wtorek, 11 kwietnia 2023


Główna ukraińska linia obrony w Bachmucie przebiega wzdłuż linii kolejowej oddzielającej centrum od zachodniej części miasta (jednym z najważniejszych punktów obrony jest dworzec kolejowy Bachmut 2; położony w centrum dworzec Bachmut 1 został zajęty przez Rosjan w poprzednim tygodniu). Trwają walki o Chromowe na zachodnich obrzeżach Bachmutu, przez które dociera zaopatrzenie dla obrońców, oraz na północny wschód od węzłowej miejscowości Czasiw Jar. Ze zmiennym dla obu stron powodzeniem kontynuowane są starcia na południe od Kreminnej, a także na północny zachód od tego miasta, gdzie siły rosyjskie starają się osiągnąć linię rzeki Żerebeć (w rejonie Makijiwki). Wojska agresora miały odnotować nieznaczne postępy na północ od Awdijiwki (pomiędzy Nowobachmutiwką a Nowokałynowe) oraz na północnych i południowych obrzeżach Marjinki. Łączną liczbę odpartych ataków wroga ukraiński Sztab Generalny szacuje na 50–60 na dobę.

(...)

10 kwietnia do kwestii kontrofensywy odniósł się również minister Reznikow. Zaznaczył, że decydującą rolę w sprawie ukraińskich przygotowań do niej odgrywa czas. Podkreślił, że działa on na niekorzyść agresora, który ma być gotowy do wysłania na śmierć nawet 3 mln ludzi, a także to, że wojny nie da się „zamrozić” żadnymi negocjacjami. Odparł też płynącą z Zachodu krytykę uporczywej obrony Bachmutu, stwierdzając, że wyczerpuje ona przede wszystkim przeciwnika, którego straty są „kolosalne”.

8 kwietnia prezydent Zełenski oznajmił, że Ukraina porozumiała się z Polską co do zakupu łącznie 200 kołowych transporterów opancerzonych Rosomak (po jego wizycie w Warszawie informowano o 150 rosomakach, a jeszcze wcześniej o 100). Stwierdził on, że pierwsze 100 „będzie dostarczone teraz”, co sugeruje przekazanie transporterów z wyposażenia Wojska Polskiego, a kolejne 100 – „później”. Według Zełenskiego Polska zrealizowała wszystkie zapowiedzi odnośnie do dostaw czołgów („w szczególności leopardów”), które trafiły już na Ukrainę (oznacza to także transfer 60 zapowiedzianych jeszcze zimą czołgów PT-91/T-72M). Kijów i Warszawa miały się również porozumieć w kwestii przekazania „ponad setki” bojowych wozów piechoty. Poprzedniego dnia Polska Grupa Zbrojeniowa i Ukroboronprom poinformowały o rozpoczęciu w zakładach „Bumar-Łabędy” kapitalnego remontu ukraińskich czołgów T-64. W dalszej perspektywie gliwickie zakłady mają też obsługiwać przekazane przez Polskę czołgi T-72 i PT-91, są one także rozpatrywane jako centrum serwisowe dla czołgów Leopard 2, które Ukraina otrzymała od koalicji państw.

(...)

Publikacje amerykańskich mediów m.in. na temat przygotowania armii ukraińskiej do kontrofensywy nie wywołały ożywionej dyskusji na Ukrainie. Wyciek informacji rzekomo pochodzących z instytucji wywiadowczych USA został zrelacjonowany przez ukraińskie media, lecz spotkał się ze wstrzemięźliwą reakcją władz w Kijowie. Doradca szefa Biura Prezydenta Mychajło Podolak określił opublikowane materiały fałszywką oraz efektem „typowej gry rosyjskich służb specjalnych”, mającej na celu spowodowanie kryzysu w relacjach pomiędzy krajami Zachodu i zerwanie ukraińskiej kontrofensywy.

(...)

Komentarz

Złożona przez ministra Reznikowa deklaracja „otwarcia drzwi” do ukraińskiej legii cudzoziemskiej stanowi kolejne – po decyzji o mianowaniu oficerów czasu wojny i rozpoczęciu przyspieszonych kursów podoficerskich do oddziałów obrony terytorialnej – potwierdzenie problemów kadrowych armii ukraińskiej. Po stronie ukraińskiej od początku wojny walczą pochodzący głównie z krajów zachodnich ochotnicy (rzędu kilku tysięcy), jednak tylko część z nich ma zawodowe doświadczenie oficerskie bądź podoficerskie i z reguły pełnią oni funkcje dowódcze w pododdziałach międzynarodowych. Po raz pierwszy Ukraina zetknęła się z problemem niedoboru wykwalifikowanych kadr latem i jesienią 2022 r., po zwiększeniu łącznej liczebności formacji wojskowych (Sił Zbrojnych, Gwardii Narodowej i Państwowej Służby Granicznej) do 1 mln żołnierzy. W kolejnych miesiącach spotęgowały go ponoszone straty, a częściowo także konieczność wycofania z frontu grupy najbardziej doświadczonych i perspektywicznych wojskowych, by w możliwie jak najkrótszym czasie opanowali oni obsługę przekazywanego przez partnerów zachodniego uzbrojenia. Problemu nie wyeliminowało zintensyfikowanie procesu szkolenia kadr na terytorium Ukrainy i w państwach partnerskich (część żołnierzy przeszkolonych na Zachodzie zamiast trafić na front, kierowana jest w charakterze instruktorów do szkolenia po powrocie na Ukrainę). Bezpośrednie odwołanie się przez Reznikowa do pilotów F-16 należy także traktować jako kolejną odsłonę presji na partnerów, by zgodzili się przekazać Ukrainie tego typu samoloty.

Pojawiające się wypowiedzi przedstawicieli władz ukraińskich w sprawie kontrofensywy, sugerujące wstrzemięźliwość w kwestii odbioru występujących w przestrzeni publicznej informacji o niej, można postrzegać jako próbę odzyskania przez Kijów kontroli nad przekazem medialnym w tym obszarze. Zwraca uwagę to, że w ostatnim czasie nie wypowiada się na ten temat ukraiński wywiad wojskowy, który na przełomie 2022 i 2023 r. wprowadził wiosenną kontrofensywę armii ukraińskiej do przestrzeni medialnej jako jeden z elementów wojny informacyjnej. Za znikomy należy uznać ewentualny wpływ rzekomego wycieku amerykańskich danych wywiadowczych na plany operacyjne Sił Zbrojnych Ukrainy, będącego w ostatnich dniach jednym z tematów polityczno-medialnych w Stanach Zjednoczonych. O ukraińskiej kontrofensywie będzie bowiem decydowało nie upublicznienie informacji o niej (niezależnie prawdziwych czy sfingowanych), lecz zgromadzenie sił i środków niezbędnych do przełamania rosyjskiej obrony i rozwinięcia powodzenia.

osw.waw.pl

Federację Rosyjską, w ciągu kilkudziesięciu lat od rozpadu ZSRR, charakteryzowano najróżniejszymi definicjami: od demokracji suwerennej, po demokrację fasadową, oligarchię, kleptokrację, autorytaryzm po totalitaryzm. Wydaje się jednak, że żadna z podręcznikowych definicji nie wyczerpuje w pełni fenomenu systemu polityczno-gospodarczego, który jest skutkiem objęcia władzy przez Władymira Putina.

To nie jest państwo, które funkcjonuje w oparciu o prawo, ustawy i procedury, ale na podstawie niejasnych związków, gabinetowe porozumienia, w których rozsądza jedna osoba. Proces legislacyjny jest następstwem decyzji, a zasady zmieniają się, bez względu na potrzeby społeczne. Warto może zastanowić się, czy przypadkiem nie jest to po prostu państwo, oparte nie na współczesnych zasadach organizacji społeczeństwa, ale opanowane przez wąską grupę osób, używających go do realizacji własnych, indywidualnych celów.

Rosja lat 90., po rozpadzie ZSRR, w społecznym odbiorze jest współczesnym unaocznieniem frustracji Wielkiej Smuty: powszechna bieda i chaos, odarcie z blichtru drugiego mocarstwa świata, PKB jak w latach powojennych, 250-proc. inflacja, brak perspektyw, przestępczość. Z drugiej strony – afery, skandale, prywatyzacja państwowych firm i wyrastające znikąd bajeczne fortuny.

W 1992 roku wystartowała powszechna prywatyzacja. W wyniku pierwszego etapu, tzw. małej prywatyzacji znaczna część małych przedsiębiorstw trafiła początkowo w ręce pracowników, a wkrótce dyrektorów i menedżerów. Do 1994 r. sprywatyzowano do 70 proc. małych przedsiębiorstw handlowych, zakładów masowego żywienia i usług. To zachłyśniecie się przedsiębiorczością doprowadziło do powstania grupy „nowych Rosjan”, zalążka klasy średniej.

Kolejnym etapem była prywatyzacja kuponowa, uważana za niesprawiedliwą i nieuczciwą, która doprowadziła do wzbogacenia się wąskiej grupy, tzw. „czerwonych dyrektorów”. W 1994 r., metodą kuponową, sprywatyzowano „Gazprom” za 250 mln dol. Trzy lata później, spółka, która weszła na giełdę, wyceniona została 160 razy wyżej.

W 1995 r. przeprowadzono aukcje pożyczek, mających uzupełnić skarb państwa, pod zastaw dużych firm: Jukos, Norylsk Nikiel, Sibnieft. Ponieważ rząd pożyczek nie spłacał – akcje trafiły do rąk kredytorów, głównie bankierów, czyli tych, którzy wykorzystali koniunkturę końca pieriestrojki do wzbogacenia się i stworzyli własne banki. W ten sposób wyrosły fortuny Borysa Berezowskiego, Michaiła Chodorkowskiego, Romana Abramowicza i innych.

Procesy gospodarcze lat 90. XX w. najlepiej skomentował Borys Bieriezowski, jeden z ówczesnych, najbardziej wyrazistych oligarchów, konstruktor wielu decyzji gospodarczych i politycznych. Powiedział on: „Staliśmy się bogaci, dlatego, że wcześniej niż inni zrozumieliśmy, że zaczęły się nowe czasy”. Jego drugie powiedzenie dobrze charakteryzuje klimat wczesnego kapitalizmu w Rosji: „Należy prywatyzować nie fabrykę, a jej dyrektora”.

Borys Bieriezowski był jednym z głównych aktorów nieformalnej grupy najbogatszych Rosjan, określanej terminem „Siemibankirszczina”. Było to bezpośrednie nawiązanie do „Siemibojarszcziny”, czyli rządu siedmiu rosyjskich bojarów, którzy podczas Wielkiej Smuty (1598–1613) zawiesili swoje spory i wystąpili wspólnie przeciwko wojskom polskim.

Prawie 400 lat później siedmiu bankierów, pomimo znaczących różnic, zdecydowało się na współdziałanie i współfinansowanie kampanii Borysa Jelcyna, któremu bardzo realnie zagroził lider partii komunistycznej Giennadij Ziuganow. Roman Abramowicz, Borys Bieriezowski, Michaił Chodorkowski, Siergiej Pugaczow, Michaił Fridman, Władimir Potanin, Aleksander Smoleński i Władimir Winogradow zrzucili się na kampanię Jelcyna, by utrzymać w ten sposób wpływy.

Pojęcia „Siemibankirszczina” użył 14 listopada 1996 r. dziennikarz i dysydent Andriej Fadin, w artykule „Siedmiu bankierów jako nowa rosyjska wersja siedmiu bojarów” dla opiniotwórczej „Obszcziej Gaziety”. Fadin, wskazując na siedmiu głównych graczy politycznych powołał się na wywiad Borysa Bierezowskiego z listopada 1996 r. dla „Financial Times”, w którym wymienił on siedem osób kontrolujących 50 proc. rosyjskiej gospodarki i wspólnie wpływających na najważniejsze decyzje w Rosji.

O „Siemibankirszczynie” napisał też Aleksander Sołżenicyn w opublikowanej w 1998 r. pracy „Rosja w zapaści”: (…)Nieco później pojawiło się Siedmiu Bankierów, którzy bezpośrednio konspirowali, by przejąć kontrolę nad najwyższą władzą w Rosji. (Prawie 50 proc. rosyjskiej gospodarki jest już w ich rękach, a będzie jeszcze więcej. Według najnowszych danych 15 największych firm i banków kontroluje 70 proc. gospodarki kraju.)”.

Dzięki porozumieniu bankierów, pomimo, iż stan zdrowia Borysa Jelcyna pogarszał się zauważalnie, udało mu się odnieść zwycięstwo nad Ziuganowem i utrzymać władzę. Nie dotrwał jednak do końca swojej kadencji – 31 grudnia 1999 r. ustąpił ze stanowiska i za namową tzw. Familii (rodzina Jelcyna oraz kluczowi oligarchowie) wskazał jako swojego następcę Władymira Putina, wówczas premiera.

W ten sposób, pomimo bizantyjskich bogactw i nieograniczonej władzy, złota era oligarchów zakończyła się relatywnie szybko, po niespełna dekadzie. Z tej wielkiej siódemki, dzierżącej według samego Bierezowskiego 50 proc. rosyjskiej gospodarki, pozycję zachowali jedynie Abramowicz, Potanin i Fridman. Bierezowski i Winogradow nie żyją, a pozostali, po różnych perypetiach życiowych, znaleźli się poza polityką i to naprawdę z wielkimi pieniędzmi.

Zmiana gospodarza na Kremlu, która miała zagwarantować trwałość pojelcynowskiego ładu, ten właśnie ład wywróciła do góry nogami. Przekazanie rządów wywodzącemu się z KGB klerkowi z Sankt Petersburga uruchomiło szereg zmian systemowych w FR.

Wbrew obiegowej opinii, Putin, obejmując stanowisko prezydenta po schorowanym Jelcynie, nie był wyłącznie małoznaczącym, anonimowym urzędnikiem. Był z wykształcenia prawnikiem, kagiebistą z 17-letnim stażem, ukształtowanym ideowo technokratą i liderem grupy gotowej do przejęcia państwa.

Po krótkotrwałym i niepłodnym antrakcie w NRD, został zaufanym współpracownikiem, a potem zastępcą mera Petersburga Anatolija Sobczaka, swojego byłego wykładowcy. To znaczący okres w życiu Putina, gdyż właśnie tam, jako przewodniczący Komitetu ds. kontaktów zagranicznych, przeprowadził kilka dużych operacji biznesowych i nawiązał szereg nowych znajomości, w tym z np. Rudolfem Ritterem, szefem firmy SPAG, którego niemiecka BND oskarżała o pranie pieniędzy dla rosyjskich grup przestępczych i współpracę z kolumbijskim kartelem.

Gdy Sobczak powołał Putina na swojego zastępcę, ten zachował też stanowisko w Komitecie. Podobnie zresztą, gdy po przegranych przez Sobczaka wyborach znalazł się w Moskwie w administracji Jelcyna, nadzorował zarządzanie własnością zagraniczną Prezydenta FR, czyli całym mieniem zagranicznym, pozostawionym po ZSRR – najpierw jako zastępca, a potem jako szef. W połowie 1998 r. został dyrektorem FSB, w marcu 1999 r. sekretarzem Rady Bezpieczeństwa, w sierpniu wicepremierem i następnie premierem.

obserwatorfinansowy.pl