wtorek, 26 listopada 2024



Pod presją nacierających Rosjan siły ukraińskie stopniowo wycofują się z worka na południe od Kurachowego. Wojska agresora przekroczyły drogę łączącą je z tym miastem i wkroczyły do jego centrum, o które trwają walki. Tym samym miejscowość utraciła znaczenie jako węzeł logistyczny zgrupowania ukraińskiego na zachód od Doniecka. Za wysoce prawdopodobne należy uznać, że po ewakuowaniu obrońców z worka również Kurachowe zostanie opuszczone, mimo że najeźdźcom nie udało się przeciąć drogi na zachód, którą utrzymywane jest połączenie z Pokrowskiem.

Rosjanie wkroczyli do Wełykiej Nowosiłki od wschodu, lecz nie posunęły się w głąb tego miasta. Pod ich kontrolą ogniową znalazła się droga łącząca je z Pokrowskiem, co znacząco wydłuża linie zaopatrzenia obrońców. Pozostające pod kontrolą ukraińską drogi do obwodów dniepropetrowskiego (na północ) i zaporoskiego (na zachód) również są zagrożone – atakujące wojska wroga znajdują się ok. 3 km od ich obu.

Agresor kontynuuje natarcie szerokim frontem na południe od Pokrowska, wciąż jednak nie osiągnął ostatniej drogi z tego miasta na południe (w ciągu tygodnia posunął się w głąb o 2 km). Kolejne postępy terenowe poczynił też na pozostałych kierunkach w obwodzie donieckim i zaporoskim, ale nie zmieniły one ogólnej sytuacji.

Siły ukraińskie powstrzymały postęp Rosjan w północno-wschodniej części Kupiańska (walki toczą się w rejonie przemysłowym). Agresor poszerzył stan posiadania na jego obrzeżach i w okolicach przeprawy przez rzekę Oskoł na południe. Kontynuuje także wypieranie obrońców ze wschodniego brzegu rzeki Żerebeć na pograniczu obwodów ługańskiego i donieckiego.

Najeźdźcy przekroczyli granicę w rejonie Kozaczej Łopani w obwodzie charkowskim, najprawdopodobniej z zamiarem dywersji na lewym skrzydle zgrupowania przeciwnika na północ od Charkowa. Zgodnie z częścią źródeł przygotowują bądź wyprowadziły natarcie w tych okolicach, czemu zaprzecza strona ukraińska. Bez wpływu na ogólną sytuację pozostają następne postępy sił rosyjskich w obwodzie kurskim. Kijów przyznał się do utraty 40% sierpniowych zdobyczy.

(...)

22 listopada zastępca szefa HUR Wadym Skibicki potwierdził, że pod koniec grudnia 2023 r. Ministerstwo Obrony FR i tamtejszy Sztab Generalny opracowały prognozę rozwoju sytuacji militarnej i politycznej na świecie do 2045 r. Uwzględniono w niej plan podziału terytorium Ukrainy na trzy części:
  • „nowe regiony Rosji” (włączenie do FR obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego, chersońskiego oraz Autonomicznej Republiki Krymu i miasta Sewastopol),
  • „prorosyjski podmiot państwowy” (na terenach obwodów kijowskiego, czernihowskiego, sumskiego, charkowskiego, połtawskiego, dniepropetrowskiego, odeskiego, kirowohradzkiego, czerkaskiego i żytomierskiego),
  • „terytoria sporne” (obwody wołyński, rówieński, chmielnicki, lwowski, iwanofrankiwski, tarnopolski, czerniowiecki i zakarpacki), o których przyszłości powinny decydować Rosja i inne państwa, w tym Węgry, Polska i Rumunia.
Nie można wykluczyć, że ujawniony dokument został faktycznie spreparowany przez Rosjan w ramach operacji wpływu mającej wesprzeć opinie o nieuchronności upadku Ukrainy.

23 listopada były głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy Wałerij Załużny stwierdził, że do 2027 r. strona rosyjska nie dokona przełomów na froncie. Według niego wróg stracił zdolność do realizacji zadań operacyjnych na głębokość 150–200 km. Będzie więc kontynuował taktykę „wyniszczenia gospodarczego i moralnego” Ukrainy. Jej ważny element stanowi prowadzenie „działań kognitywnych”, ukierunkowanych na zniechęcenie Ukraińców do dalszego prowadzenia wojny i mobilizacji.

osw.waw.pl


Sir Richard Moore, szef MI6, brytyjskiej agencji wywiadu zagranicznego, ujął to bardziej dosadnie.

Rosyjskie służby wywiadowcze nieco zdziczały, szczerze mówiąc — podkreśla.

(...)

Poza Europą oficerowie GRU przebywają w Jemenie u boku Huti, grupy rebeliantów, która atakowała statki na Morzu Czerwonym, rzekomo w ramach solidarności z Palestyńczykami.

Rosja, rozgniewana dostarczeniem przez Amerykę pocisków dalekiego zasięgu do Ukrainy, była bliska dostarczenia broni grupie w lipcu br., ale zmieniła kurs po silnym sprzeciwie Arabii Saudyjskiej. — podaje CNN.

Fakt, że Władimir Putin, prezydent Rosji, był skłonny zrazić do siebie Muhammada bin Salmana, faktycznego władcę królestwa, o którego atencję zabiega przez lata, wskazuje na to, jak wojna Rosji kanibalizuje własną politykę zagraniczną.

(...)

Wojny zastępcze czy zabójstwa nie są też nowością, przyznaje Siergiej Radczenko, historyk rosyjskiej polityki zagranicznej. Jak zauważa, wojska radzieckie walczyły w Jemenie w przebraniu Egipcjan już na początku lat 60. Poprzednicy i następcy KGB zabili wiele osób za granicą, od Leona Trockiego po byłego szpiega Aleksandra Litwinienkę.

Prawdziwie nową rzeczą, mówi Radczenko, "jest to, że podczas gdy wcześniej operacje specjalne wspierały politykę zagraniczną, dziś operacje specjalne są polityką zagraniczną". Dziesięć lat temu Kreml współpracował z Ameryką i Europą, aby przeciwdziałać programowi nuklearnemu Iranu i Korei Północnej. Obecnie nawet tylko wizję takiej współpracy można włożyć między bajki.

— To tak, jakby Rosjanie nie czuli już, że mają udział w zachowaniu czegokolwiek z powojennego porządku międzynarodowego — mówi Radczenko. Ten okres przypomina mu bardziej nihilistyczną politykę zagraniczną Mao Zedonga podczas chińskiej rewolucji kulturalnej niż zimnowojenne myślenie Związku Radzieckiego, które obejmowało okresy pragmatyzmu i ostrożności.

Putin przyjmuje te idee. "Czeka nas prawdopodobnie najbardziej niebezpieczna, nieprzewidywalna i jednocześnie najważniejsza dekada od zakończenia II wojny światowej" — mówi pod koniec 2022 r. "Cytując klasyka", dodaje — a powołuje się na artykuł Włodzimierza Lenina z 1913 r. — "jest to sytuacja rewolucyjna".

(...)

A rosyjską działalność wywrotową można przerwać, mówi Richard McCallum, poprzez "staromodną pracę w zakresie bezpieczeństwa i wywiadu" w celu zidentyfikowania stojących za wywrotowcami oficerów wywiadu i przestępczych pełnomocników.

Fakt, że Rosja w coraz większym stopniu polega na przestępcach w przeprowadzaniu tych działań (częściowo dlatego, że rosyjscy szpiedzy zostali masowo wydaleni z Europy), jest oznaką desperacji.

Korzystanie przez Rosję z pośredników uderza w profesjonalizm ich operacji i — przy braku immunitetu dyplomatycznego — zwiększa nasze możliwości zakłócania działań Moskwy — mówi McCallum.

Rosyjska ingerencja ma na celu wywarcie presji na NATO bez prowokowania wojny. — My też mamy czerwone linie, a Putin stara się je wyczuć — mówi Hill. Ale jeśli naprawdę kieruje nim rewolucyjny duch, przekonany, że Zachód jest zepsutym gmachem, jest to znak, że w nadchodzących miesiącach i latach jeszcze więcej czerwonych linii zostanie przekroczonych.

onet.pl/The Economist


Pomimo faktu, że wartość rubla nieprzerwanie spada od lata 2024 r., większość ekonomistów nie spodziewała się, że przebije psychologiczną granicę 100 rubli za dolara. Oprócz wewnętrznych rosyjskich przyczyn dewaluacji wynikało to z faktu, że dolar umocnił się w stosunku do innych walut po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA.

"Bezpieczne aktywa", tj. dolar i złoto, zyskały jeszcze bardziej na wartości po tym, jak Kijów wystrzelił zachodnie rakiety na terytorium Rosji, a następnie Rosja wystrzeliła rakietę balistyczną średniego zasięgu na miasto Dniepr w Ukrainie, zauważa analityk firmy analitycznej Finam Aleksander Potawin.

— To podważa nastawienie inwestorów zarówno do rubla, jak i wspólnej europejskiej waluty — mówi.

Ekonomiści uważają jednak, że głównym powodem obecnej rundy dewaluacji są amerykańskie sankcje nałożone niedawno na rosyjski Gazprombank. To właśnie za pośrednictwem tego banku dokonywane są głównie płatności za eksport rosyjskich surowców energetycznych.

Rubel może zachowywać się bardziej niestabilnie, ponieważ nowa fala sankcji "może tymczasowo zakłócić normalny przebieg płatności międzynarodowych", jak twierdzi analityk Jewgienij Lochiuchow z Promswiazbanku.

— System bankowy i uczestnicy handlu zagranicznego potrzebują czasu, aby dostosować się do nowych realiów — dodaje.

Z powodu sankcji wobec Gazprombanku wzrosną koszty europejskich odbiorców gazu, a przychody z eksportu ze sprzedaży rosyjskich surowców mogą się zmniejszyć w krótkim okresie — i z tego powodu kurs rubla pikuje, powiedział w rozmowie z "Nową Gazietą" rosyjski finansista, który poprosił o anonimowość.

Jednocześnie, jego zdaniem, osłabienie rosyjskiej waluty może być w pełni wspierane przez rosyjskie władze, ponieważ muszą one zamknąć deficyt budżetowy. Jednak ten sposób napełniania skarbu państwa w perspektywie strategicznej jest bardziej szkodliwy niż pożyteczny.

Dewaluacja powoduje inflację, która będzie wymagać indeksacji wydatków budżetowych.

Oznacza to, że rosyjskie ministerstwo finansów będzie musiało ponownie pomyśleć o dodatkowych dochodach dla skarbu państwa.

Ostatecznie eksporterzy i nabywcy surowców energetycznych zbudują nowe łańcuchy płatności transgranicznych, mówi bankier inwestycyjny Jewgienij Kogan. Jednak w trakcie ich tworzenia wpływy do rosyjskiego budżetu z eksportu mogą spaść.

onet.pl


Władimir Putin również zareagował: w czwartek nowy rosyjski pocisk średniego zasięgu typu Oresznik uderzył w ukraińskie miasto Dniepr. Kreml dał jasno do zrozumienia, że wystrzelenie pocisku należy rozumieć jako bezpośrednią reakcję na zgodę Zachodu — i zagroził dalszymi krokami. Między wierszami sugerowano, że Rosja może również wyposażyć Oresznika w broń jądrową.

Fakt, że w ubiegłym tygodniu opublikowano również zrewidowaną rosyjską doktrynę nuklearną, prawdopodobnie nie był przypadkiem. Z Waszyngtonu dochodziły pogłoski, że USA również rozważają aktualizację swojej strategii dotyczącej broni.

Wydawało się, że spirala eskalacji została uruchomiona — a Moskwa zdawała się popychać Zachód w jej kierunku. Ale tylko na pierwszy rzut oka. Jeśli przyjrzeć się groźnym gestom, staje się jasne, że Kreml po raz pierwszy od miesięcy reaguje nerwowo — i uważnie rozważa każdy krok. Ma to wiele wspólnego z nadchodzącą zmianą władzy w Waszyngtonie.

— Grają obrazami, które przerażają opinię publiczną — mówi "Die Welt" ekspert wojskowy Gustav Gressel. — Z drugiej strony, mechanizmy wcześniejszego ostrzegania i deeskalacji nadal działają całkiem dobrze za kulisami — dodaje. Moskwa faktycznie poinformowała Waszyngton na krótko przed wystrzeleniem Oresznika — za pośrednictwem "kanałów zmniejszania ryzyka nuklearnego".

W przeszłości Putin wielokrotnie ostrzegał, że udostępnienie zachodniej broni do ataków na terytorium Rosji oznaczałoby "wejście NATO w wojnę". "To znacząco zmieniłoby charakter konfliktu" — powiedział przywódca Kremla w połowie września.

Gustav Gressel uważa jednak, że ryzyko jest obecnie niewielkie. Moskwa zdaje sobie sprawę, że nie może wejść w ogólny konflikt z NATO, dopóki jej armia jest uwiązana w Ukrainie. Według eksperta, dopóki Zachód pozostaje zjednoczony, Rosja nie ma możliwości "eskalacji bez ryzyka". Dlatego też z obecnego zachowania Moskwy można wywnioskować, że "próbuje ona bardzo, bardzo precyzyjnie i bardzo zachowawczo określić swoje ryzyko". To z kolei pozwala Zachodowi "działać w granicach tego, co jest możliwe, i wspierać Ukrainę".

Atak Oresznikiem nie był atakiem wojskowym, ale politycznym — napisał w weekend australijski ekspert wojskowy i były generał dywizji Mick Ryan. W ten sposób Putin zwrócił się bezpośrednio do przyszłej administracji USA, a także do europejskich przywódców państw i rządów, aby pokazać im, że jest zdecydowany narzucić swoją wolę Ukrainie — i innym krajom. Ale, jak zauważył Ryan, Putin jest "być może bardziej zdesperowany, by zakończyć tę wojnę na warunkach korzystnych dla Rosji, niż nam się wydaje".

Moskwa wie, że karty zostaną przetasowane, gdy przyszły prezydent USA Donald Trump obejmie urząd 20 stycznia. Nie jest pewne, w jaki sposób republikanin zrealizuje swoją wyborczą obietnicę zakończenia wojny. I to właśnie denerwuje Moskwę.

(...)

Tymczasem Kreml oskarżył administrację Bidena o podważanie planów Trumpa. "Trump mówił podczas kampanii wyborczej, że chce w jakiś sposób stworzyć pokój i poprowadzić wszystkich na pokojową ścieżkę" — powiedział rosyjskiej telewizji rzecznik Putina Dmitrij Pieskow. "A teraz robią wszystko, aby eskalować sytuację, aby porozumienia pokojowe były skazane na niepowodzenie" — stwierdził w programie magazynu politycznego "Moskwa. Kreml. Putin".

Jedno jest pewne: przeciąganie liny będzie trwało do 20 stycznia.

onet.pl/Die Welt


Jak wskazuje Washington Examiner: „Stany Zjednoczone nie mogą skutecznie odstraszać Chin, utrzymując obecną strukturę rozmieszczenia marynarki wojennej i lotnictwa na Bliskim Wschodzie i w Europie. Jak dowiodła niedawna dyslokacja grupy uderzeniowej lotniskowców z Pacyfiku na Bliski Wschód, nie jest to kwestia dyskusyjna”.

O amerykańskich problemach mówił również w niedawnej rozmowie dla portalu Defence24.pl prof. Andrew Michta (Atlantic Council). Zdaniem eksperta mamy dziś do czynienia z celowym wykorzystywaniem ograniczonych zdolności USA przez Chiny oraz Rosję. Niestety, sytuacja może jeszcze ulec pogorszeniu.

„Rosjanie i Chińczycy rozciągają ograniczone zasoby amerykańskie. Kiedy zaczął się konflikt w Europie Wschodniej w lutym 2022 roku to odpowiedzieliśmy w bardzo dobry sposób, wspomagając Ukrainę. Jednocześnie, kiedy zapalił się Bliski Wschód to cały tlen z pomocy Ukrainie „wyparował” w Waszyngtonie. Jeśli zacznie się dziać coś poważnego na Półwyspie Koreańskim to znów pociągnie to za sobą amerykańskie zasoby, bo tam są obecnie amerykańscy żołnierze” - stwierdził.

Oddzielnym problemem jest kwestia odejścia Zachodu od masowej produkcji amunicji. W tym aspekcie również musi dojść do istotnych zmian w myśleniu Pentagonu. Mowa o potrzebie radykalnego zwiększenia bazy przemysłowej amunicji oraz o skupieniu się na masowej produkcji tańszej broni (np. dronów). To jednak nie wszystko. Wskazuje się także na potrzeby zmian ustawowych – między innymi zwiększenie uprawnień Kongresu do nakładania kar na kontrahentów z sektora obronnego, którzy nie wywiążą się na czas z realizacji dostaw dla sił zbrojnych USA.

defence24.pl