poniedziałek, 23 października 2023


W Izraelu nadal trwają autopsje i identyfikacje ofiar Hamasu. Potwierdzają, że wielu wymordowanych cywilów przeszło przed śmiercią tortury, poinformował portal Jerusalem Post.

Szef instytutu medycyny sądowej Izraela Chen Kugel podał, że wiele ofiar spłonęło żywcem we własnych domach. „Wiemy, że spalono ich żywcem, ponieważ w ich tchawicach i gardłach znajdowała się sadza, co oznacza, że w chwili podpalenia nadal oddychali” - twierdzi Kugel. Najprawdopodobniej czad zabił wiele spośród ofiar.

Przedział wiekowy wymordowanych ofiar waha się od 3 miesięcy do ponad 80 lat. Wiele ciał, w tym dzieci, jest pozbawionych głów. Kugel podkreśla, że trudno ustalić, czy odcięto im głowy przed śmiercią, czy po niej, a także „czy odcięto je nożem, czy odstrzelono” – wyjaśnił.

Wiele szczątków ma rany postrzałowe na rękach, co pokazuje, że wymordowani usiłowali zasłonić się rękoma. Wiele innych, spalonych, pokazuje, że terroryści najpierw drutem krępowali ręce ofiar - a następnie podkładali ogień. Prześwietlenie jednych zwęglonych szczątków pokazało skrępowane ze sobą drutem dwie osoby - dorosłego i dziecka.

PAP


O 6.30 rano 7 października bojówki Brygad Izz Al-Din Al-Qassam, militarnego skrzydła HAMASU, oraz sojuszniczego Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu, przystąpiły do operacji nazwanej „Nawałnica Al-Aksa” (też potop/burza), dokonując masowej infiltracji poza Strefę Gazy, na terytorium Izraela. Działania były przygotowywane od długiego czasu, ale były kompletnym zaskoczeniem dla służb Izraela, zarówno w skali operacyjnej, jak i taktycznej.

Jak przyznał rzecznik Cahalu, kontradmirał Daniel Hagari, dzień przed atakiem były sygnały ostrzegawcze ze źródeł wywiadowczych, że coś się dzieje, jednakże nic z tym nie zrobiono. „Nie było jednoznacznego ostrzeżenia. Ale w godzinach poprzedzających (atak) były pewne oznaki ze Strefy Gazy, oparte o różne sygnały ze źródeł wywiadowczych - powiedział Hagari. Sprawę miano analizować w sobotę, ale nie zdążono.

Mimo, że Hamas i ID miały potencjał do walki z wojskiem i siłami bezpieczeństwa Izraela, ich modus operandi opierał się na totalnym terrorze skierowanym przeciwko ludności cywilnej. Celem rajdów nie były wyłącznie obiekty wojskowe, chociaż i one były oczywiście atakowane, ale przede wszystkim ludność cywilna, którą zasadniczo mordowano, biorąc relatywnie niewielu jeńców cywilnych. Jak się wydaje, ze znanych dokumentów, jednym z głównych celów operacji było wzięcie jak największej ilości zakładników jako karty przetargowej w ewentualnych późniejszych negocjacjach.

Atak ok. 1-2 tys. bojowników, w tym z formacji uderzeniowej „Nukba”, biorąc pod uwagę wspomniany modus operandii, polegał na przekroczeniu pasa fortyfikacji granicznych, zaatakowaniu baz i posterunków wojskowych w pobliżu Strefy i wykonaniu rajdów na okoliczne kibuce. Rano centralne i południowe obszary Izraela stały się obiektem zmasowanego ataku rakietowego, którego skala momentami była poza zdolnościami zwalczania „Żelaznej Kopuły”, stąd część rakiet, chociaż wciąż stosunkowo niewielka, zaczęła eksplodować w zamieszkanych rejonach, przy czym straty od ostrzału rakietowego były relatywnie niskie. Pod osłoną ostrzału moździerzowo-rakietowego do ataku przeszły mobilne grupy bojowe Hamasu i ID.

Bojownicy operowali komandami różnych wielkości - czasami kilkuosobowymi, czasami kilkunastoosobowymi, wdzierając się na teren Izraela przez wysadzone wyłomy w barierze drogą powietrzną na paralotniach oraz drogą morską na szybkich łodziach w rejonie Zikim. Po zniszczeniu kamer obserwacyjnych w wielu miejscach dokonano wyłomu w barierze granicznej, którymi do swoich rejonów operacji runęły mobilne grupy bojowe na motocyklach, pick-upach i technicalach (uzbrojone pikapy z PK lub DszK). Gruby bojowe uzbrojone były w broń strzelecką rozmaitego pochodzenia, granaty i granatniki RPG-7, a grupy przeciwlotnicze miały naramienne wyrzutnie.

Zaskoczenie było zupełne. Jeden z wziętych do niewoli bojowników zeznał, że był zaskoczony, że za barierą nikt na nich nie czeka. Część grup miała do dyspozycji kilka godzin zanim zaatakowano ich w kontrataku, inni byli w stanie pieszo wrócić do Gazy prowadząc zakładników. Część grup bojowych skierowała się na cele wojskowe, np. lokalne bazy/posterunki wojskowe, część na posterunki policji, np. w Sderot, a jeszcze inni zaatakowali festiwal muzyczny w Reims i zwykłe kibuce, dokonując masakr i rzezi.

Kluczowe do powodzenia operacji było sforsowanie bariery ochronnej, która jest systemem fortyfikacji pod stałym monitoringiem. Operacje przekroczenia granicy planowano wiele miesięcy, cykliczne manifestacje przy granicy miały charakter odciągający uwagę, także w sensie dosłownym, bo być może wówczas, przy paleniu opon, puszczaniu płonących balonów, rzucaniu kamieniami i marszach wzdłuż muru przygotowywano zniszczenie środków obserwacji technicznej, wysadzenie bariery (betonowego muru) i zerwanie płotu.

Kamery w punktach obserwacji bariery niszczone były ogniem snajperów i z RPG. Jednostka odpowiadająca za monitoring bariery miała ograniczony skład, bowiem część żołnierzy z powodu Sukkotu i Szabasu była w domu, nie było żadnego ostrzeżenia, zaraz jednak utraciła wizję i możliwość monitorowania sytuacji, a zgłoszenia o przebijaniu wyłomów pozostały bez odpowiedzi. Dokonano wyłomów w co najmniej 20-30 miejscach bariery. Przez zajęte przejście graniczne Erez w północnej części Strefy Gazy na teren Izraela przeniknęły mobilne grupy Brygad Izz Al-Din Al-Qassam na motocyklach i pick-upach.

Mobilne komanda zaatakowały wiele kibuców, jak Beeri, Kfar Az, czy Sufa i okoliczne bazy wojskowe. Komando, w sile szacunkowej 10 terrorystów, wdarło się do Sderot, przejmując lokalny posterunek policji. Inne komando, ok. 20 bojowników, wtargnęło do kibuca Nahal-Oz, który został odbity dopiero po ok. 12 godzinach. Grupa uderzeniowa zajęła błyskawicznie pobliską bazę wojskową Nahal-Oz, biorąc co najmniej kilku jeńców za zakładników.

Ataki miały charakter rajdów, nie zamierzano utrzymywać zdobywanego terenu, nie istniała linia frontu, ponieważ grupy terrorystów były bardzo mobilne i często nieliczne ogniska walk wybuchały w wielu miejscach, w niektórych z nich walka miała jednakże bardziej zacięty charakter.

Symbolem taktycznego zaskoczenia mogą być porzucone czołgi Merkava i łatwo przejmowane posterunki i bazy z ustawionym w rzędach wozami pancernymi. Fiński analityk OSINT, Emil Kastehelmi, udokumentował straty Cahalu w sprzęcie pancernym pierwszego dnia wojny. Uszkodzenie przez bojowników co najmniej 6 czołgów Merkava Mk4 i kilkanaście transporterów (10 typu Achzarit, 5 M113 APC, 2 Namer), nie licząc lekkich pojazdów.

Ponieważ pierwsza faza ataku była zaskoczeniem na wszystkich poziomach, także taktycznym, siły Cahalu i siły bezpieczeństwa, znalazły się w głębokiej defensywie, ponosząc straty w ludziach i sprzęcie. Do walki przystąpiły regularne oddziały wojskowe Cahalu zaatakowane w bazach oraz służby bezpieczeństwa, przede wszystkim rozbudowanego aparatu policji. Jako pierwsze zareagowały elitarne jednostki antyterrorystyczne, kontrterrorystyczne i specjalne wojska i policji.

Ok. 9.45, generalny komisarz policji ogłosił, że na południu odnotowano 21 ognisk aktywności bojowników, do rejonu skierowano jednostki specjalne – elitarną jednostkę antyterrorystyczną Yamam i brygadę taktyczną Policji Granicznej Magav (jednostki specjalne: Yamam, Yamas, Samag, Matilan).

Bojownicy zaatakowali komisariaty policji w Sderot i Ofakim. Zginęło wielu policjantów i cywilnych, w wyniku operacji antyterrorystycznej posterunki odbito, ale akcje były niełatwe i długotrwałe. Jednostka antyterrorystyczna policji Yamam odbiła w Ofakim dwóch zakładników, likwidując 10 bojowników, a trzech antyterrorystów odniosło obrażenia. Odbicie posterunku policji w Sderot, zajętego prze dziesięciu bojowników, w efekcie akcji całkowicie zrujnowanego, trwało dziesięć godzin. W różnych akcjach tylko pierwszego dnia wojny zginęło co najmniej kilku antyterrorystów Yamam.

Późniejsze alarmy w Sderot, czy Ofakim, świadczące o aktywności bojowników dają obraz sytuacji, kiedy manewrowe działania grup rajdowych Hamas/ID powodowały, że ogniska starć pojawiały się nagle w różnych miejscach i równie szybko wygasały, kiedy bojownicy się wycofywali lub byli „neutralizowani”.

Do masakry cywilów, a potem do ciężkich walk, doszło m.in. w rejonie kibucu Kfar Aza. Równie ciężkie walki toczyły się w rejonie Sufa, czy Kerem Shalom, gdzie w zasadzce zginął dowódca Brygady „Nahal”, płk. Jonathan Steinberg, jadący na pozycje swoich pododdziałów. Z wyższych poległych oficerów można wspomnieć jeszcze dowódcę wielodomenowej jednostki specjalnej „Rafaim” (JW 888, lub jednostka „duchów”) płk. Roia Levy.

Cahal i siły bezpieczeństwa zaczęły reagować dość szybko, podnosząc gotowość bojową. Ok. 8 rano IDF ogłosiły gotowość do wojny, a w rejon Strefy Gazy zaczęto przerzucać jednostki specjalne policji i wojska: Yamam, Szaldag, Egoz, Duwdewan. Jednostki te przystąpiły do działań, w znacznej mierze antyterrorystycznych, szukając i zabijając islamskich terrorystów i nierzadko uwalniając zakładników. Pierwsze uderzenie przyjęła na siebie terytorialna dywizja piechoty „Gaza” (brygady północna Ha-Gefen i południowa Katif), w kolejnych godzinach w rejon walk zaczęły napływać dalsze siły Cahalu, m.in. bataliony brygad Spadochronowej, Golani czy Kfir. Brygada Kfir została podniesiona alarmem rano 7 października, a już (dopiero?) po południu awangarda brygady ześrodkowała się w rejonie Ofakim i dwoma grupami taktycznymi przystąpiła do działań bojowych. W rejonie kibuca Beeri brygada Kfir zlikwidowała ok. 10 bojowników.

Kibuc Sufa i pobliską bazę wojskową Sufa odbiła morska jednostka specjalna Shayetet 13, która potem operowała w rejonie Nir Oz. Jednostka weszła do akcji natychmiast, w oparciu o grupę alarmową, natomiast potem śmigłowcami przerzucono jeszcze rezerwy jednostki. Uznaje się, że w ciągu całego dnia Shayetet 13 zlikwidowała ok. 60 bojowników, 26 wzięła do niewoli, uwolniła ok. 250 zakładników. Koszty operacji były duże, w akcji jednostki zginął m.in. kmdr por. (ppłk) Eli Ginsburg, oficer Shayetet 13, a w latach 2020-2023 dowódca elitarnej jednostki kontrterrorystycznej LOTAR (JW 707).

Szybko zareagowały Siły Powietrzne – samoloty F-15, F-16 i F-35 przystąpiły do zmasowanych ataków na cele w Strefie Gazy. Wieczorem podano, że tylko pierwszego dnia zaatakowano ok. 150 celów w Gazie, zrzucając ok. 100 ton bomb. Był to dopiero początek równania kwartałów Gazy z powietrza. Do akcji z zastosowaniem pocisków Hellfire i działek 30 mm przystąpiły śmigłowe szturmowe AH-64, a CH-53 i UH-60 zaczęły loty ewakuacyjne (do godz. 20 wykonały 180 operacyjnych misji i ewakuowały ponad 180 rannych).

Pomijając aspekt strat wśród cywilów i skupiając się wyłącznie na militarnym wymiarze operacji „Nawałnica Al-Aksa” i „Żelazne Miecze” o skali walk mogą świadczyć straty obu stron. W chwili zakończenia kwerendy materiału do artykułu oficjalna lista zabitych żołnierzy Cahalu – wciąż otwarta i uzupełniana - zawierała 257 nazwisk, w tym ponad dwudziestu oficerów w stopniu pułkownika, podpułkownika i majora, a lista zabitych funkcjonariuszy policji i Magav kolejnych 48 nazwisk. Do tego dochodzi również co najmniej kilku funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa Szin Bet (Szabak). Członkowie samoobrony, czyli drużyn gotowości bojowej w kibucach, lokalnej formacji szybkiego reagowania (Kitat Konenut), które również weszły do walki w zaatakowanych kibucach, zaliczani byli do zabitych cywilów.

Do końca dnia zginęło dziesiątki żołnierzy i funkcjonariuszy, setki bojowników i setki cywilów. Według Cahalu tylko w rejonie Beeri odnaleziono jakoby 103 ciała bojowników. Część z nich została również wzięta do niewoli, tak jak grupa żołnierzy również została zakładnikami, wraz z porywanymi cywilami. 11 października Cahal informował, że w okolicach Strefy Gazy odnaleziono ciała około tysiąca zabitych terrorystów, a w rejonie bariery jest jeszcze kilkaset kolejnych (szacunkowo 800).

defence24.pl


Kryzys wokół Strefy Gazy przyczynił się do ogromnego wzmożenia politycznego i społecznego w Turcji. Od 7 października stanowisko tamtejszych władz zaostrza się i przybiera różne formy: od wezwań do deeskalacji, poprzez krytykę działań podejmowanych przez Izrael (oraz USA jako czynnika nasilającego konflikt), po jego potępienie w związku z oskarżeniem o zbombardowanie szpitala w Gazie. Obok ostrych wypowiedzi prezydenta podpisano bezprecedensową, popartą przez wszystkie siły polityczne w parlamencie deklarację potępiającą Izrael ze względu na jego domniemany atak na wspomniany szpital. Turcja ogłosiła również trzydniową żałobę narodową, a w parlamencie gościła delegacja Hamasu. Równocześnie przez kraj przetoczyła się fala propalestyńskich demonstracji, m.in. pod ambasadą i konsulatami Izraela oraz Stanów Zjednoczonych, a także amerykańskimi bazami wojskowymi w İncirliku i Malatyi. W następstwie protestów Izrael ze względów bezpieczeństwa wycofał swój personel dyplomatyczny z Turcji oraz wezwał własnych obywateli do opuszczenia jej (USA zamknęły swój konsulat w Adanie i zaleciły ostrożność swoim obywatelom).

Jednocześnie Turcja rozpoczęła intensywną kampanię dyplomatyczną: minister spraw zagranicznych przeprowadził liczne rozmowy ze swoimi odpowiednikami w Stanach Zjednoczonych, Egipcie, Katarze, Arabii Saudyjskiej, Iranie i Libanie oraz wziął udział w spotkaniu Organizacji Współpracy Islamskiej w Dżuddzie, a prezydent dyskutował m.in. z prezydentem Rosji, kanclerzem Niemiec i premierem Zjednoczonego Królestwa. Ankara konsekwentnie wzywa do – wymierzonej głównie w Izrael – deeskalacji konfliktu – proponuje mediację, zwłaszcza w sprawie uwolnienia zagranicznych zakładników przetrzymywanych przez Hamas, oraz postuluje całościowe rozwiązanie sporu na podstawie rezolucji ONZ wzywającej do utworzenia państwa palestyńskiego ze stolicą w Jerozolimie Wschodniej.

Komentarz

Kwestia palestyńska jest tradycyjnie nośnym tematem w Turcji – na poziomie zarówno politycznym, jak i społecznym. W ostatnich dekadach jej sympatie ciążą w stronę palestyńską, co wiąże się m.in. z akcentowaniem bliskości kulturowej (religijnej i historycznej), krytycznym podejściem do prowadzonej z pozycji siły polityki Izraela i USA wobec regionu, wreszcie – ambicjami do nieformalnego przywództwa w świecie islamskim (i szerzej: na Globalnym Południu). Ankara utrzymuje kontakty z Hamasem, którego nie uznaje za organizację terrorystyczną. W 2010 r. po – zablokowanej przez Izrael (zginęło ośmioro obywateli tureckich) – kontrowersyjnej próbie dostarczenia przez Turcję pomocy humanitarnej do Gazy doszło do wieloletniego zamrożenia stosunków dyplomatycznych między oboma krajami. W ostatnich latach podjęły one jednak wiele działań na rzecz poprawy relacji. Dla Ankary były one krokiem w stronę normalizacji relacji z Bliskim Wschodem, elementem koniecznym do ocieplenia stosunków z Waszyngtonem i przestrzenią do współpracy w sferze energetycznej z Izraelem. W 2022 r. izraelska ambasador powróciła do Ankary, a na jesień br. zaplanowano wizytę premiera Izraela w Turcji. W ostatnich miesiącach Turcja uczyniła też wiele w celu zbliżenia ze Stanami Zjednoczonymi. Obecny kryzys oznacza ponowne zaostrzenie relacji na poziomie międzypaństwowym.

Pierwsze reakcje Turcji na kolejną odsłonę konfliktu izraelsko-palestyńskiego i ich ewolucja są typowe dla kursu Ankary w ostatnich latach. Próbuje ona (podobnie jak w odniesieniu do wojny na Ukrainie) kreować się na wpływowego mediatora reprezentującego interesy świata, zaniepokojonego tyleż potencjalnymi skutkami kryzysu wywołanego przez mocarstwa, co – w tym przypadku – jednostronną polityką Izraela oraz USA, de facto wspierających izraelską operację. Dodatkowym – obok nośności kwestii palestyńskiej w Turcji – impulsem do przyjęcia krytycznej postawy względem postępowania Waszyngtonu było zaostrzenie stosunków turecko-amerykańskich po zestrzeleniu tureckiego drona nad Syrią 5 października. Jednocześnie Ankara realnie obawia się eskalacji kryzysu na cały Bliski Wschód, co zagroziłoby m.in. trwającej poprawie jej współpracy politycznej i gospodarczej z państwami regionu (w warunkach kryzysu gospodarczego w Turcji). Szczególne zaniepokojenie musi budzić groźba rozszerzenia sporu o Iran w obliczu tlącego się kryzysu w Syrii oraz napięć na Kaukazie Południowym. W tym ostatnim przypadku Turcja obawia się konfliktu pomiędzy Iranem i Azerbejdżanem – jej kluczowym partnerem, jedocześnie ściśle kooperującym z Izraelem przeciw Iranowi. Baku zajęło wobec sytuacji w Strefie Gazy pozycję demonstracyjnie proizraelską.

Istotnym punktem odniesienia dla polityki Ankary jest postawa tureckiego społeczeństwa i tamtejszych elit. W przypadku ich części (w tym zwolenników partii islamskich, obecnych w parlamencie z list zarówno AKP, jak i opozycji) kształtuje ją silne poczucie wspólnoty religijnej i historycznej z Palestyńczykami. Opinię większości Turków determinują silnie zakorzenione obawy przed zachodnim (w aktualnych warunkach – amerykańskim) neoimperializmem. Tradycyjnie mocno akcentowany jest – również w mediach – wymiar moralny i humanitarny kryzysu. Siła tych postaw znalazła odbicie w bezprecedensowej wspólnej deklaracji wszystkich sił parlamentarnych (konserwatywnych, nacjonalistycznych oraz kurdyjskiej lewicy), ostrych wypowiedziach liderów partii opozycyjnych, zarzucających Izraelowi zbrodnie przeciw ludzkości (Kemal Kılıçdaroğlu, lider CHP) czy porównujących premiera tego państwa do Hitlera (Meral Akşener, liderka İYİ), a także manifestacyjnym udziale syna prezydenta w demonstracjach oraz w nagłośnieniu konieczności udzielania pomocy humanitarnej Gazie przez zięcia przywódcy – Selçuka Bayraktara. Wyrazem postawy społeczeństwa były masowe protesty w tureckich miastach. W ich trakcie m.in. próbowano zająć konsulat izraelski w Stambule oraz zablokować amerykańskie instalacje wojskowe (stację radarową Kürecik k. Malatyi).

W najbliższej przyszłości należy spodziewać się utrzymania obecnych trendów: narastającej krytyki Izraela, jak również nagłaśniania prób mediacji, nawoływania do deeskalacji, podkreślania humanitarnego wymiaru konfliktu oraz potrzeby jego politycznego rozwiązania zakładającego utworzenie niepodległego państwa palestyńskiego. Przyniosą one zapewne znaczne ochłodzenie relacji Turcji z Izraelem, a także z USA – choć zapewne bez chęci wywołania w nich poważnego kryzysu – oraz intensywne poszukiwanie wspólnego frontu z państwami Bliskiego Wschodu – przede wszystkim Arabią Saudyjską i Egiptem. Bardzo dużym wyzwaniem dla Turcji byłoby rozszerzenie konfliktu w Gazie na region, zwłaszcza bezpośrednie zaangażowanie weń Iranu – głównie ze względu na potencjalne konsekwencje dla Kaukazu Południowego.

osw.waw.pl


Docenić?

Taka partia jak Platforma ma pewien problem w sytuacji, kiedy klasa ludowa może sobie pozwolić prawie na to samo, co klasa średnia. Bo doły w Polsce doszlusowały do średniaków, płaca minimalna rośnie szybciej niż płaca przeciętna, nastąpiło względne spłaszczenie dochodów i może to rodzić dyskomfort klasowy. Mówiąc trochę złośliwie, trzeba by teraz zacząć czytać książki, wypełniać nimi półki, żeby się jakoś odróżnić od dołów. I ja rozumiem tę emocję. Uważam zresztą, że da się dopieścić klasę średnią bez wygrażania dołom i bez opowieści o „likwidowaniu rozdawnictwa". Ale pieniądze na ewentualne obniżki podatków dla klasy średniej trzeba znaleźć u najbogatszych.

Na razie Hołownia ogłasza: „W niedzielę 15 października skończyło się w Polsce rozdawnictwo".

Bo część klasy średniej chce takie rzeczy słyszeć. Jego koledzy twierdzą, że chodziło o rozdawnictwo dla swoich pociotków, czyli że coś innego chciał powiedzieć.

Z kolei Petru w RMF mówi tak: „Ograniczenie 800 plus dałoby możliwość sfinansowania podwyżek wynagrodzenia nauczycieli".

Wcale nie ma dylematu: albo 800 plus, albo podwyżki dla nauczycieli. Ja bym w każdym razie takiego dylematu nie miał, gdybym rządził. Sytuacja budżetowa pozwala na to i na to. Przecież 800 plus to tak naprawdę 500 plus po uwzględnieniu inflacji. To nie jest nowa góra pieniędzy, tylko w gruncie rzeczy waloryzacja. Utrzymujemy wartość tego świadczenia z 2016 roku, tak samo jak 30 procent podwyżki dla nauczycieli to nie będzie żadna dodatkowa manna z nieba, tylko głównie rekompensata inflacyjna. Daleko tu do mitycznego rozdawnictwa. Powtórzę: teraz jest fatalny moment na cięcia, bo igramy z poważnym osłabieniem koniunktury. 

Zacytował pan w mediach społecznościowych polskiego ekonomistę Michała Kaleckiego, który niemal sto lat temu pisał tak: „W tej sytuacji prawdopodobnie sformuje się blok wielkiego kapitału i interesów rentierskich, i blok ten znajdzie niejednego ekonomistę, który orzeknie, że sytuacja jest wybitnie niezdrowa. Nacisk wszystkich sił, a szczególnie wielkiego kapitału, skłoni zapewne rząd do powrotu do tradycyjnej polityki unikania deficytu budżetowego".

Rolę tych kapitanów przemysłu z klasycznych prac Kaleckiego pełnią teraz rynki finansowe. I teraz one naciskają na oszczędności.

Właściwie dlaczego?

Kalecki też stawiał to pytanie: dlaczego w gospodarczej grze wielkiemu kapitałowi tak bardzo zależy na budżetowych oszczędnościach i zaciskaniu pasa? Można się dziwić, bo przecież biznesowi powinno zależeć na pobudzaniu gospodarki, wtedy zyski rosną. Kalecki tłumaczy to tym, że kapitanowie przemysłu - takiego używa określenia - lubią mieć dyscyplinę w gospodarce. A nie ma dyscypliny bez bezrobocia, bo jak o pracę łatwo to panuje bezhołowie i warcholstwo wśród pracowników, którzy mogą sobie wybierać swoich przedsiębiorców.

Niedawno po internecie krążył wywiad z Timem Gurnerem, australijskim multimilionerem. Wywołał ogromne kontrowersje. „W mojej opinii bezrobocie powinno wzrosnąć o 40-50 procent" - mówi Gurner. „Musimy zobaczyć cierpienie w gospodarce, musimy przypomnieć ludziom, że oni pracują dla pracodawcy, a nie odwrotnie. Teraz pracownik uważa, że to pracodawca ma ogromne szczęście, że ma pracownika, więc musimy zabić taką postawę". To świetny cytat, który wiele pokazuje: chodzi o to, żeby pracownicy na dole zostali zdyscyplinowani. Gurner to modelowa postać z prac Kaleckiego, wręcz chochoł, który świetnie ilustruje klasyczne teorie polskiego ekonomisty.

gazeta.pl