piątek, 26 września 2025



Pod koniec sierpnia szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto poinformował, że w odpowiedzi na ostatni ukraiński atak na rurociąg naftowy Przyjaźń rząd węgierski podjął decyzję o zakazie wjazdu na Węgry i do całej strefy Schengen dowódcy jednostki wojskowej odpowiedzialnej za ostrzał.

Jest to major Robert "Madiar" Browdi (węg. Brovdy) - wynika z dokumentu węgierskich władz, udostępnionego przez tygodnik "Mandiner". Browdi urodził się w 1975 r. w zakarpackim Użhorodzie, jest etnicznym Węgrem i dowódcą Sił Systemów Bezzałogowych Ukrainy (SBS).

Mjr Browdi opublikował wcześniej na Telegramie nagranie, pokazujące atak na ropociąg Przyjaźń niedaleko granicy rosyjsko-białoruskiej. Na końcu wpisu, po węgiersku, zawołał: "Rosjanie, do domu!".

Komentując na Telegramie decyzję węgierskich władz, "Madiar" polecił im, aby "wsadziły sobie w d... te sankcje". "Jestem Ukraińcem, a do kraju mojego ojca przyjadę, gdy Ciebie nie będzie" - napisał, zwracając się do Szijjarto. "A co do ograniczeń dotyczących Schengen - nie bierz na siebie więcej, niż jesteś w stanie udźwignąć" - dodał.

"Naprawiając rurociąg Przyjaźń, nie chronicie suwerenności Węgier, lecz własne brudne kieszenie, wypełniane tanimi surowcami. Płacicie za nie pieniędzmi, które wracają w postaci rakiet i shahedów nad spokojne miasta Ukrainy" - stwierdził Browdi.

W odpowiedzi na decyzję Budapesztu polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zaprosił Browdiego do Polski.

"Podczas gdy rosyjskie pociski sieją śmierć w Kijowie, Węgry ogłaszają zakaz wymierzony w odważnego etnicznego Węgra, który ośmiela się walczyć o wolność Ukrainy. Dowódco Madiar (pseudonim bojowy Roberta Browdiego - PAP), jeśli potrzebujesz odpoczynku i relaksu, a Węgry cię nie wpuszczą, jesteś mile widziany w Polsce" - napisał szef polskiego resortu dyplomacji.

PAP


Rosyjskie Ministerstwo Obrony stwierdziło, że w okresie od 1 stycznia do 25 września 2025 r. siły rosyjskie zajęły przez teatr co najmniej 4714 kilometrów kwadratowych: 205 kilometrów kwadratowych w obwodzie ługańskim; 3308 kilometrów kwadratowych w obwodzie donieckim; 261 kilometrów kwadratowych w obwodzie zaporoskim; 175 kilometrów kwadratowych w obwodzie dniepropietrowskim; 542 km2 w obwodzie charkowskim; i 223 km2 w obwodzie sumskim. Rosyjskie Ministerstwo Obrony stwierdziło, że w tym okresie siły rosyjskie zajęły 205 osiedli na Ukrainie. ISW zaobserwowało dowody pozwalające ocenić, że od 1 stycznia siły rosyjskie zajęły zaledwie 3434 km2: 151 km2 w obwodzie ługańskim; 2481 km2 w obwodzie donieckim; 248 km2 w obwodzie zaporoskim; 96 kilometrów kwadratowych w obwodzie dniepropietrowskim; 255 kilometrów kwadratowych w obwodzie charkowskim; i 210 kilometrów kwadratowych w obwodzie sumskim. ISW ocenia, że rosyjskie Ministerstwo Obrony zawyża deklarowane zaliczki o 36 proc. w obwodzie ługańskim; 33 proc. w obwodzie donieckim; pięć procent w obwodzie zaporoskim; 83 proc. w obwodzie dniepropietrowskim; 112 proc. w obwodzie charkowskim; i sześć procent w obwodzie sumskim.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony często zawyża swoje roszczenia terytorialne, aby ukształtować zachodnie myślenie o zdolnościach militarnych Rosji i perspektywach zwycięstwa. Szef rosyjskiego Sztabu Generalnego, generał armii Walerij Gierasimow, stwierdził 30 sierpnia, że od marca 2025 r. siły rosyjskie zajęły 3500 kilometrów kwadratowych terytorium i 149 osiedli, podczas gdy ISW oceniało wówczas, że od 1 marca siły rosyjskie zyskały jedynie około 2346 kilometrów kwadratowych. Twierdzenia rosyjskiego Ministerstwa Obrony z 25 września stanowią kontynuację szerszych wysiłków mających na celu wykorzystanie dużych ilości fałszywych danych ilościowych w celu wywołania wrażenia, że siły rosyjskie posuwają się na polu bitwy w szybkim tempie, mimo że siły rosyjskie w dalszym ciągu posuwają się naprzód w powolne tempo. ISW ocenia również, że rosyjskie Ministerstwo Obrony wykorzystuje materiał filmowy przedstawiający rosyjskich żołnierzy trzymających flagi w określonych osadach, aby twierdzić, że siły rosyjskie zajęły całe osady. Rosyjski materiał filmowy pokazuje jednak jedynie misje infiltracyjne małych grup na obszary, gdzie siły rosyjskie nie są w stanie zapewnić sobie trwałych pozycji. Kreml próbuje przekonać Zachód, że Rosja nieuchronnie osiągnie swoje pierwotne cele wojenne na polu bitwy, aby zmusić Ukrainę i jej partnerów do ustąpienia rosyjskim żądaniom.

(...) Ukraiński obserwator wojskowy Kostyantyn Maszowiec poinformował 24 września, że rosyjskie dowództwo wojskowe dokonuje przegrupowania sił w celu przeprowadzenia kilku wysiłków na poziomie operacyjnym na całej linii frontu, w tym operacji ofensywnych w kierunkach Kupiańsk, Łyman, Kostyantyniwka, Pokrowsk i Zaporoże, w ramach szerszego planu strategicznego Rosji na rok 2025. Wiele z tych rosyjskich wysiłków nie wspiera się wzajemnie, ponieważ siły przydzielone do jednego sektora frontu nie prowadzą operacji ofensywnych w sposób wspierający operacje ofensywne innego sektora. (...) Maszowiec oświadczył, że rosyjskie dowództwo wojskowe przerzuciło elementy 76. Dywizji Powietrznodesantowej (VDV) z obwodu sumskiego na obszar odpowiedzialności (AoR) 5. Armii Połączonej (CAA, Wschodni Okręg Wojskowy [EMD]) w kierunku południowym Donieck (prawdopodobnie nawiązując do kierunków Nowopawłówka i Wełykomychajłówka) oraz do AoR 35. CAA (EMD) w kierunku Hulajpole. Rosyjskie WDW należą do stosunkowo bardziej zdolnych do walki sił Rosji, a Rosja ma tendencję do przenoszenia tych sił do najbardziej priorytetowych obszarów frontu, w tym do obszarów Kostyantynówka i Dobropillya. Maszowiec podał, że nieokreślone źródła spodziewają się, że Rosja przerzuci elementy 76. Dywizji WDW do zachodniego obwodu zaporoskiego w celu wzięcia udziału w operacjach ofensywnych na południe od miasta Zaporoże. Maszowiec poinformował, że Rosja tworzy rezerwy operacyjne w 58. CAA (Południowym Okręgu Wojskowym [SMD]) działającym w pozbawionym uprawnień kierunku chersońskim z 25. CAA (Centralny Okręg Miliarny [CMD]), który obecnie działa w kierunku Lymanu, zamiast z jednostek i formacji samego 58. CAA. Maszowiec poinformował, że dowództwo rosyjskie w podobny sposób tworzy rezerwy operacyjne w 3. CAA (dawniej 2. Korpusie Armii Ługańskiej Republiki Ludowej, SMD), który obecnie działa w kierunku Lymanu, z elementów 70. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych (18. CAA, SMD) w kierunku Chersoniu.

Decyzja Rosji o reorganizacji sił z kierunku lymańskiego do rezerwy operacyjnej w kierunku chersońskim i z kierunku chersońskiego do rezerwy operacyjnej w kierunku lymańskim jest niezwykła, biorąc pod uwagę obecne skupienie się Rosji na operacjach w obwodzie donieckim, zwłaszcza między Kostyantyniwką a Pokrowskiem. Siły rosyjskie niedawno przerzuciły na ten obszar WDW i stosunkowo elitarne elementy piechoty morskiej i według doniesień część z tych sił weszła do walki. Elementy rosyjskiego 177. pułku piechoty morskiej (Flotylla Kaspijska) oraz 40. i 155. brygady piechoty morskiej (obie Floty Pacyfiku) niedawno weszły do walki w pobliżu Połtawki po przerzuceniu z północnego obwodu sumskiego, a elementy 336. Brygady Piechoty Morskiej (Flota Bałtycka) podobno walczą w pobliżu Nove Shakhove po przeniesieniu z kierunku Nowopawliwka. Według doniesień rosyjskie dowództwo wojskowe przetrzymuje elementy 61. Brygady Piechoty Morskiej (Flota Północna) w rezerwie na tyłach obszaru Dobropillya po przesunięciu z kierunku Chersonia, chociaż ISW w dalszym ciągu obserwuje doniesienia, że elementy 61. Brygady Piechoty Morskiej działają w kierunku Chersonia, co wskazuje, że elementy brygady są prawdopodobnie podzielone (...).

(...)

Rosyjscy urzędnicy prywatnie przyznali, że Rosja jest odpowiedzialna za wtargnięcie 19 września trzech odrzutowców przechwytujących MiG-31 w estońską przestrzeń powietrzną.

(...) Rosyjski dyplomata podobno powiedział europejskim dyplomatom, że najazdy — prawdopodobnie odnosząc się do najazdu na Estonię, a także kilka innych niedawnych rosyjskich naruszeń przestrzeni powietrznej państwa NATO — były odpowiedzią na ukraińskie ataki na okupowany Krym. Bloomberg zauważył, że rosyjski urzędnik twierdził, że wsparcie NATO umożliwiło ukraińskie ataki i stwierdził, że Rosja uważa się już za zaangażowaną w konfrontację, w tym z państwami europejskimi.

(...)

Reuters24 września poinformował, że zapoznał się z dokumentami rosyjskiego Ministerstwa Finansów stwierdzającymi, że Rosja planuje przeznaczyć 12,6 biliona rubli (około 150 miliardów dolarów) na wydatki “National Defense” w 2026 roku — w porównaniu z 13,5 biliona (około 160 miliardów dolarów) w 2025 roku. Rosyjskie Ministerstwo Finansów oświadczyło 24 września, że do kluczowych priorytetów w projekcie budżetu na lata 2026-2028 należy wypełnianie zobowiązań społecznych wobec obywateli, wsparcie potrzeb Rosji w zakresie obronności i bezpieczeństwa oraz wsparcie społeczne dla rodzin rosyjskich żołnierzy walczących na Ukrainie. Ministerstwo Finansów stwierdziło, że w budżecie przeznacza się środki finansowe na wyposażenie wojska przez Rosję, opłacenie personelu wojskowego i jego rodzin oraz modernizację bazy przemysłu obronnego (DIB), w tym poprzez przeznaczenie 87,9 miliardów rubli (około 1 miliarda dolarów) na projekt Bezzałogowych Systemów Lotniczych w ciągu trzech lat. Ministerstwo Finansów ogłosiło także podwyżkę podatku od wartości dodanej (VAT) od stycznia 2026 r. z 20 proc. do 22 proc. oraz obniżenie rocznego progu przychodów dla firm, które muszą płacić podatek VAT z 60 mln rubli (około 714 tys. dolarów) do 10 mln rubli (około 119 tys. dolarów). Ministerstwo Finansów zauważyło, że zmiany w podatku VAT mają przede wszystkim na celu finansowanie obronności i bezpieczeństwa. Reuters podał, że w niepublikowanych dokumentach rosyjskiego Ministerstwa Finansów oszacowano, że podwyżka podatku VAT wygeneruje w 2026 roku dodatkowe dochody w wysokości około 1,2 biliona rubli (około 14,2 miliarda dolarów). Minister finansów Rosji Anton Siluanov stwierdził 18 września, że władze rosyjskie spodziewają się, że udział dochodów Rosji ze sprzedaży ropy i gazu finansującego rosyjski budżet federalny wyniesie w 2026 r. około 20-22 proc., co według Siluanova oznacza spadek z około 50 proc. wcześniej. Kreml prawdopodobnie poszukuje innych źródeł dochodów, takich jak dochody z ropy i gazu, na których Rosja polegała, finansując swoją wojnę na Ukrainie zmniejszają się w obliczu zbliżających się zachodnich sankcji i ukraińskich ataków na rosyjską infrastrukturę naftową.

(...)

Niedawne relacje w mediach państwowych Kremla i kampanie w mediach społecznościowych po ogłoszeniu podwyżki podatku VAT sugerują, że Kreml jest świadomy możliwości niezadowolenia społecznego w związku z wynikającym z tego wzrostem cen towarów codziennego użytku. Rosyjska opozycyjna placówka Meduza poinformowała 24 września, że główne rosyjskie kanały telewizji państwowej informowały o podwyżce podatku VAT “dyskretnie, ” wspominając o zmianie dopiero pod koniec audycji po doniesieniach o wojnie na Ukrainie, przemówieniu prezydenta USA Donalda Trumpa w ONZ, oraz zbliżających się wyborach parlamentarnych w Mołdawii. Meduza zauważył, że rosyjskie placówki państwowe Pervyi Kanal, Rossiya 1 i NTV wspomniały o zmianie podatku VAT tylko w jednym zdaniu. 

(...)

Źródła Głównej Dyrekcji Wywiadu Ukrainy (GUR) potwierdziły ukraińskiemu outletowi Suspilne 24 września, że operatorzy dronów morskich GUR uderzyli w porty Noworosyjsk i Tuapse w Kraju Krasnodarskim. Źródła GUR podały, że strajki uszkodziły kompleks tankowców Transnieft i terminal Konsorcjum Rurociągów Kaspijskich (CPC) w pobliżu Noworosyjska, powodując tymczasowe zaprzestanie działalności terminalu oraz spowodowały nieokreślone uszkodzenia terminalu załadunku ropy w porcie Tuapse — jednym z największych terminali załadunkowych w Rosji.

(...)

Dowódca ukraińskiego pułku dronów działającego w kierunku kupiańskim poinformował 25 września, że siły ukraińskie wstrzymały rosyjskie natarcie w Kupiańsku i uniemożliwiły siłom rosyjskim natarcie poza północno-zachodnie obrzeża miasta. Dowódca stwierdził, że siły rosyjskie nie sprawują kontroli doktrynalnej nad żadnym obszarem Kupiańska, lecz rosyjska działalność dywersyjno-rozpoznawcza w mieście pozostaje wysoka. Dowódca poinformował, że siły rosyjskie w dalszym ciągu przebierają się za cywilów lub ukraińskich żołnierzy, co zgodnie z prawem międzynarodowym zostanie uznane za perfidię — w celu potajemnego ustalenia punktów obserwacyjnych. Dowódca oświadczył, że siły rosyjskie zintensyfikowały wysiłki w celu przeprawy na zachodni (prawy) brzeg rzeki Oskił po tym, jak siły ukraińskie zniszczyły rurociąg, którym siły rosyjskie gromadziły się na północnych obrzeżach Kupiańska w połowie września 2025 r., hamując dalsze próby infiltracji. Dowódca oświadczył, że rosyjskie oddziały barierowe /zaporowe, wzorem z 2WŚ - red./ zmuszają rosyjskich żołnierzy do przeprawy przez rzekę pod groźbą rozstrzelania. Rosyjski milbloger zaprzeczył doniesieniom, jakoby siły rosyjskie “praktycznie zajęły” Kupiańsk i twierdził, że siły rosyjskie przekazują rosyjskie Ministerstwu Obrony Rosji (MON) fałszywe raporty, zgodne z wcześniejszymi obserwacjami ISW na temat sytuacji operacyjnej w rejonie Kupiańska.

(...)

Rzecznik ukraińskiego 3. Korpusu Armii Oleksandr Borodin poinformował 25 września, że siły rosyjskie w dalszym ciągu nie przeprowadzają ataków ciężkim sprzętem w kierunku Lymanu ze względu na znaczne straty w sprzęcie. Borodin stwierdził, że siły rosyjskie atakują głównie w małych grupach piechoty składających się z nieprzeszkolonego personelu, który otrzymuje stopniowe rozkazy od swoich dowódców. Rzecznik ukraińskiej brygady działającej w kierunku Lymanu poinformował, że siły rosyjskie w dalszym ciągu przeprowadzają ataki w małych grupach, wykorzystując liście do ukrycia, ale taktyka ta nie będzie wykonalna jesienią i zimą 2025 r., ponieważ liście się przerzedzają. Rzecznik stwierdził, że siły rosyjskie wykorzystują czołgi w ukrytych pozycjach do odtworzenia funkcji artyleryjskich.

(...)

Rzecznik ukraińskiej marynarki wojennej kapitan trzeciej rangi Dmytro Pletenczuk poinformował 25 września, że władze rosyjskie zaczęły wykorzystywać most Kerczeński do transportu paliwa na okupowany Krym w związku z ukraińskimi atakami na linie kolejowe na okupowanej południowej Ukrainie, które wstrzymały transport ładunków. Pletenczuk poinformował, że niedobory paliwa dotykają zarówno ludność cywilną na okupowanym Krymie, jak i wojsko rosyjskie.

understandingwar.org


Przedstawiciele władz amerykańskich, australijskich i nowozelandzkich twierdzą, że gdyby nie ich wysiłki mające na celu zablokowanie tego przedsięwzięcia, Chiny miałyby już bazę w regionie. Jednak dostęp Pekinu do obiektów komercyjnych, takich jak porty, które mogą okazać się przydatne w przypadku konfliktu, budzi niemal równie duże obawy, twierdzi Mihai Sora z Lowy Institute, think tanku w Sydney. Obiekty te "posiadają wszystkie niezbędne elementy, nawet jeśli nie wisi na nich tabliczka z napisem: »To jest chińska baza wojskowa«".

Od 2019 r. chińskie przedsiębiorstwa państwowe starają się o dzierżawę głębokowodnego portu na Wyspach Salomona. Niektóre z takich portów znajdują się w pobliżu pasów startowych zbudowanych przez amerykańskich marynarzy podczas II wojny światowej. W jednym przypadku chińska firma poinformowała lokalnych urzędników, że interesujący ją port będzie wykorzystywany przez chińską marynarkę wojenną. Próby pozyskania podobnych obiektów zostały udaremnione w Kiribati, na Samoa i Papui-Nowej Gwinei.

Kolejnym obszarem wpływów Chin jest policja. Tylko trzy kraje wyspiarskie Pacyfiku posiadają siły zbrojne, więc wspólne inicjatywy sił policyjnych są głównym sposobem współpracy tych miejsc z podmiotami zewnętrznymi w zakresie bezpieczeństwa. Chiny mają własną policję w trzech krajach Pacyfiku, w tym w Kiribati, najbliższym Hawajom łańcuchu wysp Pacyfiku, oraz w najbliższym Australii Vanuatu (chińskie jednostki mają między innymi szkolić lokalną policję). W 2023 r. Pekin zawarł porozumienie w sprawie wzmocnienia bezpieczeństwa podczas Igrzysk Pacyfiku, które odbyły się w tym roku na Wyspach Salomona. Gdy impreza się skończyła, sportowcy opuścili wyspy, ale chińscy policjanci nadal tam pozostają.

Nie wszystkie kraje wyspiarskie Pacyfiku są w równym stopniu podatne na chińskie wpływy. Geografowie dzielą region na trzy strefy. Mikronezja ma historyczne i polityczne powiązania z Ameryką, Polinezja jako regionalną potęgę postrzega Nową Zelandię, Melanezja ma najbliższe stosunki z Australią.

To właśnie kraje melanezyjskie, z których wiele jest zdominowanych przez politykę patronacką w stylu "wielkiego człowieka", okazały się najbardziej otwarte na chińskie zaloty. W tej grupie to właśnie na Wyspach Salomona Pekin osiągnął największy postęp. Chińskie firmy są tam wszechobecne; miejscowi nazywają jedną z nich, CCECC, "China, China, Everything China, China" (Chiny, Chiny, Wszystko Chiny, Chiny). Wielu mieszkańców Wysp Salomona twierdzi, że nie podoba im się obecność Chińczyków. Jednak lokalni politycy i urzędnicy stają w obronie Chin, gdy ich działania w tym kraju są poddawane kontroli.

Australia dokłada wszelkich starań, aby zablokować postępy Chin na Wyspach Salomona. W kwestii pomocy dla tego kraju więcej niż dorównała Pekinowi. Jednak rywalizacja jest wyrównana. W Honiarze, mieście z jedną drogą, można znaleźć zarówno australijskie, jak i chińskie billboardy chwalące się szczodrą współpracą.

onet.pl\The Economist


- Polska, reagując na ćwiczenia "Zapad", zamknęła granicę z Białorusią. W poniedziałek, 15 września, w Warszawie na spotkanie z ministrem Radosławem Sikorskim przybył szef chińskiej dyplomacji Wang Yi. To pierwsza od lat oficjalna wizyta wysłannika Pekinu tej rangi w Polsce. Jak na obecne zawirowania reagują Chiny, biorąc pod uwagę, że przez polsko-białoruską granicę przechodzą chińskie towary?

Prof. Łukasz Gacek: Z punktu widzenia Pekinu sytuacja wokół polsko-białoruskiej granicy to kolejny dowód, że eskalacja napięć w Europie Środkowo-Wschodniej nie sprzyja interesom Chin. Chińscy komentatorzy podkreślają, że wtargnięcie rosyjskich dronów na terytorium Polski to nie zapowiedź nowej fazy wojny, lecz sygnał ostrzegawczy i testowanie czujności NATO.

Reakcja Warszawy — donośna politycznie, a jednocześnie powściągliwa w praktycznych działaniach — interpretowana jest jako dowód świadomości ryzyka i ograniczeń sojuszniczych. Innymi słowy: Polska nie chce bezpośredniej konfrontacji z Rosją, ale musi pokazać, że nie pozostaje bierna.

Znacznie większe poruszenie w Pekinie wywołała decyzja o zamknięciu granicy z Białorusią. Dla Chin to nie jest jedynie gest polityczny, ale cios w jeden z kluczowych korytarzy handlowych na trasie Chiny–Europa.

Rzecznik chińskiego MSZ nie pozostawił złudzeń: zaapelował do władz w Warszawie o przywrócenie płynności tranzytu i przypomniał, że kolejowe połączenia między Chinami a Europą to "projekt flagowy" współpracy oraz ważny element stabilności globalnych łańcuchów dostaw.

Według Chińczyków Polska, zamykając granicę, sama podcina gałąź, na której siedzi — osłabia swoją pozycję w Europie i podważa reputację jako głównego węzła logistycznego regionu.

Chińska narracja idzie jeszcze dalej.

Według Pekinu decyzja Warszawy uderza nie tylko w Chiny, ale także w europejskich importerów i w samą Polskę, której rola jako bramy dla azjatyckiego handlu staje pod znakiem zapytania.

Pekin akcentuje, że to przykład nieodpowiedzialnej polityki, w której doraźne gesty bezpieczeństwa destabilizują handel i burzą podstawy długoterminowej współpracy.

Jednocześnie Chiny nie zamierzają dolewać oliwy do ognia. Wręcz przeciwnie — apelują o dialog i deeskalację. Incydent z dronami w chińskich komentarzach przedstawiany jest jako dowód, że nawet pojedynczy epizod może wymknąć się spod kontroli i sprowokować nieprzewidywalny rozwój wydarzeń. Dlatego Pekin powtarza, że wojna w Ukrainie nie powinna rozlewać się poza linię frontu, a wszelkie naruszenia — takie jak loty rosyjskich dronów nad Polską — muszą być rozwiązywane przy stole negocjacyjnym, a nie poprzez kolejne gesty eskalacyjne.

Niewątpliwie dla Chin priorytetem pozostaje utrzymanie otwartych szlaków transportowych i ochrona globalnych łańcuchów dostaw przed skutkami geopolitycznych napięć. Rosja, zdaniem Pekinu, testuje cierpliwość NATO i bada zdolność reakcji sojuszu, ale to Polska — zamykając granicę — daje się wciągnąć w spiralę, która bardziej szkodzi jej samej niż Moskwie.

- Wtargnięcie rosyjskich dronów to jedno z wielu istotnych wydarzeń w ostatnim czasie. W Pekinie odbyła się parada wojskowa z okazji 80. rocznicy kapitulacji Japonii, a tym samym zakończenia II wojny światowej na Dalekim Wschodzie. W poprzednich dniach odbył się ponadto szczyt Szanghajskiej Organizacji. Jaki sygnał wysłały Chiny w świat? Trump stwierdził, że przywódcy w Pekinie spiskowali przeciwko Stanom Zjednoczonym. Czy jest to przekaz skierowany przeciwko Zachodowi, wysłany do Globalnego Południa, czy też oba powyższe stwierdzenia są prawdziwe?

Obydwa wydarzenia — paradę wojskową oraz szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy — powinniśmy traktować w kategoriach symbolicznych. Pekin kreuje się jako lider świata wielobiegunowego, przywódca globalnego Południa, który stoi w kontrze do zachodniego, liberalnego porządku międzynarodowego.

W największej w historii Chin paradzie wojskowej zorganizowanej w 80. rocznicę zakończenia II wojny światowej uczestniczyli m.in. Władimir Putin oraz Kim Dzong Un. W swoim przemówieniu chiński przywódca Xi Jinping podkreślił, że świat stoi dziś przed wyborem między pokojem a wojną. Był to czytelny sygnał pod adresem Stanów Zjednoczonych, który Zachód może odebrać jako wyzwanie rzucone istniejącemu porządkowi międzynarodowemu.

Gwałty, tortury i sterylizacje. Tak wygląda obóz koncentracyjny XXI w.
Xi Jinping oraz Kim Dzong Un deklarowali braterskie wsparcie dla Rosji w wojnie przeciwko Ukrainie — co stanowi doskonały pretekst do rozwijania przyszłej współpracy wojskowej. Podczas parady zaprezentowano też nowe systemy uzbrojenia, w tym pociski hipersoniczne, rakiety międzykontynentalne oraz podwodne drony.

Dobór sprzętu był w mojej ocenie świadomym komunikatem odstraszającym w stosunku do Stanów Zjednoczonych, Europy, ale nie tylko, bo także sąsiadów Chin. Xi Jinping nieprzypadkowo odwołał się do idei "Wielkiego odrodzenia narodu chińskiego", co wprost koreluje z ambicją przejęcia kontroli nad sąsiednim Tajwanem.

Parada w Pekinie była pokazem siły militarnej, lecz także manifestacją politycznego sojuszu z Moskwą i Pjongjangiem przeciwko Zachodowi. Wydarzenie to podkreśliło ambicje Chin w kreowaniu nowego globalnego ładu. Ten obraz byłby jednak niepełny bez uwzględnienia szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy, podczas którego padły już konkretne zobowiązania.

- O jakich zobowiązaniach mowa?

Tegoroczny szczyt był pokazem ambicji Pekinu jako architekta nowego globalnego ładu — pretekstem, który pozwolił zgromadzić liderów państw aspirujących do redefinicji globalnego porządku, czyli m.in. Indii, Rosji, Iranu, Pakistanu. Szczególnie zwraca uwagę obecność premiera Indii Modiego, co sygnalizuje próbę zbliżenia na linii Pekin-New Delhi pomimo wcześniejszych napięć. Reset relacji chińsko indyjskich jest szczególnie istotny.

- Modi ulotnił się jednak jeszcze przed paradą wojskową. Można odczytywać to jako gest, że Indie nie popierają militarnych ambicji Chin.

Co nie zmienia faktu, że dwaj azjatyccy giganci wolą dzisiaj mówić o partnerstwie aniżeli o rywalizacji. W tle ich relacji dostrzegamy wspólne doświadczenie presji ze strony Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza dotkliwych taryf handlowych.

Na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy padły konkrety. Państwa członkowskie zobowiązały się do zacieśniania współpracy w wielu obszarach. Ciekawym wątkiem jest obszar sztucznej inteligencji, budowy wspólnych centrów technologicznych oraz promocji otwartych modeli źródłowych AI.

Padła też propozycja powołania Banku Rozwoju Szanghajskiej Organizacji Współpracy, co jest kolejnym krokiem w stronę budowania alternatywnego mechanizmu w stosunku do dolara.

- Chińczycy mówią o multilateralizmie, postulują odrzucenie hegemonii Stanów Zjednoczonych. Jak w tej międzynarodowej układance Pekin postrzega Rosję?

Działania Moskwy wpisują się w model proponowany przez Pekin, który chętnie podkreśla, że dotychczasowy porządek międzynarodowy chwieje się w posadach. W chińskiej narracji coraz wyraźniej wybrzmiewa teza, że Stany Zjednoczone — a szerzej cały Zachód — tracą zdolność do sprawowania przywództwa.

Relacje z Rosją mają dla Chin wymiar strategiczny. Dobre stosunki z Moskwą gwarantują Pekinowi spokój i bezpieczeństwo na lądowej granicy, pozwalając mu skoncentrować uwagę na innych frontach rywalizacji.

- Czy Pekin nadal opowiada się za rolą rozjemcy? Przedstawił swój plan pokojowy dla Ukrainy, ale od tamtej pory nie słychać wiele o chińskich wysiłkach na rzecz pokoju — w przeciwieństwie np. do działań Trumpa.

Pekin konsekwentnie utrzymuje, że jego stanowisko jest "obiektywne, bezstronne i pragmatyczne". Dzięki temu zachowuje zatem zdolność do elastycznego manewrowania swoim przekazem. Z jednej strony apeluje o rozwiązania polityczne i dialog, a z drugiej — mówi o konieczności zajęcia się "pierwotnymi przyczynami konfliktu", powielając tym samym narrację Moskwy.

Jednocześnie Chiny starają się utrzymywać otwarte kanały dyplomatyczne z Kijowem. Akredytowano chińskiego ambasadora w Ukrainie, odbywają się spotkania i konsultacje wysokiej rangi urzędników, a także regularne kontakty robocze. Pekin podtrzymuje relacje handlowe, sygnalizuje gotowość do współpracy gospodarczej, a nawet wielokrotnie deklarował chęć udziału w odbudowie powojennej Ukrainy.

Chiny konsekwentnie odrzucają też sankcje nakładane na Rosję przez Stany Zjednoczone, Unię Europejską i Wielką Brytanię, argumentując, że są one nielegalne, bo nie zostały zatwierdzone przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Pekin utrzymuje również, że nie dostarcza śmiercionośnej broni żadnej ze stron konfliktu i że ściśle kontroluje eksport towarów podwójnego zastosowania — zarówno cywilnego, jak i wojskowego.

Zachód i Ukraina przedstawiają jednak dowody na to, że chińskie komponenty — od chemikaliów, przez drony, po mikroelektronikę — trafiają do rosyjskiego przemysłu obronnego. Pekin odpiera jednak te zarzuty, nazywając je fałszywymi informacjami i przykładem stosowania podwójnych standardów.

- Wydaje się, że dużo z tego, co głoszą Chiny, to po prostu słowa, retoryka. Za deklarowaną chęcią pokoju nie idą bowiem realne działania, np. wywieranie presji na Rosję.

Chiny deklarują przywiązanie do pokoju, ale niechętnie angażują się w realne działania na rzecz jego zapewnienia. Najlepszym przykładem była odmowa udziału w ubiegłorocznym szczycie pokojowym w Szwajcarii. Zamiast tego Pekin promuje własne platformy mediacyjne — inicjatywy, które w praktyce służą przełamaniu dominacji Zachodu i wzmocnieniu głosu Globalnego Południa. Symbolicznym sygnałem pozostaje też obecność chińskich żołnierzy na moskiewskiej paradzie 9 maja. Dla Pekinu była to manifestacja szacunku dla historii i potwierdzenie sojuszniczych więzi, lecz z perspektywy Kijowa stanowiła jaskrawe złamanie zasad neutralności.

Trzeba pamiętać, że w relacjach Pekin–Moskwa mamy do czynienia z daleko idącą zbieżnością poglądów na wiele kwestii międzynarodowych. Rosja konsekwentnie wspiera aspiracje polityczne Chin wobec Tajwanu, a Pekin odwdzięcza się poparciem dla rosyjskich roszczeń wobec najbliższego sąsiedztwa. Oba państwa łączy także sprzeciw wobec amerykańskiej wizji porządku światowego oraz krytyka wobec rozszerzania NATO. W efekcie wspólnota interesów jest dziś wyraźnie głębsza między Chinami a Rosją niż między Pekinem a Kijowem.

- Na spotkaniu przywódców Chin i Rosji 2 sierpnia Moskwa i Pekin osiągnęły porozumienie w sprawie budowy Siły Syberii 2, od dawna odkładanego projektu, który ma w założeniu dostarczać rosyjski gaz do Chin. Jak należy to czytać — czy mamy do czynienia z przełomem?

Chiny podpisały memorandum w sprawie budowy gazociągu Siła Syberia 2 przez Mongolię. To jednak przykład klasycznego "never ending story" — projekt leży na stole od 2006 r. Warto przypomnieć, że podobnie było z istniejącym połączeniem Siła Syberii 1, nad którym negocjacje toczyły się od lat 90. Jak wiemy, gazociąg uruchomiono dopiero po trzech dekadach rozmów. Jeśli więc zachować tę samą logikę, można z przymrużeniem oka domniemywać, że Siła Syberii 2 rzeczywiście powstanie… w latach 40. XXI w.

onet.pl


Tak duże zainteresowanie nie jest niczym nowym, podobnie jak dążenie Chin do umiędzynarodowienia juana. Pierwsza taka inicjatywa rozpoczęła się w 2009 r. i spowodowała złagodzenie niektórych kontroli kapitałowych. Skończyło się bolesnym fiaskiem w 2015 r., kiedy to załamanie na giełdzie i dewaluacja waluty spowodowały masowy odpływ kapitału. To doprowadziło do zaostrzenia kontroli kapitałowej, co położyło kres początkowemu wzrostowi wartości juana. Tym razem urzędnicy chcą zapewnić trwałość postępów i zachować ściślejszą kontrolę nad przepływami kapitałowymi.

Chińscy przywódcy uważają, że globalnie akceptowany juan może uchronić ich eksporterów przed wahaniami wartości dolara i jednocześnie osłabić zagrożenie sankcjami finansowymi ze strony Stanów Zjednoczonych. Niektórzy urzędnicy mają nadzieję, że zagraniczne firmy i inwestorzy przeoczą sztywną kontrolę państwa, a może nawet uznają ją za atut. W ostatnich latach osiągnęli zaskakujące zyski. Udział juana w fakturach i kredytach zagranicznych wzrósł, a wraz z nim nastąpiła imponująca rozbudowa infrastruktury finansowej niezwiązanej z dolarem. Urzędnicy zdają sobie jednak sprawę, że obcokrajowcy potrzebują obecnie większych zachęt, aby korzystać z juana i inwestować w aktywa denominowane w tej walucie. Co udało się dotychczas osiągnąć Chinom?

Juanowi brakuje prestiżu — pod każdym względem. Chociaż Chiny odpowiadają za prawie jedną piątą światowej działalności gospodarczej, ich waluta jest wykorzystywana tylko w czterech proc. międzynarodowych płatności pod względem wartości (w porównaniu z 50 proc. w przypadku dolara). Aktywa w juanach stanowią zaledwie dwa proc. światowych rezerw walutowych banków centralnych (w porównaniu z 58 proc. w przypadku aktywów dolarowych). Dużą część tej rozbieżności można przypisać chińskiej kontroli przepływu pieniędzy do i z kraju. Wielu ekonomistów uważa, że umiędzynarodowienie juana jest niemożliwe, dopóki pozostają one w mocy.

Jednak nawet po tym, jak Ameryka stała się największą gospodarką świata, minęły dziesiątki lat, zanim dolar osiągnął dominację. W tej perspektywie czasowej Chiny robią zaskakująco szybkie postępy. Ich skromny udział w płatnościach międzynarodowych podwoił się od 2022 r. Wynika to głównie ze zmian w kraju. Ważnym krokiem było zwiększenie udziału juana w chińskim handlu. Ponad 30 proc. chińskiego handlu towarami i usługami odbywa się obecnie w walucie krajowej (w porównaniu z 14 proc. w 2019 r.). Ponad 50 proc. całkowitych wpływów transgranicznych (w tym przepływów finansowych) rozliczanych jest w juanie, w porównaniu z mniej niż jednym proc. w 2010 r.

Według Dinny'ego McMahona z Trivium China, firmy konsultingowej z siedzibą w Pekinie, ostatecznym celem decydentów jest stworzenie stabilnego obiegu juana w kraju i poza nim. Powinno to zwiększyć wykorzystanie juana offshore i ułatwić obcokrajowcom dostęp do tej waluty. W maju organy regulacyjne poinformowały duże banki, że co najmniej 40 proc. kredytów ułatwiających handel powinno być udzielanych w juanie. Aby zwiększyć obieg, urzędnicy chcą zachęcić partnerów handlowych do akceptowania chińskiej waluty jako środka płatniczego. Główną zachętą jest oferowanie im zobowiązań w juanie. Badanie opublikowane w maju przez ekonomistów z Rezerwy Federalnej wykazało, że po nałożeniu sankcji na Rosję w 2022 r. chińskie banki przeniosły prawie wszystkie swoje nowe kredyty zagraniczne z dolarów na juana (wcześniej tylko 15 proc. kredytów było udzielanych w juanie), potrajając w ten sposób stan niespłaconego zadłużenia w juanie.

Rząd realizuje tę samą strategię w odniesieniu do własnego bilansu. Od momentu rozpoczęcia procesu internacjonalizacji Chiny udzieliły 32 bankom centralnym linii swapowych o wartości 4 bln 500 mld juanów (2 bln 268 mld zł), tworząc globalną sieć bezpieczeństwa finansowego, która pod względem skali dorównuje sieci MFW [Międzynarodowego Funduszu Walutowego]. Tylko niewielka część tych linii została faktycznie wykorzystana. Celem jest zagwarantowanie krajom dostępu do juana w sytuacji kryzysowej, co daje im pewność siebie potrzebną do zaciągania pożyczek i dokonywania zakupów w tej walucie.

Równolegle do tych działań Chiny uporządkowały również własną infrastrukturę finansową. Obecnie mogą one dokonywać transakcji z innymi podmiotami bez konieczności korzystania z systemu dolarowego, wykorzystując różne środki. Należą do nich cyfrowy juan i niebankowe płatności cyfrowe (np. za pomocą kodów QR w popularnych w Azji aplikacjach). Najważniejsze jest wynalezienie CIPS, który jest podobny do SWIFT, zachodniego systemu komunikacji bankowej. Ponieważ chińskie banki mogą i dokonują transakcji poza SWIFT, rola juana w płatnościach międzynarodowych jest prawdopodobnie niedoceniana, twierdzi Josh Lipsky z Atlantic Council, amerykańskiego think tanku.

Ponad 1700 banków na całym świecie przystąpiło do CIPS, co stanowi wzrost o jedną trzecią w porównaniu z okresem przed wojną w Ukrainie. W 2024 r. wolumen transakcji wzrósł szybciej niż kiedykolwiek, o 43 proc. do 175 bln juanów (88 bln 236 mld zł). Banki rozliczeniowe do rozliczania płatności w juanach (prawie wszystkie obsługiwane przez chińskie instytucje) zostały utworzone na 33 rynkach. Niektóre z nich dołączyły w tym roku, w tym banki z Turcji i Mauritiusa. W czerwcu Chiny rozpoczęły współpracę ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi w celu rozszerzenia sieci CIPS na Afrykę Północną i Bliski Wschód.

W zeszłym roku kilka miliardów dolarów zostało rzekomo przetransakcjonowanych za pośrednictwem sieci waluty cyfrowej o nazwie mBridge [ang. mobilny most], zbudowanej przez Chiny we współpracy z innymi bankami centralnymi. Amerykański urzędnik powiedział w styczniu, że chociaż takie płatności są nadal nieistotne z ekonomicznego punktu widzenia, to "przekroczyły już próg konsekwencji geopolitycznych". Chińskie organy regulacyjne nakazały bankom zwiększenie wykorzystania mBridge. Atrakcyjność tego rozwiązania jest oczywista. W sierpniu firma z Xinjiang, regionu, w którym podmioty są objęte sankcjami za stosowanie pracy przymusowej, wykorzystała mBridge do wypłaty wynagrodzeń swoim zagranicznym udziałowcom.

Najbliższe miesiące mogą okazać się kluczowe. Malejące zaufanie do dolara i sprzyjające otoczenie makroekonomiczne powinny wzmocnić wysiłki Chin. Wzrost na giełdzie dał obcokrajowcom finansową zachętę do posiadania aktywów w juanach. Obniżki stóp procentowych i deflacja spowodowały spadek kosztów pożyczek na rynku zagranicznym poniżej dwóch proc., czyli do najniższego poziomu od 2013 r. Firmy, w tym zagraniczne, są na dobrej drodze do wyemitowania w tym roku rekordowej ilości tzw. obligacji "dim sum" w juanach.

Kolejnym bezpiecznym posunięciem Chin jest otwarcie krajowych rynków kapitałowych dla swoich partnerów. W lipcu Węgry wyemitowały około 5 mld juanów [około 2 mld 522 mln zł] w tzw. obligacjach "panda", co stanowi największą dotychczasową emisję obligacji państwowych. 8 września "Financial Times" poinformował, że rosyjskie firmy energetyczne otrzymały zgodę na emisję papierów wartościowych denominowanych w juanach. Kenia może wkrótce zamienić swoje zadłużenie w dolarach wobec Chin na juany. W międzyczasie Brazylia rozważa nową emisję, a pakistańscy urzędnicy odwiedzili Pekin, aby pozyskać potencjalnych wierzycieli.

onet.pl\The Economist