W styczniu 1842 roku młody Karel Havlíček-Borovský (1821–1856) pod wpływem ojca założyciela panslawizmu Jana Kollára wyjechał do Rosji, którą wielu ówczesnych zachodnio- i południowosłowiańskich intelektualistów postrzegało jako centrum przyciągające wszystkich Słowian i z którą wiązali nadzieje na polityczną przyszłość. Przez półtora roku obserwował życie społeczne i polityczne w Rosji oraz utrzymywał ożywione kontakty z rosyjskimi słowianofilami, którzy – ku jego rozczarowaniu – okazali się zwolennikami panrusizmu. Wrócił do rodzinnej Bohemii w lipcu 1844 roku. Wrażenia z pobytu w Rosji były tak silne, że entuzjazm Havlíčka-Borovskiego dla idei słowiańskiej jedności znacznie osłabł, o czym później napisze tak: „Rosyjskie mrozy i inne rosyjskie rzeczy zgasiły we mnie ostatnią iskrę wszechsłowiańskiej miłości”.
Zostawszy dziennikarzem, Karel Havlíček-Borovský opublikował w 1846 roku na łamach gazety Pražské nowiny artykuł Slovan a Čech, w którym ostro skrytykował modę na ideę jedności Słowian. Uznając znaczenie tej idei dla rozbudzenia świadomości narodowej Czechów, jednocześnie mocno podkreślając fakt istnienia różnych języków słowiańskich oraz zróżnicowania poszczególnych narodów tej wspólnoty co do ich kultury, obyczajów oraz tradycji, Karel Havlíček-Borovský pisze o zagrożeniu, jakie stanowi dla nich Rosja, która podjęła się wcielenia w życie idei jedności słowiańskiej „zębami i pazurami”. Licząc na to, że pewnego dnia wszyscy Słowianie znajdą się we władzy Rosji, rosyjscy panslawiści „zaczynają wszędzie mówić i pisać «słowiański» zamiast «rosyjski», aby potem wszystko co słowiańskie nazywać rosyjskim”.
Panslawizm w swojej czystej formie politycznej nie przetrwał początku XX wieku, kiedy wyzwolenie narodów południowo- i zachodniosłowiańskich spod wpływów imperialnych (tureckich, austro-węgierskich i oczywiście rosyjskich) doprowadziło do powstania niezależnych państw zainteresowanych realizacją własnych projektów narodowych, w których Rosja nie zajmowała głównego miejsca. Jednak idea, że rosyjskie interesy i rosyjskie spojrzenie na narody słowiańskie i ich regiony powinny być brane pod uwagę, pozostała.
(...)
W wyniku II wojny światowej, gdy znaczna część Europy Wschodniej znalazła się pod kontrolą ZSRR, a świat podzielił się na dwa ostro zwalczające się obozy ideologiczne i polityczne, nastąpiły znaczące zmiany w postrzeganiu Rosji i Europy Wschodniej.
Stając się globalnym hegemonem, Związek Radziecki zapewnił sobie prawo do wypowiadania się w imieniu całej Europy Wschodniej, a jednocześnie rozpoczął kampanię mającą na celu ustanowienie rosyjskiego języka i rosyjskiej kultury zjawiskami globalnymi. Według amerykańskiej badaczki Rachel Applebaum, która zajmuje się rozwojem języka rosyjskiego podczas zimnej wojny (zarówno poprzez jego aktywną promocję poza państwem radzieckim, jak i poprzez uczynienie go lingua franca w samym Związku Radzieckim), „historia promocji rosyjskiego jako języka globalnego w późnym okresie socjalizmu pokazuje, w jaki sposób państwo radzieckie próbowało zabezpieczyć swoją władzę w kraju i za granicą, czyniąc rosyjską kulturę i władzę radziecką synonimami” – pisze na łamach czasopisma „Kritika: Explorations in Russian and Eurasian History”.
Biorąc pod uwagę intensywność konfrontacji bloków, nie jest zaskakujące, że drugi światowy hegemon, Stany Zjednoczone, rozpoczął pod koniec lat 40. XX wieku realizację potężnego programu badania swojego ideologicznego przeciwnika, tworząc od podstaw nową dyscyplinę, która wcześniej nie miała odpowiednika w życiu akademickim. Jak pisze amerykański historyk David Engerman w książce o wymownym tytule Znaj swojego wroga: Powstanie i upadek amerykańskich sowietologów, dyscyplina ta, stworzona dzięki wspólnym wysiłkom amerykańskiej administracji, prywatnych fundacji i naukowców, znana pod różnymi nazwami (studia rosyjskie, studia radzieckie lub sowietologia) „starała się służyć zarówno Marsowi, jak i Minerwie, bezpieczeństwu narodowemu i życiu akademickiemu”.
Jednak z perspektywy Europy Wschodniej to pragnienie siedzenia na dwóch krzesłach jednocześnie trudno nazwać sukcesem. Przeciwstawienie się Związkowi Radzieckiemu i szkolenie specjalistów ze znajomością języka rosyjskiego i realiów radzieckich w pierwszej kolejności tworzyło nierówność w badaniu tego, co działo się w bloku radzieckim jako całości, ponieważ wszystko, co się tam działo, było postrzegane jako drugorzędne w stosunku do tego, co miało miejsce w ZSRR.
Trudno nie zgodzić się z wyrażoną w portalu Wachtyrz.eu opinią Tomasza Kamuselli, polskiego interdyscyplinarnego badacza nacjonalizmów i polityk językowych w Europie Środkowo-Wschodniej, że „z geopolitycznego punktu widzenia inne języki (i kultury) słowiańskie miały pewne znaczenie tylko wtedy, gdy były używane jako języki urzędowe w bloku wschodnim, na przykład bułgarski w Bułgarii, czeski i słowacki w Czechosłowacji, polski w Polsce. Jednak podczas zimnej wojny studia nad białoruskimi i ukraińskimi językami i kulturami były ignorowane na Zachodzie, ponieważ w Związku Radzieckim decyzje polityczne podejmowano nie w Mińsku czy Kijowie, ale wyłącznie w imperialnej Moskwie”.
Model wiedzy ukształtowany w Stanach Zjednoczonych, który koncentrował się na badaniu języka i kultury rosyjskiej w celu zrozumienia Związku Radzieckiego, podczas gdy Europa Wschodnia i kultury słowiańskie zostały odsunięte na dalszy plan, był eksportowany do innych krajów bloku zachodniego, od Japonii po Norwegię. Slawistyczne ośrodki, wydziały i instytuty, które tam powstały, były przede wszystkim zorientowane na badanie kwestii rosyjskich, podczas gdy Europa Wschodnia została zdegradowana do roli ubogiego krewnego.
Takie lekceważące podejście do regionu i postrzeganie go przez sowiecko-rosyjski pryzmat nie mogło nie wpłynąć na poziom wiedzy ekspertów na temat regionu. Jest to szczególnie wyraźne w ironicznym komentarzu norweskiego specjalisty ds. stosunków międzynarodowych Ivera B. Neumanna, którego życie intelektualne i zawodowe ukształtowało się w Oslo i Oksfordzie pod koniec istnienia żelaznej kurtyny:
"Latem 1989 roku dołączyłem do Norweskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych jako specjalista do spraw Rosji. Był to czas, kiedy każdy w małym kraju, takim jak Norwegia, kto wiedział, jak przeliterować słowo «Bułgaria» po bułgarsku, albo jak powiedzieć «Przełóż palec przez szyję» po czesku [cz. Strč prst skrz krk, to łamaniec językowy, gramatycznie poprawne zdanie złożone ze słów pozbawionych samogłosek – przyp. red.], był uważany za eksperta od Europy Wschodniej. Podobnie z punktu widzenia norweskiej prasy bycie ekspertem od Rosji zainteresowanym tym, co wówczas nazywano Związkiem Radzieckim, oznaczało, że już byłeś ekspertem od Europy Wschodniej."
new.org.pl



