czwartek, 19 września 2024



Petraeus, reagując na płynącą z ust nie tyle nawet ukraińskich, ile zachodnich uczestników konferencji, krytykę Zachodu za niedostateczne wsparcie wojskowe Ukrainy, stwierdził, że Stany Zjednoczone szczególnie na początku wojny musiały liczyć się z użyciem przez Rosję taktycznej broni jądrowej.

Były dyrektor CIA podkreślił, że Rosjan udało się odwieść od takiego kroku dzięki równocześnie twardej, ale zarazem ostrożnej postawie Stanów Zjednoczonych, a także wsparciu ze strony innych państw.

Jak bardzo wyraźnie zaznaczył, dużą i jednoznacznie pozytywną rolę odegrali prezydent Chin Xi Jingping oraz premier Indii Narendra Modi. Słowa Petraeusa są potwierdzeniem tego, co nieco ponad tydzień temu w czasie zorganizowanej przez dziennik Financial Times debaty z szefem brytyjskiego wywiadu MI6 Richardem Moorem powiedział obecny dyrektor CIA William Burns.

(...)

Amerykanin wrócił do swojej wypowiedzi dla amerykańskich mediów z 2022 r., kiedy to powiedział, że gdyby Rosja użyła czy to przeciw Ukrainie, czy też przy okazji wojny w Ukrainie (w tym drugim wypadku chodziłoby o wybuch na niezamieszkałym terenie) taktycznej broni jądrowej, to zapewne USA zatopiłyby całą rosyjską Flotę Czarnomorską oraz za pomocą konwencjonalnych uderzeń zniszczyłyby wszystkie rosyjskie siły lądowe i lotnicze znajdujące się na terenie Ukrainy.

Gen. Petraeus jednoznacznie dał do zrozumienia, że ta wypowiedź nie była wyłącznie jego prywatną opinią, alej wyrazem stanowiska Białego Domu, który nie chciał jednak Rosji grozić bezpośrednio i dlatego zrobił to za pośrednictwem emerytowanego generała i byłego szefa CIA.

W rozmowie z Onetem wysoki rangą funkcjonariusz struktur rządowych USA przyznał, że Rosjanie otrzymali wówczas jednoznaczny sygnał, iż powinni na serio wziąć pod uwagę to, co powiedział gen. Petraeus. Komunikat przekazany Moskwie szedł jednak dalej i był na tyle szczegółowy, że obejmował konkretną zapowiedź użycia w kolejnych falach ataków na cele rosyjskie setek rakiet samosterujących, które wystrzeliwane byłyby zarówno z amerykańskich samolotów, jak i z pokładów np. okrętów podwodnych.

Zapytany przez nas, czy takie działania nie byłyby oprotestowane przez niektórych sojuszników europejskich, w tym np. Niemcy, rozmówca Onetu odparł, że przy takim scenariuszu jak użycie przez Rosję taktycznej broni jądrowej, "Berlin nie miałby nic do gadania" a USA przypomniałyby każdemu w NATO, "kto podejmuje decyzje w NATO".

Słowa Petraeus są o tyle istotne, że pokazują po pierwsze to, iż Waszyngton gra z Moskwą znacznie twardziej niż jest to odbierane przez wielu polskich komentatorów.

Jeszcze ważniejszy jest jednak fakt, że wyraźnie wskazują one na to, iż ocena polityki na podstawie publicznie znanych wypowiedzi jest w sytuacji wojny oceną de facto pozbawioną podstaw merytorycznych. Patrząc na twarde i buńczuczne wypowiedzi rosyjskich oficjeli i retoryczną wstrzemięźliwość Zachodu, łatwo dojść do całkowicie błędnego wniosku o sile Rosji i słabości Zachodu.

W rzeczywistości retoryczna siła Rosjan jest wyrazem ich słabości, ale zarazem też wynikiem – tu niestety prawdziwej — kalkulacji, że w dobie mediów społecznościowych pojawią się komentatorzy, którzy nie rozumiejąc tego, co się dzieje, będą głosić wygodne dla Rosji tezy.

onet.pl


Gazprom nie ma obecnie kontroli nad ilością gazu dostarczanego do ukraińskiej sieci transportu gazu w celu tranzytu na zachód.

Akumulatory, które podtrzymywały pracę urządzeń pomiarowych, są wyczerpane, w Sudży nie ma prądu, nie ma też personelu technicznego. Nie ma możliwości przywrócenia zasilania i naprawy sprzętu. Praca stacji tranzytowej gazu została sparaliżowana.

Aby wyjść z tej sytuacji, Gazprom zaproponował stronie ukraińskiej przeniesienie tranzytowego punktu dostaw gazu z Sudży do stacji kompresorowej w miejscowości Dołgoje.

Stacja ta znajduje się 300 km od Ukrainy, praktycznie na granicy obwodów kurskiego i orłowskiego. Według tych samych źródeł strona ukraińska nie zgadza się na przeniesienie.

Podczas rozmowy z ludźmi z Gazpromu zapytałem: "A co jeśli po jakimś czasie stacja Dołgoje również znajdzie się pod ukraińską kontrolą?". Odpowiedź była następująca: "Cóż, podchodzimy do tego z rezerwą. Chociaż nie można wykluczyć, że ostatecznie punkt dostaw gazu będzie musiał zostać przeniesiony aż do Urengoju (osiedle typu miejskiego w azjatyckiej części Rosji, we wchodzącym w skład tego państwa Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym — red.)".

Zostało to oczywiście powiedziane w żartach, ale moi rozmówcy wyraźnie nie wykluczali ataku wojsk ukraińskich jeszcze bardziej w głąb Rosji.

Jeśli takie problemy pojawiły się przy podejmowaniu decyzji o zmianie punktu, od którego będzie liczona odległość tranzytu rosyjskiego gazu przez Ukrainę, to można sobie wyobrazić, z jakimi trudnościami będzie musiał zmierzyć się Gazprom, gdy będzie musiał przekonać europejskich klientów w Austrii czy na Słowacji do zmiany swoich kontraktów.

Zgodnie z planem omawianym obecnie zarówno w Moskwie, jak i Kijowie, od początku 2025 r. spółka Sieci Gazociągów Przesyłowych Ukrainy będzie musiała przesyłać gaz należący do europejskich klientów, zamiast rosyjskiego gazu. Otrzymywać będzie za to opłaty tranzytowe nie od spółki Gazprom Export, lecz od firm z krajów zachodnich.

Ukraińcy stanowczo odmawiają podpisania nowej umowy tranzytowej z Gazpromem: rosyjski monopolista wielokrotnie łamał swoje obietnice i zobowiązania. Stał się całkowicie niezdolny do prowadzenia działalności.

Austriacy i Słowacy będą musieli zawrzeć w swoich umowach zapis o odbiorze rosyjskiego gazu nie na ukraińskiej granicy swoich krajów, ale na granicy między Ukrainą a Rosją — a tę granicę zastępuje obecnie stale przesuwająca się linia frontu w obwodzie kurskim. Czy zgodzą się na Dołgoje lub inny punkt na trasie słynnego gazociągu Urengoj-Pomary-Użgorod?

onet.pl/The Moscow Times


Tureckie banki próbują "zabezpieczyć się przed możliwymi problemami w postaci potencjalnych ograniczeń i sankcji" — stwierdziło źródło TASS. Jego zdaniem de facto jedynym bankiem w Turcji skłonnym obsługiwać jej transakcje z Rosją jest Emlak Katilim. Przyjmuje on płatności w lirach i rublach. Transakcje w dolarach i euro są natychmiast blokowane przez tureckie banki.

Pierwsze doniesienia o problemach Rosji w rozliczeniach z Turcją pojawiły się w styczniu, wkrótce po tym, jak prezydent USA Joe Biden podpisał rozporządzenie wykonawcze zaostrzające reżim sankcji wobec podmiotów utrzymujących kontakt z rosyjskim kompleksem wojskowo-przemysłowym. W kwietniu amerykańscy urzędnicy jeszcze bardziej zwiększyli presję i zaczęli grozić sankcjami osobistymi menedżerom najwyższego szczebla organizacji kredytowych współpracujących z Rosją.

Chociaż rosyjscy dyplomaci rozpoczęli rozmowy z Turcją w lutym, obiecując "wykonać właściwą robotę" i chronić współpracujące z Rosją podmioty, negocjacje nie przyniosły rezultatów.

— W tureckich bankach coraz częstsze są przypadki "wypierania" firm zajmujących się tranzytem towarów do Rosji. Tacy klienci są identyfikowani, a ich przelewy blokowane lub całkowicie zamykane — skarżył się we wrześniu Aleksiej Erchow, rosyjski ambasador w Ankarze.

Pod koniec sierpnia turecki bank Ziraat, który jest własnością państwa i zajmuje pierwsze miejsce w kraju pod względem wielkości aktywów, przestał otwierać rachunki w rublach. Źródła rosyjskiej agencji informacyjnej RIA Nowosti informują, że inne państwowe banki w Turcji prowadzą podobną politykę, podczas gdy niektóre prywatne organizacje kredytowe jeszcze prowadzą rozliczenia w rublach.

W obliczu problemów z płatnościami i spadkiem obrotów handlowych Władimir Putin przełożył wizytę w Turcji. Mogła to być jego pierwsza od początku agresji na Ukrainę podróż do kraju NATO.

onet.pl


Mamy tu do czynienia z precedensem. Wielu z najważniejszych ukraińskich urzędników było dziećmi, gdy rozpadł się Związek Radziecki. Starsze pokolenie pamięta jednak dzień w sierpniu 1991 r., kiedy prezydent George H.W. Bush zatrzymał się w Kijowie w drodze do Moskwy. Przemawiając przed sowieckim ukraińskim parlamentem, Bush wezwał Ukraińców, by nie dążyli do niezależności od Rosji. Oprzyj się "samobójczemu nacjonalizmowi", zganił.

Według Ukraińców amerykański prezydent dał im do zrozumienia, że bardziej obawia się niepewności związanej z upadkiem Rosji, niż chce bronić wartości takich jak demokracja i samostanowienie dla długo represjonowanego kolonialnego przyczółka Moskwy.

Kilka tygodni później ponad 90 proc. Ukraińców poparło niepodległość w referendum. Pod koniec roku Związek Radziecki przestał istnieć i narodziła się niepodległa Ukraina. Wystąpienie Busha przeszło do historii jako "przemówienie Kurczaka z Kijowa". To było nie w porę i trochę tchórzliwe.

To, co Stany Zjednoczone robią w Ukrainie, odbija się echem na całym świecie. Sojusznicy i wrogowie bacznie się temu przyglądają.

Wyniki Bidena w zakresie wspierania przyjaciół są mieszane. Niecały rok po rozpoczęciu kadencji wycofał Stany Zjednoczone z Afganistanu, pozostawiając za sobą dziesiątki tysięcy Afgańczyków, którzy pracowali dla Amerykanów, 300 mld dol. (1 bln 147 mld dol.) w amerykańskim zestawie wojskowym, dwustronny traktat o bezpieczeństwie w strzępach oraz osłabioną amerykańską pozycję i odstraszanie. Bez względu na to, co myśleć o zaletach wojny w Afganistanie, Ameryka porzuciła swoich sojuszników — a prezydentura Bidena nigdy się nie podniosła. Spadek jego notowań sięga września 2021 r.

onet.pl/Politico