środa, 20 lipca 2022


Wezwania wśród rosyjskich nacjonalistycznych i prowojennych głosów do rosyjskiego prezydenta Władimira Putina o rozszerzenie celów wojennych Rosji, pełną mobilizację państwa do wojny i porzucenie pretekstu, że Rosja nie jest zaangażowana w wojnę, osiągnęły crescendo 19 lipca. Nacjonalistyczny blogger Igor Girkin przedstawił obszerną listę działań militarnych, gospodarczych i politycznych, które, jego zdaniem, musi podjąć Kreml, aby wygrać wojnę na Ukrainie; pierwszą z tej listy jest odejście od retoryki „specjalnej operacji wojskowej” i określenie oficjalnych celów  wojny na Ukrainie. Girkin opowiada się za ekspansywnymi celami terytorialnymi wykraczającymi poza deklarowane ambicje Kremla w Donbasie, w tym zjednoczenie całego terytorium „Noworosji” (które, jak twierdzi Girkin, obejmuje Charków, Dniepropietrowsk, Mikołajów, Odesa, Zaporoż, Chersoń, Donieck i Ługańsk, a także Krzywy Róg) z Federacją Rosyjską i utworzeniem państwa małorosyjskiego (cała Ukraina aż do granicy z Polską), które według Girkina powinno zostać zjednoczone z Rosją poprzez państwo związkowe Rosja-Białoruś. Girkin wezwał także Kreml do pełnego przestawienia gospodarki rosyjskiej na grunt wojenny i przeprowadzenia szeroko zakrojonych działań mobilizacyjnych, w tym przymusowego poboru i (dalszego) zawieszenia praw Rosjan. Girkin często krytykował to, co uważa za brak ambicji i zdecydowanych działań w prowadzeniu przez Kreml wojny na Ukrainie, poprzez swoje apele o maksymalizację celów i środków wspierających zdobycze terytorialne. Jego najnowsza lista żądań przyczynia się do rosnącego niezadowolenia w rosyjskim prowojennym nacjonalistycznym duchu czasu.

Podczas gdy post Girkina z 19 lipca jest zjadliwą krytyką intencji Kremla na Ukrainie, inni rosyjscy miliblogerzy starali się kształtować narrację sprzyjającą Putinowi, jednocześnie dążąc do tych samych maksymalistycznych celów, sugerując, że Kreml celowo ustanawiał warunki dla przedłużającej się wojny na Ukrainie od czasu wojna się zaczęła. Rosyjski milblogger Jurij Kotyenok twierdził, że Rosja dąży do „syrianizacji” wojny na Ukrainie, nigdy nie precyzując konkretnych terminów ani celów operacji na Ukrainie. Wyraźne przywołanie przeciągających się rosyjskich operacji w Syrii sugeruje, że niektóre rosyjskie głosy nacjonalistyczne stwarzają warunki do długiej wojny w sposób, który oszczędza Kremlowi twarz, biorąc pod uwagę, że Rosja nie zapewniła sobie celów militarnych na Ukrainie w bardzo krótkim okresie, w którym początkowo Kreml zaplanowany.

Putin mógłby po prostu zignorować milblogerów, choć w niedalekiej przeszłości wykazywał troskę o ich stanowisko, albo mógłby rozgrywać ich narracje na kilka sposobów. Mógłby poczekać i zobaczyć, jaki oddźwięk mają ich apele o pełną mobilizację i szersze cele wojenne wśród części rosyjskiej populacji, na których mu najbardziej zależy. Mógłby mieć nadzieję, że ich na wpół niezależne apele o bardziej ekstremalne środki mogą napędzać poparcie dla rozszerzenia celów i mobilizacji, których pragnie, ale czuje, że Rosjanie nie są przygotowani do ich zaakceptowania. Zamiast tego może odrzucić ich wezwania do większych ambicji i większych poświęceń, prezentując się tym samym jako umiarkowany przywódca, powstrzymujący się od zbytniego żądania od swego ludu.

(...)

Władze rosyjskie w dalszym ciągu polegają na niekonwencjonalnych źródłach siły bojowej w celu obejścia potrzeby powszechnej mobilizacji poprzez złożenie ciężaru generowania siły na zmarginalizowanych enklawach rosyjskiego społeczeństwa. Raport wydany przez rosyjską organizację praw człowieka „Rus Sidyashchaya” (Rosja za kratami) 14 lipca potwierdził wcześniejsze obserwacje ISW, że rosyjskie władze prowadzą rekrutację w rosyjskich więzieniach, aby wspierać operacje na Ukrainie. Raport przytaczał dowody na to, że kolonie karne w rosyjskich obwodach Leningrad, Niżny Nowogród, Nowogrodzie i Włodzimierzu oraz Mordowii, Adygei i innych regionach otrzymały oferty rozmieszczenia skazanych. Inne niezależne rosyjskie źródła donosiły wcześniej, że Prywatna Kompania Wojskowa Grupy Wagnera (PKW) aktywnie rekrutowała z kolonii karnych w Petersburgu. Te wysiłki rekrutacyjne prawdopodobnie kładą nacisk na ilość nad jakością rekrutów na rzecz przyspieszenia wysiłków rozmieszczania przy minimalnym szkoleniu, a zatem jest bardzo mało prawdopodobne, aby zapewniły decydującą przewagę bojową w działaniach wojennych na Ukrainie.

understandingwar.org

W miarę jak wojna na Ukrainie zbliża się do szóstego miesiąca, a wysokie straty w połączeniu z brakiem formalnej mobilizacji powodują poważne uszczerbki w zasobach ludzkich, coraz częściej w rosyjskiej armii pojawia się minimalne szkolenie nowych rekrutów. Według analityków wojskowych i działaczy na rzecz praw człowieka brak wiedzy sprawia, że żołnierze nie mają umiejętności bojowych niezbędnych do przetrwania na polu walki. — Tydzień szkolenia to nic, dla żołnierza to prosta droga do szpitala lub worka na zwłoki — mówi niezależny analityk wojskowy Paweł Łuzin.

Według strony internetowej Ministerstwa Obrony Rosji, intensywne czterotygodniowe szkolenie z zakresu broni połączonej z "kursem przetrwania" jest "niezbędne" dla każdego, kto podpisze kontrakt z rosyjską armią. Program trwa łącznie 240 godz. i obejmuje strzelanie, rzucanie granatów i studiowanie taktyki wojskowej. Jednak w czasie wojny w Ukrainie wydaje się, że standardy szkolenia nie są przestrzegane, twierdzi Siergiej Kriwienko, dyrektor organizacji Obywatel.Armia.Prawo., która zapewnia pomoc prawną rosyjskim żołnierzom.

— Regularnie zgłaszają się do mnie rodzice, których dzieci podpisały kontrakt wojskowy i tydzień później wylądowały w Ukrainie — opowiada Kriwienko.

Iwan podpisał trzymiesięczny kontrakt z Ministerstwem Obrony w kwietniu. — Kiedy rozpoczęła się specjalna operacja wojskowa, choć w rzeczywistości jest to wojna, odebrałem to jako osobistą tragedię — mówi. — Powiedziałem sobie, że chcę tam pojechać i nikt mnie nie powstrzyma. Jestem patriotą.

Wkrótce został przeniesiony do bazy wojskowej w Biełgorodzie w pobliżu granicy z Ukrainą. Niecałe dwa tygodnie później znalazł się na linii frontu. — Po badaniach lekarskich zapytali mnie, czy jestem gotowy na wyjazd do bazy wojskowej pojutrze. Szkolili nas przez pięć dni, kolejne pięć dni czekaliśmy na rotację sił, a potem poszliśmy na pozycje bojowe — opowiada Iwan.

W ostatnich tygodniach w rosyjskich mediach pojawiły się podobne relacje o tym, że nowi rekruci otrzymali minimalne szkolenie. — Byłem zaszokowany. Niektórzy nie trzymali w rękach karabinu maszynowego, nigdy nie widzieli na oczy prawdziwego czołgu, a za kilka dni wyjeżdżają na front — powiedział w ub. miesiącu jeden z żołnierzy w wywiadzie dla BBC.

24-letni Jewgienij Czubarin zginął w obwodzie charkowskim w Ukrainie zaledwie cztery dni po tym, jak został przeniesiony do bazy wojskowej w Biełgorodzie na trzymiesięczny kontrakt z rosyjską armią. Niezależny serwis informacyjny Mediazona rozmawiał z jego matką. — Nie było żadnego szkolenia — powiedziała Nina Czubarina. — Przyjechali, dostali mundur i karabin maszynowy, i to wszystko, do dzieła.

Zgodnie z rosyjskim prawem, poborowi nie mogą być wysłani do walki, jeśli nie przeszli co najmniej czteromiesięcznego szkolenia. Według Łuzina ta sama logika powinna obowiązywać tych, którzy podpisują kontrakt z wojskiem na wyjazd na Ukrainę.

Według Iwana, pięciodniowe szkolenie, które odbyli, było "intensywne". — Ćwiczyliśmy umiejętności bojowe, zajmowanie i szturmowanie budynków, wszechstronną obronę, pracę w zespołach bojowych, medycynę polową, ewakuację i leczenie rannych żołnierzy. Skupialiśmy się na umiejętnościach, które były potrzebne na danym stanowisku: karabinierze maszynowym, operatorze granatnika i tak dalej — opowiada Ivan.

Chociaż takie podstawowe szkolenie może wystarczyć, by żołnierze mogli wykonywać proste zadania w walce, eksperci wojskowi powiedzieli "The Moscow Times", że szkolenie wojskowe powinno być znacznie szersze. — Trzeba się wiele nauczyć, jeśli chodzi o koordynację i współpracę w zespole. Jest to czasochłonne — twierdzi Samuel Cranny-Evans, analityk wojskowy z londyńskiego think tanku Royal United Services Institute.

Zdaniem ekspertów wysoki odsetek ofiar oznacza, że rosyjskie wojsko prawdopodobnie traci spójność, a braki w szkoleniu tylko pogłębiają ten problem. Armia zaczęła mieszać żołnierzy z różnych jednostek, jak twierdzi Dara Massicot, starsza badaczka w amerykańskim think tanku RAND i była analityczka w Pentagonie. — Żołnierze nie znają dowódców, nie wiedzą, gdzie znajduje się ich jednostka walcząca w terenie — mówi Massicot. — Ponadto brakuje specjalistów. Oznacza to, że jeśli jakiś sprzęt się zepsuje, to po prostu nie ma kto go naprawić — dodaje.

Pomimo sytuacji na polu walki, jednym z powodów, dla których ludzie zgłaszają się do walki, są pieniądze — wojsko oferuje pensje do czterech razy wyższe niż średnia lokalna. Ivan powiedział, że otrzymuje ponad 240 tys. rubli (20 tys. zł) miesięcznie. Iwan odniósł rany odłamkowe nogi i ręki podczas walk w pobliżu Iziumu na północnym wschodzie Ukrainy pod koniec kwietnia i został przewieziony do szpitala w Rosji. W czasie rozmowy z nami Iwan nadal dochodzi do siebie po odniesionych ranach w domu w Moskwie.

onet.pl