niedziela, 5 października 2025



Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF) po raz kolejny zaapelował w piątek o natychmiastową pomoc dla dzieci w Strefie Gazy. Rzecznik organizacji James Elder podkreślił, że w enklawie nie ma miejsca, o którym można by powiedzieć, że jest bezpieczne.

Na spotkaniu z dziennikarzami w Genewie Elder przypomniał, że w piątek izraelskie władze wydały nakaz opuszczenia miasta Gaza przez kolejnych 200 tys. osób. Podkreślił, że do przesiedlenia na południe enklawy zmuszono już łącznie ok. 600 tys. cywilów.

- Jeden ze szpitali w Gazie, w którym byłem, codziennie przyjmuje od 60 do 80 dzieci z niedożywieniem i innymi chorobami. Oddział intensywnej opieki medycznej dla niemowląt i noworodków w szpitalu Al-Helou jest przepełniony, a w zeszłym tygodniu placówka została ostrzelana - relacjonował rzecznik UNICEF.

Elder zarzucił też izraelskim władzom brak logiki w podejmowanych działaniach. Zwrócił uwagę, że z jednej strony północ Strefy Gazy ogłoszono "wrogim terytorium", a ci, którzy tam pozostają, "mają być traktowani jak podejrzani" i stąd nakazy ewakuacji. Z drugiej jednak strony - podkreślił rzecznik UNICEF - wbrew zapewnieniom Izraela na południu enklawy, gdzie utworzono tak zwane strefy bezpieczne, sytuacja nie różni się w istotny sposób.

- Sama koncepcja "stref bezpiecznych" na południu jest farsą; bomby spadają z przerażającą regularnością. Szkoły wyznaczone jako tymczasowe schronienia regularnie zamieniają się w gruzy. Namioty rozstawiane na pustych placach nie dają żadnej ochrony przed odłamkami. Często stają w płomieniach podczas nalotów - powiedział Elder.
Podkreślił, że z formalnego punktu widzenia Izrael nie ma prawa z automatu pozbawiać statusu cywilów tych osób, które nie zastosują się do nakazów ewakuacji. Dodał, że region Al-Mawasi na południu enklawy jest obecnie "jednym z najbardziej zaludnionych miejsc na ziemi".

- Jest groteskowo przeludnione i pozbawione podstawowych warunków do przeżycia. 85 proc. rodzin mieszka w odległości mniejszej niż dziesięć metrów od otwartych ścieków, odchodów zwierzęcych, stert śmieci, stojącej wody lub plag gryzoni. Dwie trzecie rodzin nie ma dostępu do mydła. Rozmawiałem z dziesiątkami ludzi w Gazie, którzy mówili to samo: nie mają pieniędzy, aby się przenieść; nie mają miejsca ani namiotu, do którego mogliby się przeprowadzić - podkreślił rzecznik UNICEF.

- Dwa dni temu widziałem dzieci w szpitalu Nasser; sparaliżowane, poparzone lub pozbawione kończyn w wyniku bezpośrednich trafień. Kilka dni wcześniej w szpitalu Al-Aksa spotkałem wiele dzieci, które zostały postrzelone przez drony - poinformował Elder.

PAP


Sędzia federalna Karin J. Immergut tymczasowo zablokowała decyzję administracji Donalda Trumpa dotyczącą wysłania wojsk do miasta Portland w stanie Oregon. Swoją decyzję argumentuje naruszeniem prawa stanu do kontroli nad Gwardią Narodową, które jest gwarantowane przez Dziesiątą Poprawkę do Konstytucji USA. Orzeczenie ma obowiązywać do 18 października.

— Ten kraj ma długotrwałą i fundamentalną tradycję oporu wobec nadużyć władzy, zwłaszcza w formie ingerencji wojska w sprawy cywilne. To kraj prawa konstytucyjnego, a nie stanu wojennego — orzekła sędzia okręgowa Karin J. Immergut, nominowana przez prezydenta Donalda Trumpa.

Jej nakaz obowiązuje tymczasowo i ma wygasnąć 18 października. Rozprawa dotycząca ewentualnego przedłużenia decyzji została wyznaczona na dzień wcześniej, 17 października. Immergut ostro skrytykowała uzasadnienie prezydenta Trumpa, określając je jako "po prostu oderwane od faktów".

Prokurator generalny Oregonu, Dan Rayfield, nazwał orzeczenie "sygnałem alarmowym".

— Żaden prezydent nie może zmyślać faktów ani opierać się na trollingu w mediach społecznościowych lub straszyć rozmieszczaniem wojsk Stanów Zjednoczonych w naszych miastach — podkreślił prokurator.

Po ogłoszeniu przez Trumpa decyzji o wysłaniu 200 żołnierzy Gwardii Narodowej do stanu Oregon, stan ten wniósł sprzeciw do sądu. Nakaz rozmieszczenia żołnierzy na 60 dni wydał sekretarz obrony Pete Hegseth.

Według "Washington Post" administracja Trumpa planuje odwołać się od nakazu sędzi Immergut, argumentując, że prezydent działał legalnie, chcąc chronić federalne aktywa w obliczu gwałtownych zamieszek. Władze stanu Oregon określiły jednak ten ruch jako "oczywiście bezprawny" i starają się zablokować federalizację Gwardii Narodowej.

W dokumentach przedstawionych przez stan ostrzegano, że decyzja Waszyngtonu może wywołać "większe i potencjalnie bardziej brutalne protesty", utrudniając działania organów ścigania. Tymczasem w Portland demonstracje pod ośrodkiem Urzędu do spraw Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE) trwają od połowy czerwca, ale mają charakter niewielki i pokojowy.

Administracja Trumpa uzasadniała swoje działania koniecznością ochrony federalnych agentów i placówek imigracyjnych, wskazując na groźby i szkody wyrządzone przez "okrutnych aktywistów".

onet.pl\PAP