Mariia Tsiptsiura: - W ostatnich dniach często natrafiam na doniesienia, że sytuacja na froncie wygląda całkiem dobrze. Nawet wczoraj minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha oświadczył, że zbliżamy się do pewnego punktu zwrotnego w wojnie. Chciałabym usłyszeć pańską ekspercką analizę ogólnej sytuacji na froncie i czy rzeczywiście tak jest.
Oleg Żdanow: To bardzo optymistyczne stwierdzenie pana Sybihy — że mamy do czynienia z punktem zwrotnym i że Rosjanie wkrótce wstrzymają ofensywę. Zdecydowanie zbyt optymistyczne. Powiem tak: na chwilę obecną naszym głównym osiągnięciem jest to, że faktycznie zatrzymaliśmy ofensywę wojsk rosyjskich. Skutecznie, ale nie do końca. Niemniej jednak wojska rosyjskie odnoszą częściowe sukcesy na poszczególnych odcinkach kierunków działań operacyjnych. Warto zwrócić uwagę: w ciągu ostatniego półtora tygodnia liczba starć bojowych nie spada poniżej 240 dziennie.
Główne działania wojenne toczą się obecnie na czterech kierunkach. Trzy główne to kierunki: konstantynowski, pokrowski i hulajpolski. Tam rosyjskie wojska dosłownie biją rekordy. Wywierają na nas ogromną presję. A sytuacja naszych sił zbrojnych jest tam bardzo trudna.
Jest jeszcze jeden "zmienny" kierunek — albo północno-słobożański, kurski, albo południowo-słobożański, limanski. Przenoszą siły z jednego kierunku na drugi, próbując rozciągnąć nasze rezerwy i zmusić nas do przeniesienia jak największej liczby sił na południowy wschód kraju.
Są to działania odwracające uwagę i mam nadzieję, że nasz Sztab Generalny to rozumie.
- Czy przy tym straty Rosjan nadal są wysokie?
Tak, choć obecnie liczba tych strat nieco spada. Ale dzieje się tak tylko dlatego, że zmniejszyli liczbę żołnierzy biorących udział w desperackich szturmach. A to, nawiasem mówiąc, powinno nas zaniepokoić.
Skoro wysyłają mniej ludzi do szturmów, to znaczy, że pewną liczbę pozostawiają w rezerwie i gromadzą te rezerwy.
- Czyli mogą przygotowywać wzmocnienie ofensywy?
Tak. Myślę, że taki zryw może nastąpić w drugiej połowie lata — gdzieś w sierpniu. Jeśli mobilizują około 1 tys. ludzi dziennie, to około 500 od razu wysyłają na front, a kolejne 500 pozostawiają w rezerwie. I gromadzą te siły w celu realizacji zadania politycznego, które dosłownie kilka dni temu ponownie potwierdził Putin: całkowite zajęcie Donbasu i uznanie okupowanych terytoriów za rosyjskie — to warunki zakończenia wojny.
Może dojść do eskalacji. Będzie to ostatni zryw w próbie zajęcia Donbasu i zrealizowania przynajmniej jednego punktu z tego, co Putin ogłosił w nocy 24 lutego 2022 r.
(...)
- Czy Putin ma jeszcze jakieś asy w rękawie, którymi mógłby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę?
Nie. Jedyne, co teraz widzieliśmy, to stary-nowy atut: nuklearna pałka. Kiedy Putin ma kłopoty, wyciąga nuklearną pałkę i zaczyna nią wymachiwać na wszystkie strony. Proszę jednak zwrócić uwagę na reakcję zachodnich służb wywiadowczych: żadna z nich nie poinformowała o przemieszczeniu głowic nuklearnych.
(...)
- W ostatnim czasie wiele mówi się również o zagrożeniu ze strony Białorusi. Na ile jest ono realne?
W ogóle nie rozumiem, po co to się nagłaśnia. Każdy krzyczy: "jutro nastąpi atak z Białorusi". Ale wystarczy zajrzeć do oficjalnych komunikatów Sztabu Generalnego — a tam jest jasno napisane: na kierunkach wołyńskim i poleskim nie obserwuje się formowania grup uderzeniowych.
Kto miałby tam atakować? Łukaszenko z workiem ziemniaków? Nie ma tam żadnych grup uderzeniowych. Mam nadzieję, że nie będziemy przenosić rezerw na granicę z Białorusią. W tej chwili nie ma zagrożenia z tej strony.
onet.pl