sobota, 22 listopada 2025



"Republikanie z Izby Reprezentantów powinni głosować za ujawnieniem akt Epsteina, ponieważ nie mamy nic do ukrycia i nadszedł czas, aby odejść od tej mistyfikacji Demokratów" — napisał w niedzielę wieczorem na Truth Social, dodając: "NIE OBCHODZI MNIE TO! Jedyne, na czym mi zależy, to aby republikanie WRÓCILI DO RZECZY" i zajęli się kwestiami gospodarczymi.

To zwrot Trumpa o 180 stopni po wielu miesiącach walk o projekt ustawy, która zmusiłaby Departament Sprawiedliwości do ujawnienia wszystkich akt dotyczących Epsteina. W zeszłym tygodniu wysiłki Trumpa i spikera Izby Reprezentantów Mike'a Johnsona, aby zapobiec głosowaniu nad projektem, zakończyły się fiaskiem. Stało się tak, mimo że Biały Dom intensywnie na to naciskał, próbując utrzymać republikanów w ryzach. Głosowanie ma się odbyć we wtorek.

Pod koniec ubiegłego tygodnia Trump i Johnson wydawali się bezsilni. Chcieli powstrzymać grupę nawet 100 Republikanów przed złamaniem dyscypliny partyjnej i głosowaniem wraz z Demokratami za ujawnieniem akt.

Sytuacja pogorszyła się w weekend. W Partii Republikańskiej się gotuje. Ujawniamy kulisy walki prezydenta ze swoimi dawnymi wyznawcami.

Trump ostro zaatakował werbalnie republikańskiego kongresmena Thomasa Massiego z Kentucky. Massi przewodzi bowiem politycznej grupie, która chce wymusić na Izbie Reprezentantów głosowania w sprawie Epsteina. Prezydent USA, jak twierdzą sami republikanie, ma obsesję na punkcie Massiego. Teraz publicznie skrytykował też Marjorie Taylor Greene, niegdyś bliską sojuszniczkę, która ostatnio zerwała sojusz z Trumpem m.in. w sprawie Epsteina.

(...)

Kongresmen Blake Moore z Utah, wiceprzewodniczący konferencji republikańskiej, mówił w zeszłym tygodniu, że zazwyczaj nie rozmawia o tym, jak będzie głosował.

Z kolei Kevin Hern z Oklahomy, przewodniczący komisji politycznej republikanów w Izbie Reprezentantów, przyznał, że w partii panuje "duże poruszenie" w związku z tym, co należy zrobić. Zapytany o swój własny głos, Hern odpowiedział wymijająco, że "podjęcie tej decyzji nastąpi w odpowiednim momencie".

(...)

Jeszcze w piątek prezydent USA publikował wiele postów na Truth Social, w których oskarżał Demokratów o forsowanie "mistyfikacji Epsteina... w celu odwrócenia uwagi od wszystkich swoich złych polityk i porażek". Nakazał prokurator generalnej Pam Bondi zbadanie powiązań Demokratów z Epsteinem. Według trzech republikanów, którzy przyznają anonimowo w rozmowie z POLITICO, że publikacja postów miała konkretny cel — ograniczenie masowego łamania dyscypliny partyjnej w Partii Republikańskiej podczas głosowania w tym tygodniu.

"Niektórzy słabi republikanie wpadli w ich szpony, ponieważ są miękcy i głupi" — napisał, dodając: "Nie traćcie czasu na Trumpa. Mam kraj do rządzenia!".

Trump zazwyczaj cieszy się ogromną popularnością wśród republikanów w Izbie Reprezentantów i utrzymuje kontrolę żelazną ręką. Rzadko nie są posłuszni prezydentowi. Ostatnio jednak amerykański przywódca dostrzegł oznaki sprzeciwu.

W sprawie Epsteina całkowicie stracił jednak kontrolę. Republikanie na Kapitolu coraz bardziej nieufnie podchodzą do obsesji Trumpa na tym punkcie. Tak twierdzi pięć osób, które anonimowo rozmawiają z POLITICO na temat wewnętrznych sporów w Partii Republikańskiej.

Jeden z wysokich rangą republikanów był zdumiony "nieobliczalnymi" i niepokojącymi wysiłkami Trumpa w zeszłym tygodniu, których celem było zniweczenie ponadpartyjnej inicjatywy Massiego i demokraty Ro Khanny z Kalifornii.

Politycy chcieli sprowadzić republikańską kongresmenkę Lauren Boebert z Kolorado do Pokoju Dowodzenia [Situation Room] w Białym Domu, aby spróbować usunąć jej nazwisko z petycji o zwolnienie, którą podpisała wraz z kongresmenkami Partii Republikańskiej Nancy Mace z Karoliny Południowej i Marjorie Taylor Greene z Georgii.

Wysiłki te zakończyły się niepowodzeniem. Urzędnicy administracji Trumpa w prywatnych rozmowach ostrzegli, że bunt Mace prawdopodobnie będzie ją kosztować poparcie w wyborach na stanowisko gubernatora Karoliny Południowej. Nawet jeden z jej republikańskich przeciwników w tej kampanii, kongresman Ralph Norman, zasugerował w zeszłym tygodniu, że sprawa tego, czy i jak zagłosuje, jest otwarta: — Och, nie wiem. Zobaczymy — odpowiedział lakonicznie.

Głównym źródłem obsesji Trumpa na punkcie głosowania w Izbie Reprezentantów jest Massie, który sprzeciwił się szeregowi ważnych ustaw republikańskich, w tym ustawom o wydatkach i megaustawie, która została przyjęta tego lata. Trump jest teraz zdecydowany usunąć Massiego w przyszłorocznych prawyborach, ale republikanin z Kentucky zdołał przechytrzyć prezydenta, mimo że Trump i Johnson przez wiele miesięcy próbowali go powstrzymać.

Massie mówi, że głosowanie w sprawie Epsteina odzwierciedli sposób, w jaki republikanie zaczynają oceniać świat po Trumpie.

Muszą spojrzeć poza rok 2028 i zastanowić się, czy chcą, aby ta sprawa pozostała w ich aktach przez resztę ich kariery politycznej — tłumaczy.

— W tej chwili można kryć pedofilów, ponieważ prezydent będzie cię bronił, jeśli jesteś w czerwonych [republikańskich] okręgach — taka jest umowa — mówi Massie. — Ale ta umowa działa tylko tak długo, jak długo jest on popularny lub jest prezydentem. [...] Jeśli zastanawiacie się nad tym, co należy zrobić, to jest to dość oczywiste: głosujecie za tym.

Duża grupa republikanów w Izbie Reprezentantów oświadczyła w zeszłym tygodniu, że jest gotowa poprzeć Massiego. Wśród nich są konserwatywni twardogłowi, umiarkowani negocjatorzy i politycy zagrożoneni utratą mandatu, w tym kongresmeni Tom Barrett z Michigan oraz Rob Bresnahan i Ryan Mackenzie z Pensylwanii.

— Jeśli trafi to pod głosowanie, będę za — zaznacza Mackenzie.

Po prawej stronie sceny politycznej Eli Crane z Arizony, Warren Davidson z Ohio, Eric Burlison z Missouri i Tim Burchett z Tennessee oświadczyli, że zamierzają poprzeć projekt. [W zeszłym tygodniu Burchett próbował przegłosować projekt w głosowaniu jawnym, ale Demokraci nalegali na głosowanie imienne].

Bardziej centrowi Jeff Van Drew z New Jersey, Kevin Kiley z Kalifornii i Don Bacon z Nebraski oświadczyli, że zagłosują za przyjęciem projektu. Bacon, który przechodzi na emeryturę, sugeruje, że kampania nacisku ze strony Białego Domu w ostatniej chwili była nieprzemyślana. — Pociąg już odjechał ze stacji, więc powinniśmy iść dalej — przekonuje.

Johnson, argumentując, że republikanie od początku opowiadali się za "maksymalną przejrzystością akt Epsteina", w zeszłym tygodniu dał jasno do zrozumienia, że sam nie zagłosuje za przyjęciem ustawy. Twierdził, że ustawa nie zapewni wystarczającej ochrony ofiarom Epsteina. Massie i Khanna odrzucają taką argumentację.

Khanna już przed zmianą stanowiska Trumpa przekonywał, ustawa prawdopodobnie uzyska powszechne poparcie Demokratów, a także znaczne wsparcie Republikanów.

onet.pl\Politico