sobota, 8 lipca 2023


W styczniu 1842 roku młody Karel Havlíček-Borovský (1821–1856) pod wpływem ojca założyciela panslawizmu Jana Kollára wyjechał do Rosji, którą wielu ówczesnych zachodnio- i południowosłowiańskich intelektualistów postrzegało jako centrum przyciągające wszystkich Słowian i z którą wiązali nadzieje na polityczną przyszłość. Przez półtora roku obserwował życie społeczne i polityczne w Rosji oraz utrzymywał ożywione kontakty z rosyjskimi słowianofilami, którzy – ku jego rozczarowaniu – okazali się zwolennikami panrusizmu. Wrócił do rodzinnej Bohemii w lipcu 1844 roku. Wrażenia z pobytu w Rosji były tak silne, że entuzjazm Havlíčka-Borovskiego dla idei słowiańskiej jedności znacznie osłabł, o czym później napisze tak: „Rosyjskie mrozy i inne rosyjskie rzeczy zgasiły we mnie ostatnią iskrę wszechsłowiańskiej miłości”.

Zostawszy dziennikarzem, Karel Havlíček-Borovský opublikował w 1846 roku na łamach gazety Pražské nowiny artykuł Slovan a Čech, w którym ostro skrytykował modę na ideę jedności Słowian. Uznając znaczenie tej idei dla rozbudzenia świadomości narodowej Czechów, jednocześnie mocno podkreślając fakt istnienia różnych języków słowiańskich oraz zróżnicowania poszczególnych narodów tej wspólnoty co do ich kultury, obyczajów oraz tradycji, Karel Havlíček-Borovský pisze o zagrożeniu, jakie stanowi dla nich Rosja, która podjęła się wcielenia w życie idei jedności słowiańskiej „zębami i pazurami”. Licząc na to, że pewnego dnia wszyscy Słowianie znajdą się we władzy Rosji, rosyjscy panslawiści „zaczynają wszędzie mówić i pisać «słowiański» zamiast «rosyjski», aby potem wszystko co słowiańskie nazywać rosyjskim”.

Panslawizm w swojej czystej formie politycznej nie przetrwał początku XX wieku, kiedy wyzwolenie narodów południowo- i zachodniosłowiańskich spod wpływów imperialnych (tureckich, austro-węgierskich i oczywiście rosyjskich) doprowadziło do powstania niezależnych państw zainteresowanych realizacją własnych projektów narodowych, w których Rosja nie zajmowała głównego miejsca. Jednak idea, że rosyjskie interesy i rosyjskie spojrzenie na narody słowiańskie i ich regiony powinny być brane pod uwagę, pozostała.

(...)

W wyniku II wojny światowej, gdy znaczna część Europy Wschodniej znalazła się pod kontrolą ZSRR, a świat podzielił się na dwa ostro zwalczające się obozy ideologiczne i polityczne, nastąpiły znaczące zmiany w postrzeganiu Rosji i Europy Wschodniej.

Stając się globalnym hegemonem, Związek Radziecki zapewnił sobie prawo do wypowiadania się w imieniu całej Europy Wschodniej, a jednocześnie rozpoczął kampanię mającą na celu ustanowienie rosyjskiego języka i rosyjskiej kultury zjawiskami globalnymi. Według amerykańskiej badaczki Rachel Applebaum, która zajmuje się rozwojem języka rosyjskiego podczas zimnej wojny (zarówno poprzez jego aktywną promocję poza państwem radzieckim, jak i poprzez uczynienie go lingua franca w samym Związku Radzieckim), „historia promocji rosyjskiego jako języka globalnego w późnym okresie socjalizmu pokazuje, w jaki sposób państwo radzieckie próbowało zabezpieczyć swoją władzę w kraju i za granicą, czyniąc rosyjską kulturę i władzę radziecką synonimami” – pisze na łamach czasopisma „Kritika: Explorations in Russian and Eurasian History”.

Biorąc pod uwagę intensywność konfrontacji bloków, nie jest zaskakujące, że drugi światowy hegemon, Stany Zjednoczone, rozpoczął pod koniec lat 40. XX wieku realizację potężnego programu badania swojego ideologicznego przeciwnika, tworząc od podstaw nową dyscyplinę, która wcześniej nie miała odpowiednika w życiu akademickim. Jak pisze amerykański historyk David Engerman w książce o wymownym tytule Znaj swojego wroga: Powstanie i upadek amerykańskich sowietologów, dyscyplina ta, stworzona dzięki wspólnym wysiłkom amerykańskiej administracji, prywatnych fundacji i naukowców, znana pod różnymi nazwami (studia rosyjskie, studia radzieckie lub sowietologia) „starała się służyć zarówno Marsowi, jak i Minerwie, bezpieczeństwu narodowemu i życiu akademickiemu”.

Jednak z perspektywy Europy Wschodniej to pragnienie siedzenia na dwóch krzesłach jednocześnie trudno nazwać sukcesem. Przeciwstawienie się Związkowi Radzieckiemu i szkolenie specjalistów ze znajomością języka rosyjskiego i realiów radzieckich w pierwszej kolejności tworzyło nierówność w badaniu tego, co działo się w bloku radzieckim jako całości, ponieważ wszystko, co się tam działo, było postrzegane jako drugorzędne w stosunku do tego, co miało miejsce w ZSRR.

Trudno nie zgodzić się z wyrażoną w portalu Wachtyrz.eu opinią Tomasza Kamuselli, polskiego interdyscyplinarnego badacza nacjonalizmów i polityk językowych w Europie Środkowo-Wschodniej, że „z geopolitycznego punktu widzenia inne języki (i kultury) słowiańskie miały pewne znaczenie tylko wtedy, gdy były używane jako języki urzędowe w bloku wschodnim, na przykład bułgarski w Bułgarii, czeski i słowacki w Czechosłowacji, polski w Polsce. Jednak podczas zimnej wojny studia nad białoruskimi i ukraińskimi językami i kulturami były ignorowane na Zachodzie, ponieważ w Związku Radzieckim decyzje polityczne podejmowano nie w Mińsku czy Kijowie, ale wyłącznie w imperialnej Moskwie”.

Model wiedzy ukształtowany w Stanach Zjednoczonych, który koncentrował się na badaniu języka i kultury rosyjskiej w celu zrozumienia Związku Radzieckiego, podczas gdy Europa Wschodnia i kultury słowiańskie zostały odsunięte na dalszy plan, był eksportowany do innych krajów bloku zachodniego, od Japonii po Norwegię. Slawistyczne ośrodki, wydziały i instytuty, które tam powstały, były przede wszystkim zorientowane na badanie kwestii rosyjskich, podczas gdy Europa Wschodnia została zdegradowana do roli ubogiego krewnego.

Takie lekceważące podejście do regionu i postrzeganie go przez sowiecko-rosyjski pryzmat nie mogło nie wpłynąć na poziom wiedzy ekspertów na temat regionu. Jest to szczególnie wyraźne w ironicznym komentarzu norweskiego specjalisty ds. stosunków międzynarodowych Ivera B. Neumanna, którego życie intelektualne i zawodowe ukształtowało się w Oslo i Oksfordzie pod koniec istnienia żelaznej kurtyny:

"Latem 1989 roku dołączyłem do Norweskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych jako specjalista do spraw Rosji. Był to czas, kiedy każdy w małym kraju, takim jak Norwegia, kto wiedział, jak przeliterować słowo «Bułgaria» po bułgarsku, albo jak powiedzieć «Przełóż palec przez szyję» po czesku [cz. Strč prst skrz krk, to łamaniec językowy, gramatycznie poprawne zdanie złożone ze słów pozbawionych samogłosek – przyp. red.], był uważany za eksperta od Europy Wschodniej. Podobnie z punktu widzenia norweskiej prasy bycie ekspertem od Rosji zainteresowanym tym, co wówczas nazywano Związkiem Radzieckim, oznaczało, że już byłeś ekspertem od Europy Wschodniej."

new.org.pl

„W jednym z ukraińskich szpitali znalazł się mężczyzna utrzymujący, że jest naszym żołnierzem. Cierpiał ponoć z powodu szoku wywołanego bombardowaniem. Mówił, że doświadczył traumy i wszystko zapomniał. Lekarz przesłał nam zdjęcie, a my w ciągu zaledwie kilku minut mogliśmy go zidentyfikować. Znaleźliśmy jego profil w sieci społecznościowej i odkryliśmy, że jest Rosjaninem. Oczywiście został pociągnięty do odpowiedzialności” – Myhajło Fedorow, minister transformacji cyfrowej Ukrainy chwali się na stronie internetowej amerykańskiej firmy Clearview AI. Od początku rosyjskiej napaści szuka sposobów, by wykorzystać nowoczesne technologie w służbie swojego kraju. Desperacko potrzebując wsparcia, Ukraina stała się poligonem dla cyfrowych rozwiązań. Chrzest ognia przechodzą tam zwłaszcza te produkty, które w spokojniejszych częściach świata budzą kontrowersje.

Tożsamość żołnierza, o którym mówił Fedorow, pomogła ustalić właśnie Clearview AI. Jej narzędzie do rozpoznawania twarzy ma imponujące zdolności – wystarczy wgrać zdjęcie w aplikację, a dzięki zaawansowanym algorytmom dopasuje je ona do jednego z 10 miliardów obrazów znajdujących się w bazie. Aby ją stworzyć, firma przy pomocy specjalnych programów komputerowych w zautomatyzowany sposób pobierała zdjęcia z serwisów: pochodzących z USA Facebooka czy Instagrama, ale też rosyjskich VKontakte i Odnoklassniki. Jak chwali się firma, co piąty obraz w jej zasobach pochodzi właśnie z tych dwóch ostatnich mediów społecznościowych.

Technologia dostarczona przez Clearview AI szybko stała się jednym z ważnych ukraińskich narzędzi cyfrowych. Dziś używa jej siedem różnych agencji, w tym wojsko i straż graniczna, dostęp do bazy ma ponad 900 użytkowników. Łącznie w systemie wykonano już 125 tysięcy wyszukiwań. Jak podają władze Ukrainy, dzięki technologii zidentyfikowano 7,5 tysięcy podejrzanych o przestępstwa, a 125 rosyjskich żołnierzy ma postawione zarzuty. Clearview AI pomagało w łączeniu rodzin, poszukiwaniach zaginionych, wykrywaniu dezinformacji, wzmacnianiu bezpieczeństwa w punktach kontrolnych czy ujawnianiu szpiegów. Stało się także podwaliną jednej z najbardziej spektakularnych operacji w wojnie informacyjnej.

Dzięki algorytmom sztucznej inteligencji Clearview AI może rozpoznawać nawet twarze ze znacznymi urazami. Ukraińcy zaczęli więc przy jego pomocy identyfikować zwłoki zabitych rosyjskich żołnierzy, a następnie kontaktować się z ich rodzinami. „Rozpowszechniamy informację za pośrednictwem mediów społecznościowych. To uprzejmość dla matek, chcemy przynajmniej powiadomić rodziny, że straciły swoich synów, a następnie umożliwić im przybycie po ich ciała” – komentował Fedorow. Inni członkowie jego rządu przekonywali, że mogło to mieć wpływ na powolne postępy mobilizacji w Rosji.

Jak Clearview AI trafił na Ukrainę? Firma sama zaproponowała swoje usługi. Na początku marca 2022 roku jej prezes Hoan Ton-That zaoferował ukraińskiemu rządowi nie tylko bezpłatny dostęp do technologii, ale też przeszkolenie z jej obsługi. „Moje serce jest z Ukraińcami, mam nadzieję, że nasza technologia może być użyta, by przeciwdziałać krzywdzie, ratować niewinnych ludzi i ocalić życia” – zapewniał.

Choć Ukraińcy według oficjalnych informacji nie zapłacili za zaawansowany system, w rzeczywistości nie ma nic za darmo. Studium tego przypadku stało się bowiem swoistym wojennym CSR (od ang. corporate social responsibility, społeczna odpowiedzialność biznesu), czyli transakcją wiązaną, w której jedna strona otrzymuje od firmy pomoc, a sama spółka – poprawę wizerunku. To zresztą ze strony internetowej firmy pochodzą wszystkie cytaty ukraińskich oficjeli użyte w tym artykule. Clearview AI było to potrzebne, bo kiedy Ton-That oferował rządowi Ukrainy swoją pomoc, toczyły się wobec niego postępowania europejskich i amerykańskich regulatorów, którzy zarzucali mu rażące naruszenia prywatności internautów. Dane o nich były zbierane z pogwałceniem regulaminów serwisów społecznościowych. Ton-That przekonywał w mediach, że „wszyscy tak robią”.

Krótko po propozycji Ton-Thata złożonej rządowi Ukrainy włoski urząd ochrony danych nałożył na Clearview AI 20 milionów euro kary. To najwyższa możliwa stawka przewidziana przez RODO. W maju brytyjski urząd dodał kolejnych 8 milionów, potem po 20 milionów dodały Grecja i Francja. To dla firmy nie byle co – według branżowego portalu CB Insights łączna wartość wyemitowanych przez spółkę akcji wynosiła 38 milionów dolarów.

A to nie wszystko – polecono również usunięcie z bazy danych fotografii mieszkańców tych krajów i zakazano zbierania ich w przyszłości. W stanie Illinois Clearview AI dostał z kolei zakaz sprzedaży swoich produktów – zarówno służbom, jak i biznesowi – przez kolejnych pięć lat.

(...)

new.org.pl

Rozmieszczenie prawie całego rosyjskiego Wschodniego Zgrupowania Sił i rozległych elementów SMD na linii frontu w południowej Ukrainie sugeruje, że rosyjska obrona na południu Ukrainy może być krucha. Z raportu Mashovetsa wynika, że ​​jedyne rezerwy, jakie rosyjskie wojsko utrzymuje na południu Ukrainy, to pododdziały 29. Armii Połączonej – najmniejszej połączonej armii Wschodniego Okręgu Wojskowego, która ma tylko jedną brygadę manewrową: 36. Brygadę Strzelców Zmotoryzowanych. Elementy 36. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych brały udział w bitwie o Kijów na początku 2022 r. i walczyły pod Vuhledar na początku 2023 r., w związku z czym prawdopodobnie uległy degradacji. 

(...)

Rosja tymczasowo, przynajmniej częściowo, odłączyła się od globalnego internetu podczas testu swojego systemu „suwerennego internetu” w nocy z 4 na 5 lipca. Rosyjskie media państwowe RBK powołały się na źródła telekomunikacyjne, które twierdziły, że Rosja pomyślnie przeprowadziła nocny test systemu Suwerennego Internetu. Podobno test uniemożliwił Rosjanom dostęp do popularnych zachodnich usług, w tym Google i Wikipedii, zachowując jednocześnie dostęp do rosyjskich usług internetowych. Test prawdopodobnie odłączył niektóre rosyjskie służby rządowe, w tym Koleje Rosyjskie oraz rosyjski federalny organ nadzoru weterynaryjnego i rolniczy Rosselchoznadzor. Rosyjscy operatorzy telekomunikacyjni Megafon i Beeline również zgłaszali awarie podczas testu. Kontynuowane testy i rozwój „suwerennego internetu” wskazują, że Kreml kontynuuje długofalowe starania o odizolowanie Rosji od wpływów Zachodu i sfery globalnej, co prawdopodobnie będzie miało konsekwencje wykraczające poza przestrzeń informacyjną. Rosyjska gospodarka prawdopodobnie znacząco odczułaby przedłużającą się izolację od Internetu, ponieważ duża część handlu międzynarodowego opiera się na globalnym Internecie.

understandingwar.org

Nie sądzę, by nieformalne rozmowy byłych dyplomatów z Siergiejem Ławrowem na temat wojny w Ukrainie odbywały się na polecenie Białego Domu i administracji - powiedział PAP Daniel Fried, były ambasador USA w Polsce. Jak dodał, pojawienie się doniesień o tych kontaktach tuż przed szczytem NATO w Wilnie budzi jego podejrzenia.

Fried odniósł się w ten sposób w rozmowie z PAP do doniesień NBC News o tym, że trójka byłych amerykańskich oficjeli, a obecnie członków Rady ds. Stosunków Zagranicznych (Council on Foreign Relations, CFR), odbyła w kwietniu w Nowym Jorku potajemne rozmowy z szefem rosyjskiej dyplomacji, mające wybadać grunt pod potencjalne negocjacje nt. zakończenia wojny na Ukrainie.

Zdaniem Frieda, wieloletniego dyplomaty i obecnie eksperta think-tanku Atlantic Council, trójka członków CFR - odchodzący prezes Richard Haass, Thomas Graham i Charles Kupchan - nie cieszy się szczególnymi wpływami wewnątrz administracji, ani nie jest wiarygodna dla Ukraińców.

- Być może mieli jakieś rozmowy z Ukraińcami - mam taką nadzieję. Ale nie mogę sobie wyobrazić, by to były osoby, które potrafiliby wynegocjować układ, który byłby zaakceptowany przez Ukraińców - oni nie są uważani za przychylnych Kijowowi, ani wiarygodnych w oczach Ukraińców. Myślę też, że z pewnością nie działali oni w imieniu administracji Bidena - ocenia Fried.

onet.pl