czwartek, 25 stycznia 2018


Duże rozwarstwienie ekonomiczne w brytyjskim społeczeństwie nie jest zjawiskiem ani nowym, ani dziwnym. Kraj, zachowujący od setek lat strukturę klasową, zbudowany na mocnym rozdźwięku między arystokracją a klasą pracującą, pozostaje jednym z tych miejsc na świecie, gdzie przywileje i dysproporcje majątkowe są niezwykle wyraźne. Ekskluzywne i drogie szkolnictwo prywatne, dziedziczenie wpływów politycznych i ekonomicznych, posiadanie kilku mieszkań oraz posiadłości za miastem to wciąż codzienność dziesiątek tysięcy Brytyjczyków urodzonych w bogatszych rodzinach.

Na drugim biegunie społecznym sytuacja wygląda inaczej. Niemal dekada rządów Partii Konserwatywnej, połączona z wieloletnią nieudolnością laburzystów, którzy w pewnym momencie przestali bronić interesów najuboższych, doprowadziła do tego, że odsetek populacji w ubóstwie stał się w Wielkiej Brytanii jednym z najwyższych w Europie.

Według najnowszych statystyk, zaprezentowanych niedawno przez Fundację im. Josepha Rowntree, wiodący brytyjski think tank zajmujący się polityką społeczną i sprawami socjalnymi, ponad milion Brytyjczyków, w tym przeszło 312 tys. dzieci, żyje dzisiaj w nędzy. Najbardziej narażone na problemy materialne są rodziny imigrantów, wobec których wsparcie publiczne zredukowano w ostatnich kilku latach najbardziej. Niewiele lepiej wygląda sytuacja osób starszych, powyżej 65. roku życia, oraz, co może dziwić, nastolatków w wieku 15-19 lat. Na przykładzie tej ostatniej grupy łatwo zobrazować konsekwencje dekady oszczędności w sektorze publicznym i redukowania roli państwa w społeczeństwie, co było przez lata obsesją ekonomicznego ideologa torysów George’a Osborne’a. Coraz mniejsze nakłady na edukację publiczną, wstrzymanie programów i szkoleń mających stymulować zatrudnienie wśród młodych, którzy nie decydują się iść na studia, oraz izolacja ekonomiczna wielu części kraju (głównie przemysłowej północy) od londyńskiej metropolii zahamowały i tak małą mobilność społeczną. W dodatku galopujące jak nigdzie indziej na kontynencie ceny wynajmu mieszkań spowodowały eksmisje wielu rodzin.

Jedną z najwymowniejszych ilustracji tego zjawiska był krótki film dokumentalny wyemitowany rok temu przez Channel 4, w którym 19-letnia Alice opowiadała o życiu jej rodziny po eksmisji. Matka, samotnie wychowująca Alice i młodszą córkę, straciła pracę w sektorze publicznym w Bath w wyniku cięć wprowadzonych przez tamtejsze władze lokalne, wywodzące się z Partii Konserwatywnej. Szybko utraciła też płynność finansową i musiała opuścić mieszkanie, wynajmowane od ponad dwóch dekad od tego samego właściciela. Alice, która w tym samym czasie dostała się na lokalny uniwersytet, znalazła się z rodziną na ulicy dosłownie w przeddzień inauguracji roku akademickiego. Dokument pokazuje, jak młoda studentka geografii wraca codziennie do ciasnego pokoju w jednym z hosteli, do którego rodzina przeniosła się po przymusowej eksmisji. Dziewczyna łamiącym się głosem opowiada o dziesiątkach wymówek przed koleżankami, które chcą odwiedzić ją w domu. Duma nie pozwala jej się przyznać do trudnej sytuacji finansowej. Jednak znajomi mogli się domyślić natury problemów Alice, gdy zaczęła regularnie dojadać niedokończone przez nich posiłki w uniwersyteckiej stołówce.

tygodnikprzeglad.pl

Atmosfera anglofońskiej polityki jest gęsta od burżuazyjnego oburzenia. W Ameryce tak zwany liberalny establishment jest przekonany, że padł ofiarą politycznego rabunku w wykonaniu żałosnych „deplorables” („godnych pożałowania”, jak Hillary Clinton nazywała wyborców Trumpa). To ich rzekomo Władimir Putin obrócił w oręż polityczny przy wsparciu jakichś mrocznych machlojek Facebooka.

W Wielkiej Brytanii rozsierdzona burżuazja też robi wielkie oczy, że poparcie dla opuszczenia Unii Europejskiej w zamian za XIX-wieczną brytyjską splendid isolation („chwalebną izolację”) wcale nie spada, mimo że proces brexitowania zszedł na psy.

Może się zakręcić w głowie od tego, jak szeroki jest zakres analizy sytuacji. Fala wojującej zaściankowości po obu stronach Atlantyku jest tłumaczona pod każdym wyobrażalnym kątem: psychoanalitycznie, kulturowo, antropologicznie, estetycznie i oczywiście za pomocą polityki tożsamości. Jedyne ujęcie, o którym w zasadzie się szeroko nie dyskutuje, a kryje klucz do zrozumienia obecnej sytuacji, to perspektywa wojny klasowej, którą wypowiedziano przeciwko biednym pod koniec lat 70. i która trwa nieustająco do dziś.

Całą historię można wyczytać z dwóch danych z 2016 roku (rok Trumpa i Brexitu), które nawet najbystrzejsi establishmentowi analitycy sumiennie ignorują. Według Banku Rezerw Federalnych ponad połowa rodzin w Stanach Zjednoczonych nie spełniała warunków pozwalających wziąć kredyt na najtańsze nowe auto na rynku (Nissan Vera sedan, cena: 12.825 dol.). W tym samym czasie w Wielkiej Brytanii ponad 40 proc. rodzin musiało wziąć kredyt albo skorzystać z banku żywności, żeby mieć co jeść lub zaspokoić podstawowe potrzeby.

(...)

Nie chcąc wydusić słowa o tym, że w ogóle trwa nasilająca się wojna klasowa, elity brną bez końca w teorie spiskowe o rosyjskim mataczeniu, o nagłym wybuchu spontanicznej mizoginii, o fali imigrantów, buncie maszyn i tak dalej. Chociaż te wszystkie obawy są wyraźnie skorelowane z nastrojami bojowej zaściankowości, które napędzają Trumpa i Brexit, ale schodzą na plan dalszy wobec głębokiej przyczyny: wojny klasowej przeciwko biednym, której wycinek widać w danych na temat przystępności samochodów w USA i uzależnieniem dużej części Brytyjczyków od kredytów.

Oczywiście Trumpa i Brexit popierali też niektórzy stosunkowo zamożni wyborcy. Ale to poparcie wynikało w dużej mierze z lęku związanego z tym, że obserwowali jak niższe klasy społeczne pogrążają się w otchłani rozpaczy i uświadamiali sobie, że przyszłość ich własnych dzieci rysuje się w coraz ciemniejszych barwach.

Dwadzieścia lat temu ci sami liberalni komentatorzy pielęgnowali utopijną wizję, w której zglobalizowanie kapitalizmu finansowego miało przynieść większości ludzi dobrobyt. Gdy kapitał w skali światowej zaczął osiągać coraz wyższe stopnie koncentracji i z coraz większą wrogością obchodził się z tymi, którzy majątku nie posiadali, komentatorzy ci oświadczyli, że wojna klasowa się skończyła.

krytykapolityczna.pl