poniedziałek, 24 kwietnia 2023


36-letni Michaił Żylin służył w Specjalnym Wydziale Łączności i Informacji FSO w Nowosybirsku, gdzie odpowiadał za komunikację Władimira Putina z regionami. Miał dostęp do tajemnic państwowych, nie dostał więc tzw. zagrampasporta, czyli paszportu umożliwiającego zagraniczne podróże. We wrześniu ubiegłego roku dowiedział się o nowym przydziale do Donbasu. Rosjanie planowali już „zwycięskie referenda” na okupowanych terenach, więc wysyłali tam swoich specjalistów. Żylin nie chciał trafić na pierwszą linię, do okopu – mówiła Jekaterina 20 grudnia dziennikarzom Sibireal. Pracował w kwaterze głównej, poza tym w Chersoniu pozostali krewni jego żony – brat i 80-letni wuj. „Byliśmy z nimi w kontakcie przed wojną i od początku docierały do nas informacje z pierwszej ręki” – mówiła Jekaterina.

Opcje ucieczki mieli dwie: Kazachstan albo Mongolia. Padło na ten pierwszy, bo zaufali prezydentowi tego kraju Kasymowi-Żomartowi Tokajewowi, który publicznie potępił wojnę i nie uznał terytoriów okupowanych przez Rosję. Jekaterina z dziećmi wydostała się legalnie, jej mąż przeszedł przez zieloną granicę. Zatrzymały go kazachskie służby, wszczęto przeciw niemu sprawę karną i trafił do aresztu domowego. Udało mu się jednak złożyć wniosek o status uchodźcy.

Sprawa rozstrzygnęłaby się może pozytywnie, gdyby nie kilka fatalnych błędów Żylina. Miał jednak prawo się obawiać, że Kazachowie ekstradują go do Rosji, a tam kolonia karna byłaby najmniejszym z jego kłopotów. Działacze Kazachstańskiego Międzynarodowego Biura Praw Człowieka, którzy zajęli się sprawą małżeństwa, zalecali cierpliwość. W ich ocenie istniała realna szansa, że po negocjacjach z Biurem Komisarza ONZ ds. uchodźców Żylin zyska pozwolenie na wyjazd do kraju trzeciego. Na przykład Niemiec czy Francji, które już wydały mu wizę humanitarną. Tam byłby uchodźcą pod ochroną prawną ONZ – tłumaczył dziennikarzom „Deutsche Welle” Denis Jivaga, wiceszef KMBHR, w grudniu ubiegłego roku.

Kluczowa była cierpliwość. I unikanie ryzykownych decyzji. Prawnicy przestrzegali Żylina przed kolejną próbą ucieczki z kraju. „Michaił Żylin, mimo względnej swobody poruszania się, był już na międzypaństwowej liście osób poszukiwanych przez Rosję” – podkreślał Jivaga.

Ale Żylinowie spanikowali. Zdecydowali się na lot z Astany do Erywania, bo 2 grudnia sąd przychylił się do rosyjskiego wniosku w sprawie deportacji. Majora aresztowano na lotnisku, a później sprawy potoczyły się już błyskawicznie – ekstradycja 29 grudnia, szybki proces i wyrok skazujący pod koniec marca.

Żylin nie jest jedynym rosyjskim dezerterem, ale władze nie chwalą się takimi danymi, od początku „specoperacji” skrupulatnie je ukrywają. Docierają do nich dziennikarze, prowadząc mozolne śledztwa, szperając w sądowych archiwach i budując siatki informatorów. Portal Mediazona trafił na 708 spraw karnych wniesionych przeciwko wojskowym. Dwa tygodnie temu opublikował statystyki: 629 spraw dotyczy celowego opuszczenia jednostki, 30 odmowy wykonania rozkazu, 25 – ataku na starszego stopniem, 14 – przypadków dezercji.

Władze niedawno tak uszczelniły prawo, że skutecznie wyperswadowały potencjalnym naśladowcom Żylina pomysły, by uniknąć wysyłki na front. 11 kwietnia Duma przyjęła pakiet błyskawicznych poprawek, które sprawiły, że w zasadzie nie da się już uniknąć służby. Wszystko dzięki cyfryzacji rejestrów archiwów wojskowych. Poborowi i rezerwiści, a w istocie wszyscy objęci obowiązkiem służby w armii, będą odtąd mogli na dwa sposoby dostać wezwanie: pocztą albo, po wprowadzonych poprawkach, elektronicznie.

To cyfrowa rewolucja. Nie koryguje bowiem systemu, lecz tworzy całkiem nowy. Kluczową zmianą jest to, że po siedmiu dniach od wystawienia wezwania w e-rejestrze uzyskuje ono status „doręczonego” – bez względu na to, czy zainteresowany odebrał zawiadomienie, czy nie. Nie ratuje go brak dostępu do sieci czy skasowanie aplikacji Gosusługi (odpowiednik mObywatela) zintegrowanej z nowym rejestrem. Kreml wyeliminował w ten sposób najpowszechniejsze metody unikania służby wojskowej: przedtem wystarczyło nie odbierać poczty, zamknąć się w domu, nie otwierać obcym albo przejść na samozatrudnienie. Nie pomoże już też wyjazd z miasta, a ucieczka z Rosji będzie niemożliwa – od chwili wystawienia wezwania do zgłoszenia się do wojenkomatu rekrut ma zakaz opuszczania kraju.

Po kolejnych 20 dniach uruchamiają się też kolejne restrykcje. Prawo jazdy osoby uchylającej się od służby traci ważność, zmiany przewidziały bowiem zakaz poruszania się wszelkimi pojazdami. Jeśli potencjalny rekrut zechciałby upłynnić mieszkanie i zyskać środki na wyjazd, system zablokuje mu czynności prawne. Nie sprzeda nieruchomości ani auta, a żaden bank nie udzieli mu pożyczki czy kredytu. Nie zarejestruje się również jako samozatrudniony. Lokalne władze odmówią mu z kolei wypłaty zasiłku i innych świadczeń. Potem są już kary finansowe i pozbawienia wolności od pięciu do 15 lat, jeśli dezercja nastąpiła w czasie mobilizacji.

Bez pokaźnego majątku obywatel jest absolutnie bezbronny wobec całej tej państwowej machiny. Pozostaje stara dobra korupcja. Dziś najbardziej pożądanym etatem w kraju jest komisarz wojskowy, czyli oficer, który decyduje, komu z zarejestrowanych wystawić „powiestkę”.

polityka.pl