środa, 24 września 2025



Prezydent USA Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, w którym uznał ruch antyfaszystowski (Antifę) za "krajową organizację terrorystyczną" - poinformował w poniedziałek Biały Dom.

Dekret datowany na 22 września głosi, że Antifa to "militarystyczna i anarchistyczna organizacja, która otwarcie wzywa do obalenia rządu Stanów Zjednoczonych", organów ścigania i systemu prawnego. W tym celu - jak dodano - "wykorzystuje nielegalne środki do organizowania i przeprowadzania kampanii przemocy i terroryzmu w całym kraju".

Zgodnie z rozporządzeniem służby mają wykrywać i "likwidować wszelkie nielegalne działania" Antify. Powinny też badać i ścigać podmioty finansujące działalność ruchu.

Prezydent wcześniej sygnalizował, że opowiada się za tym krokiem, zapowiadając działania przeciwko lewicowym organizacjom, które obwinia za promocję przemocy politycznej i za zabójstwo aktywisty Charliego Kirka.

Trump już podczas swojej pierwszej kadencji planował podobny krok w następstwie antypolicyjnych zamieszek po śmierci George'a Floyda, lecz ostatecznie tego nie zrobił. Był to m.in. wynik oporu wewnątrz administracji, m.in. byłego szefa FBI Christophera Wraya. Wray twierdził, że nie może uznać żadnej krajowej organizacji za terrorystyczną, bo naruszałoby to swobody konstytucyjne członków tych grup.

Krytycy wskazywali też, że Antifa, antyfaszystowski ruch wywodzący się z Niemiec, nie jest klasyczną organizacją, lecz luźnym zbiorem różnych grup bez centralnej struktury i liderów.

PAP


W niemal godzinnym wystąpieniu, które w treści i formie przypominało wiele jego wystąpień na wiecach wyborczych, Trump skierował ostrą krytykę pod adresem zarówno Organizacji Narodów Zjednoczonych, jak i wielu państw świata, w tym szczególnie państw europejskich. Rozpoczął zaś od krytyki swojego poprzednika - Joe Bidena, który - jego zdaniem - przyczynił się do zburzenia pokoju i harmonii, które Trump miał zbudować podczas swojej pierwszej kadencji.

- Era spokoju i stabilności ustąpiła miejsca jednemu z największych kryzysów naszych czasów (...) W Stanach Zjednoczonych, cztery lata słabości, bezprawia i radykalizmu pod rządami poprzedniej administracji sprowadziły na nasz naród powtarzającą się serię katastrof - powiedział.

Komentując sytuację z teleprompterem, który przestał działać, kiedy wszedł na podium i ruchomymi schodami, które uległy awarii, porównał ją do ogólnej kondycji Organizacji Narodów Zjednoczonych i przeciwstawił własnym wysiłkom pokojowym. Te - jego zdaniem - doprowadziły do zakończenia siedmiu wojen.

- Zakończyłem siedem wojen, rozmawiałem z przywódcami każdego z tych krajów i nigdy nie otrzymałem telefonu od Organizacji Narodów Zjednoczonych z ofertą pomocy w sfinalizowaniu porozumienia - oświadczył Trump. Zażartował przy tym, że osoba, która odpowiada za teleprompter jest w dużych tarapatach.

- Od Organizacji Narodów Zjednoczonych dostałem tylko ruchome schody, które w drodze w górę zatrzymały się dokładnie w połowie (...), a potem teleprompter, który nie działał - dodał.

Trump zapytał, jaki jest wobec tego cel ONZ i stwierdził, że organizacja nie wykorzystuje swojego potencjału.

- Wydaje się, że jedyne, co robią, to piszą naprawdę mocno sformułowany list, a potem nigdy nie następują czyny. To puste słowa, a puste słowa nie rozwiązują wojny. Jedyne, co rozwiązuje wojnę i wojny, to działanie - zaznaczył.

Dodał przy tym, że "wszyscy mówią, że powinien otrzymać Pokojową Nagrodę Nobla", lecz podkreślił, że dla niego nagrodą są uratowane życia ludzi.

Mówiąc o wojnie w Strefie Gazy, Trump powtórzył swoje dotychczasowe przesłanie, krytykując kraje uznające państwo palestyńskie za "nagradzanie Hamasu". Wezwał przy tym Hamas do uwolnienia zakładników i zgody na zawieszenie broni, co spotkało się z aplauzem zebranych.

Odnosząc się do wojny w Ukrainie, ponownie przyznał, że myślał, że będzie łatwiejsza do rozwiązania ze względu na jego relacje z Władimirem Putinem, lecz Putin go zawiódł. Drwił przy tym, że wojna, która miała trwać trzy dni, trwa ponad trzy lata.

- To miała być tylko szybka potyczka. To nie stawia Rosji w dobrym świetle, tylko w złym, bez względu na to, co się stanie dalej - stwierdził Trump.

Prezydent USA zadeklarował, że jest gotów nałożyć "bardzo surowe cła, które bardzo szybko powstrzymałyby rozlew krwi", lecz dodał, że by były skuteczne, to samo musi zrobić Europa. Stwierdził przy tym, że o tym, że państwa europejskie nadal kupują ropę i gaz od Rosji dowiedział się około dwóch tygodni temu i był z tego powodu bardzo niezadowolony, a Europejczycy - zawstydzeni.

Najwięcej miejsca w swoim przemówieniu Trump poświęcił sprawie migracji, którą uznał za najważniejszy obecnie problem na świecie.

- ONZ nie tylko nie rozwiązuje problemów, ale wręcz przeciwnie (...) stwarza nowe problemy do rozwiązania. 

Najlepszym przykładem jest najważniejszy problem polityczny naszych czasów: kryzys niekontrolowanej migracji - podkreślił Trump.

- Wasze kraje są rujnowane (...) Wasze kraje idą do piekła - dodał.

Wymienił w tym kontekście Londyn i burmistrza miasta Sadiqa Khana, twierdząc, że w brytyjskiej stolicy powstaje prawo szariatu. Zwracając się do Europy, ostrzegł ją natomiast, że "ze względu na poprawność polityczną niszczy swoje dziedzictwo".

- Państwa muszą mieć możliwość ochrony swoich społeczności (...) przed ludźmi, których nigdy wcześniej nie widziały, z innymi zwyczajami, religiami i wszystkim innym, gdzie migranci naruszają prawo. (...) W wielu przypadkach powinni oni zostać natychmiast odesłani do domu - oświadczył amerykański prezydent. Stwierdził przy tym, że zamykając granicę przed migrantami, ocalił życie wielu ludzi ginących podczas wędrówki przez meksykańską pustynię.

Szczególnie ostro Trump zaatakował przywódców, którzy orędują za walką ze zmianami klimatu, twierdząc, że dotychczasowe przepowiednie katastrof klimatycznych się nie sprawdziły.

- To największy szwindel, jaki kiedykolwiek został popełniony wobec świata - oznajmił Trump. Stwierdził, że szwindlem jest też ślad węglowy i że oszustwa te zostały dokonane przez "głupich ludzi, którzy kosztowali fortunę swoje kraje i zaprzepaścili ich szansę na sukces". Zauważył też, że "szwindel" jest wykorzystywany przez ludzi, którzy czerpią na tym zyski, na szkodę krajów rozwiniętych.

Wspominając czapki noszone przez jego zwolenników z napisem "Trump ma rację we wszystkim", amerykański prezydent stwierdził - zaznaczając, że się nie chwali - że tak faktycznie jest i dlatego udziela innym krajom rad.

- Miałem rację we wszystkim. I mówię wam, że jeśli nie uciekniecie od nowego zielonego oszustwa, wasz kraj upadnie. A jeśli nie powstrzymacie ludzi, których nigdy wcześniej nie widzieliście, z którymi nie macie nic wspólnego, wasze kraje upadną - przepowiedział.

Prezydent USA bronił też swoich decyzji o nałożeniu ceł, przedstawiając je jako reakcję na wykorzystywanie Ameryki przez inne kraje. Szczególną uwagę przy tym poświęcił Brazylii, na którą nałożył dodatkowe cła za proces wytoczony przeciwko byłemu prezydentowi Jairowi Bolsonaro, skazanemu na wieloletnie więzienie za próbę zamachu stanu. Trump stwierdził jednak, że mimo to lubi obecnego prezydenta Inacio Lulę da Silvę, któy wystąpił bezpośrednio przed nim i z którym uścisnął się, mijając w drodze na podium.

- Lubię go (...) Robię interesy tylko z ludźmi, których lubię. Kiedy ich nie lubię, to nie robię. Ale byliśmy razem, przynajmniej przez jakieś 39 sekund. Mieliśmy doskonałą chemię. To dobry znak - stwierdził Trump.

Przez większość przemówienia Trumpa - zwłaszcza na temat migracji i zmian klimatu - na sali panowała konsternacja, lecz Trump otrzymał aplauz za wezwanie do wypuszczenia zakładników przez Hamas. Śmiech wzbudzały natomiast jego słowa o Luli oraz na temat awarii telepromptera, który w pewnym momencie przemówienia znów zadziałał.

Wśród przywódców słuchających przemówienia na sali Zgromadzenia Ogólnego był też prezydent RP Karol Nawrocki, który czynił to w towarzystwie wicepremiera i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.

PAP


Pytany podczas spotkania z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim w siedzibie ONZ, czy myśli, że państwa NATO powinny zestrzeliwać rosyjskie samoloty naruszające ich przestrzeń powietrzną, Trump odparł: "Tak, tak myślę".

Dopytywany, czy USA wsparłyby w tym sojuszników, powiedział:

- Zależy od okoliczności, ale tak, jesteśmy bardzo mocni w sprawie NATO.

Prezydent USA odmówił jednak komentarza w sprawie zakłócenia w poniedziałek pracy lotniska w Kopenhadze przez drony, dopóki nie pozna szczegółów sprawy.

- Oni sami nie wiedzą, co się stało - dodał.

Pytany o ewentualne spotkanie z Putinem i czy mu ufa, Trump powiedział, że "da znać o tym za jakiś miesiąc". Poproszony zaś o ocenę dotychczasowych postępów w sprawie zakończenia wojny, prezydent USA stwierdził, że największym postępem jest to, że rosyjska gospodarka jest w ruinie, a ukraińska armia radzi sobie powstrzymując rosyjskie wojsko.

W podobny sposób odpowiedział na pytanie o gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, twierdząc, że zbyt wcześnie jest o tym mówić.

Amerykański prezydent zasugerował, że może zwrócić się do węgierskiego premiera Viktora Orbana, by przestał kupować rosyjską ropę.

- Cóż, on jest moim przyjacielem, nie rozmawiałem z nim, ale mam przeczucie, że gdybym go poprosił, to by to zrobił. I myślę, że to zrobię - powiedział Trump.

Podczas spotkania z Zełenskim Trump chwalił osiągnięcia ukraińskiej armii, twierdząc, że spisuje się "niesamowicie", powstrzymując napór Rosjan i zachęcał prezydenta Ukrainy do podzielenia się wieściami z frontu. Zełenski stwierdził, że armii udało się wyzwolić 360 km kw. terytorium w tym miesiącu.

Zełenski podkreślił jednak, że chce końca wojny, jednocześnie dziękując Trumpowi za sprzedaż broni dla Ukrainy kupowanej przez państwa NATO. 

(...)

PAP


"Po zapoznaniu się z sytuacją militarną i gospodarczą Ukrainy i Rosji i po pełnym jej zrozumieniu oraz po zobaczeniu problemów gospodarczych, jakimi to skutkuje w Rosji, myślę, że Ukraina, przy wsparciu Unii Europejskiej, jest w stanie walczyć i ZDOBYĆ całą Ukrainę w jej pierwotnej formie" - napisał Trump na platformie społecznościowej Truth Social.

"Dzięki czasowi, cierpliwości i wsparciu finansowemu Europy, a w szczególności NATO, pierwotne granice, od których zaczęła się ta wojna, stają się realną opcją" - dodał.

"Dlaczego nie? Rosja prowadzi bez celu od trzech i pół roku wojnę, której wygranie przez prawdziwą potęgę militarną powinno zająć niecały tydzień" - kontynuował prezydent.

Ocenił, że to nie jest wyróżnienie dla Rosji. Wręcz przeciwnie - Rosja przez to wygląda jak "papierowy tygrys" - zaznaczył.

"Kiedy mieszkańcy Moskwy i wszystkich wspaniałych miast, miasteczek i obwodów w całej Rosji dowiedzą się, co tak naprawdę dzieje się z tą wojną, że praktycznie nie mogą dostać benzyny przez tworzące się długie kolejki i dowiedzą się o wszystkich innych rzeczach, które dzieją się w ich gospodarce wojennej, gdzie większość pieniędzy wydaje się na walkę z Ukrainą, która ma wielkiego ducha i której idzie tylko lepiej, Ukraina będzie w stanie odzyskać swój kraj w jego pierwotnej formie, a kto wie, może nawet pójść dalej!" - stwierdził Trump.

Dodał, że Władimir Putin i Rosja "mają OGROMNE kłopoty gospodarcze i nadszedł czas, aby Ukraina zaczęła działać".

"W każdym razie życzę obu krajom wszystkiego najlepszego. Będziemy nadal dostarczać broń NATO, aby NATO mogło z nią zrobić, co zechce. Powodzenia wszystkim!" - napisał na koniec prezydent USA, który wcześniej tego dnia spotkał się z przywódcą Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim w siedzibie ONZ.

PAP