Ośrodek analityczny DAIO (Defense AI Observatory) na Uniwersytecie w Hamburgu opublikował raport na temat wpływu (a właściwie braku wpływu) konfliktów w Syrii, Libii, Górskim Karabachu i wschodniej Ukrainie na sposób prowadzenia działań wojennych w przyszłości. Potwierdzono w nim rzadko podkreślaną ocenę, że cztery analizowane konflikty są prowadzone według zasad i w sposób odmienny od tego, jakie najprawdopodobniej byłyby zastosowane przy konfrontacji zbrojnej państw rozwiniętych.
(...)
Autorzy tej analizy podkreślają wyraźnie, że oceniane cztery konflikty, pokazują pewne aspekty przyszłych działań wojennych, ale wcale nie zmieniają obowiązujących obecnie reguł – najwyżej o nich przypominając (np. wskazując na częste zjawisko niedoceniania walki elektronicznej).
W ten sposób to, co we współczesnych konfliktach uważane jest powszechnie za nowatorskie, w rzeczywistości może nie mieć takiego wpływu, jak czynniki mniej widoczne, takie jak np. warstreaming lub tymczasowe przekazywanie siły militarnej za pośrednictwem tzw. WaaS („wojna jako usługa”). Tymczasem takie błędnie wyciągane wnioski mogą doprowadzić nawet do złego ukierunkowania sposobu rozwoju technologii, zdolności i koncepcji.
Autorzy wskazują (zresztą słusznie), że wojny na Ukrainie, w Syrii, Libii i Górskim Karabachu nie miały charakteru pełnowymiarowego konfliktu zbrojnego i toczyły się w bardzo specyficznych warunkach. Nie było więc tego, czym charakteryzowałoby się starcie państw zaawansowanych technologicznie – w tym przede wszystkim bezpośredniej konfrontacji lotnictwa i sił okrętowych oraz skoordynowanej, wielowarstwowej obrony przeciwlotniczej. Wiele czynników było również tak specyficznych, że ich powtórzenie na innym teatrze operacji wojennych byłoby bardzo trudne.
W analizie DAIO wskazane np. na rosyjskie działania psychologiczne na Ukrainie, które polegały m.in. na wysyłaniu przez Rosję SMS-ów z groźbami dla członków rodzin ukraińskich żołnierzy. Było to jednak możliwe tylko dlatego, że operator Vodafone Ukraine jest spółką rosyjskiego koncernu telekomunikacyjnego Mobile TeleSystems. W ten sposób Rosjanie mieli ułatwiony dostęp do sieci i mogli z niej w miarę łatwo korzystać.
Podobna sytuacja była w przypadku ukraińskich systemów wojskowej łączności radiowej, które pochodziły z Rosji i jak się okazało można je było z Rosji wyłączyć. W momencie gdy Ukraińcy zaczęli używać zachodnie radiostacje (firm Harris i Aselsan), skuteczność rosyjskich systemów walki elektronicznej drastycznie się obniżyła. W przypadku skonfrontowania nowoczesnych urządzeń elektronicznych krajów zachodnich z rosyjskimi systemami zakłócającymi, sytuacja wcale już więc nie jest taka oczywista. Z jednej strony Rosjanie w miarę skutecznie utrudniali użycie przez Ukrainę amerykańskich minidronów RQ-11 Raven, z drugiej zaś strony nie radzili sobie z latającymi w okolicy Syrii średnimi i dużymi bezzałogowcami ze Stanów Zjednoczonych i Izraela (takimi jak np. amerykański MQ-9 Reaper).
Szczególnej analizie w raporcie DAIO poddane zostały trzy czynniki: bezzałogowe statki powietrzne UAV (Unmanned Aerial Vehicle), walka elektroniczna (WE) i obrona przeciwlotnicza. Wyciągnięto trzy główne wnioski:
- walczące siły rzeczywiście wykorzystywały bezzałogowce, jednak przeważały wypróbowane i wcześniej przetestowane taktyki działania (większość dronów realizowała po prostu zadania wcześniej wykonywane przez systemy załogowe). Sygnałem nadchodzących zmian był jedynie jednoczesny atak trzynastu dronów 5 stycznia 2018 roku na bazę w Hmiejmim - tym bardziej, że przygotowały go siły nie stosujące wyrafinowanych technologii, a raczej prymitywne środki walki. Atak ten nie był jednak typowym działaniem „w roju” (nie było np. współdziałania dronów) i jak dotąd nie odnotowano powtórnie takiego sposobu wykorzystania bezzałogowców;
- słabym punktem u wszystkich walczących stron była zawsze obrona przeciwlotnicza. Było to szczególnie widoczne w Syrii, gdzie stare systemy nie dawały gwarancji skutecznej obrony, nowe środki obrony przeciwlotniczej działały poniżej oczekiwań (np. system Pancyr-S1), a rozwiązania reklamowane jako najbardziej efektywne w ogóle nie prowadziły aktywnej walki z celami powietrznymi (syryjskie kompleksy S-300 i rosyjskie S-400). Źle zorganizowana obrona przeciwlotnicza była również problemem Armenii w konflikcie z Azerbejdżanem o Górski Karabach. Wykorzystywane przez armeńskie siły zbrojne systemy 2K11 „Krug”, 9K33 „Osa”, „Tor-M2KM”, 2K12 „Kub”, 9K35 „Strela-10” i S-300 oraz przenośne zestawy przeciwlotnicze były praktycznie bezsilne - nawet w odniesieniu do dużych dronów Bayraktar TB2 (które dzięki temu mogły działać bez większych problemów – chociaż ze stratami);
- najwięcej uwagi trzeba poświęcić niedocenianym w wielu państwach systemom Walki Elektronicznej (WE). To właśnie dzięki nim odnoszono bowiem sukcesy w zwalczaniu dronów na Bliskim Wschodzie, jak również to one służyły do naprowadzania rosyjskiej artylerii i realizowania na Ukrainie takich zadań, jak: sabotaż, zakłócania, podszywania się i groźby.
W raporcie DAIO zajęto się również czynnikami mniej zauważalnymi i z tego powodu niedocenianymi przez analityków we współczesnych konfliktach zbrojnych. Podkreślono przede wszystkim jak ważna jest integracja zasobów wojskowych w jednolitym systemie C4/5ISTAR. Zauważono, że te strony konfliktu, które lepiej zarządzały „złożonym ekosystemem militarnym” zwyciężały w konflikcie. Mogły bowiem odpowiednio gospodarować swoimi siłami, jak również błyskawicznie reagować na nagle pojawiające się zagrożenia. Według autorów analizy trzeba więc zwrócić większą uwagę na „zmiany koncepcyjno-organizacyjne dotyczące działania łańcucha C4/5ISTAR”, ponieważ idą one w parze z „ogólnym aspektem podejmowania decyzji wojskowych”.
(...)
Brak odpowiedniego systemu dowodzenia powodował, że nawet teoretycznie skuteczne uzbrojenie nie było w stanie realizować zadań. Przykładem tego było obezwładnienie obrony przeciwlotniczej Armenii, które doprowadziło do prawdziwego polowania dronów na zestawy rakietowe. Azerom udało się nawet zniszczyć samobieżną wyrzutnię Tor-M2KM na podwoziu kołowym rozstawioną pomiędzy budynkami mieszkalnymi, chociaż zestaw ten może również działać w pełni autonomicznie (mając własny radar wykrywania).
Z drugiej jednak strony, gdy system wczesnego ostrzegania i dowodzenia działał, osiągano sukcesy, czego przykładem może być Syria. Ocenia się, że właśnie dzięki współdziałaniu środków rozpoznania i systemów ogniowych udało się zestrzelić aż dwadzieścia tureckich dronów przez rakietowe zestawy przeciwlotnicze Buk-M2E.
(...)
Ważnym czynnikiem w raporcie DAIO, który coraz bardziej decyduje o sposobie postrzegania każdego konfliktu ma być warstreaming, tj. zdolność walczących stron do dostarczania na żywo przekazów z pola walki. Te przekazy są przydatne dla rozpoznania i dowodzenia siłami, ale ujawnione i opublikowane np. na oficjalnej stronie ministerstw obrony (jak w przypadku Azerbejdżanu) mogą wypaczyć rzeczywistość. Trzeba bowiem pamiętać, że o wiele ważniejsze elementy działań, takie jak walka elektroniczna i poziom integracji systemów dowodzenia, kierowania, łączności i rozpoznania C4/5ISTAR, są trudne do zademonstrowania. Natomiast bardziej widowiskowe w filmowanych raportach okazują się drony, stając się swoistą „gwiazdą” mediów. A to może zachęcić dowódców do nadmiernego zaspokajania tzw. „głodu obrazów, których wcześniej nie pokazywano”.
(...)
Materiały wideo gromadzone przez drony były i są również powszechnie wykorzystywane przez Turcja i Rosję w Syrii do celów propagandowych oraz przez Izrael – m.in. by zdyskredytować rosyjskie systemy przeciwlotnicze i pochwalić się swoim uzbrojeniem precyzyjnym. Należy bowiem pamiętać, że wszystkie strony ukrywają prawdziwą wartość bojową wykorzystywanego wyposażenia najczęściej ją wyolbrzymiając. Przykładem tego może być rosyjski system walki elektronicznej krótkiego zasięgu, który podobno miał strącić na ziemię sześć z trzynastu dronów atakujących w roju bazę lotniczą Hmieimim w Syrii. Nie ma praktycznie żadnych możliwości by to sprawdzić, w odróżnieniu od tak niezbitego dowodu jak film, pokazujący pocisk zbliżający się i uderzający w bezskutecznie broniącego się rakietami „Pancyra”.
(...)
Nową, mało podkreślaną cechą współczesnych konfliktów jest możliwość skorzystania przez walczące strony z szybkiej, zewnętrznej pomocy: nie w ramach sojuszy (takich jak NATO), ale dzięki „biznesowi wojennemu” - w ramach tzw. usługi wojennej WaaS (War as a Service). Jest to nowy polityczno-strategiczny „model biznesowy”, który polega na czasowym, międzyrządowym przekazaniu kompleksowej siły wojskowej. „Kompleksowej”, ponieważ nie polega to jedynie na szybkim uzupełnieniu zasobów technologicznych (np. dostawie nowych czołgów lub precyzyjnej amunicji), ale również na udzieleniu pomocy planistycznej, szkoleniowej i operacyjnej – w tym na wysłaniu gotowych do działań pododdziałów lub operatorów.
WaaS daje więc możliwość uzyskania nagłej przewagi nad rywalem, o ile oczywiście odbiorca jest przygotowany na przyjęcie tej pomocy, a dawca jest zdecydowany na ryzyko związane z tą pomocą (to ryzyko po prostu musi się opłacać finansowo - poprzez uzależnienie odbiorcy usług lub politycznie – poprzez uzyskanie wpływów i baz). Takie zewnętrzne wsparcie ze strony Rosji okazało się czynnikiem decydującym o ciągłym trwaniu rebelii na wschodniej Ukrainie. Bez rosyjskiej pomocy separatyści nie byliby w stanie prowadzić działań wojennych i podtrzymywać istnienia samozwańczych republik: ługańskiej i donieckiej. Z drugiej strony niestabilność panujących tam władz sprzyja ukrywaniu wpływu Rosji na podtrzymywanie wojny domowej, toczącej się w tamtym regionie.
Podobną sytuację można było zaobserwować w Górskim Karabachu. Wyraźna asymetria sprawności operacyjnej na korzyść Azerbejdżanu wynikała najprawdopodobniej ze strategicznego wsparcia tureckiego oraz złego stanu sił zbrojnych Armenii, co było szczególnie widoczne w obronie przeciwlotniczej. Ta obrona była zresztą nieskuteczna w przypadku obu stron konfliktu, co ułatwiło działania systemom bezzałogowym: tureckim dronom Bayraktar TB2 i izraelskiej amunicji krążącej IAI Harop. Na ten sukces azerskich wojsk niewątpliwie złożyła się obecność 50 tureckich instruktorów, 90 doradców wojskowych i około 20 operatorów dronów.
Tym co może wpłynąć na sposób działania sił zbrojnych jest także coraz większy dostęp do bardzo dobrej jakości i tanich technologii komercyjnych. Oznacza to drastyczne zmniejszenie kosztów wielu rodzajów sprzętu wojskowego, który nie jest coraz częściej produkowany w pojedynczych sztukach z unikalnych części, ale składany z masowo produkowanych elementów. Żołnierze mają więc obecnie powszechny dostęp np. do systemów nawigacji satelitarnej, jak również do wcześniej bardzo drogich i skomplikowanych urządzeń termowizyjnych.
Takie pomieszanie rozwiązań wojskowych i komercyjnych C/MOTS (Commercial or military technology off-the-shelf) pozwoliło np. tureckiej firmie Bakyar na wyprodukowanie dronu bojowego Bayraktar TB2, który jest kilkanaście razy tańszy od swoich większych, amerykańskich odpowiedników MQ-9 Reaper (około 60 milionów dolarów za sztukę). Automatycznie pozwala to na zwiększenie floty dostępnych bezzałogowców, co daje możliwość ich powszechniejszego używanie przez dowódców oraz godzenia się na związane z tym straty.
(...)
Wszystkie oceniane przez DAIO konflikty ponownie wykazały, że systemy walki elektronicznej stanowią nieodłączny element działań wojennych. Kto więc ma lepsze wyposażenie w tej dziedzinie i potrafi go skutecznie wykorzystywać, ten od razu uzyskuje przewagę, której nie można zrekompensować żadnymi, innymi środkami. Dobrym przykładem takiej przewagi uzyskanej dzięki systemom WE jest wschodnia Ukraina. Skuteczne wsparcie ogniowe artylerii dla sił separatystycznych byłoby bowiem niemożliwe, gdyby Ukraina posiadała odpowiednie środki przeciwdziałania dronom rozpoznawczym kierującym ogniem.
Tymczasem Rosjanie korzystali ze wschodniej Ukrainy jak ze swoistego poligonu doświadczalnego przekazując tzw. "separatystom" nawet tak nowoczesne rozwiązania jak kompleksy WE typu: RB-341W „Leer-3”, 1Ł269 „Krasucha-2”, RB-109A „Bylina” i zestaw do zakłócania dronów „Riepiellient-1” (najprawdopodobniej z rosyjskimi obsługami).
Wszystkie te rozwiązania aktywnie uczestniczyły w działaniach przyczyniając się do zwiększania świadomości sytuacyjnej (poprzez namierzanie źródeł promieniowania elektromagnetycznego – w tym telefonów komórkowych), utrudniając wykorzystanie przez Ukrainę systemów bezzałogowych, zakłócając systemy dowodzenia i kontroli, zagłuszając i podszywając się pod sygnał GPS oraz rozpowszechniając fałszywe informacje.
W Syrii działania były już bardziej ograniczone, ponieważ Rosjanie stosowali systemy WE głównie do zabezpieczania własnych sił. Trudno jest ustalić, jak było to skuteczne ze względu na niską wiarygodność rosyjskich przekazów. (...)
Na bazie tych doświadczeń Rosjanie opracowali zupełnie nową taktykę elektronicznego wsparcia własnych operacji. Polega ona na dużym rozproszeniu systemów WE we wszystkich rodzajach sił zbrojnych i wszystkich lokalizacjach geograficznych. Jest to spowodowane m.in. uznaniem przez Rosjan, że to systemy walki elektronicznej będą jeszcze przez długi czas podstawowym środkiem przeciwdziałania dronom. Muszą się więc stać integralnym elementem systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Dodatkowo coraz częściej wskazuje się, że Rosjanie przygotowują się do walki elektronicznej również poza terenem działań wojennych. Ma to polegać m.in. na elektronicznym ataku w przemysł obronny przeciwnika. Zmusza to według analityków do przewartościowania tego, co kryje się pod pojęciem „obrona narodowa”.
Jest oczywiste, że w dziedzinie walki elektronicznej najwięcej uwagi poświęcano systemom rosyjskim, ale strona turecka również korzystała bardzo intensywnie z zakłóceń oraz rozpoznania radioelektronicznego. W Libii i Syrii Turcy używali np. systemy KORAL i REDET firmy Aselsan. Były one stosowane do rozpoznania i zakłócania systemów radiolokacyjnych (w tym by zabezpieczyć działanie dronów Bayraktar TB2) oraz śledzenia i atakowania telefonów komórkowych. Analitycy DAIO uważają nawet, że system KORAL był skuteczny przeciwko zestawom przeciwlotniczym „Pancyr-S1” co ułatwiało ich zwalczanie z powietrza.
Jednak za największy sukces Turcji uważa się specjalną taktykę działania wykorzystaną w Górskim Karabachu (oraz na mniejszą skalę w Syrii i Libii). Poprzez połączenie walki elektronicznej (rozpoznanie i zakłócanie) z masowo użytymi dronami udało się bowiem zneutralizować armeński system obrony powietrznej pomimo, że był on wyposażony w rosyjskie zestaw przeciwlotnicze oceniane wcześniej za dobre (w tym dywizjony S-300).
Najważniejszym wnioskiem z analizy DAIO jest jednak to, że wszystkie cztery oceniane konflikty nie są czymś na tyle reprezentatywnym, by kraje rozwinięte na tej podstawie mogły nakreślić nowe drogi rozwoju sił zbrojnych i zmienić generalnie koncepcję działań wojennych. To co się dzieje na wschodniej Ukrainie, w Syrii, Libii oraz między Armenią a Azerbejdżanem dla autorów analizy przypomina bardziej „wojskowe bezkrólewie”, w którym nie odchodzi się od tradycyjnych sposobów prowadzenia wojny, jedynie je wzbogacając o nowe technologie – i to najczęściej nie w pełnym zakresie ich możliwości.
(...)
Z drugiej zaś strony bardzo „elastycznie” podchodzono do rygorystycznie przestrzeganej na zachodzie koncepcji „zero strat”. W żadnym z konfliktów nie podporządkowywano sposobu działań tak, by nie było strat w ludziach – starając się jedynie te straty zminimalizować. Najlepszym tego przykładem jest Rosja, która dopuszcza straty uboczne wśród ludności cywilnej i według raportu DAIO przekłada „interes narodowy nad prywatność i prawa człowieka, co powoduje, że względy etyczne i moralne związane z wojskowymi zastosowaniami sztucznej inteligencji i systemów broni autonomicznej raczej się nie pojawią jako główny czynnik ograniczający dalszy ich rozwój”.
defence24.pl