piątek, 13 lutego 2026



TS: Chciałbym wrócić na chwilę do wątku CNN i percepcji Chin. W Stanach Zjednoczonych czy w Polsce jednak mamy możliwość podjęcia decyzji, trzymając w ręku pilota od telewizora. W Chinach tej możliwości nie ma. Ważnym elementem lęku przed Chinami jest także to, że społeczeństwo chińskie żyje dosłownie w orwellowskim świecie, ponieważ jest to świat jedynego obowiązującego przekazu, ubrany we wszystkie nowoczesne technologie, w piękne portale, ale to jest jednak świat orwellowski.

MJ: I znów ja rozumiem to trochę inaczej. Zobacz, Chińczycy bez problemu za pomocą VPN od lat korzystają z dostępnej na świecie pornografii, z gier video, z innych rzeczy. Oni mają dostęp do wiadomości.

TS: Zgadzam się.

MJ: Ale ich to nie interesuje.

TS: Dokładnie.

MJ: I to jest problem.

TS: Tak. A dlaczego ich to nie interesuje?

BG: Ponieważ mają zakodowane, żeby władzy nie tykać. W DNA to mają.

MJ: Z jednej strony, wiedzą czym to grozi. Z drugiej – nie ma środowisk, które stanowiłyby fundament…

BG: Tak, środowisk dysydenckich.

MJ: Po prostu nie ma tego. Z trzeciej strony natomiast jest jedna rzecz, której my nie zauważamy. To dyskurs intelektualny w Chinach. Chiny nie są pustynią intelektualną.

BG: Nie są.

MJ: Ten dyskurs istnieje. Jest on jednak diametralnie różny od tego, co my mówimy dzisiaj, tutaj, i co mówi się za granicą – tak różny, że trudno nam to sobie czasem wyobrazić. Ale toczą się dyskusje dotyczące miejsca Chin w świecie, realizowanej polityki, relacji z Rosją. Nie żeby te dyskusje tętniły życiem, ale debata intelektualna istnieje, choć jest niestety niezwykle silnie nacjonalistyczna. Możemy określić Chiny jako ultranacjonalistyczne państwo, w którym nie możesz krytykować Chin i nie możesz krytykować władzy, bo wówczas stajesz się wrogiem ludu. To tak, jakbyśmy politykę PiS podkręcili jeszcze stukrotnie – wtedy wyjdzie nam coś podobnego. Na przykład, jeżeli powiem w Polsce, że powinniśmy utrzymywać dobre relacje ekonomiczne z Niemcami, to według niektórych naszych środowisk nacjonalistycznych jestem zdrajcą. Jeżeli w Chinach intelektualista powie, że np. być może powinniśmy jednak słuchać Europy jeśli chodzi o respektowanie praw człowieka, to nie jest Chińczykiem. Tu moim zdaniem tkwi problem, dlaczego ludzie nie szukają informacji w mediach zagranicznych, dlaczego nie podważają pewnych rzeczy. Uważają, że zagranica kłamie i jest antychińska, nie ufają jej. Natomiast dyskurs antypartyjny dotyczący wolności indywidualnych również w Chinach istnieje, tylko jest on tak subtelny, że łatwo go przeoczyć.

Tomasz Sajewicz Marcin Jacoby Bogdan Góralczyk - Nowa gra w Chińczyka