środa, 29 kwietnia 2026



Ograniczenia w komunikacji mobilnej w Moskwie przed defiladą 9 maja staną się "bardziej dotkliwe" - poinformowała rosyjskojęzyczna BBC, powołując się na źródła w firmach telekomunikacyjnych.

Według źródła BBC, wszelka komunikacja mobilna, prawdopodobnie wiadomości SMS, a nawet dostęp do "białych list", czyli zaaprobowanych przez władze stron internetowych, które Kreml może dowolnie kształtować, zostaną ograniczone 5, 7 i 9 maja.

Oczekuje się, że ograniczenia obejmą nie tylko centrum Moskwy, ale także odleglejsze dzielnice stołeczne.

Na początku marca w centrum Moskwy zaczęto regularnie wyłączać internet mobilny, co spowodowało, że przestały działać systemy nawigacyjne, terminale płatnicze, a nawet płatne toalety. Internet był niedostępny przez trzy tygodnie, ale został przywrócony 24 marca bez żadnego ostrzeżenia ani wyjaśnienia.

We wtorek rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło, że w paradzie na Placu Czerwonym 9 maja nie weźmie udziału kolumna pojazdów wojskowych - po raz pierwszy od 2007 roku. W rozmowie z dziennikarzami rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przekazał, że "ze względu na zagrożenie terrorystyczne podejmowane są środki mające na celu zminimalizowanie niebezpieczeństwa". Dodał, że defilada odbędzie się, ale w ograniczonym formacie, innym niż w ubiegłym roku. "W minionym roku była to jubileuszowa defilada (z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej - PAP), jaka powinna odbyć się w okrągłą rocznicę" - zaznaczył rzecznik Kremla, dodając, że uprzednio Władimir Putin ostrzegał przed "aktywnością terrorystyczną" ze strony "reżimu kijowskiego".

Doroczna defilada na Placu Czerwonym z okazji rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej odbywała się dotychczas z udziałem żołnierzy rosyjskiej armii i była połączona z prezentacją sprzętu wojskowego - pojazdów i samolotów. W tym roku, jak poinformowało rosyjskie ministerstwo obrony, planowany jest jedynie przelot samolotów zespołów akrobacyjnych oraz samolotów szturmowych Su-25.

Ukraińskie siły zbrojnie regularnie atakują cele w głębi Rosji, przede wszystkim obiekty energetyczne, przemysłowe i wojskowe. Władze w Kijowie zapowiadają intensyfikację takich operacji w nadchodzących miesiącach. 

PAP


Jeśli wiceprezydent USA J.D. Vance jest dumny z tego, że nie pomaga Ukrainie, to znaczy, że pomaga Rosji - powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w opublikowanej w środę rozmowie z amerykańską telewizją Newsmax.

W połowie kwietnia wiceprezydent USA J.D. Vance oświadczył, że jednym z działań obecnej administracji, z których jest najbardziej dumny, jest to, że USA przestały płacić za broń dla Ukrainy i powiedziały Europie, że jeśli chce, to może kupować uzbrojenie dla Kijowa.

- To jedna z rzeczy, które zrobiliśmy za czasów tej administracji, z których jestem najbardziej dumny, że powiedzieliśmy Europie, że jeśli chce kupować broń, to może, ale USA już nie kupują broni i nie wysyłają jej na Ukrainę - oznajmił Vance.

Newsmax zapytała Zełenskiego o tę wypowiedź Vance'a. - Nie zgadzam się z wiceprezydentem. Jesteśmy otwarci. Nie jesteśmy wrogami. Rosja to wróg (...) i zawsze będzie wrogiem USA. (...) Nie są sojusznikami. I jeśli wiceprezydent jest dumny z tego, że nam nie pomaga, to znaczy, że pomaga Rosjanom. I nie sądzę, że to wzmacnia USA - powiedział Zełenski.

- Może wiceprezydent chciał powiedzieć, że to przyspieszy pokój, jeśli USA nie będą nam pomagać bronią. Ale z Rosją to tak nie działa, Rosja nie akceptuje słabości - dodał.

Administracja Donalda Trumpa po dojściu do władzy wstrzymała nowe wsparcie militarne dla Ukrainy. Amerykanie wciąż jednak pomagają Ukraińcom wywiadowczo. W ramach programu PURL sojusznicy finansują zakup broni i amunicji dla Ukrainy z amerykańskich składów.

Zełenski został też zapytany, czy Waszyngton zwracał się do Kijowa z prośbą o to, by Ukraińcy przestali atakować rafinerie i infrastrukturę energetyczną w Rosji w związku z wojną z Iranem.

- Otrzymaliśmy wiadomości od partnerów, żebyśmy może ze względu na to wyzwanie na Bliskim Wschodzie nie atakowali pewnej infrastruktury, infrastruktury energetycznej w Rosji. Oczywiście powiedziałem: nie, będziemy odpowiadać (na rosyjskie ataki). Zaprowadźmy rozejm energetyczny. Ale nikt tego nie zaproponował. (...) My jesteśmy na to otwarci. Ale jeśli Rosja nas atakuje, będziemy odpowiadać w każdy sposób - odparł ukraiński prezydent.

Potwierdził, że Ukraina wysłała wsparcie do pewnych krajów na Bliski Wschód i przekazał, że o takie wsparcie wystąpiły też "niektóre instytucje w USA". - Oczywiście jesteśmy partnerami i zdecydowaliśmy, że to zrobimy, w tym (dotyczyło to) amerykańskich baz - dodał.

- Więc myślę, że pomogliśmy USA. Jeśli USA sądzą, że nas nie prosili, to OK - powiedział Zełenski.

Przyznał też, że skoncentrowanie się Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie osłabia presję na Moskwę. - Problem polega na tym, że priorytet USA przesunął się teraz na Bliski Wschód. Obawiam się, że jeśli będziemy mieć tylko rozmowy, Rosja nie będzie odczuwać najważniejszej rzeczy, jaką może nam dać Ameryka: presji - podkreślił prezydent.

PAP


Doradca przywódcy Rosji Jurij Uszakow poinformował, że prezydenci USA i Rosji, Donald Trump i Władimir Putin, odbyli w środę ponad półtoragodzinną rozmowę telefoniczną. Dodał, że poruszono tematy Iranu, ewentualnego rozejmu w wojnie z Ukrainą i możliwych projektów ekonomicznych i energetycznych.

Putin zaproponował zawieszenie broni w walkach w Ukrainie podczas Dnia Zwycięstwa, do czego Trump odniósł się przychylnie - przekazał Uszakow, cytowany przez agencję Reutera.

W Rosji Dzień Zwycięstwa jest obchodzony 9 maja. Święto upamiętnia zwycięstwo stalinowskiego ZSRR nad hitlerowskimi Niemcami w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, jak w Moskwie określa się tę część II wojny światowej, w której ZSRR walczył po stronie koalicji antyhitlerowskiej (1941-45).

Doradca Putina ds. polityki zagranicznej dodał, że Trump uważa, iż osiągnięcie porozumienia kończącego wojnę w Ukrainie jest bliskie.

Putin wyraził poparcie dla decyzji Trumpa o przedłużeniu rozejmu w wojnie z Iranem - poinformował Uszakow. Zaznaczył, że w rozmowie zwrócono szczególną uwagę na sytuację w Iranie i Zatoce Perskiej.

Podczas rozmowy Putin potępił też próbę zamachu na Trumpa - uzupełnił Uszakow. 

PAP


Dostęp do baz w Europie jest kluczowy dla operacji przeciwko Iranowi - oświadczył w środę w Izbie Reprezentantów przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów gen. Dan Caine. Odniósł się w ten sposób do pytania dotyczącego krytyki prezydenta Donalda Trumpa pod adresem sojuszników z NATO.

Caine odpowiedział na pytanie republikańskiego kongresmena Mike'a Turnera, który chciał, by generał w obliczu krytyki pod adresem sojuszników z NATO podkreślił wagę dostępu do baz w Europie podczas wojny z Iranem.

- Z czysto wojskowego punktu widzenia, sojusznicy i sojusze są bardzo ważne, a pan lepiej niż ja wyartykułował wagę dostępu, baz i praw do przelotu - powiedział najwyższy rangą dowódca i doradca wojskowy prezydenta. - Co do tego kim są ci sojusznicy i jaka jest ich jakość, zostawię to cywilnym przywódcom, ale z pewnością doceniamy tych sojuszników, którzy nam pomogli - dodał. Dopytywany, czy wsparcie to było niezbędne, odpowiedział twierdząco.

Krytykę sojuszników ze strony prezydenta Trumpa potępiło też podczas wysłuchania kilku Demokratów, w tym wiceprzewodniczący komisji ds. sił zbrojnych Adam Smith. Podkreślił, że NATO jest sojuszem obronnym i że nielogicznym jest żądanie od sojuszników dołączenia do lekkomyślnej wojny rozpoczętej bez konsultacji z nimi.

Generał Caine mówił też o obecnym wsparciu USA dla Ukrainy. Zaznaczył, że jest ono kontynuowane w formie dzielenia się informacjami wywiadowczymi. 

PAP


Koszt operacji Epicka Furia, czyli wojny z Iranem, trwającej od 28 lutego, to dotychczas 25 mld dolarów - powiedział w środę Izbie Reprezentantów Jules Hurst, urzędnik odpowiedzialny za finanse Pentagonu. Większość z tych kosztów to koszt zużytej amunicji.

Hurst podał te szacunkowe koszty wojny z Iranem podczas wysłuchania przed komisją ds. sił zbrojnych Izby Reprezentantów. Wysłuchanie dotyczyło projektu budżetu obronnego, opiewającego na rekordowe 1,5 bln dolarów.

- W tej chwili wydajemy około 25 mld dolarów na operację Epicka Furia. Większość z tego to amunicja, ale część to koszt naprawy i zastąpienia uszkodzonego sprzętu - powiedział Hurst, dyrektor finansowy ministerstwa.

Były to pierwsze oficjalne liczby podane przez Pentagon i dotyczące wojny z Iranem. Hurst zapowiedział też, że resort obrony wkrótce zwróci się do Kongresu z prośbą o uchwalenie dodatkowych środków w związku z wojną. Szef Pentagonu Pete Hegseth sugerował wcześniej, że pakiet ten może wynieść 200 mld dolarów.

Jest to osobny pakiet od budżetu Pentagonu, o który wnioskuje Biały Dom. Budżet ten miałby wynieść 1,5 bln dolarów, czyli o 50 proc. więcej niż w tym roku. Hegseth zapowiedział, że pieniądze zostaną przeznaczone m.in. na zwiększenie produkcji kluczowych typów amunicji, m.in. rakiet PAC-3 do systemów Patriot, pocisków SM-3 i SM-6 do tarczy przeciwrakietowej Aegis i THAAD, pocisków Tomahawk, czy Precision Strike Missile (PrSM). Według analizy think tanku CSIS, podczas wojny z Iranem USA zużyły około 30-50 proc. całego arsenału tych pocisków.

Hegseth krytykował też administrację poprzedniego prezydenta Joe Bidena za przekazanie Ukrainie "setek miliardów dolarów w sprzęcie" bez odpowiedniego nadzoru.

PAP


Apple zazwyczaj kojarzy nam się z firmą produktową, jednak w praktyce jest to także ogromna firma logistyczna. Sprawne zarządzanie łańcuchem dostaw jest obecnie jedną z największych przewag Apple nad konkurencją — zwłaszcza obecnie, gdy dostęp do podstawowych komponentów, takich jak pamięć komputerowa, dzieli świat technologii na zwycięzców i przegranych. W znacznej mierze jest to zasługa właśnie Tima Cooka, który zaczął budować to logistyczne imperium jeszcze w czasach, gdy był podwładnym Steve'a Jobsa.

To przewaga mało widowiskowa, ale fundamentalna. Apple przez lata potrafiło utrzymywać wysokie marże, kontrolować premiery, sprawnie skalować produkcję i jednocześnie pilnować jakości. Ta precyzja niczym ze szwajcarskiego zegarka przełożyła się bezpośrednio na wyniki firmy — jej skala i stabilność są zbudowane właśnie na logistycznym fundamencie Tima Cooka.

businessinsider.com.pl