sobota, 28 stycznia 2023


Znawcy Kremla podobno powiedzieli Bloombergowi, że prezydent Rosji Władimir Putin przygotowuje nową ofensywę mającą na celu odzyskanie inicjatywy, która może rozpocząć się już w lutym lub marcu 2023 roku. Putin dąży do przeprowadzenia nowej wielkiej ofensywy i wierzy, że tolerancja Rosji do akceptowania strat pozwoli na dłuższą metę wygrać wojnę, pomimo dotychczasowych niepowodzeń. Raport ten jest zgodny z obecną oceną i prognozą ISW, że Kreml prawdopodobnie przygotowuje się do przeprowadzenia zdecydowanej akcji strategicznej – najprawdopodobniej w obwodzie ługańskim – w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, mającej na celu odzyskanie inicjatywy i zakończenie dotychczasowej serii sukcesów operacyjnych Ukrainy. ISW wcześniej oceniało, że decydującą akcją strategiczną w obwodzie ługańskim może być albo wielka ofensywa, albo rosyjska operacja obronna mająca na celu pokonanie i wykorzystanie ukraińskiej kontrofensywy.

Ostatnie ograniczone rosyjskie ataki lądowe w obwodzie zaporoskim mogą mieć na celu rozproszenie sił ukraińskich i stworzenie warunków do ofensywy w Ługańsku. Rosja przerzuca elementy 2. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych z Białorusi do obwodu ługańskiego. To ostatnie wydarzenie sugeruje, że planowana rosyjska ofensywa, o której mowa w raporcie Bloomberga, jest najprawdopodobniej wymierzona w obwód ługański, choć może również wystąpić w rejonie Vuhledar w zachodnim Doniecku. Jest bardzo mało prawdopodobne, aby ta nowa ofensywa wycelowała w północną Ukrainę z Białorusi. Nadal nic nie wskazuje na to, by siły rosyjskie tworzyły grupy uderzeniowe na Białorusi; Elementy rosyjskie na Białorusi w dużej mierze wykorzystują białoruską infrastrukturę i potencjał szkoleniowy do rotacji szkoleniowych.  Rosyjscy blogerzy również coraz częściej skreślają pomysł drugiego ataku na Kijów jako operację informacyjną i sugerują, że najbardziej prawdopodobnym celem rosyjskiej ofensywy byłaby wschodnia Ukraina lub sąsiedni obwód charkowski.

Kreml potwierdził, że prezydent Rosji Władimir Putin udziela prewencyjnego ułaskawienia skazanym, którzy służą w rosyjskich operacjach na Ukrainie. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył 27 stycznia, że nie może udzielić dodatkowych informacji na temat prezydenckich dekretów o ułaskawieniu, ponieważ są one chronione „różnymi klauzulami tajności”. (...) Członkini Rosyjskiej Rady Praw Człowieka Ewa Merkaczewa oświadczyła na początku stycznia, że skazańcy rekrutowani przez Wagnera są ułaskawiani przed zwolnieniem z kolonii karnych. ISW wcześniej oceniało, że te prewencyjne ułaskawienia przez prezydenta mogą napędzać dalszą rekrutację w koloniach karnych i prawdopodobnie umożliwiają Wagnerowi działanie z większą bezkarnością w teatrze wojny.

understandingwar.org

Czołowy rosyjski propagandysta Władimir Sołowjow spędza weekendy na pierwszej linii frontu, aby wspierać i promować zacinającą się inwazję Rosji na Ukrainę. Na nieszczęście dla Kremla, cały ten czas konfrontowania się z ponurą rzeczywistością uczy Sołowjowa, jak źle idzie ta wojna.

I nie jest z tego powodu szczęśliwy.

W czwartkowej szalonej tyradzie Sołowjow zaatakował ogólną strategię, twierdząc, że armii rosyjskiej nie udaje się żałośnie stłumić wrogów i powiedział, że ma dowody z pierwszej ręki na głupie błędy taktyczne na linii frontu.

Podczas swojego programu Full Contact Sołowjow wściekał się na niedawne ogłoszenie, że Ukraina wkrótce otrzyma czołgi Abrams i Leopard 2 od krajów NATO. Gospodarz rozpoczął swój monolog głębokim westchnieniem, pytając: „Więc żyliśmy wystarczająco długo, aby to zobaczyć?” Zaapelował do słuchaczy, aby nie ufali liczbom czołgów przewidzianych do nadchodzących dostaw, przewidując, że wyślą jeszcze więcej: „Dostarczą wszystko. Mówię to już od jakiegoś czasu, ci dranie będą też rehabilitować Hitlera za naszego życia.. tutaj wszystko się toczy... III wojna światowa trwa, a Zachód wrócił do swoich nazistowskich korzeni. Niemcy zmęczyły się ukrywaniem swojej nazistowskiej natury, a Ameryka w końcu otwarcie przyznała się do swoich nazistowskich zwyczajów”.

Nazywając Amerykanów „przebiegłymi kłamcami”, Sołowjow powiedział, że ich arogancja jest winą samej Rosji: „Nie stwarzamy wobec nich żadnych zagrożeń. Nie przeprowadzamy ataków na Nowy Jork, nie uderzamy w Waszyngton, nie grozimy Miami, nie robimy niczego, co zagrażałoby Amerykanom. Wysadzili nasze rurociągi, a my po prostu otarliśmy twarze. Oni dostarczają ciężkie czołgi, my wycieramy twarz. Przestańcie mówić o czerwonych liniach! To całkowicie puste zdania, które nic nie znaczą!”

Rozwścieczony Sołowjow krzyczał: „Berlin, Paryż, Madryt, Londyn, Waszyngton powinny płonąć! Stolice krajów nazistowskich, które zdecydowały się na wojnę z Rosją... Dlaczego Kijów nie został zmieciony z powierzchni ziemi po tym, jak nazistowska Ukraina przeprowadziła atak na naszą strategiczną bazę lotniczą? Przestańcie uciekać się do pustych, bezwartościowych słów!”

Gospodarz dalej twierdził: „Przeprowadzane są uderzenia przeciwko naszym miastom! Przeciwko naszej ziemi! Rosyjscy żołnierze giną! Rosjanie umierają! Naziści się cieszą! Jak planujemy zareagować? Wyjąc, że uniknięcie wojny nuklearnej jest najważniejsze? Więc po co, u licha, mamy zapasy taktycznej i strategicznej broni nuklearnej? Żeby bać się jej użyć? Aby wielcy, odznaczeni generałowie sapali: <<Chcecie wojny nuklearnej?>> Czy chcecie zniszczenia Rosji bronią konwencjonalną, której kraje NATO mają 3 i pół razy więcej niż my?”

Sołowjow krzyczał, że zniszczenie infrastruktury Ukrainy to za mało. Zażądał informacji: „Dlaczego Odessa, Charków, Dniepropietrowsk jeszcze istnieją?” Ze złością krzyczał: „Nie stacjonujemy już pod Kijowem! Czy był to cholerny gest dobrej woli? Gest dobrej woli? A Charków był gestem dobrej woli? Nikt nie został stracony przez rozstrzelanie za [poddanie się] Charkowa! Nikt nie został wysłany na emeryturę, przynajmniej nie publicznie. Społeczeństwo nie otrzymało odpowiedzi na swoje pytania. Pytam was, dlaczego przesunęliście linię frontu bliżej Biełgorodu? Nadal nie wróciliśmy na te pozycje! W odpowiedzi — cisza. Cisza."

Sołowjow domagał się zniszczenia wrogów „na ich ziemi”: „Obywatele krajów NATO nie powinni czuć się spokojni, podczas gdy Rosjanin cierpi... Obywatele! Wypowiedziano nam wojnę. Budzić się! Budzić się."

Gość Sołowjowa, korespondent wojskowy Aleksander Kots, ujawnił jedną z przyczyn bezradnej wściekłości gospodarza: rażącą niekompetencję i złe zarządzanie siłami najeźdźców przez ich dowódców wojskowych. Omawiając nowe pozycje, które mają zostać dostarczone na Ukrainę przez kraje NATO, Kots powiedział: „Chociaż mamy tę listę, na razie tylko na papierze, powinniśmy zacząć myśleć o tym, co zrobimy, kiedy lub jeśli całość dotrze na linię frontu. W jakiś sposób musimy przeciwdziałać ich systemom artyleryjskim i czołgom. Przez ostatni miesiąc, przez całe wakacje, jako członek Prezydenckiej Rady Praw Człowieka otrzymywałem wiadomości od bliskich [żołnierzy] oburzonych i zaniepokojonych. Wyszkoliliśmy – nie powiem ile, ale przyzwoitą ilość batalionów artylerii, ale wszystkie zostały wysłane do piechoty. To ogromna liczba ludzi, szkoliliśmy ich przez trzy miesiące, wydawaliśmy amunicję, wydawaliśmy pieniądze na ich zakwaterowanie, świetni instruktorzy z naszych uczelni wojskowych - w tym Wojskowej Akademii Artylerii Michajłowskiej - poświęcili swój czas i wiedzę, aby ich wyszkolić . Jeśli chodzi o naszą artylerię, to bardzo smutna historia... nie mamy już żadnych szkół artyleryjskich! Kiedyś mieliśmy jedenaście, a teraz została tylko Michajłowska”.

Sołowjow zauważył, że był świadomy tego problemu z powodu swoich wizyt na pierwszej linii. Kots dodał, że ten sam problem jest dzieje się z dywizjami przeciwpancernymi, opisując je jako „te same jednostki, które powinny były spotkać tę armadę czołgów, spalając czołgi Abrams i Leopard. Zamiast tego, z jakiegoś powodu, są również przenoszeni do piechoty. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak się dzieje... Specjalistów wyszkoliliśmy profesjonalnie, dobrze ich wyszkoliliśmy, ale siedzą bez odpowiednich zadań... Podczas gdy my stoimy w obliczu zagrożenia dostawami z Zachodu na front, na wiosnę, to ogromne marnotrawstwo z naszej strony”.

Sołowjow wtrącił się: „Rozumiem, że nie walczycie czołgami z czołgami, używacie innych środków. Nasza pięść przeciwpancerna powinna być gotowa. Kots poczęstował go kolejnymi złymi wieściami: „Pierwsza linia obrony, która spotka te czołgi, będzie często składała się z zmobilizowanych ludzi. Nasi zmobilizowani żołnierze na froncie są uzbrojeni wyłącznie w kałasznikowy. Niestety, na wielu odcinkach linii frontu nie ma broni przeciwpancernej”.

Sołowjow powrócił do swojego ulubionego tematu, twierdząc, że to tylko kwestia czasu, zanim NATO przekaże Ukraińcom taktyczną broń nuklearną. Powiedział: „Wierzę, że użycie taktycznej broni jądrowej jest nieuniknione. Pytanie brzmi, kto zrobi to pierwszy: my czy oni”. Bawiąc się, Kots zauważył: „Czołgi, które są dostarczane, zawierają zubożony uran”. Po tym, jak Sołowjow zauważył, że zubożony uran nie jest radioaktywny, Kots zasugerował: „Może to nadal służyć jako pretekst do użycia naszej taktycznej broni jądrowej”.

Ale nawet jego znak firmowy, polegający na grożeniu przeciwnikom Rosji nuklearnym chaosem, nie przyniósł zaciekłemu propagandziście nawet odrobiny zwyczajowej satysfakcji. Przedstawiając kolejnego gościa, Sołowjow gorzko narzekał: „Jestem smutny. To wszystko jest bardzo smutne”.

thedailybeast.com

Ukraiński pułkownik powiedział portalowi Polskiego Radia, że jeśli patrzeć na stronę rosyjską, trudno analizować jej posunięcia, gdyż nie kierują nimi tylko i wyłącznie kwestie wojskowe. Liczą się osobiste interesy i wybory nie tylko samego Władimira Putina, ale także np. szefa wagnerowców Jewgienija Prigożyna.

- Po raz pierwszy w historii rosyjskiego państwa mamy do czynienia z tego rodzaju zastosowaniem nieregularnych formacji wojskowych. Nawet gdy Armia Czerwona napadała na Polskę, była to formacja, owszem, terrorystyczna, ale i państwowa. Tu mamy nie do końca zrozumiałe zjawisko: armię prywatną, organizację, która wykonuje swoje zadanie w nie do końca określonym statusie. To ważna nowość - mówił pułkownik.

Ekspert dodał, że Jewgienij Prigożyn próbuje udowodnić, że jest samodzielną siłą polityczną na terytorium Federacji Rosyjskiej.

- Wcześniej Grupa Wagnera wykonywała bardzo specyficzne zadania, jakimi, powiedzmy, nieco gardziły i zbrojne siły Rosji, i specjalne służby Federacji Rosyjskiej. Miało to miejsce poza granicami państwa, w Afryce, w Azji, w innych miejscach, gdzie tego wymagała sytuacja. Teraz Prigożyn, absolutnie nie licząc się ze stratami, robi wszystko, co możliwe, aby dowodzić, że ma osiągnięcia i pokazać swoją rosnącą siłę polityczną - powiedział ekspert.

Czemu właśnie Prigożyn przeprowadza atak i właśnie tam? - To pytanie o to, po co tworzona była organizacja, zwana Grupą Wagnera, firma. Chodzi o wzbogacenie się. Nieprzypadkowo Prigożyn fotografował się na tle kopalnianych szybów. Pokazuje w ten sposób, że działa jak złoczyńca, maruder, pirat za dawnych czasów, gdy tylko zajął jakieś dobro - powiedział nasz rozmówca.

Płk Hrabskij dodał, że straty wśród wagnerowców są relatywnie nieduże, ale za to znaczne są benefity finansowe. Podkreślił, że Grupa Wagnera otrzymuje lepsze uzbrojenie, pieniądze, których się nie kontroluje, z budżetu Federacji Rosyjskiej.

- Widać, że przebiegiem tych walk zainteresowany jest zarówno Putin, jako główny terrorysta, jak i Prigożyn. Rosyjska armia w tej operacji podporządkowania jest politycznym decyzjom Kremla. Nie ma szczególnego wyboru - zauważył wojskowy.

Jak ocenił płk Hrabskij, "atak na Sołedar nie przyniesie Rosji żadnych wojskowych korzyści" militarnych.

- Nawet jeśli wojska Ukrainy po długim okresie obrony, ostatecznie odstąpią od Sołedaru, to nie przyczyni się do osiągnięcia politycznego celu, jaki postawiono na początku, czyli zajęcia terenów do administracyjnych granic obwodu donieckiego. Tutaj widzimy, że w Rosji czasem nie ma potrzeby działania z punktu widzenia logiki wojskowej, a jednak używane są siły zbrojne. Działają nie wedle kryteriów celowości, a wedle tego, czego życzy sobie ich szef, główny terrorysta zasiadający na Kremlu - zauważył.

- Dlatego bardzo trudno ocenić i zrozumieć, kiedy to wszystko, ta operacja, może się skończyć. Może bowiem skończyć się w każdą sekundzie. Nie wiemy, jakie straty ponosi rosyjska armia, jaki jest jej próg bólu - zaznaczył pułkownik.

Pułkownik Serhij Hrabskij dodał, że Ukraina próbuje osłabić przeciwnika. To jest jej główny cel. 

- Dla ukraińskiej armii utrzymanie pozycji jest niezwykle ważne, ponieważ przy prowadzeniu operacji obronnej, jaka właśnie ma miejsce, jednym z zadań jest osłabienie przeciwnika do takiego stopnia, żeby zrezygnował z prowadzenia działań ofensywnych. Przykładem takiej operacji były swego czasu działania wojenne, które trwały w Siewierodoniecku i Lisiczańsku. Wówczas w konsekwencji szalonych szturmów przeciwnikowi udało się zająć Siewierdonieck i Lisiczańsk. Ale potem oni de facto stracili potencjał bojowy i linia frontu po 2 lipca pozostawała niezmieniona - przekazał nasz rozmówca.

- Prawdopodobne jest, że taka sytuacja będzie miała miejsce i na tej części frontu, i w wyniku dużych strat oraz wielkiego natężenia wysiłków, rosyjska armia po prostu nie będzie mogła przejść do ataku - zaznaczył.

- Bezsprzecznie, Rosjanie mogą obwieścić, że oto ich udziałem jest jakieś "wielkie zwycięstwo", ale proszę wybaczyć, zajęcie miejsca, które kiedyś było nie tak dużą miejscowością, z populacją do 10 tysięcy - to nie jest żadne strategiczne zwycięstwo - mówił pułkownik, nawiązując do zajmowania przez Rosjan Sołedaru.

- To wydarzenie może być przedstawione jako zwycięstwo wyłącznie na użytek wewnętrzny w Rosji - dodał.

- Tymczasem wojska ukraińskie, kierowane militarną celowością takiego działania, prowadzą obronę swoich pozycji. I opuszczają je dopiero, gdy obrona tych miejsc staje się po prostu niemożliwa - powiedział pułkownik rezerwy.

- Mieliśmy wcześniej podobną sytuację. Były takie miejscowości jak Nowotoszkiwskie, Popasna, Wołnowacha. Te miejscowości były po prostu starte z powierzchni ziemi i tam fizycznie nie było gdzie, czym i jak prowadzić operacji obronnej. Nie było możliwe utrzymanie się tam, gdyż na zwale gruzu, kamienia, nie jest możliwe prowadzenie walki obronnej. Tylko wówczas, po wykorzystaniu wszystkich zasobów, wszystkich możliwości, ukraińskie dowództwo podejmowało decyzję o wycofaniu oddziałów z pozycji - tłumaczył ukraiński pułkownik rezerwy Serhij Hrabskij.

Jak podkreślił, chodziło o wypełnienie zadań operacji obronnej. - Rozumiemy bowiem, że jeśli przeciwstawia się znacznie silniejszemu przeciwnikowi, pięć razy silniejszemu, inaczej postępować się nie da - dodał.

- Trzeba dodać, że, działając w ten sposób, osiągnęliśmy taki rezultat, że przeciwnik wykazuje objawy wydrenowania z zasobów, wyczerpania. I po prostu nie może prowadzić działań bojowych z taką siłą i taką częstotliwością, jak robił to kiedyś - podsumował nasz rozmówca płk Serhij Hrabskij.

polskieradio24.pl