środa, 30 listopada 2022


W trakcie 7 lat swojej ostatniej kadencji Tokajew musi podjąć ważne decyzje w dwóch kluczowych obszarach – polityki zagranicznej i gospodarczej. Wobec zmian w geopolitycznej regionalnej układance koniecznością stała się możliwie szybka dywersyfikacja kierunków polityki zagranicznej, a co za tym idzie również rebalans w polityce gospodarczej i bezpieczeństwa. Już przed wyborami decyzje i kroki podejmowane przez prezydenta wskazywały na realizację trzech trendów: stopniowego, wyważonego i przemyślanego rozluźniania więzi z Rosją, wzmocnienia relacji z Turcją i Chinami oraz nawiązanie współpracy gospodarczej z Unią Europejską.

Zarówno Pekin, jak i Ankara odgrywają fundamentalna rolę gwarantów bezpieczeństwa regionalnego, co ma istotne znaczenie wobec nieobliczalnych decyzji prezydenta Putina. Prezydent Tokajew będzie zapewne grał na rzecz ograniczenia dominacji Chin, bowiem taka zależność może w długim okresie prowadzić do problemów gospodarczych i zepchnięcia Kazachstanu z torów politycznych wiodących do demokratyzacji i zbliżenia z zachodem. Stąd pełna otwartość na aktywne działania Turcji we wzmacnianiu jej pozycji regionalnej oraz częste wizyty władz kazachskich w Brukseli. Ankara jest bardzo istotna z punktu widzenia nowych szlaków dystrybucji po zamknięciu Ukrainy i Rosji. Turcja staje się nie tylko militarnym gwarantem bezpieczeństwa żeglugi na Morzu Czarnym, ale również kluczowym państwem tranzytowym na szlaku do Europy.

Wielowektorowa polityka zagraniczna oparta o związki z USA, UE, Chinami i Turcją jest próbą stworzenie stabilnego, choć niejednolitego systemu bezpieczeństwa. Niemniej, pierwszoplanowym celem jest neutralizacja potencjalnego zagrożenia ze strony Rosji oraz coraz bardziej zauważalnych prób destabilizacji regionu przez skrajnie islamskie ugrupowania w Afganistanie. Dodatkowo w tak skomponowanym układzie żaden z partnerów Kazachstanu nie będzie miał dominującego wpływu na politykę wewnętrzną republiki.

wnp.pl

Jak informowały niezależne rosyjskie media Kreml planował rozpoczęcie nowej mobilizacji w styczniu 2023 roku. Ma ona objąć od 500 tys. do 700 tys. osób. Rosyjski portal Wiorstka cytował przedstawiciela rosyjskiej Dumy. "Rozmowy (na temat powszechnej mobilizacji – Wiorstka) miały miejsce, bo my rozumiemy, wszyscy rozumieją, że problemów z przygotowaniem (rezerwistów - Wiorstka) nie da się rozwiązać w ciągu paru miesięcy. Jest oczywiste, że obecne mobiki (zmobilizowani) się skończą, potrzeba będzie więcej ludzi, a według naszych szacunków – stanie się to jeszcze przed końcem zimy" – pisano tydzień temu.

Po kilku dniach sygnalizowaną w mediach nową datą drugiej fali mobilizacji jest 10 grudnia. Dlaczego Moskwie się spieszy? Pierwsze fala mobilizacji miała objąć 318 tys. rezerwistów. W strachu przed wzięciem w kamasze pospiesznie kraj zaczęli opuszczać młodzi mężczyźni. Jedna tylko Gruzja podała, że po ogłoszeniu 21 września „częściowej" mobilizacji do jej kraju przyjechało 700 tys. osób z Rosji. 600 tysięcy z nich potraktowało kaukaski kraj jako tranzyt w dalszej podróży. Kto posiadał majątek pozwalający mu na wyjazd z kraju ten już nie zostanie zmobilizowany. Co ciekawe, zapewniano przedstawicieli „wrażliwych" profesji, iż nie zostaną powołani. Taka obietnica dotyczyła przedstawicieli strategicznego sektora technologii. Tymczasem na froncie zginął 33-letni Timur Izmaiłow. Miał on pracować nad wdrożeniem kluczowego rosyjskiego systemu płatniczego MIR. Był informatykiem zatrudnionym w sektorze bankowym. Izmaiłow jako przedstawiciel klasy średniej był raczej wyjątkiem od reguły – w większości „mobikami" zostają biedniejsi Rosjanie (lub przedstawiciele innych grup etnicznych zamieszkujących Federację Rosyjską) z prowincji. Każdy zmobilizowany to osoba wyjęta z rynku pracy, więc rosyjska gospodarka będzie z kolejną falą „branki" w jeszcze gorszym stanie. Masa masą, ale jakość tej mobilizacji jest kompromitująca.  

W praktyce okazywało się, że „mobików" wysyłano od razu na front, bez uprzedniego wojennego szkolenia, bez odpowiedniego zaopatrzenia. Przypomnijmy, że w Rosji oczekiwano że po pierwszej fali mobilizacji pojawi się dekret ją zawieszający. Wrześniowa branka miała trwać dwa tygodnie. Tymczasem Moskwa potęguje „branie" w kamasze. Przed powszechną mobilizacją broni zapędy Putina nie sytuacja polityczna, z którą się on nie liczy, ale tragiczna rosyjska logistyka. Takiej masy ludzi Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej nie są w stanie wyekwipować, uzbroić, a następnie przerzucić na front.

Jeszcze na terytorium Rosji trafiają do przepełnionych budynków w złym stanie, bez ogrzewania (a nawet namiotów stojących na otwartej przestrzeni), bez zaplecza sanitarnego. Nie dziwi zatem, że zaczęły się szerzyć choroby wśród zmobilizowanych. Niezależny rosyjski portal SOTA podał, iż wśród „mobików" na poligonie Elanskii, 129 km na wschód od Jekaterynburga, doszło do masowego wybuchu nieznanej "choroby układu oddechowego". Prawdopodobnie chodzi o COVID-19. Stan zdrowia rezerwistów powoływanych na front jeszcze przed dotarciem na miejsce koncentracji jest często kiepski.

W rozmowie z ukraińskimi dziennikarzami tak mobilizację wspominał jeden z "mobików". Jegor, pułk zmechanizowany: „Ostatni raz byłem w wojsku 9 lat temu. Otrzymałem specjalizację: celowniczy BWP-2 (...) Wydawało mi się, że nie kwalifikuję się do mobilizacji, ponieważ nie pozwala mi na to zdrowie. Mam torbiel w mózgu wielkości 6 cm. Mam ataki drgawek (...) Wezwano mnie do działu kadr w miejscu, gdzie pracuję. Tam dwóch mężczyzn, których nie znałem oświadczyło mi że brak stawienia się oznacza karę więzienia. Kazali dzisiaj stawić się w wojenkomacie (...) Na placu apelowym jeden z żołnierzy dostał ataku epilepsji. Widziałem też zmobilizowanego o kulach". Jegor został zmobilizowany dzień po ogłoszeniu decyzji przez Putina. Tydzień później był już w ukraińskiej niewoli. Był na froncie ługańskim.

„Mobicy" są dziesiątkowani jeszcze zanim trafią na pierwszą linię. Pod Zaporożem Ukraińcy zniszczyli 10 jednostek sprzętu wojskowego, dwa magazyny amunicji. Rannych zostało 100 rosyjskich żołnierzy. Łącznie, w ciągu ostatnich dwóch dni Ukraińcy, ostrzelali 11 miejsc koncentracji rosyjskich sił, uzbrojenia oraz sprzętu. Zaplecze wojsk inwazyjnych jest skutecznie rażone ogniem artylerii rakietowej. Jak wyliczył serwis InformNapalm średnia długość życia „mobika" to 12 dni. Na Ukrainę trafiają zazwyczaj po 7 dniach (co wyklucza jakiekolwiek przeszkolenie), ale rekordziści trafiali nawet na front i po 3 dniach. Analitycy serwisu przestudiowali przypadki śmierci zmobilizowanych żołnierzy, więc dane dotyczą tych którzy zginęli na wojnie (nie uwzględniają np. masowego poddawania się „mobików" do niewoli). Podobne estymacje przedstawiają analitycy rosyjskiego niezależnego projektu śledczego Conflict Intelligence Team. Oceniają „średnią długość życia" zmobilizowanych na ok. dwa tygodnie.

Należy pamiętać, że nowa mobilizacja obejmie także mieszkańców okupowanych terytoriów. Rośnie ryzyko, że wbrew Konwencji Genewskiej Rosja powoła pod broń i wyśle na front jako „mięso armatnie" Ukraińców, których na co dzień okupuje.

defence24.pl

Premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego Manuela Schwesig tłumaczy się z powołania fundacji do ochrony Nord Stream 2, który miał zwiększyć zależność Niemiec od gazu rosyjskiego, przez którą cierpią teraz w wyniku kryzysu energetycznego razem z resztą Europy. Sprawa trafiła do sądu.

Schwesig udzieliła wywiadu RND, w którym przekonywała, że mając dzisiejszą wiedzę nie zgodziłaby się na powołanie fundacji „klimatycznej” Stiftung Klimaschutz, która posłużyła do ominięcia sankcji USA i dokończenia budowy gazociągu Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec.

– Wiele regionów w Niemczech korzystało na gazie rosyjskim, który docierał do Niemiec przez Lubmin w moim landzie – przyznaje Schwesig, odnosząc się do gazociągu Nord Stream 1 wybudowanego w 2011 roku. – W konsekwencji rosyjskiej wojny agresji na Ukrainie, Meklemburgia-Pomorze Przednie zatrzymała współpracę z regionem leningradzkim. Pomagamy wdrożyć embargo naftowe – wylicza Schwesig. – W przyszłości ropa będzie docierać do Schwedt przez Rostock – dodała, odnosząc się do planu porzucenia dostaw rosyjskich w tym zakładzie poprzez budowę nowego ropociągu, o którym pisał BiznesAlert.pl. – Wykorzystamy infrastrukturę Nord Stream  do dostaw LNG i przekazywania ich do pozostałych landów jak Bawaria, a także do Czech – powiedziała Schwesig.

Premier uznała, że fundacja Stiftung Klimaschutz powinna zostać zamknięta. – Zarząd dyrektorów, który zarządzał niezależnie fundacją, miał zadanie prowadzenia biznesu. Zrezygnuje, a rząd federalny podejmie niezbędne kroki, by rozwiązać tę fundację. Jej projekty klimatyczne będą kontynuowane. Środki pozostałe na jej kontach mają zostać wykorzystane do pomocy humanitarnej Ukrainie – zadeklarowała rozmówczyni RND. Odnosi się także do wyroku sądu, który uznał, że owa fundacja musi ujawnić firmy zaangażowane w budowę Nord Stream 2. – To dobrze, że będzie jasność i przejrzystość – oceniła.

– Decyzja za fundacją została przyjęta głosami SPD, CDU i Lewicy bez sprzeciwu w parlamencie landowym. Wówczas jasno tłumaczyliśmy zadania i szanse tej fundacji. To wszystko było przed ostatnimi wyborami landowymi, w których obywatele zajęli jasne stanowisko. To niezwykłe, że CDU, które wówczas zarządzało resortami gospodarki i sprawiedliwości odpowiedzialnymi za nadzór nad fundacją w Meklemburgii teraz próbuje wykorzystać sytuację do polityki partyjnej – powiedziała. Chrześcijańscy demokraci z CDU chcą, aby sprawa Nord Stream 2 była przedmiotem prac komisji śledczej. Dane ujawnione przez sąd mogą pomóc w ustaleniu faktów. Wiadomo już, że wykonanie części budowy przez Klimaschutz Stiftung wynajmującą statek Blue Ship nie pozwoliło zablokować jej sankcjami USA, które nie mogły obejmować podmiotów związanych z rządami sojuszników, jak samorząd Meklemburgii.

(...)

biznesalert.pl