodnich służb specjalnych, co ułatwi mu realizowanie celów polityki wojskowej, zwłaszcza w zakresie pozyskiwania dalszych dostaw uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Należy również spodziewać się, że podejmie on działania na rzecz daleko idącej wymiany kadrowej w resorcie oraz dokona zmian organizacyjnych mających utrudnić tworzenie kolejnych schematów korupcyjnych. Budanow nie straci też wpływu na funkcjonowanie wywiadu wojskowego, który jest podległy szefowi resortu.

osw.waw.pl

Mam poczucie jakby w Kazachstanie i w Uzbekistanie nie było biednych Rosjan. Kostia żyje w przestronnej kawalarce w samym centrum zeuropeizowanej Ałmaty, gdzie znajdują się wyłącznie fancy cafe, posh restaurants i boutique hostels. Siadam z nim w modnej kanjpie, po brzegi wypełnionej Rosjanami z laptopami.

— Nie czuję się imigrantem — tłumaczy. — Mieszkam w najlepszym rejonie miasta, przyleciałem do Ałmaty klasą biznesową Aerofłotu, wybieram restauracje dobre, a nie tanie. We wtorki gram bluesa z rosyjskimi jazzmanami, którzy żyją po cztery osoby w pokoju. Ale to wyjątki. Rosjanie zabierają tutaj najlepsze miejsca pracy. Kilka ulic stąd znajduje się modny klub. Kiedy poszedłem tam pierwszy raz, obsługiwało mnie czterech kazachskich barmanów. W kolejny piątek dwóch z nich zostało zastąpionych Rosjanami. Za tydzień nie było już ani jednego Kazacha. Właściciel wolał za wyższą stawkę zatrudnić barmanów z Moskwy, którzy wygrywali międzynarodowe konkursy.

Większość moich rozmówców zabrała miejscowemu pracę lub mieszkanie. Nawałnica miliona Rosjan spowodowała, że w Uzbekistanie ceny wynajmu skoczyły o 250 proc., w Kazachstanie o 150 proc. Mieszkańcy większych miast — Astany, Ałmaty, Taszkientu czy Samarkandy — musieli przenieść się do lokali mniejszych i gorzej zlokalizowanych, często na przedmieścia.

W Kazachstanie, gdzie oficjalnymi językami pozostają rosyjski i kazachski, nie było problemu z rosyjskojęzycznym usługami, ale w Uzbekistanie sklepy, restauracje, centra handlowe, przychodnie i banki miały z tym kłopot. Po upadku ZSRR zamordystyczny uzbecki autorytaryzm w trybie przyspieszonym przeprowadzał derusyfikację, islamizację i nacjonalizację. Większość Uzbeków urodzonych po 1991 r. nie mówi po rosyjsku i wcale nie ma ochoty się uczyć.

Z Kostią od razu mówimy sobie po imieniu. Mamy wspólnego znajomego i obaj pracowaliśmy dla instytucji państwowych. Kostia ma wiele rzeczy. Lekką nadwagę, fajnie, kręcone włosy, pieniądze, znakomity angielski, ogromną wiedzę, wpływowych rodziców oraz ich kompleks — choć nie powinien. Był współpracownikiem Aleksieja Kudrina (szefa rosyjskiej Izby Obrachunkowej), a w wieku 30 lat został dyrektorem departamentu ds. współpracy międzynarodowej i zmian klimatu w ministerstwie ekologii.

— Kiedy przylatywałem w delegację do Indii, na lotnisku czekał na mnie kierowca. "Tędy Konstantinie Pietrowiczu, przygotowaliśmy dla pana stolik, Konstantinie Pietrowiczu, minister już czeka, Konstantinie Pietrowiczu". A teraz szukam pracy i wiem, że nawet jeśli ją znajdę, będę szeregowym ekspertem czy specjalistą. Moim szczytowym osiągnięciem było 30 minut sam na sam z Johnem Kerrym.

Rodzice Kostii to klasyczni państwowcy. Pierwsze 10 lat życia spędził w jednym z krajów Azji Wschodniej, gdzie rodzice kierowali rosyjskim Instytutem Kultury. Potem jego ojciec wykładał na uczelni dyplomatycznej MGIMO (Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych), a mama uczyła języków bliskowschodnich w szkole KGB. Dlatego zgadza się na rozmowę tylko pod warunkiem, że nie będę go pytał o sprawy rosyjskie. — Nie chcę źle mówić o swoim kraju, a nic dobrego powiedzieć nie mogę.

Pytam go, czy jest mażorem (odpowiednik polskiego bananowego dziecka). Zamyśla się.

— Dziś już nie, bo nie mam bogatych rodziców — mówi.

Leci biznesowym Aerofłotem, ale nie ma bogatych rodziców. Witajcie w Rosji.

— Rodzice uratowaliby cię przed mobilizacją, gdybyś nie mógł wyjechać?

— Tak, stworzyli dla mnie odpowiednie zabezpieczenia, które na 90 proc. by mnie uratowały. Ale ja od dawna chciałem wyjechać z Rosji. Wojna tylko to przyspieszyła.

(...)

Bogdan, tak jak i wielu jego znajomych inwestujących w kryptowaluty czy grających na giełdzie, uważa, że pieniądze mają krótką pamięć. Kiedy tylko wojna się skończy, zachodni inwestorzy wrócą do Rosji, a być może on razem z nimi.

Podobnie uważa Aleksander, który obsługuje portfele inwestycyjne bogatych Rosjan — jednym z jego klientów jest znany oligarcha. Aleksander mieszka w kurorcie z polami golfowymi i konsjerżami.

Za niedługo mają dołączyć do niego żona i syn, dlatego już teraz wynajął willę. Kiedy zobaczyłem go w korytarzu, pomyślałem, że w moim kierunku podąża klon Michaiła Chodorkowskiego. Za chwilę okazało się, że nawet mówi jak znany oligarcha — tak cichym głosem, że musiałem się do niego nachylać, by usłyszeć każde słowo. Spotkaliśmy się o 9 rano. Dostałem 2 godziny, zanim w Moskwie zacznie pracować giełda.

Jego rodzice to sowieccy inżynierowie pracujący przy technologii nuklearnej. On sam zaczynał od branży komputerowej, a przez dwie pierwsze dekady putinizmu współpracował z finansowymi instytucjami Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Cypru, co po wprowadzeniu sankcji przestało być możliwe. Mimo to wciąż fanatycznie wierzy w pieniądze. — Na wojnie traci każdy, dlatego pokój zostanie podpisany w 2023 r. Wszystko wróci do normy, a ja wrócę do Moskwy.

Aleksandr wierzy w pieniądze, ale w prawdę już nie.

— Sporo czytam — media opozycje i źródła zagraniczne — ale ciężko się połapać w propagandzie obu stron — w jego optyce wojennej znajdują się straty finansowe, ale nie ludzie ani rozróżnienie na rosyjskiego kata i ukraińską ofiarę.

— Wychodził pan kiedykolwiek protestować? — chcę go wytrącić z równowagi.

— Przeciwko?

— Bo ja wiem... Powrotowi Putina do władzy, podwyższeniu wieku emerytalnego, wojnie?

— A jaki to ma sens? Na Białorusi i w Serbii ludzie masowo wychodzili na ulicę i co osiągnęli? Nic. Zmiażdżyła ich machina państwowa. Tak samo będzie w Rosji. A jak ktoś z Zachodu nie wierzy, to zapraszam do Rosji. Kilka lat temu kupiłem mieszkanie w zabytkowej kamienicy w centrum Moskwy — mówi to jakby na potwierdzenie swojego bogactwa, bo takie mieszkanie kosztuje kilka milionów dolarów, nie licząc łapówek.— Oczywiście wkrótce znalazł się deweloper powiązany z władzą, który dostał pozwolenie na wyburzenie kamienicy. Musiał jedynie wykurzyć lokatorów. Kiedy nie godziłeś się na oferowaną cenę, tak jak ja, pojawiały się kontrole, a potem policja. Spędziłem kilka nocy w areszcie. W końcu i tak zmusili mnie do sprzedaży. Tak wygląda protestowanie w Rosji.

Staje się dla mnie oczywiste, że Aleksander nie jest cynikiem. Za swoją delikatną powierzchownością ukrywa złość, która w momencie wybuchu będzie żałosna i rozpaczliwa. Natomiast za cyniczną wiarą w siłę pieniądza, której sam przecież zaprzecza, chowa bezsilność i strach wobec nagiej przemocy wewnątrz Rosji. A poza wszystkim, tutaj, jego wielkie pieniądze są fikcją.

Fundusze Rosjan w bankach zagranicznych w 2022 r. podwoiły się do 67 mld dolarów. Dla gospodarek obszaru postsowieckiego po pandemii COVID-19 to błogosławieństwo. Wzrasta konsumpcja "wewnętrzna", na czym korzysta sektor usług. Przyjezdni Rosjanie tylko czekają jednak, by ruszyć dalej, zostawić za sobą postsowieckie prowincje.

A kiedy pieniądze przychodzą znienacka i tak samo znikają, pozostawiają po sobie niezrealizowane inwestycje i recesję. Powodują inflację, która tak jak w przypadku mieszkań najmocniej uderza w biednych. Klasa średnia kupi gorszej jakości i tańszy produkt, ale biedni zaczną rezygnować z tego, co niezbędne do życia.

Dlatego władze państw takich jak Uzbekistan i Kazachstan — o Gruzji, Armenii i Kirgistanie nie wspominając — starają się zatrzymać Rosjan, ale bez skutku. Rosjanie chcą uciekać. Im szybciej, tym lepiej.

onet.pl