To zastanawiające, że największa gospodarka w Europie i trzecia co do wielkości gospodarka na świecie nie przewodzi Europie ani politycznie, ani moralnie w obliczu zagrożenia ze strony Rosji. Przeciwnie — 17 lipca ogłoszony w zeszłym roku przez Berlin wzrost budżetu wojskowego dla Ukrainy został zmniejszony o połowę. Stało się to po tym, jak światło dzienne ujrzała informacja o tym, że służby udaremniły zamach na szefa największej firmy zbrojeniowej w Niemczech.
Wielu Niemców sprzeciwia się również planom Waszyngtonu dotyczącym umieszczenia w ich kraju broni dalekiego zasięgu. (...)
Powojenny pacyfizm, poczucie winy i zbiorowa trauma po erze Hitlera są czynnikami tłumaczącymi postawę wielu Niemców. Do tego dochodzą też jednak inne: interes własny i korupcja. Faktem jest, że przywódcy Niemiec mieli bliskie powiązania z Moskwą i Putinem i nadal je mają. Aby zrozumieć tę skomplikowaną sytuację, porozmawiałam wywiad z Jessicą Berlin, niemiecko-amerykańską analityczką polityczną, konsultantką i starszą pracowniczką naukową w Centrum Analiz Polityki Europejskiej (Center for European Policy Analysis, CEPA). Podsunęła mi kilka ciekawych refleksji.
— Przez ostatnie 50 lat Niemcy kultywowały i utrzymywały wizerunek kraju, w którym już nigdy nic się nie wydarzy — mówi.
— Nasza zachowawczość w kwestiach bezpieczeństwa i polityki zagranicznej była postrzegana jako zaleta. Dla poprzednich pokoleń polityków brak planu obronnego był dobrym planem. Nasze bezpieczeństwo gwarantowały Stany Zjednoczone. Inne kraje europejskie nie chciały widzieć silnych Niemiec aktywnych na arenie międzynarodowej. Dominującą narracją wśród zachodnioniemieckich wyborców stał się pacyfizm, przekonanie, że wojna jest ostatecznym złem, rzeczą, której należy unikać za wszelką cenę. Wynikało to z uczciwości zwykłych obywateli, ale ignorowało fakt, że niektóre wojny są sprawiedliwe i konieczne, aby chronić niewinnych i powstrzymać brutalnych agresorów. Absolutny pacyfizm działa tylko w przypadku braku absolutnego zła. A my jeszcze nie żyjemy w takim świecie — dodaje Jessica Berlin.
— Niestety nasi przywódcy nie są liderami. W czasach narodowego, kontynentalnego i globalnego kryzysu Niemcy potrzebują przywódcy z wizją i odwagą, który będzie w stanie stawić czoła wyzwaniom, przed którymi stoimy i przeprowadzić długo oczekiwaną rozmowę z narodem niemieckim na temat tego, dlaczego i w jaki sposób musimy ewoluować i rozwijać się jako naród. Zamiast tego mamy Olafa Scholza jako kanclerza i Franka-Waltera Steinmeiera jako prezydenta federalnego — dwóch architektów naszej nieudanej polityki wobec Rosji w ciągu ostatnich 20 lat — mówi.
Nawiasem mówiąc, to nie przypadek, że Władimir Putin doskonale mówi po niemiecku i spędził 16 lat w Niemczech jako agent KGB. Rozumie ten kraj i zbudował bliskie relacje z kluczowymi osobami w Socjaldemokratycznej Partii Niemiec. Obecni przywódcy, prezydent Steinmeier i kanclerz Scholz, przeszli przez szeregi tej partii, podobnie jak Gerhard Schroeder, który w latach 1999-2004 pełnił funkcję kanclerza.
Był on mentorem Scholza, Steinmeier zaś przez lata był szefem sztabu Schroedera i ministrem gabinetu. Schroeder zaś jest przyjacielem Putina — wzbogacił się jako rosyjski lobbysta i dyrektor rosyjskich firm energetycznych. Wiele osób uważa, że przez lata był rosyjskim "aktywem", a także miał wpływ na byłą kanclerz Angelę Merkel, która została kanclerzem w 2005 r. Przyjęła ona i realizowała "prorosyjską" politykę Schroedera, podpisując umowy dotyczące rurociągów, które były korzystne dla Moskwy. W 2017 r. mianowała Steinmeiera prezydentem, a w 2021 r. Scholz objął stanowisko kanclerza.
(...)
— Prezydencja federalna jest symboliczna, Steinmeier ma być moralnym zarządcą kraju. Powinien albo podać się do dymisji 24 lutego, po inwazji na pełną skalę, albo stać się najgłośniejszym orędownikiem obrony Ukrainy i porażki Rosji — mówi Jessica Berlin. Dodaje, że Niemcy potrzebują odpowiedzialnych przywódców.
— Jesteśmy dziś demokracją i żyjemy w wolności i pokoju tylko dlatego, że sojusznicy walczyli przeciwko nam. Mówiąc w dużym uproszczeniu — miliony zwykłych ludzi wstało z bronią w ręku i zabiło wystarczającą liczbę nazistowskich żołnierzy, aby wygrać wojnę. I ta brutalna, śmiertelna rzeczywistość nie dotarła do tak wielu Niemców. Kiedy faszystowska ludobójcza potęga dąży do zniszczenia, nie ma taktyki negocjacyjnej ani magicznej dyplomatycznej frazy, która mogłaby ją powstrzymać. Będzie działać, dopóki nie wygra, chyba że zostanie powstrzymana siłą — mówi Jessica Berlin.
— My, Niemcy, potrzebujemy narodowej rozmowy o tym, dlaczego tak bardzo pomyliliśmy się w sprawie Rosji. Musimy domagać się pociągnięcia odpowiednich osób do odpowiedzialności za niekompetencję i korupcję, które doprowadziły nas do tego punktu. Zamiast tego mamy jednak na najwyższych stanowiskach dwóch chłopców Schroedera — Steinmeiera i Scholza — którzy zagmatwali rozmowę, ugruntowali niemieckie obawy i ośmielili zwolenników Rosji na skrajnej prawicy i skrajnej lewicy — dodaje specjalistka.
onet.pl/Kyiv Post