wtorek, 15 lutego 2022


Po tym, jak kraj zaanektował ukraiński Krym w 2014 r., Zachód uderzył Rosję sankcjami, powodując załamanie kursu rubla. Po kolejnych sankcjach za ingerencję w wybory w USA, wahaniach cen ropy i pandemii, rubel nigdy nie odzyskał dawnej wartości.

Ten upadek podważył starą strategię Putina wobec Rosjan: lepsze warunki życia nawet przy ograniczeniu swobód politycznych.

Zamiast tego zaoferował im coś innego: marzenie o odrodzeniu rosyjskiego imperium.

– Putin zaczął wierzyć w swoją historyczną misję, w to, że Rosjanie mają wobec niego dług i powinni oddać mu pełną odpowiedzialność – mówi Tatiana Stanowaja, założycielka firmy konsultingowej R.Politik. – W umyśle Putina, jeśli pójdzie na wojnę z Ukrainą, to jest to jego osobista sprawa oraz kwestia przetrwania Rosji.

Putin przekazał tę wojowniczą narrację w środę, po rzucającym się w oczy tygodniowym milczeniu na temat kryzysu ukraińskiego, podczas wideokonferencji z rosyjskimi sportowcami, wylatującymi na zimową olimpiadę w Pekinie.

– Rosjanie nie boją się trudności – powiedział. – One zawsze czynią nas silniejszymi, bardziej zjednoczonymi i pewnymi siebie.

Putin ma powody do pewności siebie. Rosja jest lepiej przygotowana finansowo na zewnętrzne ciosy gospodarcze niż w 2014 roku, co być może zwiększa pewność przywódcy, że może przetrwać kolejną burzę.

– Ceny ropy są wysokie, a sytuacja makroekonomiczna Rosji nie powoduje większych obaw; budżet jest zrównoważony – powiedział Guriew, były ekonomista.

Dodatkowo Rosja zgromadziła fundusz rezerwowy o wartości prawie 200 mld dolarów, z którego może korzystać, aby stabilizować gospodarkę.

– Jest inflacja, ale należy zauważyć, że Rosja ma ogromną przewagę nad wieloma innymi krajami: jeśli podniesie stopy procentowe, nie będzie miała problemów ze spłatą swojego długu państwowego – powiedział Guriew.

onet.pl

Maciej Miłosz: - Podczas naszej grudniowej rozmowy o sytuacji na granicy ukraińsko–rosyjskiej mówił pan, że „potencjał, który zgromadzili Rosjanie przy granicy jest niewystarczający do przeprowadzenia operacji zaczepnej dającej gwarancje powodzenia” i że choć Rosja jako państwo ma oczywiście nad Ukrainą przewagę, to na tym konkretnym kierunku to nie wystarczy. Co się zmieniło przez ostatnie dwa miesiące?

Gen. Waldemar Skrzypczak: Rosjanie wzmocnili swój potencjał w tym regionie. Ale moim zdaniem jest on nadal niewystarczający, by przeprowadzić operację wielkoskalową na obszarze całej Ukrainy, rozbić armię ukraińską, pozbawić ją możliwości do obrony i pozbawić zdolność narodu ukraińskiego do oporu. Ten potencjał, który zgromadzili daje im przewagę potencjału nad Ukraińcami w stosunku trzy do jednego. Podkreślam, że tu nie chodzi o liczbę żołnierzy, ale o potencjał. Pod względem liczby żołnierzy te siły są podobne ponieważ armia ukraińska ma ok. 140 tys. żołnierzy w okopach. Ale różnica w uzbrojeniu i wyposażeniu daje Rosjanom wspominaną przewagę trzy do jednego.

- Mówił pan, żeby uderzenie się udało to na głównym kierunku natarcia przewaga atakujących musi wynosić 5–6 do jednego.

Wojsko rozróżnia obronę przygotowaną zawczasu, czyli stałą, gdzie żołnierze przygotowują się od miesięcy, artyleria ma swoje stanowiska, drogi są wytrasowane, pola minowe założone, uzbrojone itd. oraz obronę doraźnie przygotowaną, na której stworzenie obrońcy mają dwa-trzy dni, a czasami i mniej. Obronę doraźnie przygotowaną przełamuje się z przewagą trzy do jednego, ale taką zawczasu właśnie mając przewagę sześć do jednego. Ukraińcy mają teraz obroną zawczasu przygotowaną, a Rosjanie potencjał do przełamania obrony doraźnej. Rosyjscy dowódcy, których uważam za dobrze wyszkolonych, nie podejmą decyzji by tą obronę przełamywać.

- Ale to chyba jednak będzie decyzja nie dowódców, a prezydenta Putina.

Ale ten polityk słucha też w pewnym stopniu wojskowych, a taki rozkaz spowoduje wielkie straty armii rosyjskiej, z których jakoś trzeba się będzie wytłumaczyć.

- Mówi pan, że ten potencjał nie wystarczy by zająć Ukrainę i rozbić armię ukraińską. Ale do czego ten potencjał wystarczy?

Rosjanie gromadzą wojska w wybranych rejonach i prawdopodobnie tam planują wykonanie uderzeń. Wojsk nie gromadzi się równomiernie wszędzie, tylko tak by budować przewagę. Np. na północy wzdłuż linii Dniepru zgromadzono 1 Armię Gwardii Pancernej, która ma duży potencjał. Ale Ukraińcy też tam mają swoje wojska, bo wiedzą, że to teren dogodny do natarcia na Ukrainę. Obie strony chcą budować przewagę – Rosjanie tam gdzie chcą uderzyć, a Ukraińcy na tych kierunkach, gdzie rozpoznają koncentrację Rosjan.

Nie podejmę się prognozowania, wynik tej wojny jest trudny do przesądzenia. Pytaniem otwartym pozostaje, jak będą działali Rosjanie? Czy zgodnie ze swoimi dokumentami doktrynalnymi? Oni zawsze stawiają na zaskoczenie, ale w tym wypadku jest to oczywiście niemożliwe, ponieważ wszyscy monitorują ruchy wojsk, nawet na poziomie pojedynczego czołgu. A zaskoczenie u Rosjan to klucz, u nich bardzo rozwinięte jest maskowanie operacyjne – prowadzą działania pozorne w jednym rejonie, by uderzyć w innym. Ale to teraz będzie trudne.

- To jak przebiegałby taki atak "zgodnie z podręcznikiem"?

Gdy obrona jest przygotowana zawczasu, to Rosjanie rozpoczynają powietrzną operacją zaczepną. Najpierw następują uderzenia rakietowe i artyleryjskie na systemy obrony powietrznej przeciwnika, następnie na celowniku lotnictwa uderzeniowego są centra dowodzenia i kierowania. Gdy środki obrony przeciwlotniczej są zniszczone, bądź zakłócone i lotnictwo rosyjskie ma przewagę w powietrzu, to dokonuje uderzenia głównie na struktury obrony, na odwody, by nie mogły się ruszyć z miejsca. Nie sądzę by atakowali infrastrukturę krytyczną, bo to będzie się wiązać z dużą liczbą ofiar cywilnych. A oni nie chcą nienawiści Ukraińców.

dziennik.pl

W Polsce, jak systematycznie informujemy, od tygodnia trwa rozlokowywanie grupy żołnierzy 82. Dywizji Powietrznodesantowej USA, najpierw miało to być 1,7 tys. żołnierzy z jednej z brygad, a obecnie zdecydowano o wysłaniu łącznie 4,7 tys. żołnierzy tej jednostki. Lotnisko Jasionka w Rzeszowie, jak donoszą media regionalne, „obsługuje obecnie więcej operacji lotniczych samolotów wojskowych USA niż regularnych lotów cywilnych". Na terenie drugiego dużego podkarpackiego lotniska, w Mielcu (dysponuje ono obecnie bogatą infrastrukturą, łącznie z asfaltobetonowym pasem startowym o długości 2,5 km i szerokości 45 metrów), rozwijane jest „miasteczko namiotowe" dla co najmniej kilkuset osób. Logika podpowiada, że zarówno Rzeszów-Jasionka jak i Mielec mogą odegrać kluczową rolę w przypadku zaistnienia sytuacji, w której konieczne będzie zapewnienie warunków do szybkiej ewakuacji z terytorium Ukrainy ok. 30 tys. przebywających tam obywateli USA. Z oświadczeń najwyższych rangą przedstawicieli rządu Stanów Zjednoczonych, od kilku dni nakłaniających swoich obywateli do szybkiej samodzielnej ewakuacji poza terytorium Ukrainy, można wywnioskować, iż – jak to wyraził prezydent Joe Biden – liczą się oni z tym, że „sprawy mogą się zacząć rozwijać w szaleńczym tempie".

Skalę napięcia podniosło niedawne przejścia z Bałtyku na Morze Czarne eskadry sześciu dużych rosyjskich okrętów desantowych Floty Bałtyckiej i Floty Północnej (Korolew, Mińsk, Kaliningrad, Piotr Morgunow, Georgij Pobiedonosec i Olenegorski Gornjak), które – jak spekulują niektóre media, bazując na tym, iż brak oficjalnych informacji o tym, co one zawierają – mają przewozić „tysiące żołnierzy i setki jednostek sprzętu". W tym samym czasie na Morze Śródziemne wpłynęły krążownik rakietowy Marszałek Ustinow, fregata Admirał Kasatonow, niszczyciel Wiceadmirał Kułakow oraz zespół okrętów Floty Pacyfiku, skupiony wokół krążownika rakietowego Wariag, detaszowany z bazy we Władywostoku. Na Morzu Czarnym operowały w tym czasie jednostki tutejszej floty z krążownikiem rakietowym Moskwa.

Nic dziwnego, że odpowiedzią na tę demonstrację siły FR (lub reakcją na istotny element przygotowań do ewentualnego desantu morskiego na terytorium Ukrainy w okolicy Krymu) stało się spektakularne zwiększenie aktywności lotniczej i lotniczo-morskiej sił NATO w tym regionie. Chorwacki rząd zatwierdził wejście amerykańskiego atomowego lotniskowca USS Harry S. Truman (CVN-75) na wewnętrzne wody morskie Republiki Chorwacji i jego pobyt w porcie Split od 11 do 15 lutego. USS Truman ostatnio kotwiczył przed portem w Splicie siedem lat temu. Okręt był wówczas dostępny dla publiczności, co tym razem zostało wykluczone. Świadczy to , iż tym razem pobyt jednostki w tym porcie ma jednoznacznie „niekurtuazyjny i roboczy" charakter.

Jak informują chorwackie media, USS Truman wpływa do portu w Splicie w celu „wsparcia logistycznego i odpoczynku załogi okrętu".

Według oficjalnych informacji USS Truman i jego grupa bojowa okrętów uczestniczyły w ćwiczeniach w południowej części Adriatyku, trwających od 24 stycznia do 4 lutego. W tym samym czasie wokół włoskiego lotniskowca Cavour i francuskiego lotniskowca nuklearnego Charles De Gaulle zebrały się dwie kolejne grupy bojowe. Według Naval News trzy lotniskowce połączyły siły 6 lutego na Morzu Śródziemnym, a następnie przeprowadziły dwudniowe ćwiczenia wojskowe, łącząc siły NATO po raz pierwszy od wielu dziesięcioleci w tak potężnej formacji. Tym ćwiczeniom towarzyszyły trwające do 4 lutego ćwiczenia Neptune Strike 22, w których wzięły udział również Chorwackie Siły Zbrojne, ale nie sprecyzowano, jaki był zakres udziału chorwackich jednostek w tych ćwiczeniach. Najprawdopodobniej odpowiadały one za obszar bezpieczeństwa lotniczego i łączności, zakładający wykorzystanie chorwackich instalacji radiolokacyjnych i środków łączności.

defence24.pl