środa, 8 czerwca 2022


Na stronie internetowej Bundeswehry wszystko wydaje się być w porządku. Niemiecka armia prezentuje się na niej w trzech słowach: „My. Służymy. Niemcom”. Ale „służba Niemcom” wcale nie jest taka łatwa. Od dawna niemieckie siły lądowe, lotnictwo i marynarka wojenna cierpią wskutek niekompletnego wyposażenia. Brakuje im w pełni sprawnych czołgów i śmigłowców, kamizelek kuloodpornych, plecaków i noktowizorów. Brakuje nawet ciepłej bielizny dla żołnierzy z oddziałów rozlokowanych na wschodniej flance NATO.

Minister obrony Niemiec Christine Lambrecht potępiła ten stan rzeczy. – Na papierze mamy 350 bojowych wozów piechoty Puma, z których tylko 150 jest w pełni sprawnych. Podobnie jest ze śmigłowcami szturmowymi Tiger; z 51 maszyn może wystartować tylko dziewięć – powiedziała podczas debaty w Bundestagu pod koniec kwietnia, poświęconej rosyjskiej inwazji na Ukrainę i nowo rozbudzonej potrzebie zapewnienia Niemcom bezpieczeństwa.

Teraz rząd niemiecki chce ponownie wziąć się za wojsko. Na jego wyposażenie i dozbrojenie przeznaczono specjalny fundusz w wysokości 100 mld euro, finansowany z zaciągniętego długu. Modernizacja Bundeswehry nie może zatem się nie udać z powodu braku potrzebnych na nią pieniędzy.

Niewykluczone jednak, że tak się stanie i to z winy odpowiedzialnego za to zadanie urzędu. Tak przynajmniej sądzą krytycy Federalnego Urzędu ds. Sprzętu, Technologii Informacyjnych i Wsparcia Technicznego Bundeswehry (BAAINBw). Tylko w jego centrali w Koblencji jest 6500 etatów. W sumie na potrzeby BAAINBw pracuje około 11 000 urzędników w 116 placówkach w całym kraju. Regulują oni nabywanie dosłownie wszystkiego – od zaawansowanych technologii wojskowych po skarpetki dla żołnierzy.

Wiadomo od lat, że BAAINBw pilnie wymaga reformy. Już kilku niemieckich ministrów połamało sobie na tym zęby. BAAINBw zarzuca się, że jest to administracyjny moloch działający w myśl zasad gospodarki planowej, który raczej opóźnia, niż przyspiesza konieczne procesy.

– Żyjemy w jednym z najbogatszych krajów na świecie, w samym środku Europy, mamy 184 000 żołnierek i żołnierzy, a oni nie mają tego wszystkiego, czego potrzebują. To skandal – oświadczyła krytycznie kilka dni temu pełnomocnik rządu federalnego ds. sił zbrojnych Eva Hoegl. Na przykład spadochroniarze od dziesięciu lat czekają na nowy kask – powiedziała w wywiadzie dla dziennika „TAZ”. Problem polega na tym, że ten kask, który jest używany w wojskach powietrzno-desantowych USA, „musi najpierw zostać gruntownie przebadany, żeby sprawdzić, czy pasuje także na niemieckie głowy i czy rzeczywiście chroni je tak, jak można by tego oczekiwać zgodnie z niemieckimi standardami” – wyjaśniła.

W wystąpieniu w drugim programie niemieckiej telewizji publicznej ZDF Hoegl podzieliła się wrażeniami z wizyty w batalionie czołgów Bundeswehry, który musiał pracować z 30-letnimi radioodbiornikami, przez co nie był w stanie porozumiewać się z innymi jednostkami NATO podczas wspólnych manewrów.

Inny problem to spór o G36. W 2015 roku o zakończeniu produkcji dotychczasowych karabinów szturmowych zadecydowała ówczesna minister obrony Ursula von der Leyen. Od 2017 roku trwały starania o znalezienie jego następcy.

„Dziś, w 2022 roku, cały ten proces utknął w sporze prawnym, który pozwoli na podjęcie decyzji w tej sprawie najwcześniej jesienią. To po prostu za długo, jak na stosunkowo prosty produkt, jakim jest karabin szturmowy” – pisze Frank Sauer z Uniwersytetu Bundeswehry w Monachium w odpowiedzi na zapytanie DW.

Czy zaopatrzenie jest główną przyczyną wszystkich nieszczęść, bo niemieckie regulacje dotyczące jakości sprzętu są absurdalne? Czy BAAINBw jest współwinny temu, że Bundeswehra jest dziś „w mniejszym lub większym stopniu po prostu goła”, jak zaskakująco otwarcie napisał generalny inspektor Bundeswehry Alfons Mais w serwisie społecznościowym LinkedIn podczas rosyjskiej inwazji na Ukrainę?

„To prawda, że niemiecka biurokracja w sferze obronnej jest absolutnie monstrualna” – ocenia Sauer. „Ale przerzucanie winy na BAAINBw nigdzie nas nie zaprowadzi” – dodaje. Ten urząd może bowiem działać tylko w ramach obowiązującego prawa, mając niewielkie pole manewru.

Wynika to z faktu, że musi on przestrzegać przepisów UE dotyczących przetargów publicznych, a także stosować się do decyzji politycznych. – Wiele zaistniałych problemów leży poza BAAINBw, ponieważ zasadniczo robi to, co mu się każe – mówi w wywiadzie dla DW Christian Moelling z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (DGAP). – Jeśli zmienią się ramy prawne i wytyczne polityczne, procesy będą mogły zostać uproszczone i przyspieszone – twierdzi.

Inną, choć znacznie trudniejszą opcją, byłoby przekroczenie granic możliwości prawnych, jak wyjaśnia dalej Christian Moelling. – Doświadczenie pracowników tego urzędu jest jednak takie, że jeśli skorzystają z tej swobody, a coś pójdzie nie tak, to wtedy nie otrzymają żadnej ochrony ze strony polityków. W najgorszym razie mogą zostać postawieni przed sądem i nikt wtedy nie stanie po ich stronie – dodaje.

Przyczyny drastycznych braków w wyposażeniu Bundeswehry leżą także w niedawnej przeszłości Niemiec. Po zakończeniu zimnej wojny niemieccy politycy narzucili siłom zbrojnym drastyczny kurs oszczędnościowy, a budżet obronny kraju uległ zmniejszeniu. Wiele rodzajów broni i systemów uzbrojenia stało się przestarzałych. Sprzęt był zaniedbany, a administracja coraz bardziej się rozrastała. „Ogólnie rzecz biorąc, bardzo wygodnie urządziliśmy się w czasach pokoju, a przy okazji całkowicie zbiurokratyzowaliśmy wiele spraw. Teraz to się na nas mści” – stwierdza Frank Sauer z Uniwersytetu Bundeswehry.

Pierwsze kroki w kierunku reform zostały już podjęte. Niemiecki rząd zdecydował, że pilnie potrzebny sprzęt może być zamawiany bezpośrednio bez większych procedur biurokratycznych zgodnie z unijnymi zasadami dotyczącymi sytuacji wyjątkowych. Zakupy bezpośrednie dotyczą także wszystkich produktów, których cena jest niższa niż tysiąc euro za sztukę. „Ale to nie wystarczy” – uważa ekspert. Jego zdaniem brakuje tu lepszych procesów i jasnego podziału odpowiedzialności. Bez usprawnienia i przyspieszenia procedur, zwłaszcza zamówienia na duży sprzęt będą znów trwały zbyt długo. 

Frank Sauer wzywa do zasadniczej zmiany mentalności i dotychczasowych struktur. Zapowiadany przez kanclerza Olafa Scholza zwrot w podejściu do Bundeswehry i polityki obronnej Niemiec oznacza, jak mówi, także „zmianę sposobu myślenia, zwiększenie elastyczności i szybkości działania, zgodnie z wymaganiami polityki bezpieczeństwa XXI wieku”. To musi się zacząć w ministerstwie obrony.

Christian Moelling z DGAP także pesymistycznie patrzy w przyszłość. Projekty, które mają być sfinansowane ze specjalnego funduszu dla Bundeswehry o wartości 100 mld euro, są dla niego ogromnym wyzwaniem logistycznym: – Mamy przed sobą górę zamówień, która wymaga niesamowitej ilości uwagi, kontroli i dopracowania, na co nie jesteśmy jeszcze należycie przygotowani – mówi. – Istnieje zatem duża możliwośc popełnienia błędów. Przez wiele lat będziemy świadkami nieprzyjemnych wydarzeń – przewiduje. 

Martwi go głównie to, że największy nacisk może zostać położony nie na jakość zamówień, ale na dalsze przestrzeganie zalecanych procedur: – Ostatecznie może wyglądać to tak: wszystkie przepisy zostaną spełnione, a my stwierdzimy, że Bundeswehra nadal nie jest zdolna do obrony i działania.

dw.com

Walka o Siewierodonieck to rosyjska operacja informacyjna w formie bitwy. 

Jednym z głównych celów Moskwy jest stworzenie wrażenia, że Rosja odzyskała siły i teraz zdominuje Ukrainę. To wrażenie jest fałszywe. Rosyjskie wojsko na Ukrainie jest coraz bardziej wyczerpaną siłą, która nie może odnieść decydującego zwycięstwa, jeśli Ukraińcy się utrzymają.

Prezydent Rosji Władimir Putin próbuje więc zmienić swoją inwazję na Ukrainę w brutalną walkę woli. Postawił swoją armię na złamanie kolektywnej woli Ukraińców do walki za ich kraj. Jego własny naród raczej się nie ugnie. Na szczęście Ukraina tego nie potrzebuje. Jeśli Ukraińcy zdołają przetrwać obecną rosyjską burzę, a następnie kontratakować wyczerpane siły rosyjskie, wciąż mają wszelkie szanse, aby uwolnić swoją ludność i całą swoją ziemię.

Putin zgromadził szczątki rosyjskich sił bojowych w zabójczy amalgamat wokół miast Siewierodonieck i Łysyczańsk we wschodnim obwodzie ługańskim na Ukrainie. Ten zlepek czołga się naprzód, używając ogromnych ostrzałów artyleryjskich, aby zniszczyć wszystko na swojej drodze, pozwalając zdemoralizowanym i przestraszonym żołnierzom Rosji wejść na gruzy.

Obrońcy Ukrainy mądrze wycofują się w obliczu tego lekkomyślnego barbarzyństwa, ale za cenę własnego morale i woli kontynuowania walki. Żołnierze i obywatele Ukrainy krytykują swój rząd za to, że nie wspiera wojsk na liniach frontu. Ukraińcy po raz pierwszy od wygranej w bitwie pod Kijowem zaczynają wątpić, że mogą zwyciężyć. Opóźnienia w dostarczaniu pomocy Zachodu oraz odmowa USA i innych krajów dostarczenia pewnych potrzebnych systemów uzbrojenia podsycają te wątpliwości. A teraz na Zachodzie narastają głosy wzywające Ukrainę do ustępstw.

Wszystko to jest dokładnie tym, czego potrzebuje Putin. Nie może pokonać Ukrainy militarnie, dopóki Ukraińcy zachowają wolę walki, a Zachód wolę ich poparcia. Atakuje więc wolę obu stron, zmuszając własne wojska do najbardziej okrutnej i brutalnej ofensywy tej wojny, mając nadzieję, że przekona wszystkich, że wykorzysta masę i potęgę Rosji; którą władał Stalin, by pokonać Hitlera – a tym samym opór wobec jego żądań jest daremny. Putin wstrzymuje również krytyczne dostawy ukraińskiej żywności i paliw na eksport, mając nadzieję, że nałoży na Zachód wystarczająco wysokie koszty, aby skłonić go do porzucenia Ukrainy.

Ani Ukraińcy, ani ich przyjaciele na całym świecie nie mogą ulec Putinowi, ani dać się zwieść obecnemu mirażowi rosyjskich sukcesów i władzy, które prezentuje w bitwie pod Siewierodonieckiem. To jest miraż. Pęd Rosji w ługańskim jest desperacką grą dyktatora, który stawia resztki ofensywnej siły bojowej, którą może zebrać w nadziei, że złamie wolę kontynuowania walki przez wrogów. I niech twierdzi, że zabrał cały obwód ługański. Jest to historyczna śpiewka o determinacji Hitlera, by w 1942 roku zająć Stalingrad lub utrzymać Charków wbrew radom swojego dowódcy. Za tymi siłami nie stoją żadne rosyjskie rezerwy, które mogłyby kontynuować swoje sukcesy. Wręcz przeciwnie, Putin stworzył je tylko przez odebranie z pozostałych kluczowych osi sił, których potrzebuje do obrony przed ukraińskimi kontratakami. Ta ofensywa prawdopodobnie wkrótce zakończy się kulminacją, ponieważ nawet ten powolny, miażdżący pochód wyczerpie siły, który go przenoszą. A Putin przez dłuższy czas nie będzie mógł uruchomić kolejnego.

Skąd możemy to wiedzieć? Wiemy to po części dlatego, że mieszankę sił rosyjskich prowadzących tę ofensywę stworzyły resztki jednostek rozbitych w bitwach pod Kijowem, Charkowem, Mariupolem i gdzie indziej, a nie ze świeżych jednostek lub oddziałów sprowadzonych z Rosji. Ciężko uszkodzone rosyjskie taktyczne grupy batalionowe, które wycofały się z Kijowa i Charkowa, zostały szybko zreformowane w Rosji, bez pozwolenia na odpoczynek, ponowne wyposażenie lub odpowiednie wchłonięcie uzupełnień, a następnie zostały wysłane z powrotem do walki na wschodzie Ukrainy. Wiele rosyjskich „jednostek” to podobno zlepki z kawałków innych jednostek, łączonych ad hoc, a następnie wrzucane do bitwy. Sami żołnierze są wyczerpani i zdemoralizowani. Odmowy walki szerzą się w armii rosyjskiej zarówno wśród żołnierzy, jak i oficerów, którzy nimi dowodzą.

Rosjanie dostosowali się do tej ponurej rzeczywistości, zmieniając swoją taktykę na coś, co przypomina I wojnę światową lub doktrynę „bitwy metodycznej” armii francuskiej z 1940 r. – ostrzały artyleryjskie niszczą wszystko w danym sektorze pola bitwy, a następnie wojska rosyjskie czołgają się naprzód przez ruiny. Ale nawet to podejście ma swoje ograniczenia. Zasoby rosyjskich dział artyleryjskich nie są nieskończone. Musieli gęsto skoncentrować artylerię w priorytetowych sektorach, odciągając ją od innych obszarów. Wyciągają artylerię (oraz czołgi i inny sprzęt) ze starożytnych zapasów z czasów sowieckich. Zaczęli też wyciągać technikę z białoruskich magazynów – prawdopodobnie ostatnie źródła sprzętu, które Putin może niezawodnie wykorzystać.

Zaopatrzenie w efektory artyleryjskie jest ważnym ograniczeniem w tego rodzaju wojnie z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że Ukraińcy odcisnęli swoje piętno na rosyjskiej artylerii umiejętnym i celnym ogniem kontrbateryjnym (używając własnej artylerii do niszczenia wrogiej). Po drugie, ponieważ lufy artylerii (oraz czołgów) mają ograniczoną żywotność — po wystrzeleniu określonej liczby pocisków zaczynają tracić na skuteczności i trzeba je wymienić. Nie ma sposobu, aby przewidzieć, kiedy te czynniki zmuszą rosyjskie wojsko do ograniczenia swojej zależności od artylerii, ale w końcu to zrobią.

Ponadto rosyjscy żołnierze prawdopodobnie wypalą się, zanim wypalą swoją artylerię. Ukraińscy obrońcy zadają poważne straty wojskom rosyjskim na całym froncie, pomimo przyjętej rosyjskiej taktyki walca. Rosyjscy blogerzy wojskowi i inni przekazują skargi rosyjskich żołnierzy, że są poddawani niszczycielskiemu ostrzałowi ukraińskiej artylerii, nawet gdy tylko siedzą w swoich pozycjach obronnych. Wojska rosyjskie atakujące tam, gdzie siły ukraińskie utrzymują się na swoim miejscu, nadal ponoszą straty nawet po ostrzale artyleryjskim, który rzadko eliminuje wszelki opór.

Rosyjscy blogerzy, dokumenty ujawniające rosyjskie postępowania sądowe przeciwko żołnierzom i oficerom, którzy zdezerterowali lub odmówili rozkazów do walki, oraz raporty wywiadu o takich incydentach, wszystko to maluje obraz rosyjskiego wojska, które jest wyczerpane, zdemoralizowane, zdemotywowane i coraz bardziej złe z powodu traktowania przez dowództwo.

Podobne oznaki demoralizacji wykazują żołnierze ukraińscy w niektórych częściach frontu. Dobrze nagłośniony incydent ukraińskich ochotników odmawiających kontynuowania walk pod Siewierodonieckiem pod koniec maja, ujawnił i podsycił część złości i uraz w ukraińskim wojsku i ukraińskim społeczeństwie z powodu ekstremalnie trudnych warunków, z jakimi się borykają. Incydent ten doprowadził do przesadzonych nagłówków sugerujących, że ukraińscy żołnierze masowo dezerterują lub „uciekają” – co nie jest prawdą. Niemniej zjawiska gniewu, poczucia zdrady i frustracji w ukraińskich siłach zbrojnych są realne i niebezpieczne. Z czasem mogą stać się bardziej niebezpieczne, ponieważ skumulowany efekt wielu małych odczuć zbiera swoje żniwo. Stany Zjednoczone i Zachód muszą w większym stopniu brać pod uwagę fakt, że terminowe dostarczanie broni i zdolności siłom zbrojnym Ukrainy mają zasadnicze znaczenie dla podtrzymania ukraińskiego morale i woli kontynuowania walki w tym trudnym czasie. Opóźnienia i półśrodki mogą kosztować zarówno materialny teren i ofiary, jak i niematerialną nadzieję i wiarę w możliwość sukcesu.

time.com

– Ropa naftowa, gaz ziemny i energia elektryczna, dostęp do technologii i wytwarzania energii oraz ciepła: to wszystko stało się w sposób widoczny dla wszystkich, a nie tylko niektórych, polem do ostrej konkurencji – mówił pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski na konferencji Nafta i Gaz 2022. – W jakimś sensie jest to otrzeźwienie po agresji rosyjskiej na Ukrainie. Równocześnie jest to symptom nowej epoki, w którą wchodzimy – mówił gość konferencji. – Od trzech miesięcy mniej mamy w obszarze publicznym dyskusji na temat klimatu a więcej o bezpieczeństwie energetycznym. To objaw zwycięstwa zdrowego rozsądku.

– Rynki ropy i gazu są polem bitwy innym niż na Ukrainie, ale będącej elementem tej samej gry Rosji. Kryzys energetyczny wywołany manipulacjami Rosji na rynku gazu w Europie był wywołany tymi czy innymi oświadczeniami polityków rosyjskich – powiedział Piotr Naimski. – Oni coś ogłaszali, powtarzały to agencje rosyjskie, potem zachodnie, a potem rosła cena na giełdzie nawet o sto procent. To wykorzystanie narzędzi informacyjnych – ostrzegał.

– Te działania są skuteczne, bo konkurencja, o której powiedziałem na początku, podminowuje to, co zwykliśmy nazywać solidarnością w Europie. Europejska solidarność jest w sposób skuteczny podważana działaniami rosyjskimi. Ostatni tego przykład to żądanie Rosjan, by odbiorcy w Europie płacili w rublach. Chodzi o ruble, bo rozszerzenie sfery rublowej w finansach to cel rządu rosyjskiego, ale zasadniczy cel to poróżnienie krajów członkowskich w Unii Europejskiej został osiągnięty. Podział jest. Jedni uznali, że muszą zaakceptować ultimatum rosyjskie, inni postanowili, że są w stanie je odrzucić.

– Jesteśmy w tej wojnie. A jeżeli w niej jesteśmy, to ona ma konsekwencje. Prowadzenie wojny je ma w kosztach. Te koszty w sposób świadomy należy przyjąć i zorganizować się do ich przyjęcia. To początek dyskusji, a potem formowania taktyki i strategii dziś, jeżeli chodzi o dostawy ropy naftowej i gazu ziemnego – ocenił minister. – Jest chyba jasne, że surowce uważane za gorsze, niechciane źródła energii, te kopalne, one z nami pozostaną czy to się wszystkim podoba czy nie, przez najbliższe dwadzieścia lat z pewnością, bo dalej trudno planować. Warto się do tego przygotowywać, warto dbać o niezależność źródeł i dróg dostaw – mówił Naimski.

Minister mówił o roli instytucji unijnych. – Te organa mogą nam pomóc ewentualnie, ale nie powinny narzucać rozwiązań, które podważają bezpieczeństwo energetyczne w krajach europejskich – powiedział Piotr Naimski.

– Założyliśmy w 2016 roku, że w 2022 roku wraz z wygaśnięciem kontraktu jamalskiego, porzucimy gaz z Rosji. Tak zaplanowaliśmy wszystko w infrastrukturze przesyłowej, aby można było zastąpić dostawy ze Wschodu tymi z innych kierunków. W tym roku miesiąc po miesiącu oddajemy kolejne inwestycje służące temu celowi: połączenie gazowe z Litwą i Słowacją, rozbudowany gazoport w Świnoujściu, gazociąg Baltic Pipe z Norwegii przez Danię. On już jest. Będzie uruchomiony pierwszego października – wyliczał Naimski.

(...)

– Trzeba sobie uświadomić, że jest czas wojny. To będzie kosztowało. Nagła zmiana dostawców zwykle powoduje, że ci nowi chcą zdyskontować tę potrzebę. Można się spodziewać, że to będzie kosztowało więcej. To kwestia zrozumienia sytuacji geopolitycznej, w jakiej się znajdujemy. Trudno przewidzieć jak to się dalej potoczy. Dyskusje toczą się na arenie unijnej. Sankcje na ropę rosyjską będą dotkliwe, jeżeli zostaną wspólnie wprowadzone i oby tak się stało – mówił minister Naimski.

Przypomniał, że nowe moce magazynowe PERN dają możliwość zgromadzenia większych zapasów ropy naftowej i paliw oraz zwiększają elastyczność logistyki w tym sektorze.

– Sąsiedzi patrzą na nas z zazdrością. Podejmują szybko działania, które im wydawały się absolutnie nieracjonalne w przeszłości. Mówili o kosztach osieroconych terminali LNG. Tymczasem teraz w Niemczech zostały podjęte decyzje o nagłej budowie czterech terminali. Lepiej późno niż wcale. Niemcy uzależnione od rosyjskich dostaw to zagrożenie dla Polski. W związku z tym kibicujemy kolegom w Niemczech – powiedział gość konferencji.

biznesalert.pl

Chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi podczas rozmów ze swoją niemiecką odpowiedniczką Annaleną Baerbock poparli ideę stworzenia swoistego korytarza dla eksportu zboża z Rosji i Ukrainy. – W obecnej sytuacji społeczność międzynarodowa powinna apelować o jak najszybsze zawieszenie broni oraz pomóc w stworzeniu „zielonego kanału” dla eksportu zboża z Rosji i Ukrainy – mówił szef chińskiego MSZ.

Wang Yi potwierdził również gotowość Pekinu do przeprowadzenia konsultacji w tej sprawie ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. – Chiny nie mogą stać z boku przy rozwiązywaniu ważnych problemów, które przykuwają zwiększoną uwagę społeczności światowej – dodał minister.

Wydaje się, że inwazja Rosji na Ukrainę ma ograniczony wpływ na gospodarkę Państwa Środka, ponieważ kraj ten od kilku lat zabezpiecza swoje własne zapasy zboża, a także zwiększa niezależność w wielu innych obszarach. Bezpieczeństwo żywnościowe i samowystarczalność od dawna jest głównym tematem chińskich elit politycznych. Jednak wojna w Ukrainie daje Chinom więcej powodów do skupienia się na tej kwestii. Obecna niestabilność polityczna i rynkowa prawdopodobnie sprawi, że problem będzie coraz trudniejszy do zignorowania przez chiński rząd, dla którego samowystarczalność stała się kluczową doktryną ekonomiczną.

4 czerwca chińska agencji prasowa Xinhua przytoczyła słowa prezydenta ChRL Xi Jinpinga, który podkreślił znaczenie samowystarczalności w zakresie żywności. – Talerze Chińczyków muszą być wypełnione głównie chińskim zbożem – powiedział Xi.

Bezpośredni wpływ zakłóconych dostaw zbóż na Państwo Środka powinien być możliwy do opanowania. Według Goldman Sachs, Chiny rocznie importują około 7-10 procent ukraińskiej pszenicy i kukurydzy. Jednak w ostatnich latach import wzrósł, częściowo dlatego, że kraj uzupełnia swoje rezerwy strategiczne. W listopadzie 2021 roku chińskie media podały, że krajowe zapasy zboża są na historycznie wysokim poziomie i prawdopodobnie Pekin wykorzysta je do złagodzenia ewentualnych zagrożeń.

Warto zwrócić uwagę, że konsekwencją pandemii koronawirusa w Chinach oraz masowych lockdownów jest wysoka inflacja, a w nadchodzących miesiącach mogą pojawić się kolejne czynniki, które jeszcze bardziej podniosą ceny żywności. Ceny nawozów azotowych, które i tak rosły w związku z pandemią, mogą wzrosnąć jeszcze bardziej, ponieważ Rosja jest ich znaczącym eksporterem na chiński rynek, a konsumenci mogą jeszcze bardziej odczuć wzrost kosztów, ponieważ rosyjskie zakłady do produkcji wykorzystują gaz ziemny, który jest coraz droższy. Ukraina jest głównym eksporterem ziaren słonecznika, a brak podaży już teraz wywołuje wzrost cen innych zbóż, np. soi, która jest stosowana jako pasza dla trzody chlewnej – tymczasem to wieprzowina jest najchętniej spożywanym rodzajem mięsa w Chinach. Zatem wzrost cen pasz automatycznie podniesie ceny mięsa. Te wszystkie czynniki sprawiają, że inflacja w Państwie Środka utrzyma się na wysokim poziomie.

To nie jedyna niedawna obawa o bezpieczeństwo żywnościowe Pekinu. Wojna handlowa z USA w 2018 roku również uwypukliła podatność Chin na wstrząsy. Kraj stara się zwiększyć wewnętrzną produkcję upraw, jednak jest to trudne do pogodzenia mając na uwadze rozwój wielkich miast na żyznych polach na wschodzie Chin. Urbanizacja sprowadziła siłę roboczą do miast i zmniejszyła powierzchnię gruntów ornych. Kraj potrzebuje więc lepszej technologii, aby zwiększyć ilość plonów. Prawdopodobnie będzie się to wiązało ze zwiększeniem produkcji żywności GMO. W ostatnich miesiącach rząd w Pekinie zrewidował przepisy w tym zakresie.

biznesalert.pl

Indyjskie firmy naftowe są w trakcie negocjowania nowych kontraktów na dostawę rosyjskiej ropy naftowej przez kolejne 6 miesięcy. Rosjanie oferują duże upusty, a nawet poniesienie kosztów transportu i podatków.

Jak podają lokalne media, umowa z Rosnieftem ma być uzupełnieniem istniejących już kontaktów. Rosjanie są zdesperowani by sprzedać jak największe wolumeny ropy poza swoje granice i jak przekonują, to po ich stronie będą leżały koszty wysyłki oraz ubezpieczenia surowca w takcie transportu do Indii. 

Indie prowadzą rozmowy bezpośrednio z rosyjskim producentem, ponieważ światowi pośrednicy ograniczyli swoje usługi w obawie przed sankcjami.

Bezprecedensowa ilość rosyjskiej ropy trafiła do Indii w ubiegłym miesiącu, gdy europejscy nabywcy walczyli o zamienniki i negocjowali umowy z krajami Bliskiego Wschodu.  

Tymczasem Indie kupiły od końca lutego do początku maja ponad 40 milionów baryłek rosyjskiej ropy, czyli o około 20% więcej niż cały import w 2021 roku. Rosyjskie dostawy tylko w maju wyniosły 740 000 baryłek dziennie, w porównaniu z 284 000 baryłek w kwietniu i 34 000 baryłek rok temu.

Kupowanie taniej ropy naftowej z Rosji okazuje się być bardzo korzystne dla Indii, które obecnie borykają się z inflacją i wysokimi cenami paliwa. Kwestią otwartą nadal pozostaje forma płatności za surowiec.

energetyka24.com

Jeszcze kilka dni przed wybuchem wojny w Ukrainie rosyjski rubel znalazł się pod presją ryzyka geopolitycznego, a zbrojny atak Rosji na Ukrainę 24 lutego spowodował jego dynamiczne osłabienie. Było to m.in. efektem gwałtownego wzrostu popytu na waluty obce wraz z ich późniejszym wycofaniem z Rosji. Według Centralnego Banku Rosji (CBR) w okresie między 21 i 28 lutym zależne banki zagraniczne i nierezydenci dokonali zakupu walut obcych na kwotę 429,4 mld rubli (ponad 6 mld dolarów) – była to zdecydowanie większa skala zakupów niż w poprzednich okresach kryzysowych.

W marcu br. kurs USD/RUB osiągnął historyczne szczyty na poziomie 144, co stanowiło wzrost o ponad 80 proc. względem poziomów sprzed wojny w Ukrainie. Powstanie istotnej nierównowagi podaży i popytu na rynku walutowym oraz ograniczenie możliwości interwencji banku centralnego (brak możliwości wykorzystania rezerw dewizowych z powodu ich zamrożenia w ramach antyrosyjskich sankcji) zmusiły CBR do wprowadzenia środków zaradczych, takich jak podwyżka stóp procentowych z 9,50 proc. do 20,00 proc. oraz ograniczenia ruchu kapitału.

W miarę ustabilizowania się sytuacji na rynku wprowadzone ograniczenia były stopniowo łagodzone. Zmniejszono udział przychodów eksporterów wymagany do przewalutowania z poziomu 80 proc. do 50 proc. oraz wydłużono termin, w którym ta wymiana powinna nastąpić z 3 do najpierw 60 dni, a następnie do 120 dni. Jednocześnie ustalono wyższe limity dla przelewów w walutach obcych za granicę przez osoby fizyczne (do 50 tys. dol.), czy też zniesiono prowizję za operacje kupna dolarów, euro i funtów (najpierw obniżono z 30 proc. do 12 proc.).

Mimo łagodzenia ograniczeń na rynku walutowym doszło do silnego ruchu spadkowego, który sprawił, że rosyjska waluta umocniła się o niemalże 60 proc. wobec dolara. Ponadto aprecjacja rubla następowała, kiedy rosyjski bank centralny przystąpił do obniżenia głównej stopy procentowej – w kwietniu i maju 2022 r. CBR trzykrotnie obniżył stopy procentowe łącznie o 900 b.p. do poziomu 11,00 proc. Warto jednak zwrócić uwagę, o ile pierwsze dwie decyzje nie miały istotnego wpływu na kurs, o tyle majowa obniżka stóp procentowych zaskoczyła uczestników rynku, gdyż miała miejsce podczas niezaplanowanego spotkania CBR, a jej skala była większa od oczekiwań. Tym samym decyzja ta powstrzymała serię spadków kursu USD/RUB.

Odpowiadając na to pytanie, można wymienić kilka czynników oddziałujących na kurs zarówno w krótkim, jak i w długim terminie. W krótkim terminie istotny impuls aprecjacyjny wynika często z okresów płatności podatkowych, przypadających na drugą połowę każdego miesiąca, podczas których eksporterzy wymieniają waluty obce na ruble. Istotne znaczenie dla rubla w tym kontekście ma sprzedaż walut przez eksporterów płacących podatek od wydobycia surowców. W maju 2022 r., wsparty okresem płacenia podatków, kurs rubla nabrał impetu i po raz pierwszy od 2018 r. przełamał psychologiczny poziom 60 dol.

Kolejny czynnik polega na gwałtownym spadku importu spowodowanego sankcjami krajów Zachodu przy relatywnie niższym tempie spadku eksportu. W marcu Rosja wstrzymała publikację oficjalnych statystyk dot. handlu zagranicznego (za wyjątkiem rachunku obrotów bieżących). Niemniej jednak przedstawione przez CBR prognozy szacują spadek importu w br. w zakresie od 32,5 do 36,5 proc., a eksportu – od 17 do 21 proc. Spadek aktywności importerów powoduje niższy popyt na waluty obce i umacnia rubla.

Główna przyczyna natomiast wydaje się być związana z ograniczeniem ruchu kapitału wynikającego nie tylko z decyzji CBR, ale też ze strony zagranicznych inwestorów. Rosja z powodu dodatniego salda na rachunku obrotów bieżących historycznie występowała w roli kredytodawcy dla inwestorów zagranicznych. Jednocześnie krajowy popyt na kredyt w walutach obcych był zawsze relatywnie niski – maksymalnie 3 proc. od całości udzielonych kredytów osobom fizycznym w okresie od 2019 r. do stycznia 2022 r. oraz w przedziale 4–28 proc. w przypadku osób prawnych od 2018 r. do stycznia 2022 r.

Nadwyżka na rachunku obrotów bieżących w Rosji za pierwsze cztery miesiące bieżącego roku wyniosła 95,8 mld dol., co jest poziomem 3,5-krotnie większym niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Ponadto oczekuje się, że rosyjska gospodarka w 2022 r. może osiągnąć rekordowo wysokie dodatnie saldo na rachunku obrotów bieżących, wynikające z dysproporcji spadku importu i eksportu. Potwierdzają to też prognozy CBR – nadwyżka na poziomie 145 mld dol. (wobec 122 mld dol. w 2021 r.). Zbrojna agresja Rosji przeciwko Ukrainie spowodowała, że od marca br. inwestorzy zagraniczni nie są zainteresowani (z powodu sankcji lub ze względów etyczno-politycznych) zaciąganiem kredytów w walutach obcych w Rosji. Powoduje to nadpłynność walut obcych na rosyjskim rynku walutowym i działa aprecjacyjnie na rubla.

Nałożenie na Rosję sankcji spowodowało ucieczkę zagranicznych inwestorów z rosyjskich rynków i spadek płynności, co przekłada się na wyższą zmienność kursu. Potwierdza to skala ostatniej reakcji na niespodziewaną decyzję centralnego banku – wzrost kursu USD/RUB w ciągu trzech dni po decyzji o 18 proc.

Nadmierne umocnienie krajowej waluty jest niekorzystne zarówno dla rosyjskich eksporterów, jak i budżetu. Dlatego po tym jak pierwsza fala paniki obserwowana na rynku w marcu została stłumiona, regulator przywraca warunki finansowe do „normalności”, zbliżając je do stanu przed 24 lutego br. W tym kontekście można spodziewać się, że podczas zaplanowanego na 10 czerwca posiedzenia CBR stopy procentowe zostaną obniżone o 150 b.p. do 9,50 proc.

Ponadto latem będą zapadać rublowe depozyty osób fizycznych otwarte na początku marca na okres 3-6 miesięcy po najwyższym oprocentowaniu (wg danych CBR średnie oprocentowanie takich depozytów w marcu wynosiło 19,70 proc.). Oprocentowanie nowych depozytów będzie już znacząco niższe, co zwiększy atrakcyjność zakupu walut obcych za środki otrzymane po zakończeniu czasu trwania depozytów.

Przywrócenie stóp procentowych do poziomu sprzed 24 lutego 2022 r. wraz z podwyższonym popytem na waluty obce powinno zwiększyć presję deprecjacyjną na rubla w ciągu najbliższych miesięcy. Ponadto w przypadku stopniowego przywracania importu (w miarę przezwyciężania problemów logistycznych) oraz potencjalnie większego spadku eksportu (z powodu przyjmowanych nowych sankcji), rubel prawdopodobnie powróci do poziomów obserwowanych w ubiegłym roku, czyli w granice przedziału 70–80 dol.

obserwatorfinansowy.pl