piątek, 16 stycznia 2026



Panujące na wschodniej Ukrainie niskie temperatury, częste opady śniegu, krótkie dni i bardzo duża wilgotność mocno wpływają na prowadzenie działań wojennych. Zwykle w nocy temperatury oscylują wokół -15 st. Celsjusza, ale w Donbasie i części Zaporoża potrafią spaść do nawet -30 st. Mróz utrudnia logistykę, spowalnia pojazdy i zwiększa ryzyko awarii, a pokrywa śnieżna wpływa na mobilność piechoty i ciężkiego sprzętu.

Dodatkowo ograniczona widoczność podczas opadów, częste mgły i mniej godzin światła słonecznego zmniejszają możliwości prowadzenia pełnych operacji dziennych i sprzyjają walkom prowadzonym w mniejszej skali i na krótki dystans. Z tego powodu znacznie ograniczona została działalność bezzałogowców. Nieco lepsze warunki panują na Zaporożu i właśnie tam przeniósł się ciężar walk.

Rosjanie wciąż utrzymują inicjatywę taktyczną pod Hulajpolem. Udało im się umocnić przyczółek nad Janczurem, utrzymując pozycje w pobliżu wsi Pryłuki. Słabo obsadzony odcinek, broniony przez elementy 122. Brygady Obrony Terytorialnej, został przełamany przy niewielkim oporze.

Z drugiej strony, w rejonie Stepnohirska rosyjskie postępy zostały czasowo zahamowane ukraińskim kontratakiem, w wyniku którego ukraińskie pododdziały dotarły do centrum miejscowości. Brakuje jednak wiarygodnych informacji potwierdzających trwałe utrzymanie tych pozycji. Jednocześnie rosyjskie próby pogłębienia okrążenia miasta, prowadzone zarówno od wschodu, jak i od zachodu, zakończyły się niepowodzeniem.

Również pod Dobropilem rosyjskie próby sforsowania rzeki zostały skutecznie powstrzymane. Ukraińskie kontrataki przeprowadzone przez 110. Samodzielną Brygadę Zmechanizowaną i 33. Pułk Szturmowy doprowadziły do odzyskania utraconych pozycji, mimo poniesionych strat w sprzęcie pancernym.

Ponownie problemem na tym odcinku jest system dowodzenia i publiczne kłótnie oficerów tam walczących. Relacje żołnierzy i oficerów w mediach społecznościowych ponownie informują o chronicznym braku koordynacji pomiędzy brygadami zmechanizowanymi, jednostkami Obrony Terytorialnej oraz skierowanymi w rejon działań pułkami szturmowymi.

Prowadzi to do chaosu organizacyjnego, sporów kompetencyjnych i sytuacji granicznych, w tym odmowy wykonywania rozkazów oraz ich siłowego egzekwowania. Dowództwo 17. Korpusu nie może sobie z tym zupełnie poradzić.

(...)

Trwa piąta zima wojny ukraińsko-rosyjskiej i Rosjanie wciąż nie tylko nie wyposażyli swoich żołnierzy w odpowiedni sprzęt, ale nawet nie wyszkolili ich do działań w zimowych warunkach pogodowych. Wydaje się, że rosyjskie dowództwo w ogóle nie zauważa, że wciąż żołnierze walczą w grubych, nieporęcznych i ograniczających ruchy mundurach.

Kolejnym problemem jest jakość wykonania, która znacznie odbiega od zachodnich standardów. Zwłaszcza odkąd Rosjanie musieli zacząć zamawiać mundury w północnokoreańskich szwalniach. Zresztą rosyjskie fabryki również znacznie obniżyły poziom. Nieprzemakalność jest dość umowna, podobnie jak niepalność, a jakość jest na tyle niska, że po miesiącu używania tego munduru nadaje się on do śmietnika.

ak słaby stan umundurowania powoduje, że znów, jak w poprzednich zimach, znacznie rośnie stopień strat niebojowych. Wedle tegorocznych danych nawet do 30 proc. wszystkich rannych rosyjskich żołnierzy było hospitalizowanych z powodu odmrożeń. Problem utrzymuje się na tym samym poziomie od początku wojny.

Odmrożenia stały się jednym z kluczowych czynników obniżających gotowość bojową rosyjskich pododdziałów piechoty. Dotyczy to przede wszystkim jednostek obsadzających pozycje pierwszej linii, często w prowizorycznych umocnieniach polowych, bez stałego zaplecza logistycznego. Utrzymywanie pozycji w warunkach niskich temperatur, wysokiej wilgotności, braku ogrzewania i ograniczonego dostępu do suchej odzieży prowadzi do masowych urazów kończyn dolnych i górnych.

(...)

W Donbasie Rosjanie cały czas próbują atakować. Znacznie jednak spadła częstotliwość ataków, a przede wszystkim ich liczebność. Rosjanie w natarciu wykorzystywali ograniczoną widoczność, szczególnie w godzinach porannych i wieczornych, co komplikowało ukraińskie próby kontrataków i osłabiało skuteczność rozpoznania. Miało to ułatwić niewielkim grupom piechoty infiltrację ukraińskich pozycji. Do ataku wysyłano grupy w wielkości zaledwie trzech do pięciu żołnierzy.

Ukraińcy wykorzystali przerwę operacyjną do przeprowadzenia kilku miejscowych kontrataków pod Rodynskim, Myrnohrad i Udacznym. W każdym z tych miejsc udało się nieco odsunąć linię styku na wschód. Pokazuje to, że Ukraińcy wciąż mają zdolności do odrzucenia Rosjan, a jedyną przewagą putinowców jest ich większa liczebność.

Po odepchnięciu Rosjan Ukraińcy rozpoczęli wzmacnianie i porządkowanie własnych linii obronnych, przed spodziewanym wznowieniem działań zaczepnych w przyszłym tygodniu. Zwykle bowiem rosyjskiej przerwy operacyjne trwają ok. dwóch tygodni. Ukraińcy muszą bardzo dobrze wykorzystać ten czas, bo przy bardzo niskiej zastępowalności strat i wyczerpaniu walczących w Donbasie jednostek każde wznowienie działań zaczepnych przez Rosjan od razu powoduje początkowo spore postępy.

Żołnierze 13. Brygady Gwardii Narodowej Ukrainy "Chartia" zawiesili ukraińską flagę na ruinach budynku rady miejskiej, w którym broniła się jedna z odizolowanych rosyjskich grup. Tym samym ostatni z rosyjskich punktów oporu w centrum miasta /Kupiańsk - red./ został zlikwidowany.

onet.pl\Newsweek


Waszyngton (PAP) - Liderka wenezuelskiej opozycji Maria Corina Machado powiedziała, że wręczyła w czwartek medal noblowski prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi podczas ich spotkania w Białym Domu. Podkreśliła też, że nie ufa tymczasowej prezydentce Delcy Rodriguez, z którą współpracuje administracja Trumpa.

Machado poinformowała o wręczeniu medalu Trumpowi podczas rozmowy z dziennikarzami i tłumem swoich zwolenników przed Kapitolem, gdzie spotkała się z grupą senatorów.

- Tak, wręczyłam prezydentowi Trumpowi Nagrodę Nobla (…) w uznaniu jego wyjątkowego oddania na rzecz naszej wolności - powiedziała opozycjonistka. Mówiła, że wręczając medal, powiedziała Trumpowi, że to dla niej symboliczny gest, bo 200 lat wcześniej francuski dowódca w amerykańskiej wojnie o niepodległość generał Lafayette wręczył medal z wizerunkiem George’a Washingtona Simonowi Bolivarowi, ojcu niepodległości Wenezueli, jako gest wspólnej walki Amerykanów i Wenezuelczyków przeciwko tyranii.

- 200 lat później naród Bolivara daje medal narodowi Washingtona, tym razem medal Pokojowej Nagrody Nobla - dodała.

Podczas spotkania na Kapitolu z senatorami obu partii Machado powiedziała, że jest bardzo wdzięczna Trumpowi, i zaznaczyła, że jego interwencja 3 stycznia w Wenezueli zmieniła historię tego kraju na zawsze i na dobre. Powiedziała też, że administracja Trumpa jest świadoma, że by 8 mln wenezuelskich emigrantów mogło wrócić do kraju, "muszą zostać odbudowane instytucje, respektowane prawa człowieka, zagwarantowana wolność słowa, praworządność i nowy autentyczny proces wyborczy".

- Naciskałam i będę naciskać na to, by Wenezuela miała prezydenta wybranego w wyborach i czuję się dumna, że z nim współpracuję - oświadczyła, odnosząc się do Edmunda Gonzaleza Urrutii, kandydata opozycji powszechnie uznawanego za zwycięzcę ostatnich wyborów prezydenckich w Wenezueli.
Machado podkreśliła jednocześnie swoją nieufność do Delcy Rodriguez, która tymczasowo stanęła na czele państwa po tym, jak USA odsunęły od władzy i pojmały Nicolasa Maduro. Zaznaczyła, że Rodriguez jest częścią starego reżimu i że "jedyne, co reżim umie robić skutecznie, to grać na czas i wykorzystywać wysiłku czynione w dobrej wierze". Dodała też, że do pojednania narodowego nie może dojść bez sprawiedliwości i głębokiej reformy kraju.

- Kto zainwestuje w Wenezueli, jeśli nie będzie istniało tam niezależne sądownictwo i prawo własności nie będzie respektowane? - pytała.
Podczas wizyty w Waszyngtonie Machado towarzyszyły tłumy zwolenników śpiewających wenezuelskie piosenki i wykrzykujących hasła "wolność" i "uwolnić więźniów politycznych".

Donald Trump nie skomentował jak dotąd spotkania z Machado, ale rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała, że prezydent nie zmienił zdania co do tego, że noblistka nie jest w stanie rządzić Wenezuelą.

- Ocena prezydenta (…) opierała się na realiach na miejscu. Była realistyczną oceną opartą na tym, co prezydent czytał i słyszał od swoich doradców i zespołu ds. bezpieczeństwa narodowego - dodała. Leavitt podkreśliła, że obecna tymczasowa prezydentka Wenezueli Delcy Rodriguez bardzo dobrze współpracuje z administracją Trumpa.

- Rząd tymczasowy w Wenezueli jest niezwykle chętny do współpracy i jak dotąd spełnił wszystkie żądania oraz prośby Stanów Zjednoczonych i prezydenta. I myślę, że wszyscy widzieliście, jak to się dzieje. Oczywiście mieliśmy umowę energetyczną o wartości 500 mln dolarów, która została zawarta w dużej mierze dzięki współpracy pani Rodriguez. Wenezuela i pani Rodriguez potwierdziły również, że nastąpi uwolnienie więźniów politycznych - powiedziała rzeczniczka.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)


Kijów (PAP) - Ukraina ma zapasy paliwa na ponad 20 dni, jednak sytuacja w atakowanym przez Rosję systemie energetycznym kraju jest bardzo słaba - powiedział w piątek wicepremier, minister energetyki Denys Szmyhal, odpowiadając na pytania posłów Rady Najwyższej (parlamentu).

- Ukraina jest w pełni zabezpieczona (jeśli chodzi o - PAP) paliwo. Mamy zapasy na ponad 20 dni. Więcej szczegółów nie mogę ujawnić z tej trybuny, gdyż jest to informacja wrażliwa i poufna - oświadczył.

Mówiąc o stanie systemu energetycznego, niemal codziennie atakowanego przez rosyjskie drony i rakiety, minister przyznał, że najgorzej jest w Kijowie i obwodzie kijowskim oraz w regionach: odeskim, dniepropietrowskim, charkowskim, a także na terenach w pobliżu frontu.

- Sytuacja jest bardzo skomplikowana. W niektórych miastach i regionach przygotowania do zimy zostały zignorowane. W ciągu dwóch dni na stanowisku zobaczyłem, że wiele spraw wyraźnie ugrzęzło. Będziemy aktywnie porządkować sytuację i przyspieszać procesy - powiedział Szmyhal, który został mianowany na wicepremiera i ministra energetyki w środę.

Poinformował, że w usuwanie awarii w systemie energetycznym i ciepłowniczym zaangażowanych jest ok. 15 tys. specjalistów.

Wicepremier zwrócił się też do biznesu o ograniczenie zużycia prądu. - Oddzielnie i usilnie apeluję do biznesu o wyłączenie neonów i ekranów. Jeśli posiadacie zbędną energię, oddajcie ją ludziom. To będzie wasz wkład w stabilizację systemu energetycznego - powiedział Szmyhal.

Stan ukraińskiej energetyki gwałtownie pogorszył się po rosyjskich zmasowanych atakach w nocy z 8 na 9 stycznia. Moskwa wypuściła wówczas na Ukrainę m.in. rakietę balistyczną Oriesznik, która uderzyła w obwodzie lwowskim. W wielu miastach mieszkańcy zmagają się z brakiem prądu, wody i dostaw ciepła.

W środę prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że w następstwie tych ataków Ukraina wprowadza stan wyjątkowy w energetyce.

W piątek w południe w Kijowie temperatura powietrza wynosiła minus 11 stopni Celsjusza. Według mera stolicy Witalija Kliczki w mieście rozstawiono 1,2 tys. tzw. punktów niezłomności. Są to duże namioty, w których mieszkańcy mogą ogrzać się, wypić gorącą herbatę i naładować sprzęty elektroniczne.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)