wtorek, 20 marca 2018


Dziś centralne instytucje izraelskie są w Jerozolimie, a wszystkie ambasady w Tel Awiwie. Skąd to rozdwojenie?

Izrael od lat 50. traktuje Jerozolimę Zachodnią jako swoją stolicę – tam jest siedziba Knesetu, Sądu Najwyższego i inne rządowe budynki. W 1980 roku w Knesecie zostało uchwalone prawo o aneksji podbitej wcześniej wschodniej, palestyńskiej części miasta. Społeczność międzynarodowa nigdy nie uznała tej aneksji i oczekuje, że status Jerozolimy, prawdopodobnie jako stolicy dwóch państw, Izraela i Palestyny, będzie wynegocjowany w ostatniej fazie rozmów pokojowych. Na znak protestu przeciwko aneksji, która jest nielegalna wedle prawa międzynarodowego, wszystkie kraje utrzymują swoje ambasady w Tel Awiwie.

A za tym wszystkim stoi skomplikowana historia izraelskiego państwa…

Pod koniec XIX wieku, kiedy rodziła się koncepcja „powrotu” rozproszonych po świecie Żydów na tereny obecnego Izraela, czyli ruch syjonistyczny i jego nurty, koncepcje wokół Jerozolimy były bardzo różne. Niektórzy żydowscy intelektualiści chcieli, żeby Jerozolima była centrum duchowym Żydów świata, ale niekoniecznie stolicą formalnego państwa. Dla pionierów, pierwszych syjonistów, którzy przyjeżdżali do Palestyny, Jerozolima nie była aż tak ważna. To były osoby o poglądach raczej socjalistycznych, niereligijne. Państwo, które chcieli zbudować miało być socjalistyczne.

Ale było już wtedy wielu Żydów na całym świecie, którzy nie widzieli innego centrum państwowości niż Jerozolima.

Owszem, jako religijne, duchowe centrum, Jerozolima była zawsze ważna. Ale cała idea syjonizmu była taka, żeby zaprzeczyć wizerunkowi diaspory, który kształtowali antysemici: słabego Żyda, zepchniętego do getta, zamkniętego, kulturowo zacofanego, będącego słabą mniejszością. Izrael miał być państwem nowego hebrajskiego Żyda, silnego, często na plakatach wyglądającego wręcz jak aryjscy Niemcy: blondyna o niebieskich oczach, opalonego, na traktorze, pracującego na roli. To w niewielkim stopniu miało coś wspólnego z religią.

To odcięcie od religii nie do końca wyszło, sądząc po tym, jak wygląda dziś Izrael. Kiedy religia zaczyna decydować o losach Izraela?

Im bliżej powstania państwa, tym bardziej świeccy Żydzi, socjaliści, syjoniści mają problem z religijnymi Żydami, którzy nie chcą w ogóle rozmawiać o państwie. Wierzą, że Izrael może powstać dopiero po nadejściu mesjasza i nie wolno tego procesu przyspieszać poprzez ściąganie Żydów do Palestyny i tworzenie świeckiego państwa.

Ważne wydarzenia mają miejsce w przededniu przyjazdu Specjalnej Komisji ONZ ds. Palestyny, która miała zbadać sytuację na ziemiach i tuż przed planem ich podziału. Jeden z ojców założycieli państwa, Ben Gurion, zawiera wówczas układ z religijnymi Żydami. To była umowa, która symbolizuje wszystko, co się dzieje do dziś. Ben Gurion poprosił ich, żeby rozmawiając z komisją ONZ nie mówili, że nie chcą państwa. Ale w zamian za to obiecał, że jeśli to państwo powstanie, to będzie dbało o przestrzeganie religijnych nakazów.

Trochę tak jest do dziś – świeccy Izraelczycy z jednej strony potrafią wyrażać się bardzo pogardliwie o ortodoksyjnych Żydach, a z drugiej potrzebują ich i ich narracji.

A nie jest tak, że świeckie państwo w sumie potrzebuje religii, żeby uzasadnić swoje istnienie? No bo jeśli nie religia, to dlaczego w ogóle osiedlać się akurat na Bliskim Wschodzie?

Dokładnie tak jest. Religia stała się w którymś momencie podstawą roszczeń Izraela o prawie do tej ziemi. Partie polityczne, np. Likud, który jest u władzy, a który nie jest partią religijną, tylko konserwatywną, prawicową i bardzo nacjonalistyczną, wchodzi w sojusze z religijnymi ruchami, żeby uzasadnić prawo Żydów do całej ziemi między rzeką Jordan a Morzem Śródziemnym.

krytykapolityczna.pl