Trump, który kiedyś był prezbiterianinem, a obecnie nie należy do żadnej wspólnoty, zdobył 59 proc. głosów katolików w 2024 r. w porównaniu z 50 procentami w 2016 r. Były prezydent Joe Biden, katolicki prezydent, zdobył poparcie tej grupy wyborców, uzyskując 52 proc. głosów w 2020 r.
— Odpuść parę katolickich demonstracyjnych gestów, a być może zdobędziesz kilka miejsc w Izbie Reprezentantów — mówi Michael Caputo, wieloletni doradca Trumpa i były urzędnik administracji, obecnie robiący studia magisterskie z teologii w Ave Maria, katolickiej enklawie na Florydzie.
— Demokraci odnaleźli katolickie drzwi do podziału, którego potrzebowali przed wyborami śródokresowymi, a po spotkaniu z głównym doradcą Obamy papież pomógł im nacisnąć klamkę — dodaje, wskazując na niedawne spotkanie byłego doradcy Obamy, Davida Axelroda, z papieżem jako dowód, że opisywana przez niego strategia jest już w trakcie realizacji.
(...)
— To złe pod każdym względem — występuje z tyradą przeciwko papieżowi, a potem próbuje przywłaszczyć sobie Jezusa — komentuje republikanin zajmujący się zbieraniem funduszy na działalność partii, który jest katolikiem. — [Trump] spotkał się z ostrym sprzeciwem po obu stronach chrześcijańskiej sceny politycznej, zarówno ze strony ewangelików, jak i katolików. To zakazana strefa — dodaje.
Inni lojalni zwolennicy Trumpa twierdzą, że osoby krytykujące prezydenta nie doceniają tego, co dla nich zrobił.
— Niektórzy ludzie są sfrustrowani wieloma innymi sprawami i dlatego mówią: "mam tego dość" — mówi jeden z wysokich rangą urzędników administracji i gorliwy katolik. — Jeśli sprawia im przyjemność mówienie: "Uważam, że to bluźnierstwo", to ok, ale nie ma to większego znaczenia, jeśli chodzi o realną zmianę sytuacji.
Zarówno rzeczniczka kierownictwa Partii Republikańskiej Kiersten Pels, jak i rzeczniczka Białego Domu Taylor Rogers powtórzyły ten argument w swoich oświadczeniach, twierdząc, że Trump wprowadził szereg prokatolickich rozwiązań, a także cofnął decyzje poprzedniego prezydenta Joego Bidena, m.in. w kwestiach aborcji i osób transpłciowych.
— Prezydent Trump położył kres wykorzystywaniu rządu federalnego przeciwko wierzącym, dumnie bronił i rozszerzył nasze prawa religijne, ułaskawił działaczy pro life, powstrzymał chemiczne okaleczanie dzieci naszego narodu i chronił prawa rodziców — powiedziała Rogers.
Rozpoczęcie przez Trumpa słownego ataku na papieża Leona XIV podczas lotu powrotnego z Miami w niedzielę wieczorem wprawiło wielu sojuszników w osłupienie. W poście, będącym najwyraźniej reakcją na fragment programu "60 Minutes", w którym trzech wybitnych katolickich kardynałów krytykowało wojnę z Iranem, Trump nazwał Leona "słabym", stwierdził, że powinien "wziąć się w garść" i przypisał sobie zasługi za jego wstąpienie na papieski tron.
"Nie figurował na żadnej liście kandydatów na papieża i został umieszczony na niej przez Kościół tylko dlatego, że był Amerykaninem, a oni uznali, że to będzie najlepszy sposób na poradzenie sobie z prezydentem Donaldem J. Trumpem. Gdybym nie był w Białym Domu, Leon nie byłby w Watykanie" — napisał prezydent na Truth Social.
Jeden z sojuszników Białego Domu stwierdził, że "cel kłótni z papieżem nie jest do końca jasny". — Ludzie nie wiedzą, o co chodzi — mówi.
Wkrótce potem Trump opublikował na swoim koncie w serwisie Truth Social zdjęcie, na którym jest ubrany w białą szatę i owinięty czerwonym szalem, skąpany w świetle, sprawiając wrażenie, jakby uzdrawiał chorego mężczyznę w szpitalnym łóżku, otoczony klasycznymi symbolami Ameryki — Statuą Wolności, amerykańską flagą i bielikiem amerykański.
Niektórzy sojusznicy prezydenta potraktowali to jako żart — (według nich) Trump jest po prostu sobą. W końcu wcześniej opublikował grafikę siebie jako papieża.
— Publikowanie bzdur to jego styl, więc nie czuję się tym szczególnie urażony, ale uważam to po prostu za niepotrzebne. Po co to robić? To jak komar. Drażni mnie — komentuje jeden z katolików popierających MAGA blisko związany z Białym Domem.
— Nie sądzę, żeby to była wyjątkowa sytuacja, która rozbije koalicję — dodaje, choć według niego "ludzie, którzy są tym najbardziej zdenerwowani, są zirytowani z wielu powodów, a to kolejny z nich".
Niedawne badanie CBS News/YouGov wykazało, że ogólny wskaźnik poparcia dla Trumpa wynosi około 39 proc., przy czym 35 proc. popiera jego sposób zarządzania gospodarką, a 31 proc. sposób, w jaki radzi sobie z inflacją. Poparcie dla niego w kwestii wojny wynosi około 36 proc.
onet.pl\Politico