środa, 18 czerwca 2025


W „Caixin Global” opublikowano artykuł, opisujący sprzedawanie nowych samochodów jako używanych, aby móc zejść z ceny minimalnej. Według portalu powodem procederu jest brutalna wojna cenowa w chińskim przemyśle motoryzacyjnym, zrodzona z nadpodaży, trwającej już trzeci rok z rzędu.

Pod naciskiem władz producenci samochodów utrzymują minimalne ceny nowych pojazdów, ale dealerzy mogą ustalać własne ceny samochodów używanych. W efekcie podawanie zupełnie nowego pojazdu jako używanego może pozwolić dealerom na pokonanie konkurencji i rozpoczęcie czyszczenia magazynów. W rzeczywistości samochód jest używany tylko na papierze i kupujący to wie, mając wgląd do historii pojazdu.

Zazwyczaj dealer sprzedaje nowy samochód firmie, którą sam stworzył w tym celu – na przykład wypożyczalnię samochodów. Ten nowy samochód jest na papierze „używany” przez firmę wynajmującą i może zostać sprzedany po dowolnej cenie wybranej przez dealera.

Jak dla mnie zabójcza wojna cenowa wśród chińskich producentów samochodów, jest efektem przeinwestowania w moce produkcyjne. Przeinwestowanie nie wzięło się oczywiście z powietrza, ale jest skutkiem presji politycznej na pompowanie PKB i wyników makroekonomicznych.

Na rynku motoryzacyjnym państwowe firmy zwiększają moce produkcyjne i obniżają ceny, więc prywatne muszą robić to samo. Wszystko zgodnie z mechanizmem dosypywania do „czarnej dziury”, który już nie raz opisywałem. Zmieniło się tylko miejsce wlewania kapitału w gospodarkę. Nie jest to już infrastruktura i nieruchomości, ale moce produkcyjne. Jednak istota jest wciąż ta sama. Rozsądek nakazywałby zwiększyć stronę popytową i dać ludziom pieniądze, aby mogli sami kupować, a rynek mógł się w naturalny sposób uregulować. Jednak partia wciąż chce kontrolować gospodarkę ręcznie, ponieważ przez nią kontroluje Chiny, a partyjne elity mogą się bogacić. Dlatego nic się nie zmieni.

zawielkimmurem.net

Donald Trump nie gra w szachy, grę wymagającą cierpliwości i metodycznego podejścia.

Próby odgadnięcia, co dzieje się w głowie prezydenta USA podczas podejmowania decyzji, są prawdopodobnie daremne. W końcu wielu byłych wysokich rangą doradców – w szczególności były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton – twierdzi, że Trump nie ma żadnych pomysłów, a jedynie instynkt i reakcje. Jego decyzje są doraźne, chaotyczne i epizodyczne.

(...)

Netanjahu jest opisywany jako metodyczny i nieustępliwy, uzbrojony w plany awaryjne i gotowość do zmiany taktyki, aby osiągnąć swój nadrzędny cel strategiczny w przypadku pojawienia się przeszkód, starając się zapewnić sobie możliwość dostosowania się i przewidując zwroty akcji, jednocześnie nie tracąc z oczu celu. Wszystko to zostało w nim zakorzenione podczas służby w siłach specjalnych Sajjeret Matkal, powiedział Sztrauchler w rozmowie z POLITICO. — Zawsze mi powtarzał: "Słuchaj, musisz przedstawić najlepsze plany, a w ostatniej chwili zdecydujesz, który z nich zrealizujesz".

(...)

Kiedy Trump odwiedził w zeszłym miesiącu Zatokę Perską, gdzie przywódcy arabscy naciskali go, aby zapewnił kolejne zawieszenie broni w Strefie Gazy i kontynuował negocjacje z Iranem, Netanjahu zachował milczenie i nie narzekał, że w planie podróży nie uwzględniono Izraela. Kiedy Trump zniósł sankcje wobec Syrii, czemu sprzeciwiał się Netanjahu, nadal milczał, mając nadzieję, że skłoni Trumpa do poparcia jego ambicji upokorzenia duchownych przywódców Teheranu.

Obecnie niektórzy lojalni zwolennicy Trumpa tworzą narrację, zgodnie z którą Netanjahu i Trump wspólnie przechytrzyli Iran i uśpili czujność mułłów, przekonując ich, że Trump powstrzyma Netanjahu. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że to Trump został przechytrzony przez arcymistrza.

onet.pl/Politico

Najważniejszy w całej tej układance jest ostatni obiekt. Mieści się pod pasem niskich gór około 30 kilometrów na północ od świętego dla szyitów miasta Kom. Budowę zaczęto w tajemnicy około 20 lat temu, po tym, jak uznano obiekt w Natanz za zbyt wrażliwy na potencjalny izraelski atak lotniczy. Fordow miał być odporny na wszystko z wyjątkiem broni nuklearnej. Polisa ubezpieczeniowa dla irańskiego programu jądrowego. Obiekt zbudowano pod górą o wysokości około 900 metrów. Główna hala znajduje się 80-90 metrów pod szczytem i mierzy około 250 metrów długości na 13 szerokości, a tunele prowadzące do niej są długie na około pół kilometra, przegrodzone specjalnymi śluzami i zakrętami służącymi do zatrzymania fali uderzeniowej.

Z czasem w Fordow zamontowano dwa-trzy tysiące wirówek kolejnych ulepszonych modeli, służących do wzbogacania uranu, który musi osiągnąć poziom ponad 90 procent, aby nadawać się do użycia w broni jądrowej. W 2023 roku inspektorzy znaleźli w podziemnych tunelach ślady tego pierwiastka wzbogaconego do 83 procent, co było dużym zaskoczeniem, bo nie przypuszczano, aby osiągnięto tam takie poziomy. Iran zapewniał, że był to efekt usterki, a nie produkcji na pełną skalę.

- Jeśli Fordow nie zostanie wyeliminowane, izraelskie ataki jedynie spowolnią irańskie prace nad bombą - napisał na X James M. Acton, szef programu ds. nuklearnych w Carnegie Endowment for International Peace. Jeśli zatrzymanie irańskiego programu jądrowego jest naprawdę celem Izraela, to musi w jakiś sposób rozwiązać tę kwestię. Problem w tym, że praktycznie nie ma broni konwencjonalnej zdolnej przebić kilkadziesiąt metrów skał, a potem jeszcze najpewniej zbrojony beton. Trafienie w płycej położone tunele dostępowe i same wejścia mogą na pewien czas uniemożliwić dostęp do zakładu, ale do dokumentnego zniszczenia konieczne byłyby trafienia we właściwą halę wirówek. Czegoś takiego teoretycznie mogą dokonać tylko specjalnie zaprojektowane do tego celu amerykańskie bardzo ciężkie bomby penetrujące GBU-57, ważące 13,6 tony i przenoszone wyłącznie przez bombowce strategiczne B-2. Izraelczycy w swoim arsenale nie mają czegoś porównywalnego. Sami Amerykanie mają tych bomb maksymalnie kilkanaście. Zniszczenie Fordow byłoby więc możliwe, przynajmniej według dostępnej publicznej wiedzy, tylko przy zaangażowaniu lotnictwa USA. Dlaczego Izraelczycy nie próbują tymczasowo unieszkodliwić zakładu atakami na bramy wjazdowe? Brak wytłumaczenia. (...)

Obiekt w Natanz był pierwszym zakładem wzbogacania uranu w Iranie. Budowę zaczęto w tajemnicy jeszcze w latach 90. Kompleks częściowo znajduje się nad ziemią, a częściowo pod nią. Te pierwsze obiekty są najstarsze i były już celem prawdopodobnie izraelskiego sabotażu w 2020 roku. Wybudowane w drugiej kolejności rozległe podziemne hale mają mieścić tysiące wirówek i być głównym miejscem wzbogacania uranu w Iranie. Dokładne parametry budowli nie są znane, ale początkowo bunkry miały być około 10 metrów pod poziomem gruntu, z czego mniej więcej dwa metry miał stanowić zbrojony beton. Później stropy miały zostać wzmocnione, a na powierzchni dodatkowo nawiezione miejscami więcej ziemi (widać to nawet na najnowszych zdjęciach satelitarnych). Daje to znaczącą ochronę, ale najpewniej przebijalną przez ciężkie bomby penetrujące, które ma Izrael, takie jak GBU-72 i nawet starsze GBU-28. Każda z nich waży około dwóch i ma przebijać kilkadziesiąt metrów ziemi oraz kilka betonu. Nie próbowano ich jednak użyć.

Dodatkowo około pięciu lat temu tuż obok głównych zakładów w Natanz zaczęto budowę głębokich tuneli pod górami, prawdopodobnie w celu stworzenia czegoś podobnego do Fordow. Informacje na temat tego obiektu są bardzo skąpe, ale specjalizujący się w irańskim programie jądrowym think tank Institute for Science and International Security szacuje, że podziemne hale mogą być miejscami nawet 145 metrów pod powierzchnią albo i głębiej. Oznacza to obiekt również nieosiągalny dla konwencjonalnych bomb lotniczych. Prawdopodobnie nawet dla wspomnianych najcięższych GBU-57. Irańczycy twierdzili, że chcieli przenieść tam produkcję wirówek, która wcześniej znajdowała się na powierzchni w obiektach, które zostały zaatakowane w 2020 roku. Nie jest wykluczone, że może tam też powstać dodatkowy zakład wzbogacania uranu. Tudzież raczej powstał, bo prace budowlane zostały ukończone w 2022 roku.

Podobnie niewiele informacji jest na temat obiektu w pobliżu Isfahan. Samo centrum badań jądrowych to rozległy kompleks budynków na powierzchni na południowy wschód od miasta. Jednak tuż obok niego ciągnie się pasmo niewysokich gór, pod którymi też wydrążono tunele. Ma się tam znajdować część zakładu produkującego tlenek uranu, który jest używany do wytwarzania paliwa do reaktorów jądrowych. Według części ekspertów, w tym Actona, to prawdopodobnie tam w tunelach znajduje się znacząca część zapasów irańskiego wzbogaconego uranu. Sztolnie są wydrążone w takim miejscu, że może być nad nimi również kilkadziesiąt metrów skał. Również raczej nieosiągalne dla Izraelczyków samodzielnie.

gazeta.pl