sobota, 10 czerwca 2023


7 czerwca jednostki ukraińskie uderzyły w obwodzie zaporoskim, próbując przełamać obronę rosyjską w dwóch lub trzech miejscach (zależnie od fali ataku) na południe od Orichiwu, gdzie najcięższe walki toczą się o m. Robotyne. Próby przełamania obrony agresora mają także miejsce około 25 km na zachód od Orichiwu, w rejonie m. Łobkowe i Żerebianka. Dotychczasowe ataki zakończyły się na przedpolach pierwszej linii obrony Rosjan, Ukraińcy mają jednak wprowadzać do walki kolejne siły. W dalszym ciągu mają także trwać rozpoczęte 4 czerwca walki w rejonie Wełykiej Nowosiłki, gdzie siły ukraińskie ponawiały próby natarcia na leżące na południowy wschód od niej Nowodonećke (Ukraińcy przejściowo zajęli tę miejscowość 5 czerwca, jednak zostali z niej wyparci). Kijów nadal oficjalnie nie komentuje rozpoczęcia kontrofensywy. 7 czerwca sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy Ołeksij Daniłow w wywiadzie dla agencji Reuters stwierdził, że nie została jeszcze rozpoczęta, a Rosjanie mieli omyłkowo wziąć za początek operacji „przesuwanie wojsk ukraińskich w kilku miejscach”. 8 czerwca wiceminister obrony Hanna Malar potwierdziła jednak, że w rejonie Wełykiej Nowosiłki trwają walki, a w rejonie Orichiwu „wróg aktywnie się broni”. Następnego dnia określiła prowadzone działania mianem walk pozycyjnych. Z dostępnych informacji wynika, że dotychczas armia ukraińska zaangażowała do działań siły o liczebności co najmniej sześciu brygad, w tym pododdziały z co najmniej trzech (z dziewięciu) brygad wyszkolonych i wyposażonych na Zachodzie, a pozostających dotychczas w rezerwie.

Siły ukraińskie ponawiały także próby natarcia na flankach Bachmutu – południowo-zachodniej w rejonie Kliszczijiwki i północno-zachodniej w rejonie Berchiwki, osiągając nieznaczne powodzenie. Sztab Generalny Ukrainy donosi równocześnie o rosnącej aktywności agresora, który ma wyprowadzać ataki oskrzydlające zgrupowanie ukraińskie walczące na flankach, wzdłuż autostrady M03 do Słowiańska (w rejonie m. Orichowo-Wasyliwka) oraz po zachodniej stronie kanału Doniec–Donbas (Biła Hora i Stupoczky). Rosjanie mają także atakować Iwaniwśke, będące obecnie w centrum ukraińskiego ugrupowania na zachód od Bachmutu. Areną ciężkich walk pozostaje Marjinka, jednak w zestawieniu z wcześniejszym okresem liczba wrogich ataków miała spaść poniżej 10 na dobę. Po kilkudniowej przerwie siły agresora miały również wznowić ataki na Awdijiwkę i miejscowości na zachód od niej (m.in. Perwomajśke). Niepowodzeniem miały się zakończyć próby rosyjskiego natarcia na południe od Siewierska (Wesełe) i na zachód od Gorłówki (Piwniczne). Według ukraińskiego Sztabu Generalnego łączna liczba starć utrzymywała się w przedziale 30–40 na dobę, w zestawieniu tym nie uwzględniono jednak działań na południowym odcinku frontu.

8 i 9 czerwca Rosjanie przeprowadzili kolejne ataki rakietowe na infrastrukturę w głębi terytorium Ukrainy. Zniszczenia potwierdzono w Humaniu w obwodzie czerkaskim, w okolicach Zwiahela w obwodzie żytomierskim oraz w rejonie nowomoskowskim obwodu dniepropetrowskiego. W zasadzie codziennie agresor przeprowadzał ataki na zaplecze ukraińskie w obwodzie charkowskim. Uderzenia wrogich rakiet odnotowano w Małyniwce w rejonie czuhujewskim oraz na obrzeżach Charkowa, a 9 czerwca rejon bogoduchowski miał być celem zmasowanego ataku dronów kamikadze. 7 czerwca cztery rosyjskie rakiety miały uderzyć w Awdijiwkę. Ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych przedstawiło zbiorczą informację jedynie o atakach nocą 9 czerwca, podając, że zestrzelone zostały cztery z sześciu wrogich pocisków manewrujących Ch-101/Ch-555 oraz 10 z 16 dronów kamikadze Shahed-136/131 i Lancet.

Zalanie terenów, z których przed wysadzeniem tamy Kachowskiej Elektrowni Wodnej rosyjska artyleria ostrzeliwała zachodnią (prawobrzeżną) część obwodu chersońskiego i nadmorskie obszary obwodu mikołajowskiego, krótkotrwale ograniczyło jej aktywność. 7 czerwca na Chersoń miały spaść dwa wrogie pociski, jednak już następnego dnia częstotliwość ostrzału ponownie zaczęła rosnąć, a ofiarą stała się ewakuowana z zatopionych terenów ludność (odnotowano dwie osoby zabite i 17 rannych). Rosjanie nie ograniczyli natomiast ostrzałów Nikopola. Artyleria i lotnictwo agresora permanentnie atakowały także w strefach walk i w rejonach przygranicznych. Celem artylerii ukraińskiej było głównie zaplecze rosyjskie na południu – Berdiańsk, Myrne na obrzeżach Melitopola i Tokmak. Kolejne ukraińskie pociski manewrujące miały również uderzyć w Ługańsku, a o aktywności dronów donosiły lokalne źródła rosyjskie z obwodów kurskiego i biełgorodzkiego.

Według informacji ukraińskiego dowództwa operacyjnego „Południe” w wyniku powodzi spowodowanej wysadzeniem tamy siły rosyjskie zmuszone były wycofać się na głębokość od 5 do 15 km od Dniepru. Zniszczeniu miały ulec umocnienia pierwszej linii obrony Rosjan (szczególnie w Hołej Prystani i Oleszkach, z których prowadzono ostrzał Chersonia i sąsiednich miejscowości) wraz z polami minowymi. Powódź nie wpłynęła natomiast na sytuację wojsk ukraińskich stacjonujących na prawym brzegu Dniepru. Uszkodzenia pozycji obrońców w dowództwie „Południe” oceniono jako minimalne. Ukraiński Sztab Generalny poinformował ponadto, że efektem powodzi były straty agresora w personelu i wyposażeniu. Pod wodą miało się znaleźć kilka składów polowych z amunicją i żywnością oraz różnego typu pojazdy, w tym opancerzone, których Rosjanie nie zdołali ewakuować. Z kolei według administracji wojskowej Odessy znoszone z prądem Dniepru miny i amunicja zaczęły już stanowić zagrożenie dla obwodu odeskiego. Władze obwodu mikołajowskiego donosiły natomiast o zniszczeniu przez wodę prowizorycznie naprawionych mostów w rejonie snihuriwskim (Rosjanie wysadzili je tuż przed ewakuacją w listopadzie 2022 r.).

6 czerwca Ministerstwo Obrony Czech poinformowało o porozumieniu pomiędzy ukraińskim koncernem państwowym Ukroboronprom i czeskim przedsiębiorstwem zbrojeniowym VOP CZ w sprawie wspólnego remontu czołgów T-64 w zakładach w Nowym Jiczynie. Kontrakt przewiduje remont (połączony z pełnym demontażem i wymianą podzespołów) nienadających się do użytku maszyn, które kilkadziesiąt lat spędziły w ukraińskich magazynach. Remont ma trwać do końca 2023 r., liczby poddanych mu czołgów nie ujawniono.

7 czerwca rząd Niemiec powiadomił o przekazaniu Ukrainie kolejnego pakietu uzbrojenia, w którego skład weszło m.in. osiem przegubowych transporterów gąsienicowych Bandvagn 206 (BV206; ogółem RFN planuje dostarczyć armii ukraińskiej 64 pojazdy tego typu), 2 tys. sztuk amunicji 35 mm do samobieżnych dział przeciwlotniczych Gepard oraz 14 dronów rozpoznawczych Vector. Tego samego dnia koncern Rheinmetall poinformował o zamówieniu przez niemiecki resort obrony przygotowania i wysłania na Ukrainę do końca lipca 20 bojowych wozów piechoty Marder (dotychczas armia ukraińska otrzymała 40 BWP tego typu), o których przekazaniu Berlin informował w maju. Do końca lipca Rheinmetall ma także dostarczyć na Ukrainę pierwszą partię 10 tys. nowo wyprodukowanych naboi 35 mm (z kontraktu opiewającego na 300 tys. sztuk) dla gepardów. 8 czerwca szwedzki resort obrony potwierdził zakończenie szkolenia i powrót do kraju ukraińskich załóg bojowych wozów piechoty CV90. Armia ukraińska otrzymała dotychczas co najmniej połowę z 50 obiecanych BWP tego typu.

9 czerwca Bloomberg poinformował, że Pentagon zamierza ogłosić kolejny pakiet wsparcia wojskowego dla Kijowa o wartości ponad 2 mld dolarów. Mają one zostać przeznaczone na zakup wyrzutni obrony powietrznej Hawk i rakiet do nich oraz pocisków GEM-T i PAC-3 do systemów Patriot. Środki mają być wydatkowane z Inicjatywy Wsparcia Bezpieczeństwa Ukrainy (USAI), co oznacza zamówienia w przemyśle i dostawy w dłuższym okresie, co najmniej kilku miesięcy.

(...)

7 czerwca szef ukraińskiej służby sanitarno-epidemiologicznej Ihor Kuzin zwrócił uwagę, że jak co roku w obwodach odeskim, mikołajowskim i chersońskim wzmożono kontrolę mającą ujawnić przypadki chorób zakaźnych. Dodał, że po opadnięciu wody, która zalała okoliczne tereny w wyniku zniszczenia tamy w Nowej Kachowce, istnieje duże ryzyko wybuchu epidemii cholery, ale służby laboratoryjne są gotowe do diagnozowania choroby.

8 czerwca Izba Obrachunkowa Ukrainy podała, że wydatki na obronę i bezpieczeństwo w pierwszym kwartale br. wyniosły prawie 389 miliardów hrywien (ok. 10,6 mld dolarów), co stanowi 61% wydatków z budżetu państwa.

Komentarz

Kierunki ukraińskiego uderzenia potwierdzają, że celem rozpoczętej w ostatnich dniach operacji zaczepnej jest odcięcie lądowego połączenia Rosji z okupowanym Krymem. Armia ukraińska nie zdecydowała się na zmasowany atak, stopniowo zwiększając zaangażowanie (w pierwszych atakach w rejonie Wełykiej Nowosiłki brały udział dwie brygady). Nie zaangażowała też jak dotychczas na większą skalę zgrupowania uderzeniowego (dziewięć brygad wyszkolonych na Zachodzie i wyposażonych w przekazane przez partnerów ciężkie uzbrojenie), które wciąż tworzy strategiczną rezerwę. Niemniej do walki wprowadzane są systematycznie wchodzące w jego skład pododdziały, wyposażone m.in. w czołgi Leopard 2. W ciągu najbliższego tygodnia okaże się, czy jednostkom ukraińskim uda się przełamać pierwszą linię rosyjskiej obrony (na kierunku Mariupola i Melitopola jest ona zorganizowana w trzy linie) i rozwinąć powodzenie do dalszych działań w kierunku Morza Azowskiego. Należy przyjąć, że Ukraińcy będą kontynuowali działania tam, gdzie uda im się doprowadzić do przełamania (niezależnie, czy będzie to Orichiw, czy Wełyka Nowosiłka), i dopiero wówczas wprowadzą do walki trzon zgrupowania uderzeniowego.

Zalanie terenu po wysadzeniu tamy Kachowskiej Elektrowni Wodnej staje się dla Rosjan poważnym problemem natury militarnej. Wskutek powodzi na lewym brzegu Dniepru pojawiła się strefa niczyja szerokości od 5 do 15 km, której ponowne włączenie do obszaru kontrolowanego przez armię rosyjską może okazać się w najbliższych miesiącach niemożliwe. Odbudowę umocnień będą utrudniały nie tylko ostrzał prowadzony przez siły ukraińskie (poprzednio pierwsze linie obrony na lewym brzegu Dniepru Rosjanie wybudowali w czasie, gdy kontrolowali prawobrzeżną część obwodu chersońskiego), lecz przede wszystkim zniszczenie pól minowych. Pod względem inżynieryjno-saperskim teren popowodziowy będzie stanowił dla agresora niewiadomą i niebezpieczeństwo analogiczne do zagrożenia dla sił ukraińskich, przeciwko którym system zapór minowych był tworzony. Po ustąpieniu powodzi siły ukraińskie uzyskają natomiast względną swobodę penetracji lewego brzegu Dniepru i tworzenia na nim przyczółków, której nie miały przed wysadzeniem tamy. Ze względu na wspomniane wyżej zagrożenie minowe (skutki nawodnienia ustąpią w ciągu kilkunastu dni) bardzo mało prawdopodobne jest ukraińskie uderzenie na lewobrzeżną część obwodu chersońskiego w ramach rozpoczętej w ostatnich dniach kontrofensywy.

osw.waw.pl

Od 22 maja na terytorium obwodu biełgorodzkiego trwa ukraińska operacja dywersyjno-psychologiczna. Głównym jej wykonawcą są walczące z reżimem putinowskim rosyjskie oddziały ochotnicze należące do Legionu „Wolna Rosja” i Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego, które podlegają Siłom Zbrojnym Ukrainy. Taktyka prowadzonych działań obejmuje wykonywanie kilkukilometrowych rajdów w głąb Rosji, niszczenie posterunków granicznych i przejmowanie krótkotrwałej kontroli nad niewielkimi miejscowościami.

Służba graniczna FSB nie była w stanie zareagować na incydenty zbrojne i  porzucała posterunki graniczne, a siły zbrojne nie zdecydowały się jak dotąd na przerzucenie jednostek wojskowych. Władze lokalne ogłosiły szybką ewakuację miejscowości przygranicznych, przeprowadziły ją w ograniczonej skali i skupiły się na działalności propagandowej. Gubernator Wiaczesław Gładkow objął osobistym nadzorem dystrybucję pomocy humanitarnej, odwiedza punkty pomocy oraz spotyka się z mieszkańcami. Do regionu zaczęło napływać wsparcie materialne z innych podmiotów federalnych. 6 czerwca obwód odwiedził Andriej Turczak – wiceprzewodniczący Rady Federacji i członek kierownictwa partii władzy Jedna Rosja.

Według oficjalnych komunikatów rosyjskiego resortu obrony wszystkie grupy zbrojne, które wkroczyły na terytorium obwodu biełgorodzkiego, miały zostać rozbite. Nie podjęto również decyzji o wprowadzeniu na tym terenie stanu wojennego. Państwowe media przemilczają to, że w atakach biorą udział Rosjanie walczący po stronie ukraińskiej. O ich przeprowadzenie oskarżani są ukraińscy nacjonaliści oraz zagraniczni najemnicy (głównie Polacy). Z kolei w ukraińskich mediach aktywność rosyjskich przeciwników reżimu jest przedstawiana jako zarzewie buntu społecznego w FR, sygnalizującego możliwość wybuchu wojny domowej.

Komentarz

Udana operacja dywersyjna rosyjskich ochotników na terytorium Rosji to kolejna akcja tego typu – do podobnych doszło w marcu i kwietniu br. Realizowana jest jednak na szerszą niż wcześniej skalę – grupy liczące po kilkadziesiąt osób poruszają się pojazdami opancerzonymi i są uzbrojone w wyrzutnie przeciwpancerne. Choć działania te mają niewielkie znaczenie militarne, to ujawniły słabość rosyjskich sił odpowiedzialnych za ochronę granicy, a przede wszystkim ograniczone możliwości szybkiego reagowania na takie incydenty. Siły Zbrojne FR jak dotąd nie są zdolne zapobiegać kolejnym tego rodzaju incydentom, a służba graniczna FSB nie zapewnia skutecznej ochrony granicy państwowej. Nie sprawdził się również realizowany pod egidą władz obwodowych plan wzmocnienia ochrony granicy formowanymi ad hoc oddziałami milicji ludowej. Zdezorientowane władze lokalne, obawiające się, że dojdzie do wtargnięcia większych sił, podejmowały jedynie doraźne działania mające zapewnić bezpieczeństwo ludności cywilnej, np. zarządziły przeprowadzenie szybkiej ewakuacji, co pogłębiło jedynie chaos. Część mieszkańców zmuszona była na własną rękę opuścić tereny objęte walkami i organizować wzajemną pomoc.

W wymiarze wojny psychologicznej akcja pogłębia panikę wojenną wśród miejscowej ludności, a także podważa autorytet władz, niebędących w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa. Doniesienia o napiętej sytuacji w obwodach przygranicznych i nieskutecznej reakcji służb są obecne w rosyjskiej przestrzeni medialnej i powodują wzrost zaniepokojenia możliwością przeniesienia wojny na terytorium FR. Atmosferę napięcia potęgują trwający ostrzał artyleryjski i ataki powietrzne na terytorium Rosji oraz rozpowszechnianie w sieciach społecznościowych pogłosek o ukraińskim marszu na centrum obwodu – miasto Biełgorod. W rosyjskich mediach oraz sieciach społecznościowych dostępne są liczne relacje opisujące panikę ludności, jej ucieczkę czy maruderstwo. Panika i rozczarowanie (poczucie pozostawienia bez pomocy) narastają zwłaszcza w lokalnych społecznościach, w regionach, które doświadczyły ataków. Przedmiotem krytyki jest przede wszystkim postawa rosyjskich sił zbrojnych, których kompetencje są kwestionowane. Zaobserwować można także narastającą nieufność do oficjalnych przekazów informacyjnych oraz poczucie osamotnienia i braku adekwatnego wsparcia ze strony instytucji państwa.

Władze w Moskwie, a także kremlowska propaganda marginalizują znaczenie akcji dywersyjnych, podkreślając, że mają one charakter „terrorystyczny” i są wymierzone w ludność cywilną. Pozwala to propagandzie przedstawiać Rosję jako „ofiarę” wojny wywołanej przez Kijów przy wsparciu Zachodu oraz uderzać w wizerunek Ukrainy na arenie międzynarodowej. Wkroczenie obcych sił na terytorium Rosji wykorzystuje ona, by oskarżać nie tylko Kijów, lecz także Zachód o zamiar doprowadzenia do „zagłady narodu rosyjskiego”, próbując jednocześnie konsolidować społeczeństwo wokół Kremla i wojny. Przemilczanie udziału Rosjan w rajdach wynika najprawdopodobniej z obawy Kremla przed ukazaniem, że idea walki zbrojnej z reżimem Władimira Putina ma swoich aktywnych zwolenników w Rosji, co mogłoby stać się „złym przykładem” dla reszty jego oponentów. Aby uniknąć paniki i eskalacji niezadowolenia z działań władz, w mediach dominuje uspokajająca narracja, wedle której służby państwowe kontrolują sytuację, a społeczeństwo zachowuje spokój i jest gotowe do obrony kraju.

W przypadku kontynuowania ukraińskiej dywersji i objęcia nią wszystkich obwodów przygranicznych (kurskiego, briańskiego i biełgorodzkiego) będzie miała ona coraz większy wpływ na pogorszenie nastrojów społecznych. Wykazywanie nieudolności władz, rozpowszechnianie tezy o rosnącym oporze zbrojnym („rosyjscy partyzanci”) w Rosji, sygnalizowanie w ramach ukraińskiej dezinformacji możliwości powołania na zajętych terytoriach antyputinowskich republik ludowych będą skutkować spadkiem zaufania do rządzących. Nie będzie to jednak oznaczało szybkiego obniżenia nastrojów prowojennych – dla części społeczeństwa poczucie bezpośredniego zagrożenia uprawdopodobnia lansowaną przez Kreml tezę, że Zachód wraz z Ukrainą chcą zniszczyć Rosję, co przekłada się na domaganie się zwycięstwa. W przygranicznych obwodach obserwowano dotąd wyższe niż w skali całym państwie poparcie dla działań wojennych. Choć jak dotąd władze obwodowe nie zostały poddane wyraźnej krytyce ze strony ludności, nie można wykluczyć roszad personalnych na tym szczeblu wraz z dalszym zaostrzaniem się sytuacji i pogorszeniem się nastrojów społecznych.

Nie jest wykluczone, że w celu poprawy stanu bezpieczeństwa w rejonach przygranicznych, w sytuacji, gdy armia i siły bezpieczeństwa borykają się z brakiem rezerw, Kreml zdecyduje się na powierzenie tego zadania formacjom najemniczym. Zainteresowany takim rozwiązaniem jest zagorzały krytyk resortu obrony Jewgienij Prigożyn, który 5 czerwca postawił swoiste ultimatum dowództwu Sił Zbrojnych FR, zapowiadając, że jeśli w ciągu dwóch tygodni nie zaprowadzą one porządku w obwodzie biełgorodzkim i nie zapewnią bezpieczeństwa jego mieszkańcom, to zajmą się tym podległe mu oddziały. Ofertę uregulowania sytuacji bezpośrednio Putinowi złożył także przywódca Czeczenii Ramzan Kadyrow, proponując wykorzystanie do obrony rejonów przygranicznych oddziałów czeczeńskich.

osw.waw.pl

W dniach 29 maja – 2 czerwca minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow odbył podróż do Afryki – odwiedził Kenię, Burundi i Mozambik. Ostatnim jej etapem była Republika Południowej Afryki, gdzie uczestniczył w spotkaniu ministrów spraw zagranicznych grupy BRICS, do których dołączyli przedstawiciele m.in. Demokratycznej Republiki Konga, Egiptu, Gabonu, Gwinei Bissau oraz Komorów. To trzecia wizyta szefa rosyjskiej dyplomacji na kontynencie afrykańskim w tym roku. W styczniu gościł on w RPA, Eswatini, Angoli i Erytrei, zaś w lutym odwiedził Mali, Mauretanię i Sudan. W czasie tournée Ławrowa, 31 maja Władimir Putin przyjął na Kremlu prezydenta Erytrei Isajasa Afewerkiego.

Spotkania nie przyniosły wymiernych efektów w postaci podpisanych umów czy dokumentów programowych. Moskwa nadała im silny wydźwięk propagandowy, wykorzystując je do krytyki świata zachodniego, a także promocji swojej narracji na temat wojny na Ukrainie. Posługując się antykolonialną i emancypacyjną retoryką, Ławrow wyraźnie akcentował m.in. potrzebę zwiększenia w Radzie Bezpieczeństwa ONZ roli państw afrykańskich i przeprowadzenia korzystnej dla nich reformy globalnych organizacji finansowych. Podkreślał również konieczność respektowania suwerenności zewnętrznej kontynentu w myśl zasady „Afrykańskie problemy – afrykańskie rozwiązanie”.

Komentarz

Bezprecedensowa intensyfikacja aktywności rosyjskiej dyplomacji wobec Afryki świadczy o wzmożonym zainteresowaniu Kremla współpracą z państwami tego kontynentu. Jest to podyktowane przede wszystkim potrzebą dywersyfikacji kontaktów międzynarodowych w obliczu izolacji, jakiej świat zachodni poddał Rosję w związku z inwazją na Ukrainę. Sama kooperacja na linii Rosja–Afryka ma charakter asymetryczny i selektywny. Moskwa, świadoma istnienia naturalnych ograniczeń we współpracy, priorytetowo traktuje jej aspekt polityczny, militarny i energetyczny. Strona rosyjska szczególnie zainteresowana jest współdziałaniem z państwami afrykańskimi na forum ONZ, eksportem uzbrojenia i instalacją swoich baz wojskowych na kontynencie, a także inwestycjami w energetykę jądrową, realizowanymi przez państwową korporację Rosatom, oraz eksploatacją złóż surowców mineralnych.

Zarówno wizyty Ławrowa, jak i spotkanie Putina z prezydentem Erytrei miały przede wszystkim wymiar polityczno-wizerunkowy i stanowiły element przygotowań do drugiej edycji szczytu Rosja–Afryka (który odbędzie się w lipcu w Petersburgu). Deklaracje na temat rozwoju współpracy gospodarczej, naukowo-technicznej, akademickiej, kulturalnej i humanitarnej miały wyraźnie drugorzędne znaczenie. Ożywiona aktywność rosyjskiej dyplomacji na kierunku afrykańskim obejmuje kontakty nie tylko z państwami ważnymi z perspektywy Kremla, lecz także mało znaczącymi, takimi jak Burundi, a wcześniej Eswatini i Mauretania. Wskazuje to na zamiar zwiększania swoich wpływów i budowy pozytywnego wizerunku Moskwy w skali całego kontynentu oraz na chęć wykorzystania gotowości jakiegokolwiek państwa do współpracy.

 Afrykańskie tournée posłużyło Rosji jako pretekst do krytyki Stanów Zjednoczonych, UE i ich sojuszników (Australii, Japonii, Wielkiej Brytanii). Wojna na Ukrainie i antyrosyjskie sankcje zostały przedstawione jako konsekwencje wspieranego przez Zachód jednobiegunowego ładu międzynarodowego, dyskryminującego również kraje rozwijające się. Strona rosyjska posługuje się hasłami antykolonialnymi i tożsamościowymi w celu dyskredytacji świata zachodniego i zdystansowania się od niego w oczach afrykańskich partnerów. Moskwa stara się przy tym wykorzystać resentyment do Zachodu, pozycjonując się jednocześnie jako atrakcyjny partner i zwolennik wielobiegunowego porządku światowego, bardziej odpowiadającego interesom Globalnego Południa. Krytykę zewnętrznej ingerencji w sprawy kontynentu należy więc postrzegać jako część rosyjskiej oferty skierowanej do afrykańskich elit rządzących, z których Kreml chciałby uczynić swoją polityczną klientelę, by następnie wykorzystać ją na arenie międzynarodowej. Propozycji Moskwy towarzyszy m.in. perspektywa zaawansowanej współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i wojskowości, której nie mogą lub nie chcą nawiązać z państwami kontynentu inni światowi gracze.

Udział rosyjskiego ministra w zjeździe szefów dyplomacji państw BRICS był istotny w kontekście dyskusji na temat potencjalnego rozszerzenia grupy, również o kraje afrykańskie, pożądanego z punktu widzenia Kremla. Spotkanie posłużyło też umacnianiu więzi między Rosją a Republiką Południowej Afryki. Pielęgnowanie relacji bilateralnych jest ważne dla Kremla w związku z amerykańskimi oskarżeniami, jakoby Kapsztad miał potajemnie przekazać Moskwie broń (mimo deklarowanej neutralności wobec wojny na Ukrainie), a także ze względu na  sierpniowy szczyt przywódców BRICS, którego gospodarzem będzie RPA. Udział Putina w tym wydarzeniu stoi pod znakiem zapytania z uwagi na wydany w marcu przez Międzynarodowy Trybunał Karny nakaz jego aresztowania – RPA uznaje jurysdykcję tego sądu.

osw.waw.pl

W mediach społecznościowych pojawiają się relacje osób, które czekają na pomoc. W większości są to wpisy mieszkańców okupowanej przez Rosję strony Dniepru. Jak podkreśla BBC, lewy brzeg ucierpiał bardziej, ponieważ położony jest niżej niż prawy. "Pomóżcie, proszę! Wszyscy są na dachu - dzieci krzyczą i płaczą. Jesteśmy trzy dni bez jedzenia i wody. Powoli umieramy. Proszę, proszę" - napisała, cytowana przez BBC, Switłana. "Proszę pilnie! Jest babcia urodzona w 1939 i niepełnosprawna kobieta urodzona w 1958. Trzeba je ewakuować. Pomocy!" - to z kolei słowa Aliony.

Dom Nastii stoi na wzgórzu, dlatego nie został uszkodzony przez wodę. Natomiast jej sąsiedzi nie mieli tego szczęścia - mieszkają na niżej położonym obszarze. - Poszłam zanurkować po psa sąsiada. Pies stał na dachu stodoły, ale był uwiązany pod wodą. Oddałam go właścicielce: ma 82 lata, nie mogła go uratować - powiedziała Nastia, cytowana przez BBC.

Ludzie na zalanych terenach próbują ratować siebie, swoich bliskich i zwierzęta. 73-letni Wasyl, mieszkaniec miasta Oleszki, spędził na dachu dobę. Razem z nim były dwa psy. Po tym jak zawaliła się zapora, mężczyzna nie miał czasu na ucieczkę - zanim całkowicie zalało jego dom i samochód, udało mu się wejść na dach. Potem pozostało mu czekać na wolontariuszy. Rodzina Wasyla w listopadzie ubiegłego roku wyjechała do Rosji. On sam został, aby zająć się gospodarstwem i psami.

Rosyjska Mediazone informuje, że w samych Oleszkach (które już w środę zostały całkowicie zalane, a ewakuacja stamtąd możliwa jest tylko przy użyciu specjalnego sprzętu) ratownicy mają do dyspozycji zaledwie kilka łodzi. Najwyższa liczba, o której piszą media, to dziesięć. A zgłoszeń od uwięzionych ludzi są setki. Jedna z wolontariuszek przekazała, że według jej obliczeń w Oleszkach na ewakuację czeka w sumie około 5 tys. osób przebywających łącznie w 1500 miejscach. W czwartek udało się uratować ponad 200 osób. Ta sama wolontariuszka zaznaczyła, że większość próśb o ratunek pochodzi od osób starszych i rodzin z dziećmi, często są z nimi również zwierzęta. Z jej informacji wynika, że około 500 osób jest "już w wodzie" i wymaga pilnej ewakuacji. Wolontariusze zaznaczają, że niektóre ulice są już całkowicie pod wodą. - Jeśli wczoraj byli tam żywi ludzie, to dzisiaj nikt nie przeżył. Ludzie toną, umierają z wychłodzenia i odwodnienia - mówią.

onet.pl

O zmianach w strukturze rosyjskiej armii — zmianach, które pokazują, jak bardzo Rosja postrzega dziś NATO jako wroga — poinformował w czerwcowym numerze wydawanego przez rosyjski MON pisma "Wojenne Komisariaty Rosji" zastępca szefa Sztabu Generalnego gen. Jewgienij Burdinski. Od dziesięcioleci pisma takie jak "Komisariaty" służą radzieckiej i rosyjskiej armii do prowadzenia debat o doktrynie i przekazywania informacji wojskowym analitykom.

Według Burdinskiego rosyjska armia do końca 2023 r. odtworzy zlikwidowane w 2010 r. dwa specjalne okręgi wojskowe — Moskiewski i Leningradzki (czyli w St. Petersburgu). Oprócz tego MON chce powołać w europejskiej części Rosji dwie nowe armie, korpus armijny, pięć dywizji, oraz 26 brygad. Powstanie też nowy rejon wojskowy (czyli struktura o stopień niższa od okręgu wojskowego) na Morzu Azowskim.

Minister obrony Rosji Siergiej Szojgu informował o planach odbudowy dwóch specjalnych okręgów wojskowych już pod koniec ub.r. Tłumaczył to wówczas "potrzebną reakcją na budowę infrastruktury NATO u naszych granic". Rosyjscy wojskowi od lat wykorzystują NATO do zwiększania swego budżetu, a rosyjska propaganda na wiele lat przed wybuchem wojny w Ukrainie twierdziła już, że Europa i USA szykują się do zaatakowania części lub całości terytorium Rosji.

Ogłoszone właśnie przez Burdinskiego decyzje oznaczają, że w sferze strukturalnej rosyjska armia całkowicie wraca do myślenia radzieckiego. Jeden z poprzednich ministrów obrony Rosji Anatolij Sierdiukow (był ministrem w latach 2007-2012) zmienił tę strukturę tak, by oszczędzić wydatki na obronę i by lepiej walczyć z korupcją i marnotrawstwem w wojsku. Sierdiukow zyskał swymi decyzjami wielu wrogów i ostatecznie został usunięty przez wojskowych — na jego miejscu pojawił się Szojgu.

Katastrofa militarna w Ukrainie (za którą wojskowi winią właśnie reformy Sierdiukowa) oraz wejście Finlandii do NATO (i co za tym idzie, podwojenie długości granicy Rosji z Sojuszem) skłoniły rosyjskich wojskowych do przeprowadzenia kolejnej reformy strukturalnej. Z tym że jest to po prostu powrót do tego, jak armia była budowana w czasach ZSRR.

Paul Goble, amerykański ekspert ds. rosyjskiego wojska, zwraca uwagę na to, że odbudowanie radzieckiej struktury armii oznacza dwie rzeczy:
  • gotowość Moskwy do prowadzenia wojny ofensywnej w Europie, oraz
  • potrzebę zbudowania linii obrony wokół centrów władzy na wypadek problemów wewnątrz samej Rosji
Po zbudowaniu (a raczej odbudowaniu) okręgów wojskowych i utworzeniu kolejnych jednostek wojskowych Rosja będzie gotowa, w razie czego, do zaatakowania NATO. Przyznają to sami rosyjscy eksperci. Autor wpisu na znanym i ściśle powiązanym z rosyjskim establishmentem wojskowym serwisie Politnavigator napisał wprost, że to "niezbędna reakcja" na "coraz bardziej agresywne plany Sojuszu" a "Rosja powinna być gotowa na wojnę ofensywną".

Goble w analizie dla Fundacji Jamestown — instytucji zrzeszającej cywilnych kremlologów pracujących dla CIA i innych instytucji rządowych w USA, w tym również uciekinierów z Rosji — zwraca uwagę na innego znanego rosyjskiego blogera. Anatolij Niesmian, znany w internecie jako El Murid, to często krytykujący Kreml analityk, który jednak ma doskonałe kontakty w rosyjskim wojsku i rosyjskich służbach specjalnych. Goble cytuje El Murida, który po publikacji artykułu gen. Burdinskiego podkreśla, że wprowadzenie zmian Burdinskiego w trakcie, gdy trwa wojna w Ukrainie, może się okazać niemożliwe.

"Zwiększenie armii i jej reorganizacja w czasie wojny jest są skazane na porażkę" — pisze El Murid. — "Rosyjska armia zdecydowanie potrzebuje reformy, ale przeprowadzenie jej w trakcie działań wojennych to proszenie się o katastrofę".

Jednocześnie, zwracają uwagę Goble i El Murid, kluczowe znaczenie w całej reformie może mieć odtworzenie specjalnych okręgów wojskowych wokół Moskwy i St. Petersburga. W czasach ZSRR były to okręgi najlepiej wyposażone, najlepiej wyszkolone i najlepiej zaopiekowane przez władzę, pełniły bowiem rolę podobną do tej, jaką w PRL-u pełniły wojska wewnętrzne — miały chronić władzę przez ewentualnym buntem lub powstaniem wewnątrz kraju.

"W ramach owej reformy najwięcej środku pójdzie zapewne na te dwa okręgi kosztem pozostałych" — uważa El Murid. — "Decyzja o ich odtworzeniu oznacza zapewne, że Kreml rozumie, jak trudne będzie utrzymanie kraju w całości w przewidywalnej przyszłości i jak szybko może postępować proces regionalizacji i upadku struktur państwa na jego peryferiach".

"Z tych powodów nikt nie pomoże [atakowanemu przez Ukraińców] Biegłorodowi" — pisze dalej El Murid, którego wpisy są skrupulatnie analizowane w krajach, dla których bezpieczeństwa myślenie Kremla ma zasadnicze znaczenie. — "Kreml zdecydował się poświęcić ich bezpieczeństwo po to, by utrzymać i zacieśnić kontrolę nad centralnymi terenami kraju".

To działanie typowe dla przywódców Rosji. Rosja zawsze była krajem, którego życie koncentrowało się wokół stolicy — tej obecnej i tej byłej. Stąd niezrozumienie tego, jak naprawdę wygląda i żyje Rosja, wśród wielu cudzoziemców. Jeśli odwiedzają oni jedynie Moskwę i St. Petersburg — dwie destynacje turystyczne w Rosji, które gromadzą zdecydowaną większość zagranicznych gości (mowa oczywiście o czasach przed wojną) — to nie mają pojęcia, jak żyją ludzie na rosyjskiej prowincji, czyli wszędzie poza tymi miastami. A to, jak wygląda tam życie, widzieliśmy po powszechnym zainteresowaniu rosyjskich żołnierzy, niemal w całości pochodzących właśnie z prowincji, w kradzieży wszelkich dóbr materialnych — od pralek i komputerów po ubrania — w okupowanych częściach Ukrainy.

El Murid jako przykład tego myślenia, które jego zdaniem jest słuszne, daje przykład Baszira al-Asada. Prezydent Syrii w najgorszym dla siebie momencie wojny domowej w Syrii kontrolował jedynie Damaszek i okolice syryjskiej stolicy. A jednak przez cały ten czas był postrzegany jako prezydent kraju i ostatecznie pokonał swych przeciwników. Co więcej, mimo popełnienia niezliczonej ilości zbrodni na swych współobywatelach, w zasadzie wrócił już na niektóre salony dyplomatyczne. Został nawet zaproszony na szczyt klimatyczny, gdzie zapewne chętnie wygłosi przemówienie o syryjskiej ekologii.

Zdaniem El Murida Putin myśli podobnie. Jeśli sytuacja wewnątrz Rosji i na jej obrzeżach się pogorszy, dla reżimu kluczowe będzie utrzymanie kontroli nad dwoma najważniejszymi miastami w Rosji. "Putin i jego ludzie nigdzie się nie wybierają z bardzo prostego powodu" — pisze Anatolij Niesmian — "Nie mają dokąd się wybierać".

Paul Goble jest zdania, że coraz więcej ludzi w Rosji będzie sobie zdawać sprawę, że Moskwa ich nie ochroni — ani przed ryzykiem z zewnątrz, ani przed zagrożeniami spowodowanymi np. następstwem międzynarodowych sankcji. Garri Kasparow napisał niedawno, że "Rosjanie [z prowincji] zaczynają rozumieć, że tak jak nikt w Moskwie nie dbał o nich w czasach pokoju, tak tym bardziej nikt nie zadba o nich w czasach wojny".

onet.pl