piątek, 24 kwietnia 2026



Stany Zjednoczone przegrywają wojnę informacyjną z Iranem - powiedział PAP prof. Darren Linvill z Clemson University. Zdaniem eksperta irańskim propagandystom udało się narzucić w portalach społecznościowych narrację o "dobrym Iranie" i "złej Ameryce", m.in. dzięki użyciu treści z pogranicza rozrywki i dezinformacji.

Od 28 lutego br., czyli od dnia, kiedy Stany Zjednoczone i Izrael zbombardowały po raz pierwszy Iran, jego machina propagandowa zalewa portale społecznościowe wiralowymi filmikami i memami ośmieszającymi przeciwników.

Na przykład w filmach firmowanych przez Explosive Media, producenta powiązanego z irańskim reżimem, gdzie występujące postaci przypominają ludziki z zestawów znanego producenta kloców, prezydent USA Donald Trump ucieka przed finansistą skazanym za przestępstwa seksualne Jeffreyem Epsteinem. W sieci można także znaleźć treści wideo, w których amerykański prezydent, przedstawiony jako bohater filmu dla dzieci o Minionkach, stojąc samotnie na niewielkiej tratwie wzywa Teheran do odblokowania Cieśniny Ormuz.

Irańskie filmiki mają na celu nie tylko bawić, ale przede wszystkim dezinformować. W jednym z nich przedstawiona jest scena pojmania przez irańskich żołnierzy zestrzelonego amerykańskiego pilota, podczas gdy w rzeczywistości został on w spektakularny sposób uratowany.

Według prof. Darrena Linvilla, szefa Clemson University Media Forensics Hub w Karolinie Południowej, instytutu badającego dezinformację w portalach społecznościowych, wszystkie te przygotowane przez irańskich propagandystów satyryczne treści, rozprzestrzeniają się w sieci organicznie i właśnie na tym polega ich skuteczność. Jak podkreślił, podobnie jak Rosja, Iran potrafi bowiem dostarczać odbiorcom platform społecznościowych angażujące, atrakcyjne treści z pogranicza dezinformacji i rozrywki, którymi spontanicznie chcą się dzielić.

- Dlatego Stany Zjednoczone przegrywają wojnę informacyjną z Iranem. Administracja Donalda Trumpa przemawia w mediach jedynie do swojego elektoratu, podczas gdy Teheran prowadzi globalną wojnę propagandową i próbuje dotrzeć ze swoim przekazem w sieci do różnych społeczności - ocenił Linvill.
W jego opinii za pomocą zrozumiałej dla milionów odbiorców satyry Teheranowi udało się skutecznie rozpowszechnić w sieci narrację o "dobrym Iranie" i "złej Ameryce". Iran zrozumiał - zdaniem eksperta - że powinien swój przekaz kierować do tej części zagranicznej opinii publicznej, która była "wściekła" na politykę Trumpa i Izraela już przed wybuchem wojny i jedynie wzmocnić ich przekonania.

- Prześmiewczy przekaz dociera więc do tych internautów, którzy szukają powodów, by krytykować i atakować prezydenta Trumpa, a Iran im te powody podpowiada. Podsuwa im przesłanie, które chcą usłyszeć, i które chcą powtarzać - powiedział Linvill. Ekspert dodał, że jednym z głównych efektów każdej propagandy jest dotarcie do osób, które już wcześniej podzielały poglądy lansowane przez propagandystów i chodzi jedynie o to, aby te opinie wydawały się jeszcze bardziej powszechne.

Przykładem takiej kampanii jest według amerykańskich mediów propagowanie w sieci narracji o tym, że prezydent Trump zaatakował Iran, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od skandalu związanego z nieżyjącym już pedofilem i finansistą Epsteinem. Irańska machina propagandowa przedstawia przywódców Izraela i USA jako zdeprawowany i skorumpowany "reżim Epsteina", a treści związane z Epsteinem skutecznie przyciągają uwagę użytkowników mediów społecznościowych. Fałszywy film, na którym dziewczyny z zawiązanymi oczami maszerują obok ubranego w bieliznę Donalda Trumpa, z podpisem "ci pedofile-zboczeńcy rozpoczęli wojnę, żeby o tym nie mówiono" obejrzało według "The Washington Post" prawie 7 mln osób.

Zapytany, jak walczyć z tak serwowaną propagandą, Linvill odpowiedział, że jest to praktycznie niemożliwe. Biały Dom próbował zamknąć kanał Explosive Media na YouTube, ale to nie przyniesie żadnych efektów, bo generowane przez tego producenta treści rozchodziły się praktycznie bez jego udziału. Jak podkreślił Linvill, jedynym sposobem przeciwdziałania irańskiej propagandzie w sieci byłaby widoczna zmiana na korzyść Ameryki w trwającej wojnie w Zatoce Perskiej. Na razie jednak tak się nie dzieje, a Iran odnotowuje kolejne sukcesy propagandowe.

Linvill przypomniał, że prezydent Trump bardzo starał się pozyskać sojuszników, aby pomogli mu odblokować Cieśninę Ormuz i to mu się nie udało.
- Niepopularna wojna pozostała niepopularna i nikt nie chciał stanąć po stronie Stanów Zjednoczonych i Izraela. Irańska propaganda przynajmniej pomogła Iranowi osiągnąć ten efekt - ocenił Linvill.

Z kolei ekspert ds. cyberbezpieczeństwa z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i Defender Academy dr Piotr Łuczuk powiedział PAP, że Iranowi chodzi o coś więcej niż izolację USA w tej wojnie.

- Celem irańskiej propagandy jest to, żeby masowi odbiorcy ośmieszających USA materiałów stracili zaufanie do strony amerykańskiej jako naczelnego szeryfa społeczeństw Zachodu. Chodzi o osłabienie autorytetu Ameryki jako supermocarstwa - podkreślił. Dlatego każde "większe lub mniejsze" potknięcie Trumpa zostanie natychmiast wykorzystane przez Iran i przedstawione jako gigantyczna katastrofa wizerunkowa. Tak jak to miało miejsce w reakcji na zamieszczone przez prezydenta USA w sieci zdjęcie, na którym odziany w szatę w stylu biblijnym kładzie ręce na leżącym mężczyźnie, przypominając w tym Chrystusa. Wcześniej prezydent Trump skrytykował papieża Leona XIV oceniając w poście na Truth Social, że jest "słaby" wobec przestępczości i "fatalny" w polityce zagranicznej. Irańska propaganda zareagowała na spór prezydenta z papieżem filmem AI, udostępnionym przez ambasadę Iranu w Taszkencie. Trumpowi ukazuje się na nim Jezus i uderza go w twarz mówiąc, że nadszedł dzień sądu.

Według Łuczuka "piekielna skuteczność" irańskiej kampanii propagandowej opiera się m.in. na tym, że zalewanie sieci falą filmów wygenerowanych przez AI to obecnie najtańszy sposób prowadzenia wojny. Filmiki te przypominają bowiem treści UGC (User-Generated Content) tworzone spontanicznie przez użytkowników internetu. Powszechny dostęp do technologii sprawia w dodatku, że bardzo trudno jest złapać kogoś za rękę i powiedzieć, że pracuje dla irańskiego cyberwywiadu. - Wystarcza smartfon w ręku, żeby wygenerować propagandowy filmik, a jeśli trafi on na podatny grunt, staje się natychmiast viralem, co jest wodą na młyn każdej propagandy - podkreślił ekspert.

Zapytany o to, która strona wygrywa starcie w infosferze, USA czy Iran, dr Łuczuk odpowiedział, że nie chce wyrokować do czasu zakończenia konfliktu, bo "piłka cały czas jest w grze". Podkreślił równocześnie, że Amerykanie "nie odpuścili" cyberprzestrzeni i domeny informacyjnej, a o wielu swoich działaniach w tej sferze po prostu nie informują. To w jego opinii m.in. casus akcji ratunkowej amerykańskiego pilota myśliwca F-15E, który został zestrzelony w Iranie na początku kwietnia br.

W opinii rozmówcy PAP to dzięki działaniom propagandowym USA udało się go uratować, m.in. przy użyciu innowacyjnej technologii Ghost Murmur, określanej jako tajna broń CIA, służąca do wykrywania i lokalizowania ludzi z dużych odległości poprzez namierzanie sygnału bicia ich serca.

Jak podkreślił ekspert, wysłanie na miejsce zestrzelenia wojsk specjalnych USA zostało poprzedzone zmasowaną wręcz kampanią dezinformacyjną, w ramach której zaburzano np. geolokalizację, wrzucano do sieci filmiki wskazujące, że poszukiwany jest nie mężczyzna, a kobieta. - Ten zaplanowany szum informacyjny kupił Amerykanom czas i zdołali uniknąć konfrontacji - powiedział ekspert. I dodał, że m.in. z tego powodu nie odważyłby się na razie wskazać zwycięzcy w tej wojnie informacyjnej.

PAP


Według najbardziej ostrożnych szacunków łączny zysk, jaki Donald Trump i jego krewni osiągnęli w wyniku sprawowania przez niego urzędu prezydenta, do 2025 r. wyniósł 3,4 mld dol. (12,4 mld zł).

W przypadku Trumpa granica między sprawowaniem władzy publicznej a czerpaniem z niej prywatnych zysków jest systematycznie zacierana. Osoby mianowane przez prezydenta podejmują decyzje regulacyjne dotyczące biznesu, które natychmiastowo zwiększają majątek jego rodziny. Zagraniczne rządy z kolei "wykupują" dostęp do amerykańskiej technologii i kontraktów wartych wiele miliardów dolarów, inwestując w prywatne projekty Trumpa.

Demokratyczna senator Elizabeth Warren nazywa to bezprecedensowym przejęciem władzy. — Prezydent Stanów Zjednoczonych skutecznie kontroluje regulatorów, którzy powinni nadzorować jego osobiste imperium finansowe. Regulator, który ma nadzorować jego interesy, wykonuje polecenia prezydenta. Nic podobnego nie wydarzyło się nigdy w historii Stanów Zjednoczonych — mówi.

— Główne pytanie brzmi: w jaki sposób Trump omija prawo, przenosząc aktywa do funduszy powierniczych zarządzanych przez swoje dzieci. Eksperci podkreślają, że nie jest to jedynie naruszenie zasad etyki, ale celowe wykorzystywanie luk prawnych. Ponadto w Białym Domu oraz w Biurze Etyki Rządowej pracują obecnie protegowani Trumpa, co sprawia, że przeprowadzenie prawdziwych dochodzeń wewnątrz władzy wykonawczej jest praktycznie niemożliwe — mówi w wywiadzie dla The Insider Igor Slabych, ekspert ds. amerykańskiego systemu prawnego i podatkowego oraz autor kanału USLegalNews na Telegramie.

Tej wiosny Eric Trump i Donald Trump Jr. otrzymali łącznie około 13 proc. udziałów w spółce American Bitcoin. Cały ich "wkład" polegał wyłącznie na użyczeniu nazwiska ojca.

Firma weszła na giełdę poprzez wątpliwą fuzję ze spółką Gryphon Digital Mining, Inc, co pozwoliło jej ominąć bardziej rygorystyczny i dłuższy proces IPO (Initial Public Offering, przedsięwzięcie, które przekształca spółkę prywatną w podmiot publiczny) oraz związaną z nim kontrolę Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), głównego organu regulacyjnego amerykańskich rynków finansowych. W rezultacie wartość udziałów Donalda Jr. wzrosła do 100 mln dol. (363 mln zł).

(...)

Rodzina prezydenta uzyskała dostęp do ogromnych przepływów finansowych poprzez start-up World Liberty Financial, w którym Trump figuruje jako współzałożyciel emerytowany. Kluczowym produktem projektu jest stablecoin USD1 — token cyfrowy powiązany z dolarem amerykańskim i zabezpieczony rezerwami zainwestowanymi m.in. w obligacje skarbowe. Według magazynu "The New Yorker" wolumen USD1 w obiegu wzrósł do około 5 mld dol. (18 mld zł).

Wśród ekspertów ds. etyki i prawodawców schemat ten wzbudził podejrzenia o naruszenie Konstytucji Stanów Zjednoczonych, w tym o możliwe konflikty interesów i potencjalne naruszenia przepisów zakazujących czerpania korzyści od państw zagranicznych. W lutym 2026 r. Kongres Stanów Zjednoczonych wszczął dochodzenie w sprawie inwestycji dokonanych przez rządzącą rodzinę z Abu Zabi o wartości 500 mln dol. (1,8 mld zł) poprzez zakupy USD1. Później okazało się, że 187 mln dol. (679 mln zł) z tej kwoty trafiło bezpośrednio do podmiotów powiązanych z rodziną Trumpów.

(...)

Rodzina Trumpa zarobiła kolejne 562 mln dol. (2 mld zł) na sprzedaży tokenów, które nie dają inwestorom żadnych znaczących praw. Umowa z Alt5 Sigma — firmą, która wcześniej zajmowała się utylizacją sprzętu AGD — wydaje się układem zamkniętym. Współpracownicy Trumpa w jednej firmie kupują tokeny od innych współpracowników Trumpa w innej, sztucznie zawyżając ich wartość.

"Zgodnie z drobnym drukiem na stronie internetowej World Liberty po odliczeniu pewnych wydatków 75 proc. wpływów ze sprzedaży tokenów trafia do firmy powiązanej z rodziną Trumpów, a 75 proc. z 750 mln dol. (2,7 mld zł) to 562 mln dol." — tak magazyn "The New Yorker" opisał sprzedaż tokenów World Liberty za pośrednictwem Alt5 Sigma.

World Liberty inwestuje rezerwy zabezpieczające USD1 w obligacje skarbu USA. Przy obecnym poziomie obiegu zysk wyniósł około 360 mln dol. (1,3 mld zł). Zgodnie z warunkami projektu firma należąca do rodziny Trumpów zabiera dla siebie 38 proc. tej kwoty — około 136 mln dol. (494 mln zł).

Sukces rodzinnego stablecoina USD1 i wielomilionowe zyski Trumpa nie są wynikiem konkurencji rynkowej, ale konsekwencją bezpośredniego handlu wpływami państwowymi. Na początku 2026 r. dane analityczne blockchain z platformy Arkham wykazały anomalną koncentrację tokenów USD1 na giełdzie Binance — 87 proc. całej podaży.

Binance stało się kluczowym ogniwem w tym łańcuchu. W 2023 r. jego założyciel Changpeng Zhao, znany lepiej jako CZ, przyznał się do winy w sprawie o naruszenie przepisów dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy. Binance zapłaciło wówczas grzywnę w wysokości 4,3 mld dol. (15,6 mld zł), a Zhao odbył czteromiesięczną karę pozbawienia wolności. Następnie, w październiku 2025 r., po miesiącach lobbingu i "wkładzie finansowym" w projekt kryptowalutowy rodziny urzędującego prezydenta, Trump ułaskawił Zhao.

Natychmiast po zwolnieniu CZ uczynił Binance głównym darczyńcą projektu prezydenckiego. Giełda nabyła około 87 proc. całego zasobu USD1 (około 4,7 mld dol., 17,1 mld zł), zapewniając rodzinie Trumpa gwarantowany dochód w wysokości 136 mln dol. (494 mln zł) rocznie — i to wyłącznie z odsetek od obligacji skarbowych. Eksperci, w tym badaczka kryptowalut i technologii Molly White, opisują to "wyraźną wymianą usług" — ułaskawienie w zamian za korzyści biznesowe.

Podobny mechanizm można zaobserwować w relacjach Trumpa ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Zaledwie dwa tygodnie po objęciu urzędu prezydent zatwierdził eksport wysoce wrażliwych amerykańskich technologii sztucznej inteligencji do emirackiej firmy G42. Postępując w ten sposób, Trump zignorował ostrzeżenia wywiadu dotyczące ryzyka wycieku danych do Chin.

Skala tej ekspansji zamienia Biały Dom w dział marketingu służący prywatnym interesom klanu Trumpów. Podczas gdy firma medialno-technologiczna Trump Media gromadzi 2,5 mld dol. (9,1 mld zł) na zakup bitcoina, a Eric Trump "doradza" japońskiej giełdzie Metaplanet, rodzinna spółka DT Marks DEFI LLC zapewniła sobie prawa do 75 proc. przychodów netto z projektu kryptowalutowego World Liberty Financial. To nie jest tylko biznes — to wykorzystywanie symboli państwowych jako darmowego narzędzia reklamowego.

Cynizm osiągnął szczyt w maju 2025 r. podczas zamkniętej uroczystej kolacji w Wirginii. Aby zdobyć miejsce przy stole z Trumpem, 220 inwestorów wpłaciło ponad 148 mln dol. (538 mln zł) w memecoin $TRUMP. Prezydent przybył na tę prywatną imprezę komercyjną na pokładzie Marine One i przemawiał z podium ozdobionego oficjalną pieczęcią prezydencką.

Lista gości potwierdziła najgorsze obawy amerykańskich prawodawców i ekspertów ds. etyki: ponad połowę uczestników stanowili obcokrajowcy, w tym chińscy kryptomilionerzy. Ponieważ prawo zabrania zagranicznych darowizn na wybory, Trump skutecznie otworzył tylne drzwi do Gabinetu Owalnego, pozwalając ludziom kupować uwagę prezydenta za pomocą niestabilnych tokenów.

Aby chronić ten mechanizm generujący zyski, Trump umieścił swoich ludzi na kilku kluczowych stanowiskach. W momencie objęcia urzędu 216 spośród osób ostatecznie mianowanych przez Trumpa posiadało aktywa kryptowalutowe o łącznej wartości do 340 mln dol. (1,2 mld zł), a wielu z nich zachowało te aktywa po mianowaniu. Powoduje to bezprecedensową koncentrację osobistych interesów w deregulacji branży.

Już pierwszego dnia urzędowania Trump uchylił dekret wymagający od mianowanych osób przestrzegania "zobowiązania etycznego", które zabraniało im przez dwa lata zajmowania się sprawami związanymi z ich poprzednią działalnością lobbingową. Ponadto zwolniono 17 inspektorów generalnych oraz szefa Biura Etyki Rządowej Stanów Zjednoczonych, pozostawiając władzę wykonawczą bez urzędników odpowiedzialnych za badanie przypadków korupcji i konfliktów interesów.

Wśród osób mianowanych przez Trumpa, które uzyskały dostęp do środków publicznych, znalazł się Steve Feinberg, zastępca sekretarza obrony i współzałożyciel Cerberus Capital Management. Chociaż Feinberg twierdził, że formalnie opuścił Cerberus, grupa ta jest właścicielem co najmniej czterech firm, które otrzymały kontrakty w ramach projektu obrony przeciwrakietowej Złota Kopuła (Golden Dome), nad którym obecnie czuwa Feinberg. Co więcej, jego umowa pozwala mu nadal korzystać z usług Cerberus w zakresie księgowości podatkowej i ubezpieczenia zdrowotnego.

Zastępca sekretarza obrony ds. polityki kosmicznej Mark Berkowitz pełnił wcześniej funkcję wiceprezesa w firmie Lockheed Martin. Zgodnie z ujawnionymi dokumentami posiada on akcje tej firmy o wartości od 1 do 5 mln dol. (od 3,6 do 18,2 mln zł) i otrzymuje od niej dwie miesięczne emerytury. Lockheed Martin jest również jednym z beneficjentów kontraktów w ramach projektu Złota Kopuła.

Innym przykładem jest Jonathan Morrison, szef Krajowej Administracji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA), który wcześniej pełnił funkcję dyrektora stowarzyszenia reprezentującego interesy producentów pojazdów autonomicznych.

(...)

Z prawnego punktu widzenia Trump pozostaje nietykalny dzięki orzeczeniu Sądu Najwyższego w sprawie immunitetu prezydenckiego.

(...)

Igor Slabych wyjaśnia, że trudność w ściganiu karnym prezydenta wynika z faktu, iż urząd ten z mocy prawa zapewnia immunitet:

— Decyzja w tej sprawie została podjęta przez Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych około rok temu. Podczas rozprawy rozważano na przykład, czy prezydent może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za przyjęcie łapówki w zamian za mianowanie ambasadora, a odpowiedź brzmiała: nie, nie może. Teoretycznie w niektórych przypadkach można obejść immunitet, ale nie jest to wcale pewne, a w każdym razie nie nastąpi to w ciągu najbliższych trzech lat. Polityka Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych zabrania ścigania urzędującego prezydenta — dodaje.

onet.pl\The Insider


W Zatoce zaledwie ~5% Szachedów (212 na 4295  odpalonych) doleciało w pobliże celów  Owe 212 Szachedów dostarczyło sumarycznie 10 ton materiałów wybuchowych. To mniej niż dostarczała para F-15E w jednym wylocie nad Teheran.

Oczywiście bezpilotowce używane do atakowania strategicznej militarnej i cywilnej infrastruktury kraju są poważnym zagrożeniem. Ale dopiero tym czego naprawdę należy się bać to rakiety cruise i pociski balistyczne. To właśnie to combo zniszczyło ukraińską energetykę. A całość podczas ataków była "zagęszczana" setkami Szachedów. 

Natomiast sam efekt użycia Szachedów jest dokładnie  taki jak można się spodziewać po środku rażenia z średnio 45kg głowicą oraz dość prymitywnym układem naprowadzania dla większości wersji (nie piszę o specjalizowanych wersjach SEAD/DEAD). 

Wciąż to WRE jest najskuteczniejsze i wciąż efekty trafień są relatywnie łatwe do usunięcia ponieważ  głowica ma bardzo mało materiału wybuchowego w sobie. 

Ponad 200 trafień Szachedami to mniej niż efekt JEDNEGO wylotu pary F-15E nad cele.  

ps. Jeżeli Was dziwi nagły spadek ilości odpalanych przez Rosjan Szachedów/Gerani na Ukrainę to warto popytać  JAKIE Szachedy spadały na kraje Zatoki Perskiej. I dlaczego pomoc SZU była tak bardzo pożądana i skuteczna  :-)

ps. zanim zaczniecie pisać jak to rzekomo Szachedy wyczerpały OPL państw zatoki to odpowiedź brzmi: nie zdążyły.  Problemem było odpalenie -ponad 2181 rakiet balistycznych przez Iran. Patriotów do zwalczania Szachedów i pochodnych użyto rzekomo mniej niz 5x za każdym razem w samoobronie baterii PAC-3 a dokładnie radaru. A tak to środki które zwalczały Szachedy zostały skonsumowane w zależności od kraju od 6 do 40% (Katar). I jeszcze jedno: Izrael i USA faktycznie porozwalały produkcję Szachedów w Iranie ale tylko tam  i to był kluczowy problem jak się okazało.

x.com/wolski_jaros