środa, 15 czerwca 2022


Prezydent Francji Emmanuel Macron, w poniedziałek 13 czerwca 2022 r., wezwał do wzmocnienia europejskiego przemysłu obronnego, który musi być „znacznie silniejszy", inaugurując pod Paryżem międzynarodową wystawę obronną Eurosatory.

Macron, dając przemówienie stwierdził na samym początku, że reorganizacja armii będzie musiała być głęboka. Po trzech miesiącach inwazji Rosji na Ukrainę, reformy wojskowe muszą dotknąć także Francję. Głównym celem jest dopasowanie się ekonomiczne do wojny, aby być przygotowanym na długotrwały konflikt lub rywalizację. Podkreślił, że granice wyzwań zostały znacznie rozszerzone, a to wymaga od Francji zmianę retoryki, nie tylko dla korzyści niej samej, ale również dla sojuszników.

Prezydent wyróżnił, że przemysł obronny nie może być rozwijany jak gdyby był czas pokoju, ale należy się dopasować do pojawiających ostrzeżeń i zagrożeń. Trzeba zwiększyć produkcję i współpracę na linii państwowy i prywatny sektor wojskowy. Tym samym, jedną z opcji będzie, że rząd wprowadzi poprawkę, która umożliwiłaby w pewnych okolicznościach rekwizycję spółek cywilnych do celów wojskowych.

Problemem, który wyróżnia Macron, jest ograniczona produkcja i niewielkie zapasy w trakcie trwających konfliktów. Zdarzały się Francuzom sytuacje, że brakowało im choćby amunicji podczas misji zagranicznych. W zamyśle prezydenta należy produkować szybciej i więcej, a ponadto, jeśli dalej będzie trzeba wspierać sojuszników (w tym Ukrainę), to trzeba znacznie zwiększyć tempo. Dodał, że to m.in. konflikt na wschodzie Europy zmusza Francję, aby działać pilniej i intensywniej.

Już w 2017 roku Macron rozpoczął swoje działania mające na celu doinwestowanie Ministerstwa Sił Zbrojnych. Budżet został podniesiony o 25% i przekroczy 40 mld euro w 2022 r. i 50 mld euro w 2025 r., wobec 30 mld euro w latach 2007-2015. Na 2023 rok przewidziano wstępnie 44 mld, ale Macron właśnie wskazał, że należałoby dołożyć kolejne 3 mld. Powiedział, że „kiedy zagrożenie rośnie, środki muszą iść w parze". Lista potrzeb według wyższych wojskowych ma być nieskończona, a najważniejsze są: amunicja, drony, sprzęt do prowadzenia działań w cyberprzestrzeni i rozpoznania elektromagnetycznego oraz samoloty transportowe.

Jak zaznacza dyrektor Direction Générale de l'Armement  (departament francuskiego Ministerstwa Sił Zbrojnych, którego misją jest m.in. prowadzenie programów zbrojeniowych) cały czas Francja musi czynić postępy, jeśli chce brać udział w konfliktach o dużej intensywności. Obecnie pojawią się wyzwania w kwestii utrzymywania sprzętu w stanie stałej dyspozycyjności i operacyjności. To także kwestia produkcji wszelkich komponentów uzbrojenia oraz materiałów dla armii. Problemem Paryża jest zatrzymanie w łańcuchu dostaw, co mogłoby uzależnić państwo od zagranicznego dostawcy, a to byłoby w trakcie konfliktu problemem krytycznym. Główny cel to posiadanie zapasów i uniknięcie przerw w rytmie produkcji.

Emmanuel Macron dalej będzie próbował forsować swoje ambicje dotyczące europejskiej autonomii strategicznej. Wzrost wydatków wojskowych w całej Unii Europejskiej, będzie podstawą do wzmocnienia europejskiego potencjału militarnego, w tym przemysłu zbrojeniowego. Kilkukrotnie już zaznaczał, że produkcja uzbrojenia dla Europy musi odbywać się na kontynencie, w krajach UE.

W ocenie francuskiego prezydenta rozdrobniony przemysł obronny działa na niekorzyść Europejczyków. W takim ujęciu, to Francja miałaby być centrum europejskiej współpracy konsorcjów zbrojeniowych. Macron znowu bardzo mocno naciska na to, aby przyjąć w kwestiach bezpieczeństwa rolę lidera. Podsumował, że jeśli ktoś wątpi w pilność zmian w armii, niech spojrzy na Ukrainę, gdzie żołnierze potrzebują uzbrojenia wysokiej jakości i w dużej ilości. W ocenie niedawno ponownie wybranego prezydenta teraz Francja musi podjąć nowe inwestycje i działania.

defence24.pl

W Czeczenii, republice na rosyjskim Północnym Kaukazie, trwa przymusowa mobilizacja na wojnę z Ukrainą pod groźbami tortur i sfabrykowanych spraw karnych; zakrojone na szeroką skalę represje dotyczą też rodzin osób przeznaczonych do służby - zaalarmował w środę niezależny rosyjski portal The Insider.

Prawdziwych ochotników, skłonnych dobrowolnie pojechać na wojnę, prawie już w Czeczenii nie ma. Większość spośród tych, którzy zgadzają się walczyć, czyni to, by uchronić swoje rodziny przed upokorzeniem, natomiast siebie przed oskarżeniami o "terroryzm" i torturami. Nie ma szans na odmowę mobilizacji, a tylko nielicznym osobom udaje się uciec z republiki - czytamy w reportażu rosyjskiego opozycyjnego serwisu, wydawanego na Łotwie.

Według oficjalnych danych czeczeńskich władz z 7 czerwca na wojnę z Ukrainą udało się ponad 8 tys. mieszkańców tego regionu, z czego 1360 było ochotnikami. Jednak w ocenie prawnika i obrońcy praw człowieka Abubakara Jangułbajewa, cytowanego przez The Insider, faktyczna sytuacja wygląda zupełnie inaczej. "Nawet w czeczeńskich oddziałach Gwardii Narodowej (Rosgwardii) miejscowi stanowią tylko około połowy personelu" - ocenił Jangułbajew.

Rozmówcy The Insider potwierdzili, że mężczyźni w Czeczenii otrzymują ultimatum - albo pojadą na wojnę, albo trafią do więzienia na podstawie sfabrykowanych zarzutów o działalność terrorystyczną. Ustanowiono również nieformalne korupcyjne stawki w wysokości 450 tys. rubli (niemal 35 tys. zł - PAP) za "wykupienie się" od udziału w inwazji na Ukrainę.

Struktury siłowe podległe przywódcy Czeczenii Ramzanowi Kadyrowowi dopuszczają się też przemocy wobec rodzin zmobilizowanych mężczyzn.

"To przerażające, gdy hańbi się cześć mężczyzny lub jego żony, siostry czy córki. Funkcjonariusze przychodzą do domu, zaczynają molestować kobietę, rozbierać ją. W naszej mentalności jest to najgorsza rzecz. Lepiej już umrzeć, niż być tak upokorzonym. Potem nie będą nawet uważać cię za mężczyznę. A dla kadyrowców (czeczeńskich żołnierzy Rosgwardii - PAP) to powszechna praktyka. Tortury i morderstwa są czymś normalnym, rutynowym. Gdy odmowa wyjazdu na wojnę jest karana zwolnieniem z pracy lub krótkim pobytem w więzieniu, uważa się to za wielkie szczęście. Wielu odmawiających zgodziłoby się na takie warunki" - relacjonowali rozmówcy rosyjskiego portalu.

"Jeśli ktoś nie chce jechać na Ukrainę, zaczynają grozić jego matce i siostrom. Mówią, że zostaną zabrane, że podrzucą im narkotyki i broń, uznają za terrorystów i oskarżą o wyjazd do Syrii, członkostwo w Państwie Islamskim. Jest to bardzo powszechna forma szantażu. (...) Jeden z moich rozmówców został oskarżony o uchylanie się od służby wojskowej w 1992 roku! Obecnie jest już po pięćdziesiątce" - opowiadał opozycjonista Isłam Biełokijew, obecnie walczący przeciwko rosyjskim wojskom na Ukrainie.

Jak przekazano w reportażu, przyczyny śmierci czeczeńskich żołnierzy są powszechnie fałszowane, a ich rodziny zmusza się do milczenia.

"Przyszedł do mnie policjant i powiedział: +na ulicy stoi samochód z trupami, zabierz sobie swojego+. Nakazali zorganizować pogrzeb po cichu i (...) nikomu nie mówić nic o Ukrainie. Mieliśmy skłamać, że wnuk zasnął i już się nie obudził" - przyznał dziadek jednego z żołnierzy zabitych podczas wojny.

Wcześniej, pod koniec maja, pojawiły się doniesienia, że w szeregach czeczeńskich oddziałów na Ukrainie walczą osoby skazane za przestępstwa. Spośród 953 ochotników z tej kaukaskiej republiki, 101 osób ma za sobą kryminalną przeszłość lub obowiązują wobec nich wyroki sądowe - poinformowała wówczas agencja UNIAN, powołując się na dane ukraińskiego wywiadu wojskowego. 

PAP

Siewierodonieck jest centrum administracyjnym obwodu ługańskiego i siewierodonieckiego. To jedno z najważniejszych miast przemysłowych Donbasu, centrum przemysłu chemicznego Ukrainy. Dziś toczą się tam zacięte walki. Według prezydenta Zełenskiego tutaj decydują się losy tego regionu kraju.

- Siewierodonieck jest cenny dla Ukrainy tylko z politycznego punktu widzenia, ponieważ jest to centrum regionalne - mówi Dmytro Snegyriow, współprzewodniczący organizacji "Prava Sprava". - W związku z tym, wraz z jego okupacją, Rosjanie będą mogli informować swoją ludność o rzekomych postępach w przejmowaniu kontroli nad obwodem ługańskim.

Miasto nie ma dla Ukrainy wielkiego znaczenia militarnego. Chociaż to właśnie dzięki oporowi w Siewierodoniecku siły zbrojne zdołały kontratakować w obwodach chersońskim i charkowskim - miasto przyciąga znaczne siły wroga. Ponadto straty rosyjskiego wojska, w szczególności 150. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych, sięgają 50% stanu osobowego.

- Siewierodonieck jest częścią dużego obszaru metropolitalnego składającego się z Rubiżnego, Siewierodoniecka i Łysyczańska – powiedział Serhij Grabski, ekspert wojskowy, pułkownik i współprzewodniczący ukraińskiej Rady Doradczej ds. Bezpieczeństwa Międzynarodowego OSAC. - Ukraina już straciła miasto Rubiżne. Teraz aktywne bitwy trwają w Siewierodoniecku. Ale nic groźnego się nie stanie, jeśli opuścimy miasto i żołnierze udadzą się na pozycje rezerwowe w Łysyczańsku.

- Zdobycie Siewierodoniecka jest szczególnie ważne dla Putina, bo to terytorium Donbasu, na które poluje od 8 lat. Data zajęcia miasta jest stale zmieniana. Najpierw był 1, potem 12, teraz jest 22 czerwca – dodaje Ihor Romanenko, generał porucznik w stanie spoczynku, były zastępca szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy.

- Dlaczego wróg, mając przewagę w sile roboczej i sprzęcie, nie może zająć miasta?

I. Romanenko:

- Chodzi o walki w mieście - bardzo złożony rodzaj działań wojennych z dużymi stratami stron. Widzimy, że Rosjanie, aby iść naprzód, niszczą artylerią wszystkie domy w Siewierodoniecku, tak jak zrobili to w Popasnej, Rubiżnem.

D. Snegyriow:

- Głównym zadaniem garnizonów w Siewierodoniecku i Łysyczańsku jest opóźnienie inwazji rosyjskiej, zyskanie na czasie. Abyśmy mogli budować obronę na terytoriach kontrolowanych przez naszą armię i  przeprowadzić dodatkowe działania mobilizacyjne. Dziś w pobliżu Siewierodoniecka stosunek siły wynosi jeden do siedmiu na korzyść Rosji. Wróg "przepycha" obronę ukraińską ze względu na przewagę liczebną w ludziach i środkach rażenia. Jednak plany rosyjskiego wojska dotyczące stworzenia środowiska operacyjnego w okolicach tych miast zostały udaremnione. Potwierdzają to sami Rosjanie. Siewierodonieck nie stanie się drugim Mariupolem w tym sensie, że garnizon będzie musiał się poddać.

Przywódcy obwodu ługańskiego poinformowali, że siły zbrojne kontrolują strefę przemysłową Siewierodoniecka. Zajmują od 40 do 50% powierzchni miasta. Rosyjskie media rozpowszechniały informacje o rzekomym zdobyciu Siewierodoniecka, które datuje się na 27 maja. W rzeczywistości dzisiaj jest połowa czerwca, a miasto nie zostało jeszcze zajęte.

gazeta.pl

Za kilka miesięcy Rosja może być zmuszona dokonać dużego przegrupowania sił i spowolnić działania na Ukrainie, biorąc pod uwagę, jak dużą część swojego arsenału wykorzystała w pierwszych 100 dniach inwazji - pisze Bloomberg, powołując się na anonimowe źródła wśród urzędników Unii Europejskiej.

Postępy sił rosyjskich na Ukrainie są wciąż powolne i ograniczają się głównie do obwodu ługańskiego na wschodzie kraju, choć walki toczą się w całym Donbasie. W połączeniu z oznakami, że Kremlowi może brakować żołnierzy i sprzętu do prowadzenia wojny, skłania to źródła Bloomberga do wniosku, że zanim Rosja podejmie próby zawieszenia broni, musi minąć jeszcze kilka miesięcy. Jest to czas potrzebny Moskwie do utrwalenia swoich dotychczasowych zdobyczy terytorialnych - wskazują te osoby.

Rosja prawdopodobnie potrzebuje jeszcze co najmniej 2-3 miesięcy, aby zająć duże miasta w Donbasie, takie jak Słowiańsk i Kramatorsk - mówi cytowany przez Bloomberga Indrek Kannik, dyrektor estońskiego think tanku Międzynarodowego Centrum Obrony i Bezpieczeństwa.

Wówczas Rosja osiągnie szczyt swoich możliwości i z tego powodu będzie naciskać na wypracowanie porozumienia - przewiduje Kannik.

Rosyjskie władze zaprzeczają jakimkolwiek trudnościom w prowadzeniu działań wojennych i zapowiadają, że będą kontynuować wojnę aż do osiągnięcia zamierzonych celów, choć ich nie precyzują - komentuje Bloomberg.

Jak wskazuje, jeśli kwestie kadrowe i sprzętowe Kremla staną się na tyle poważne, że zmuszą Rosję do rozmów o zawieszeniu broni, Ukraina i jej sojusznicy staną przed bolesnym wyborem między oddaniem terytorium w celu zakończenia walk a kontynuowaniem brutalnej wojny. Na razie m.in. USA i Wielka Brytania popierają zamiar prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, by prowadzić dalszą walkę, podczas gdy niektórzy politycy we Francji i Niemczech wskazują na potrzebę zawarcia rozejmu - pisze Bloomberg.

Obawiam się tych przedwczesnych rozmów pokojowych czy zawieszenia broni, bo dokładnie tak było w Donbasie: zamrozimy konflikt, każdy zostanie tam, gdzie jest i nie ruszy się dalej - powiedziała premier Estonii Kaja Kallas w wywiadzie cytowanym przez Bloomberga.

Ale w przypadku Gruzji, Krymu, Donbasu widzieliśmy, że przerwa potrwa rok czy dwa, a potem działania będą kontynuowane na o wiele większą skalę - podkreśliła Kallas.

dziennik.pl