Panujące na wschodniej Ukrainie niskie temperatury, częste opady śniegu, krótkie dni i bardzo duża wilgotność mocno wpływają na prowadzenie działań wojennych. Zwykle w nocy temperatury oscylują wokół -15 st. Celsjusza, ale w Donbasie i części Zaporoża potrafią spaść do nawet -30 st. Mróz utrudnia logistykę, spowalnia pojazdy i zwiększa ryzyko awarii, a pokrywa śnieżna wpływa na mobilność piechoty i ciężkiego sprzętu.
Dodatkowo ograniczona widoczność podczas opadów, częste mgły i mniej godzin światła słonecznego zmniejszają możliwości prowadzenia pełnych operacji dziennych i sprzyjają walkom prowadzonym w mniejszej skali i na krótki dystans. Z tego powodu znacznie ograniczona została działalność bezzałogowców. Nieco lepsze warunki panują na Zaporożu i właśnie tam przeniósł się ciężar walk.
Rosjanie wciąż utrzymują inicjatywę taktyczną pod Hulajpolem. Udało im się umocnić przyczółek nad Janczurem, utrzymując pozycje w pobliżu wsi Pryłuki. Słabo obsadzony odcinek, broniony przez elementy 122. Brygady Obrony Terytorialnej, został przełamany przy niewielkim oporze.
Z drugiej strony, w rejonie Stepnohirska rosyjskie postępy zostały czasowo zahamowane ukraińskim kontratakiem, w wyniku którego ukraińskie pododdziały dotarły do centrum miejscowości. Brakuje jednak wiarygodnych informacji potwierdzających trwałe utrzymanie tych pozycji. Jednocześnie rosyjskie próby pogłębienia okrążenia miasta, prowadzone zarówno od wschodu, jak i od zachodu, zakończyły się niepowodzeniem.
Również pod Dobropilem rosyjskie próby sforsowania rzeki zostały skutecznie powstrzymane. Ukraińskie kontrataki przeprowadzone przez 110. Samodzielną Brygadę Zmechanizowaną i 33. Pułk Szturmowy doprowadziły do odzyskania utraconych pozycji, mimo poniesionych strat w sprzęcie pancernym.
Ponownie problemem na tym odcinku jest system dowodzenia i publiczne kłótnie oficerów tam walczących. Relacje żołnierzy i oficerów w mediach społecznościowych ponownie informują o chronicznym braku koordynacji pomiędzy brygadami zmechanizowanymi, jednostkami Obrony Terytorialnej oraz skierowanymi w rejon działań pułkami szturmowymi.
Prowadzi to do chaosu organizacyjnego, sporów kompetencyjnych i sytuacji granicznych, w tym odmowy wykonywania rozkazów oraz ich siłowego egzekwowania. Dowództwo 17. Korpusu nie może sobie z tym zupełnie poradzić.
(...)
Trwa piąta zima wojny ukraińsko-rosyjskiej i Rosjanie wciąż nie tylko nie wyposażyli swoich żołnierzy w odpowiedni sprzęt, ale nawet nie wyszkolili ich do działań w zimowych warunkach pogodowych. Wydaje się, że rosyjskie dowództwo w ogóle nie zauważa, że wciąż żołnierze walczą w grubych, nieporęcznych i ograniczających ruchy mundurach.
Kolejnym problemem jest jakość wykonania, która znacznie odbiega od zachodnich standardów. Zwłaszcza odkąd Rosjanie musieli zacząć zamawiać mundury w północnokoreańskich szwalniach. Zresztą rosyjskie fabryki również znacznie obniżyły poziom. Nieprzemakalność jest dość umowna, podobnie jak niepalność, a jakość jest na tyle niska, że po miesiącu używania tego munduru nadaje się on do śmietnika.
ak słaby stan umundurowania powoduje, że znów, jak w poprzednich zimach, znacznie rośnie stopień strat niebojowych. Wedle tegorocznych danych nawet do 30 proc. wszystkich rannych rosyjskich żołnierzy było hospitalizowanych z powodu odmrożeń. Problem utrzymuje się na tym samym poziomie od początku wojny.
Odmrożenia stały się jednym z kluczowych czynników obniżających gotowość bojową rosyjskich pododdziałów piechoty. Dotyczy to przede wszystkim jednostek obsadzających pozycje pierwszej linii, często w prowizorycznych umocnieniach polowych, bez stałego zaplecza logistycznego. Utrzymywanie pozycji w warunkach niskich temperatur, wysokiej wilgotności, braku ogrzewania i ograniczonego dostępu do suchej odzieży prowadzi do masowych urazów kończyn dolnych i górnych.
(...)
W Donbasie Rosjanie cały czas próbują atakować. Znacznie jednak spadła częstotliwość ataków, a przede wszystkim ich liczebność. Rosjanie w natarciu wykorzystywali ograniczoną widoczność, szczególnie w godzinach porannych i wieczornych, co komplikowało ukraińskie próby kontrataków i osłabiało skuteczność rozpoznania. Miało to ułatwić niewielkim grupom piechoty infiltrację ukraińskich pozycji. Do ataku wysyłano grupy w wielkości zaledwie trzech do pięciu żołnierzy.
Ukraińcy wykorzystali przerwę operacyjną do przeprowadzenia kilku miejscowych kontrataków pod Rodynskim, Myrnohrad i Udacznym. W każdym z tych miejsc udało się nieco odsunąć linię styku na wschód. Pokazuje to, że Ukraińcy wciąż mają zdolności do odrzucenia Rosjan, a jedyną przewagą putinowców jest ich większa liczebność.
Po odepchnięciu Rosjan Ukraińcy rozpoczęli wzmacnianie i porządkowanie własnych linii obronnych, przed spodziewanym wznowieniem działań zaczepnych w przyszłym tygodniu. Zwykle bowiem rosyjskiej przerwy operacyjne trwają ok. dwóch tygodni. Ukraińcy muszą bardzo dobrze wykorzystać ten czas, bo przy bardzo niskiej zastępowalności strat i wyczerpaniu walczących w Donbasie jednostek każde wznowienie działań zaczepnych przez Rosjan od razu powoduje początkowo spore postępy.
Żołnierze 13. Brygady Gwardii Narodowej Ukrainy "Chartia" zawiesili ukraińską flagę na ruinach budynku rady miejskiej, w którym broniła się jedna z odizolowanych rosyjskich grup. Tym samym ostatni z rosyjskich punktów oporu w centrum miasta /Kupiańsk - red./ został zlikwidowany.
onet.pl\Newsweek