środa, 28 stycznia 2026



Na początku XIX wieku na dworze cesarskim zaczęło maleć zainteresowanie Tybetem. Wraz ze słabnięciem mandżurskich Chin osłabła kontrola, stając się w połowie wieku XIX czysto nominalną: jeden z ambanów skarżył się, że jest w Lhasie gościem, nie gospodarzem. Tybet odzyskał część terenów wcielonych do pozostałych prowincji, a nawet stoczył wojny z Ladakhiem (1842) i Nepalem (1856) bez udziału Qingów. Mandżursko-chińska armia niewiele by zresztą pomogła, bo garnizon wojskowy w Lhasie stopniał do setki żołnierzy, w większości cierpiących na syfilis, zwany od tej pory w Tybecie „chińską chorobą”. Wykorzystując osłabienie imperialnego centrum, Tybetańczycy odmówili korzystania ze złotej urny, a następnie zgodzili się na rozwiązanie kompromisowe. Lamaistyczni duchowni wybierali swojego kandydata zgodnie z buddyjskimi procedurami, a potem to właśnie tabliczkę z jego imieniem cudownym trafem wyciągał z urny amban. Raz nawet, by zagwarantować wybór zgodny z wolą Buddy i cesarza, w urnie umieszczono trzy tabliczki z imieniem tylko jednego, właściwego kandydata. Potem w ogóle dano sobie spokój z urną.

Tybet rządził się sam, w izolacji, pasującej zresztą miejscowym. W 1815 roku zakazano wjazdu cudzoziemcom (czytaj: Europejczykom), których nie lubiano, bo „zagrażali buddyzmowi”. Z tego powodu nie wpuszczono do Tybetu Mikołaja Przewalskiego, który do końca życia daremnie marzył o zobaczeniu Lhasy. Raz miał nawet pozwolenie chińskich władz, ale Tybetańczycy je zignorowali. Podobnie zrobili z brytyjskimi ofertami rozwinięcia handlu i z brytyjsko-chińską delimitacją granicy w Himalajach, uczynioną ponad ich głowami. Na tle Brytyjczyków Rosjanie wydali się Tybetańczykom jednak znośniejsi, więc Dalajlama XIII zrobił ruch w ich stronę, wysyłając swoich przedstawicieli do cara. Petersburgowi to odpowiadało, Rosjanie byli zainteresowani Dachem Świata z przyczyn strategicznych (Wielka Gra z Anglią), imperialistycznych (kolejny potencjalny obszar do podboju, Rosja to lubi) oraz mistycznych – nad Wołgą wielu wierzyło, że car Aleksander I, ten od Boże, coś Polskę, wcale nie zmarł, tylko zrzekł się tronu i udał się do Tybetu. Ot, taka rosyjska wersja ezoterycznych mitów o Jezusie w Kaszmirze.

W efekcie doszło do krótkotrwałego zbliżenia tybetańsko-rosyjskiego. Car gościł wysłanników dalajlamy, Tybetańczycy zaczęli wpuszczać rosyjskich szpie…, znaczy: podróżników, krążyły plotki o dostawach rosyjskiej broni. Wszystko to bardzo denerwowało Brytyjczyków, co w połączeniu z odrzucaniem przez Tybetańczyków propozycji rozmów i konsekwentną izolacją przywiodło wicekróla Indii, lorda Curzona (tego od późniejszej wschodniej linii granicznej Polski), do decyzji o zbrojnej interwencji w Tybecie.

Poprowadził ją w latach 1903–1904 pułkownik Francis Younghusband, wówczas kiplingowski imperialista, uczestnik Wielkiej Gry i rywal polskiego generała carskiej armii Bronisława Grąbczewskiego w Pamirze. Younghusband po kolonialnemu szybko rozwiązał spory: karabiny maszynowe Maxim okazały się skuteczniejsze od tybetańskich świętych amuletów chroniących przed kulami. Zginęło od sześciuset do trzech tysięcy Tybetańczyków przy stratach Brytyjczyków wynoszących około czterdziestu poległych. Lhasa padła, Dalajlama uciekł do Mongolii, Younghusband wymusił otwarcie handlu i wkrótce po tym wrócił do Indii. Historia ta skończyłaby się jak wiele podobnych w czasach  kolonialnych, jednoliniową wzmianką w zakurzonych podręcznikach lub zatartą inskrypcją na którymś z pomników brytyjskich w Kalkucie, gdyby nie jedno.

W Tybecie Younghusband miał wizję. Już po zmasakrowaniu Tybetańczyków i zajęciu Lhasy brytyjski komisarz doświadczył objawienia w tybetańskich Himalajach. Odczuł „miłość do całego świata”, zrozumiał, że „ludzie są w swoich sercach bogami”, a nawet pożałował podboju Tybetu. Był to początek jego ewolucji z kolonialnego oficera w pradziadka hippisów. Zaczął wierzyć w kosmiczne promienie; telepatię; Matkę Ziemię oraz obcych na planecie Altair; szukał nowego Chrystusa i wszystko to opisał w licznych książkach. Dołączył do rosnącej od drugiej połowy XIX wieku grupy zachodnich poszukiwaczy sensu życia z pomocą mądrości Wschodu, obejmującej między innymi amerykańskiego oficera Henry’ego Steela Olcotta i rosyjską szlachciankę Jelenę Bławatską, założycieli Towarzystwa Teozoficznego, tłumaczkę buddyjskiego kanonu z Pali Carolyn Rhys-Davies, malarza symbolistę Nikołaja Roericha i wielu innych.

Takie były prapoczątki ruchu New Age.

Michał Lubina - Chiński obwarzanek


Gdy KPCh przejęła władzę w Chinach pod koniec lat 40., wprowadziła centralnie zarządzaną gospodarkę planową. W 1958 Mao Zedong utworzył system dziedzicznego zezwolenia na pobyt stały, który określał, gdzie ludzie mogli pracować. Mieszkańcy zostali, najogólniej mówiąc, skategoryzowani jako pracownicy „miejscy” lub „wiejscy”. Pracownik chcący przenieść się ze wsi do miasta by podjąć pracę w sektorze innym niż rolniczy, musiał ubiegać się o pozwolenie w odpowiednich organach administracji. Liczba pracowników, którym pozwalano na takie przeniesienie była ściśle kontrolowana. Migrujący pracownicy potrzebowali sześciu pozwoleń, by starać się o pracę w prowincji innej niż ich pierwotna. Osobom, które pracowały poza obszarem, do którego zostały oficjalnie przypisane, nie przysługiwały racje zboża, zakwaterowanie z miejsca pracy lub opieka zdrowotna. Edukacja, zatrudnienie, małżeństwo i inne aspekty życia były kontrolowane.

Założeniem hukou miało być ograniczenie masowej migracji z obszarów wiejskich do miast dla zapewnienia równowagi strukturalnej w obliczu istnienia ogromnej populacji ubogich rolników. System hukou był narzędziem scentralizowanej gospodarki planowej. Poprzez regulację pracy gwarantował licznym przedsiębiorstwom państwowym odpowiednią liczbę nisko opłacanych pracowników.

Przez pewien okres Chińskie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego kontynuowało uzasadnianie systemu hukou na podstawie przesłanki o porządku publicznym, a także dostarczało danych demograficznych dla rządowej polityki centralnego planowania.

System hukou jest usprawiedliwiany przez niektórych uczonych jako podnoszący stabilność Chin dzięki lepszemu monitorowaniu „osób namierzonych”, które według standardów partii są politycznie podejrzane. Ciągle pozostaje to istotną funkcja hukou.

Od około roku 1953 do 1976 policja okresowo robiła obławy na osoby nie posiadające ważnego pozwolenia stałego pobytu, umieszczała je w centrach zatrzymań i wydalała z miast. Przepisy administracyjne wydane w roku 1982, znane jako „areszt i repatriacja” upoważniały policję do zatrzymań ludzi i ich „repatriacji” do miejsca stałego zamieszkania.

Chociaż w teorii od jednostki wymaga się, by mieszkała na terenie, do którego jest przypisana na mocy zezwolenia, w rzeczywistości system w dużej mierze się załamał. Po reformach rynku w Chinach nieoficjalna migracja do miast i znalezienie pracy bez ważnego zezwolenia stały się możliwe. Reformy ekonomiczne stworzyły naciski, które pobudziły migrację z głębi kraju na wybrzeże. Dostarczyły również impulsu dla władz do niewprowadzania kontroli migracji.

(...)

Od około roku 1953 do 1976 egzekwowanie praw związanych z miejscem zamieszkania doprowadziło do wyodrębnienia się najniższej klasy społecznej. Podczas gdy mieszkańcy miast cieszyli się gamą społecznych, ekonomicznych i kulturowych korzyści, ośmiuset milionowa populacja wsi chińskiej była traktowana jako obywatele drugiej kategorii. Tym niemniej jednak partia rządząca poczyniła pewne ustępstwa względem rolników, by uczynić życie na wsi możliwym do zniesienia.

W latach 1978–2001 Chiny przeszły od kapitalizmu państwowego do kapitalizmu rynkowego. Na obrzeżach miast stworzono strefy produkujące towary na eksport, gdzie pracownikami w najcięższych warunkach były głównie kobiety. Ograniczenia mobilności imigrantów były wszechobecne. Tymczasowi pracownicy byli zmuszani do niepewnej egzystencji w noclegowniach firm lub w slumsach.

Wpływ systemu hukou na imigrantów stał się szczególnie uciążliwy w latach 80., po tym jak setki milionów osób zostały wypchnięte z państwowych korporacji i spółdzielni. Od lat 80. około 200 milionów Chińczyków żyje poza oficjalnym miejscem zameldowania. W miastach cierpią z powodu o wiele niższego dostępu do edukacji i usług rządowych. Pod pewnymi względami ich status społeczny i ekonomiczny jest podobny do statusu nielegalnych imigrantów. Miliony rolników, którzy opuścili swe ziemie, utknęło na marginesie miejskiego społeczeństwa. Oskarża się ich tam o bycie przyczyną rosnącej przestępczości i bezrobocia. Pod presją mieszkańców miast (posiadających miejski hukou), ich władze wprowadzają dyskryminujące prawa.

System hukou jest nazywany „chińskim apartheidem”. Stopniowe rozluźnianie pewnych represyjnych aspektów systemu hukou od połowy lat 90. w dużym stopniu wyeliminowało przestrzenny wymiar apartheidu. Jednak hukou ciągle jest dziedziczny, więc główny element społecznego apartheidu pozostaje niezmienny.

(...)

Niektórzy uczeni z Chin kontynentalnych uważają, że system hukou, pomimo iż jest dyskryminujący, nie jest gorszy niż system paszportowy zatrzymujący obywateli krajów rozwijających się przed osiedleniem się na Zachodzie. System ten został nazwany globalnym apartheidem. /Piękna bzdura - red./

pl.wikipedia.org