piątek, 10 lutego 2023


Wiele wskazuje na to, że Rosjanie mają plany ograniczone do Donbasu i wschodniego krańca Ukrainy. Ukraińcy twierdzą, że zauważone koncentracje rosyjskiego wojska wskazują na uderzenia najdalej na zachód w rejonie Charkowa na północy i Mariupola na południu. Oznacza to prawdopodobnie powtórkę próby okrążenia i zniszczenia ukraińskich sił w Donbasie, którą Rosjanie już raz podjęli wiosną ubiegłego roku.

Do piątku przed południem główne rosyjskie siły nie są jeszcze zaangażowane w walkę. Nie rozpoczęły się żadne nowe uderzenia. Jedynie doszło do nasilenia działań, które Rosjanie prowadzili już od dni, tygodni lub wręcz miesięcy. Można to najpewniej traktować jako próbę ściągnięcia możliwie dużych ukraińskich sił na front, aby ograniczyć rozmiar dostępnych rezerw albo jako próbę wybadania bojem pozycji obronnych Ukraińców, przed skierowaniem głównych sił na wykryte słabe punkty. Elementem przygotowań mogą być też wzmożone ataki rakietowe na ukraińską infrastrukturę, które trwają od piątku rano.

Niezależnie od tego najcięższe walki ciągle toczą się w rejonie Bachmutu, gdzie atakują w coraz większym stopniu regularnie rosyjskie oddziały, a nie nieregularna organizacja Wagnera. Ta ostatnia po poniesieniu ciężkich strat w ciągu ostatnich miesięcy przestała być zdolna do prowadzenia szerzej zakrojonych działań. Brakuje kolejnych chętnych do brania udziału w szaleńczych frontalnych atakach na Ukraińców, ponieważ wieści o niskich szansach przeżycia rozprzestrzeniły się po rosyjskich więzieniach i rekrutacja grupy Wagnera doznała zawału. Rosyjskie dowództwo najwyraźniej postanowiło pomimo tego osiągnąć sukces pod Bachmutem za wszelką cenę i rzucono na ten odcinek znaczne siły wojska regularnego.

Rosyjskie postępy w rejonie miasta są wyraźne. Celem jest okrążenie Bachmutu i odcięcie go od zaplecza, co albo zmusi Ukraińców do wycofania się, albo zamknie część ich oddziałów w okrążeniu i skaże na zniszczenie. W ciągu ostatniego tygodnia największy sukces Rosjanie odnieśli na północ od Bachmutu, w rejonie wsi Błahodatne położonej obok zdobytego w styczniu Sołedaru. Udało im się przełamać ukraińską obronę opartą o linię kolejową, rzeczkę Bachmutka i niskie wzniesienia za nimi. Ukraińcy rzucili do zablokowania tego wyłomu trzymane w odwodzie elementy 30 Brygady Zmechanizowanej. Do momentu jak zostali zatrzymani, Rosjanom udało się wbić na kilka kilometrów w głąb i dotrzeć w rejon drogi M-03, która nie jest już jednak od dawna używana do zaopatrywania Bachmutu.

Sukces w rejonie Błahodatne oznacza znaczne pogorszenie sytuacji obrońców położonej bliżej Bachmutu wsi Paraskowiwka, którą teraz Rosjanie mogą atakować z obu flank. W praktyce będzie to najpewniej oznaczać stopniowe zwijanie ukraińskiej obrony na północ od miasta i dalsze wychodzenie na jego tyły. Podobnie dzieje się na południu, gdzie ponawiane silne uderzenia zaprowadziły Rosjan na przedpole wsi Iwaniwskie, ostatniej przeszkody przed ostatnią dobrą drogą zaopatrzeniową do miasta. Ciężkie walki toczą się też w samym Bachmucie, głównie w jego północno-wschodnich dzielnicach. Rosjanie mają tam pewne postępy, ale powolne. Ukraińcy regularnie kontratakują, kiedy tylko przeciwnik posunie się do przodu. Jednak ogólnie sytuacja obrońców miasta nieustannie się pogarsza. Tak jak pisaliśmy wcześniej, bez istotnego ukraińskiego przeciwdziałania, ewakuacja Bachmutu może stać się koniecznością jeszcze w lutym.

Jednocześnie Rosjanie istotnie wzmocnili presję dalej na północ, w rejonie Siwerska i Kreminnej. Na razie bez sukcesów, choć walki miejscami są intensywne, ale nie są to jeszcze ataki zakrojone na dużą skalę. Niezależnie od tego oznaczające dla Rosjan straty, w tym takie symboliczne. W lasach w rejonie Kreminnej Ukraińcy zniszczyli jeden z nielicznych rosyjskich wozów wsparcia ogniowego Terminator, który jest po stronie rosyjskiej traktowany jako coś szczególnego, głównie z tego powodu, że żadne inne państwo czegoś takiego nie zbudowało. Nie, ponieważ to trudne, ale po prostu relacja koszt/możliwości takich pojazdów jest dyskusyjna.

Ukraińcy na całym tym odcinku frontu ewidentnie przeszli do defensywy po wielu miesiącach bycia stroną aktywną, wywierającą presję na Rosjan. Na szczęście Ukraińców mają oni do dyspozycji dobrą linię obrony opartą o rzekę Żerebiec, sztuczne zbiorniki wodne w jej biegu oraz wzgórza na zachodnim brzegu i ruiny wiosek na wschodnim. Do tego atak jest zawsze trudniejszy niż obrona, a Rosjanie już wiele razy pokazali, że mają problemy z kompetentnym dowodzeniem.

Nie brakuje też sugestii, że Rosjanie będą atakować w rejonie położonego dalej na północ Kupiańska, strategicznego miasta nad rzeką Oskił. Po miesiącach ciszy toczą się tam coraz bardziej intensywne walki, ale na razie nie ma wielu konkretnych informacji.

Nic wyraźnie nowego nie dzieje się też w rejonie samego Doniecka. Nieustannie trwają walki w okolicy kluczowych Awdijiwki oraz Marinki, ale z identycznym skutkiem jak od miesięcy. Rosyjski atak, kontakt z ukraińskimi obrońcami, straty, wycofanie i od początku. Przebieg linii frontu nie zmienił się istotnie od miesięcy. Z rosyjskich źródeł napływają teraz wieści, że około dwóch tygodni temu w rejonie Awdijiwki też miał się zacząć jakiś poważniejszy atak w rodzaju tego dalej na południe w pobliżu Wuhłedaru. Miał być jednak tak źle zaplanowany, zorganizowany i przeprowadzony, że Ukraińcy prawie bez strat własnych zniszczyli dwie kompanie (do około 200 ludzi) Rosjan, a pozostałe w odwodzie pododdziały odmówiły wejścia do walki. Wszystko skończyło się tak szybko, że nie zrobiło się o tym głośno.

Nieco inaczej rozwinęły się walki w rejonie wspomnianego Wuhłedaru w obwodzie donieckim. Rosjanie próbują tam nacierać już ponad dwa tygodnie. Niezmiennie kończy się to dla nich tak samo, czyli katastrofalnie. Ukraińcy praktycznie nie oddali terenu i zadają Rosjanom ciężkie straty, dokumentowane nagraniami z dronów. Rosyjskie natarcia czołgów i bojowych wozów piechoty są rozbijane przy pomocy kombinacji min, artylerii oraz rakiet przeciwpancernych. Od początku walk straty można swobodnie liczyć w dziesiątkach pojazdów i setkach, jeśli nie ponad tysiącu zabitych oraz rannych. Pomimo tego do ataku są kierowane kolejne pododdziały, stopniowo ściągane w rejon walk w miejsce tych wykrwawionych. W awangardzie całej tej lokalnej ofensywy mają iść teoretycznie elitarne brygady piechoty morskiej (głównie 155 z Floty Pacyfiku). Jeśli tak wygląda więc efektywność najlepszych rosyjskich oddziałów w zetknięciu z dobrą ukraińską obroną, to można mówić o dobrym prognostyku na najbliższe tygodnie.

gazeta.pl

5 lutego weszły w życie decyzje Rady Europejskiej o embargu na import do UE rosyjskich produktów naftowych i jednoczesne objęcie ich pułapem cenowym (price cap) w odniesieniu do państw trzecich. Limit ustanowiono na 100 dolarów za baryłkę w przypadku lekkich (tj. bardziej przetworzonych) frakcji – np. oleju napędowego czy benzyny, sprzedawanych z premią w stosunku do surowej ropy – i 45 dolarów za baryłkę w przypadku frakcji cięższych – np. mazutu. Oznacza to, że europejskie podmioty nadal będą mogły transportować drogą morską do państw trzecich produkty naftowe z Rosji w cenach kontraktowych nie wyższych niż podane powyżej, a także świadczyć wszelkie usługi związane z ich przesyłem (pomoc techniczną, pośrednictwo czy usługi finansowe) – zgodnie z szóstym pakietem sankcyjnym UE z czerwca 2022 r. miały być one całkowicie zabronione. Jednocześnie zdecydowano, że pułap nie będzie obowiązywał w 55-dniowym okresie przejściowym w odniesieniu do statków przewożących rosyjskie produkty naftowe, które były załadowane do 5 lutego, a zostaną rozładowane przed 1 kwietnia 2023 r.

Pułap cenowy uzgodniono przy ścisłej współpracy wszystkich państw G7 oraz Australii. Podobne ograniczenia – zakaz importu i limit cenowy – obowiązują już od 5 grudnia 2022 r. w stosunku do rosyjskiej surowej ropy. Zachodnia koalicja zapowiedziała przegląd wysokości obowiązującego limitu na ten surowiec (aktualnie to 60 dolarów za baryłkę) w połowie marca br.

Komentarz

•  Ustalenie limitów cenowych na rosyjską surową ropę i produkty naftowe miało przeciwdziałać destabilizacji globalnego rynku i nie dopuścić do nagłego wzrostu ich cen w związku z wprowadzeniem unijnego embarga. W konsekwencji dochody budżetowe Rosji miały się zmniejszyć. Pierwsze efekty obowiązywania embarga i limitu cenowego na surową ropę demonstrują, że zakładane cele zostały osiągnięte. Światowe ceny ropy naftowej od początku grudnia utrzymują się na tym samym poziomie (baryłka marki Brent kosztuje 80–85 dolarów, jest nawet o ok. 20 dolarów tańsza niż w sierpniu), zaś według Ministerstwa Finansów FR średnia cena rosyjskiej ropy marki Urals w styczniu br. wyniosła niespełna 50 dolarów za baryłkę i była o ponad 40% niższa niż przed rokiem (najniższa cena od grudnia 2020 r.). W efekcie dochody FR z sektora naftowego skurczyły się w styczniu br. o prawie 44% r/r (zob. wykres), a rząd musiał sięgnąć po rezerwy z Funduszu Dobrobytu Narodowego (FDN), aby zrekompensować budżetowi brakujące prawie 55 mld dolarów. Zgodnie z rosyjskimi prognozami w lutym do kasy państwa może nie wpłynąć kolejnych 108 mld rubli dochodów naftowo-gazowych. Jeżeli cena ropy Urals utrzyma się na poziomie 50 dolarów za baryłkę, to deficyt może wzrosnąć o 2 bln rubli – do 5 bln rubli (równowartość 70 mld dolarów po obecnym kursie), gdyż skalkulowano go przy założeniu średniej ceny ropy na poziomie 70 dolarów za baryłkę.

•  Mimo kurczących się wpływów do budżetu FR (łączne dochody w styczniu wyniosły niespełna 1,4 bln rubli, tj. 35% mniej niż w analogicznym okresie ub.r.) władze dynamicznie zwiększają wydatki. W styczniu rząd wydał ponad 3,1 bln rubli, tj. o prawie 60% więcej niż przed rokiem i ponad 10% nakładów zaplanowanych na cały 2023 r. Sugeruje to, że deficyt może jeszcze wzrosnąć. Dzięki posiadanym rezerwom i petrodolarom uzyskanym w 2022 r. Kreml wciąż dysponuje środkami, aby sfinansować wydatki w bieżącym roku, lecz utrzymanie ich na tak wysokim poziomie w kolejnych latach będzie dużym wyzwaniem. Dla przykładu na koniec grudnia 2022 r. wartość płynnych środków FDN wynosiła 6,1 bln rubli. Ponadto sukcesywnie rosną obciążenia nakładane na biznes, zwłaszcza na sektor energetyczny. Rząd zapowiedział też zmianę od 1 marca br. metodologii ustalania średniej ceny ropy Urals, będącej podstawą opodatkowania koncernów naftowych. Z doniesień wynika, że może być ona w dużej mierze regulowana przez władze (obecnie opiera się na rynkowych szacunkach agencji Argus), co jeszcze zwiększy koszty sektora.

•  Jak dotąd rosyjskie firmy naftowe nie odczuły w pełni wymierzonych w nie zachodnich restrykcji. Przede wszystkim z unijnego embarga na import ropy ciągle wyłączone są dostawy rurociągami (płynie ona do Polski, Czech, na Słowację i Węgry) oraz morzem do Bułgarii (co wynika z trudności w alternatywnym zaopatrzeniu tego kraju). Ponadto dzięki wysokim cenom surowca w pierwszym półroczu 2022 r. koncerny uzyskały znaczne dochody, które rekompensowały jego niższą wartość pod koniec roku. Na razie Rosja utrzymuje wysoką produkcję ropy (w 2022 r. odnotowano nawet jej wzrost o 2%, do 535 mln ton). Surową ropę przekierowano zwłaszcza do Indii, Chin i Turcji. Z kolei produkty naftowe (głównie olej napędowy) do 5 lutego wciąż trafiały w dużych ilościach do państw unijnych, które robiły ich zapasy przed wprowadzeniem sankcji. Ponadto rosyjskie firmy zwiększały ich dostawy do krajów afrykańskich i Turcji.

•  Według rosyjskich danych w 2021 r. FR wyeksportowała ponad 144 mln ton produktów naftowych (ok. 60% z nich stanowiły lekkie frakcje), z czego do UE trafiało ok. 60% (niespełna 15% zapotrzebowania wspólnoty). Odcięcie tamtejszych produktów naftowych od unijnego rynku może okazać się zatem poważnym problemem, ponieważ ich przekierowanie do alternatywnych odbiorców napotyka wiele barier. Przede wszystkim skomplikowana jest ich logistyka (potrzeba wielu małych tankowców, lekkie frakcje nie powinny być ładowane na jednostki wcześniej przewożące mazut, żeby nie uległy zanieczyszczeniu itp.), co czyni ich transportowanie na duże odległości mało opłacalnym. Wyzwaniem będzie także znalezienie nowych odbiorców. Na rynku azjatyckim, z którym Kreml wiąże duże nadzieje, panuje silna konkurencja i wątpliwe, żeby najwięksi gracze (Chiny i Indie) dopuścili do niego rosyjskie olej napędowy czy benzynę, a dostarczanie tam mazutu może okazać się nierentowne. Afryka czy Turcja nie będą zaś najprawdopodobniej w stanie wchłonąć całości eksportu. Zapewne Rosja postara się więc zwiększać dostawy surowej ropy do państw spoza Zachodu, skąd produkty naftowe trafią do Europy. W ten sposób koncerny spróbują ograniczyć spadek wydobycia (prognozowany na 5–7% w 2023 r.). Uderzy to jednak w rosyjskie rafinerie – m.in. szacuje się, że produkcja diesla zmaleje o ok. 12%. Dodatkowo zakłady te w większości nie zostały zmodernizowane i wytwarzają duże ilości niskoprzetworzonych surowców, z którymi nie będą miały co zrobić.

•  Niewątpliwe rosyjskie firmy – tak jak dotychczas – będą próbowały obchodzić zachodnie sankcje. Z licznych śledztw dziennikarskich wynika, że wykorzystują one w tym celu „szarą” flotę tankowców (jej właściciele pozostają nieznani), ukrywają pochodzenie surowca poprzez korzystanie z wielu pośredników, mieszają różne rodzaje ropy czy przeładowują ją na otwartym morzu. Niewątpliwie dzięki tym procederom część rosyjskiego surowca udaje się dostarczyć do państw zachodnich lub przetransportować z pomocą unijnych firm mimo przekroczenia limitu cenowego. Jak pokazują wyniki budżetu, obchodzenie restrykcji nie jest raczej masowe. Mechanizmy te skutkują bowiem zwiększeniem kosztów dostaw i wymuszają wyższe upusty, co ogranicza zarobki Moskwy, ale pozwala bogacić się pośrednikom.

osw.waw.pl

Opozycyjni wobec Władimira Putina dziennikarze śledczy w „runecie" (rosyjskich mediach społecznościowych) poinformowali, że tzw. Grupa Wagnera ma być wcielana w skład regularnej rosyjskiej armii i traci swój „niezależny status". Przypomnijmy, że prywatna wojskowa firma powiązana z Kremlem była obecna, w zasadzie, na wszystkich wojnach Władimira Putina. Wagnerowcy pilnowali rosyjskiej geopolityki w Syrii, Afryce (od Mali do Republiki Środkowoafrykańskiej) oraz na wschodniej Ukrainie. Z najemnego pułku w liczbie ok. 2 tys. kontraktorów rozrosła się dziesięciokrotnie do niezależnego politycznie korpusu z etatem ponad 20 tys. najemników. Pojawiają się także źródła o liczbie 50 tys. wagnerowców, ale traktuję ją jako sumę wszystkich wagnerowców (w tym hospitalizowanych, trenowanych, rekrutowanych), a nie frontowego korpusu. Bardziej prawdopodobne jest to, że na bachmuckim odcinku frontu zaangażowano korpus bojowy równorzędny dwóm dywizjom. W wagnerowskim korpusie obowiązuje specyficzna hierarchia. Na jednego wagnerowskiego kontraktora ma przypadać czterech „zeków", czyli wyciągniętych z kolonii karnych i więzień kryminalistów. Ci ostatni są tzw. „jednorazową piechotą", czyli pierwszym rzutem do przeprowadzania zwiadu bojem. Drastyczny wzrost liczebności tzw. Grupa Wagnera zawdzięcza masowej akcji rekrutacji wśród kryminalistów.

W bitwie bachmuckiej zginęło 4 tysiące wagnerowców, a 10 tys. zostało rannych. Oznacza to 14 tys. wyeliminowanych z walki (pamiętajmy, że wśród rannych są osoby objęte amputacjami albo nawet ciężko ranne, które nie przeżyją w szpitalu, a przy poziomie rosyjskiej medycyny pola walki i panującym na froncie warunkom atmosferycznym nawet mniejsze kontuzje wykluczają z boju i przedłużają rekonwalescencję). A w tej statystyce nie ujęto jeńców. Oznacza to wykluczone z walk przynajmniej 70 proc. stanu osobowego frontowego korpusu. Nie przez przypadek pod Bachmut zaczęto podciągać regularne jednostki Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, które zastępują wagnerowców. Bitwa, która była priorytetem rosnącego w polityczne wpływy Prigożyna została zaczęta wagnerowskimi rękami, ale w tej chwili – gdy Rosjanie wdarli się do wschodniej części miasta – jest prowadzona rosyjskim wojskiem. Tak wysokie straty oznaczają w praktyce eliminację korpusu z walki, chociaż w tym wypadku główną ideą użycia korpusu złożonego z kryminalistów było użycie go jako „armatniego mięsa". Póki co nie osiągnięto strategicznego celu w postaci zajęcia Bachmutu, ale z pewnością zrealizowano koncepcję użycia „jednorazowej piechoty". Gdy padał Sołedar, Jewgienij Prigożyn fotografował się ze swoimi najemnikami i chełpił zwycięstwem. Uznawano to za sukces. W praktyce jednak ma to polityczne implikacje, z których Prigożyn nie do końca wychodzi zwycięsko (podobnie jak jego ludzie, których ciała masowo zaległy na polach „ziemi niczyjej" pod Bachmutem).

Ważnym czynnikiem jest to, że Bachmutu jednak wagnerowcy nie zdobyli. Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej w politycznym konflikcie są „koterią", która musi dokończyć operację po Prigożynie. W walkach frakcji na Kremlu Prigożyn pod Bachmutem wcale ostatecznie nie zyskał. Triumfalne zdobycie miasta mogło być argumentem – Sołedar to za mało. Prigożyn krytykował rosyjski resort obrony, że jego ludzie są przez rosyjskie wojsko dyskryminowani, że nie mają zaopatrzenia oraz broni. W rosyjskich mediach społecznościowych był to popularny argument, ponieważ gołym okiem widać siermięgę rosyjskiej logistyki polowej . Przetrzebiony, zredukowany z dwóch dywizji, do dwóch brygad, wagnerowski korpus po miesiącach walk musi przedstawiać nędzny obraz, więc jego przetrwanie jest uzależnione od rosyjskiego dowództwa wojskowego.

Mianowanie generała Walerija Gierasimowa głównodowodzącym wojsk inwazyjnych oraz odwołanie gen. Sergieja Surowikina – człowieka Prigożyna oznacza, że takiej a nie innej formy wchłaniania tzw. Grupy Wagnera możemy się spodziewać. Gierasimow jako „mózg" inwazji był między wierszami krytykowany przez frakcję Prigożyn-Kadyrow, choć głównie to Sergiej Szojgu stał -ich zdaniem- się winowajcą rosyjskich klęsk. Szojgu wciąż pozostaje ministrem obrony, a mianowanie Gierasimowa oznacza utrzymanie go przy politycznym „życiu" na Kremlu.

Brak zrealizowania operacyjnego celu, ogromne straty, polityczne osłabienie w postaci odwołania Surowikina sprawiły, że – co wskazuje agencja UNIAN – Gierasimow oczekuje od Prigożyna, że ten się ukorzy i sam zaproponuje włączenie w plany Sztabu Generalnego zrzekając się swojej wojennej autonomii. Użycie wagnerowców na froncie jest korzystne dla Moskwy, która ma problem z branką „rekrutów" na front. Pustoszeją więzienia, a front jest „łatany" jakimkolwiek wojskiem. Kreml nie zrezygnuje z tej praktyki bo wysyłanie „zeków" do walki ma w Rosji dlugą tradycję. Problem w tym, że Prigożyn nie ma tyle broni, amunicji i chętnych kontraktorów, by odbudować swój korpus jak miało to miejsce w roku 2022. Nawet jeżeli uzupełni straty to jest zdany na łaskę krytykowanego przez niego Szojgu. A na przełomie roku, na fali wzrostu wpływów Prigożyna na Kremlu, media spekulowały nawet czy nie zastąpi on Władimira Putina.

defence24.pl

Rosja straciła na Ukrainie około połowy wszystkich swoich czołgów — przekazała asystent sekretarza obrony USA ds. bezpieczeństwa narodowego Celeste Wallander. Dodała jednak, że spodziewa się, iż Rosja pozostanie znaczącym zagrożeniem militarnym przez dłuższy czas

Podczas rozmowy w think-tanku Center for New American Security (CNAS) Wallander mówiła, że "konwencjonalne, zwłaszcza lądowe siły Rosji w Europie, zostały znacząco zdegradowane. Prawdopodobnie straciła połowę swoich zasobów czołgów albo zniszczonych w walce, albo przejętych przez Ukraińców. Około 80 proc. lądowych zasobów wojskowych jest poświęcona na inwazję Ukrainy" — wyliczała.

Zaznaczyła jednak, że mimo sankcji osłabiających produkcję rosyjskiego sektora zbrojeniowego Rosja jest w stanie "zapchać dziury" dzięki współpracy z Iranem, jej siły powietrzne i morskie pozostają stosunkowo nienaruszone i ma do dyspozycji głębokie rezerwy ludzkie.

"Jak powiedział jeden z moich kolegów, Rosja jest doraźnym zagrożeniem, ale dolegliwością chroniczną. Więc nie spuszczamy z oczu tego faktu, że nawet jeśli Rosja stoi w obliczu strategicznej klęski na Ukrainie, pozostanie militarnie znaczącym przeciwnikiem i musimy odpowiednio przystosować do tego rozmiar naszych planów" — dodała.

Podkreśliła, że to, jak powinna wyglądać struktura sił NATO na wschodniej flance, jest obecnie przedmiotem prac przed lipcowym szczytem Sojuszu w Wilnie.

PAP

3 lutego premier Norwegii Jonas Gahr Store wraz z ministrami obrony narodowej i finansów poinformowali, że Oslo zakupi 54 czołgi Leopard 2A7 z opcją na kolejne zamówienie 18 wozów w przyszłości. Całościowego kosztu kontraktu, który obejmuje też szkolenie i części zamienne, nie ujawniono, choć poinformowano, że nie przekroczy on 1,769 mld euro. Dostawy zaplanowano na lata 2026–2031. Podjęta decyzja jest rezultatem wieloletniego przetargu i testów porównawczych niemieckiego czołgu Leopard z koreańskim K2 Black Panther. Nowe maszyny całkowicie zastąpią dotychczas używane w norweskich wojskach lądowych wozy tego typu.

Komentarz

•  Norwegia posiada 52 czołgi Leopard 2A4NO, które w 2001 r. odkupiła od Holandii – 36 z nich pozostaje w służbie, a 16 zmagazynowano jako rezerwę. Znajdują się one na wyposażeniu dwóch norweskich batalionów (po 18 wozów) w Setermoen na północy kraju i w Rena na północ od Sztokholmu, które operują w ramach jedynej brygady wojsk lądowych tamtejszych sił. Zakup nowych pojazdów był krytykowany przez norweskiego  szefa obrony generała Eirika Kristoffersena, który wskazywał, że środki finansowe na ten cel powinno się przeznaczyć na pozyskanie nowych śmigłowców (Norwegia zrezygnowała z NH90 i potrzebuje ich następcy) oraz artylerii rakietowej dalekiego zasięgu. Jego sprzeciw wywołał dyskusje w środowisku eksperckim na temat roli i potrzeby utrzymywania czołgów w Norweskich Siłach Zbrojnych. W przypadku potencjalnej wojny z Rosją brak wojsk pancernych oznaczałby w dużym stopniu uzależnienie możliwości obrony oraz odbijania własnego terytorium od potencjału militarnego Szwecji, Finlandii i innych sojuszników.

•  Testy porównawcze pokazały, że zarówno K2, jak i Leopard 2A7 spełniają norweskie wymagania techniczne. Silną stroną koreańskiej oferty było szybkie rozpoczęcie dostaw, które mogłyby być uruchomione już w br. Za takim wyborem przemawiała także dotychczasowa współpraca z tym państwem. W 2017 r. Norwegia zamówiła tam 24 armatohaubice K9, które już trafiły do służby, a w 2022 r. zakontraktowała kolejne cztery. Na czołgi z RFN Norweskie Siły Zbrojne będą musiały poczekać dłużej, ponieważ ich producent – niemiecka firma KMW – ma ograniczone moce produkcyjne. W latach 2023–2025 dostarczy ona 44 Leopardy 2A7HU zakontraktowane w 2018 r. przez Węgry, a z uwagi na brak dużych zamówień KMW nie opłaca się zwiększać rocznego wolumenu produkcji. Berlin miał jednak zaoferować lepsze warunki współpracy dwustronnej w dziedzinie przemysłu, logistyki i wsparcia eksploatacji, choć ich szczegółów nie ujawniono. Decyzja Oslo o zakupie czołgów Leopard 2A7 wynika również z szerszego kontekstu. Leopardy (w różnych wersjach) są bowiem używane przez Szwecję, Finlandię i Danię, co oznacza, że wybranie innej platformy zmniejszyłoby interoperacyjność norweskich wojsk lądowych z bezpośrednimi sojusznikami w regionie nordyckim.

•  Dalsze wzmacnianie norwesko-niemieckich relacji w dziedzinie bezpieczeństwa było istotnym powodem decyzji Oslo, które współpracowało dotąd z Berlinem głównie w obszarze marynarek wojennych obu państw. W 2019 r. Norwegia zamówiła cztery okręty podwodne 212CD produkowane przez niemiecki TKMS (pierwszy z nich ma wejść do służby w 2029 r.). Z kolei w 2021 r. RFN nabyła nieujawnioną liczbę norweskich pocisków przeciwokrętowych NSM dla swoich fregat typu F124 i F125. Ze względu na obawy o bezpieczeństwo infrastruktury energetycznej na norweskim szelfie po sabotażu na gazociągach Nord Stream 1 i 2 od jesieni 2022 r. niemiecka marynarka wojenna zaangażowała się – wraz z Wielką Brytanią – we wzmożone patrolowanie akwenu Morza Północnego. W listopadzie 2022 r. Oslo i Berlin zaproponowały utworzenie centrum koordynacji ochrony infrastruktury podwodnej w NATO. Ponadto Norwegia stała się w 2022 r. – po odcięciu dostaw przez Rosję – kluczowym eksporterem gazu do RFN. Co więcej, Niemcy importują także norweską ropę. Oba kraje uzupełniają partnerstwo energetyczne o nowe obszary (szerzej zob. Niemiecko-norweski sojusz energetyczny).

•  Późne rozpoczęcie dostaw nowych czołgów oznacza, że Norwegia nie będzie mogła bez utraty własnego potencjału szybko przekazać Ukrainie znacznej liczby Leopardów 2A4NO. Decyzję o przystąpieniu do międzynarodowej koalicji na rzecz udostępnienia tych wozów Kijowowi rząd norweski ogłosił 26 stycznia, jednak do tej pory nie określił zakresu swojego udziału. W tej sprawie trwają jeszcze konsultacje między resortem obrony a siłami zbrojnymi. Z ciężkiego uzbrojenia dla Kijowa Oslo przekazało do tej pory 22 samobieżne armatohaubice M109A3GN, a ponadto – wraz z Niemcami i Danią – finansuje zakup 16 słowackich armatohaubic Zuzana 2. Norwegia dostarczyła też trzy wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe M270 MLRS Wielkiej Brytanii (do modernizacji), co umożliwiło oddanie takiej samej liczby brytyjskich wyrzutni Ukrainie.

osw.waw.pl