piątek, 7 marca 2025



Tajwańskie TSMC ogłosiło wczoraj inwestycje w USA na kolejne 100 mld USD, ponad ogłoszone wcześniej 65 mld. $TSM

Gdzie może być haczyk? Te 100 mld będą prawdopodobnie wydatkowane, kiedy Trumpa już nie powinno być w Białym Domu - chyba że mianuje się jednak na trzecią kadencję. Tym samym nie wiemy czy ostatecznie takie inwestycje pójdą.

Zakładam mimo wszystko, że TSMC będzie nadal inwestował w USA, ale same obecne deklaracje nie są wyznacznikiem tego, co będzie działo się za kilka lat.

Na razie mamy festiwal politycznych deklaracji i negocjacji. W ostatnich tygodniach mieliśmy wysyp zapowiedzi dotyczących inwestycji w USA różnych firm czy funduszy inwestycyjnych (Softbank, Arabowie). Padają wielkie kwoty. TSMC jest ostatnim takim przypadkiem, ale będą kolejni.

🏭 Jak obecnie wyglądają inwestycje TSMC w Stanach Zjednoczonych?

➡️ Pierwsza fabryka w Arizonie rozpoczęła masową produkcję (technologia 4 nm, N4) w minionym kwartale. 

➡️ Prace nad drugą i trzecią fabryką idą zgodnie z planem. Kończy się budowa drugiej. Spółka planuje instalować tam maszyny w drugiej połowie 2026 roku, czyli masowa produkcja to kwestia roku 2027, ale inne źródła mówią o 2028.

➡️ Prace budowlane przy trzeciej fabryce w Arizonie mają wkrótce ruszyć, ale jeszcze to nie zostało ogłoszone. Tu start produkcji może mieć miejsce w 2029/30. Kadencja Trumpa powinna skończyć się w 2028 r. 

Rok temu było słychać, że USA chcą mieć nawet 6 fabryk TSMC. Skoro TSMC buduje gdzieś ośrodek produkcyjny, to raczej będzie go rozbudowywać. Wraz z wczorajszą deklaracją (przy Trumpie) zapowiedziano właśnie kolejne trzy fabryki, ponad te trzy wcześniej ogłoszone. Plus dwie fabryki mikromontażu.

Sam Tajwan ma istotne ograniczenia (ziemia / teren, woda, energia, siła robocza), więc budowa fabryk w USA nie jest jednoznaczna z porzuceniem Tajwanu, dla którego firma jest formą Krzemowej Tarczy przed Chinami. Zwłaszcza starsze technologie TSMC chętniej przeniósłby poza Tajwan, by uwolnić miejsce i zasoby pod najbardziej zaawansowane fabryki. Stąd jest Japonia, będą Niemcy, a te bardziej zaawansowane, ale nie najnowsze technologie będą też teraz w USA. Ale kiedy powstaną tam fabryki 4, 5 i 6? Każdą inwestycję TSMC poza wyspą musi też zatwierdzić jeszcze  rząd w Tajpej.

Być może zanim jednak ruszy budowa czwartej fabryki front-end, to jeszcze za kadencji Trumpa wystartuje projekt fabryki mikromontażu (back-end) w USA w ramach tych 100 mld. To byłoby logiczne i po części oczekiwane, nawet bez ogłaszania tych dodatkowych miliardów.

Na razie obok inwestycji w zaawansowane fabryki w Arizonie, na Tajwanie TSMC prowadzi wieloetapową rozbudowę mocy pod technologię 2 nm, a niedaleko na horyzoncie są też nowsze.

x.com/T_Smolarek


Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oświadczył podczas konferencji prasowej 6 marca, że ​​Rosja odrzuci wszelkie propozycje rozmieszczenia europejskich sił pokojowych na Ukrainie w celu wyegzekwowania przyszłego porozumienia o zawieszeniu broni. Ławrow oświadczył, że Rosja nie widzi „żadnego miejsca na kompromis” w tej kwestii i uzna obecność europejskich sił pokojowych na Ukrainie za coś podobnego do rozmieszczenia sił NATO na Ukrainie. Ławrow oświadczył, że Rosja uzna rozmieszczenie jakichkolwiek europejskich sił pokojowych na Ukrainie za „bezpośrednie, oficjalne, niezamaskowane zaangażowanie krajów NATO” w wojnę i że Rosja odrzuci takie rozmieszczenie. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa odrzuciła możliwość negocjowanego zawieszenia broni i rozmieszczenia europejskich wojsk na Ukrainie 6 marca i stwierdziła, że ​​Rosja uważa każdą propozycję, która daje Ukrainie „wytchnienie” na linii frontu za niedopuszczalną. Ławrow i Zacharowa wyraźnie odrzucają sugestię sekretarza obrony USA Pete’a Hegsetha z 12 lutego, że kraje europejskie i pozaeuropejskie powinny rozmieścić wojska na Ukrainie w celu wyegzekwowania przyszłego porozumienia pokojowego.

(...)

Kreml z zadowoleniem przyjął ostatnie komentarze urzędnika administracji Trumpa błędnie charakteryzujące nielegalną i niesprowokowaną inwazję Rosji na Ukrainę jako „wojnę zastępczą”, a rosyjskie media przedstawiły to oświadczenie jako przyznanie, że Stany Zjednoczone są uczestnikiem wojny. Sekretarz stanu USA Marco Rubio scharakteryzował wojnę Rosji na Ukrainie jako „wojnę zastępczą” między Stanami Zjednoczonymi a Rosją w wywiadzie dla Fox News opublikowanym 5 marca. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył 6 marca, że ​​Kreml zgadza się z charakterystyką Rubia inwazji Rosji na Ukrainę jako „wojny zastępczej”. Rosyjskie media państwowe i prokremlowskie przedstawiły Rubia jako „przyznającego”, że Stany Zjednoczone prowadzą wojnę zastępczą przeciwko Rosji za pośrednictwem Ukrainy, wspierając fałszywą narrację Kremla i osobiste twierdzenia Putina, że ​​wojna na Ukrainie jest wojną egzystencjalną między Stanami Zjednoczonymi a Rosją. Urzędnicy Kremla, w tym Putin, Ławrow i stały przedstawiciel Rosji przy ONZ Wasilij Niebienzja, konsekwentnie używali tej narracji o „wojnie zastępczej”, aby uzasadnić inwazję Rosji na Ukrainę od najwcześniejszych miesięcy wojny w 2022 r. Ta narracja ma na celu fałszywe przedstawienie Ukrainy jako państwa marionetkowego pozbawionego suwerenności, usprawiedliwienie wojny przed rosyjską publicznością i zniechęcenie USA i innych państw zachodnich do wsparcia dla Ukrainy poprzez podsycanie obaw przed eskalacją. Kreml i rosyjskie media państwowe prawdopodobnie mają na celu przedstawienie administracji Trumpa jako ustępującej Kremlowi i jego fałszywej narracji przed przyszłymi negocjacjami pokojowymi i rozmowami dwustronnymi.

understandingwar.org


Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji Siergiej Szojgu spotkał się w Pekinie z prezydentem ChRL Xi Jinpingiem i premierem ChRL Wang Yi. ChRL potwierdziła strategiczną współpracę z Rosją, próbując jednocześnie wykreować międzynarodowy wizerunek neutralności w wojnie na Ukrainie. Premier ChRL Wang Yi również wziął udział w spotkaniu. Rosyjskie media podały, że dyskusje koncentrowały się na „strategicznym bezpieczeństwie”, w tym na przeciwdziałaniu terroryzmowi. Sam Szojgu zauważył krótki termin spotkania dwustronnego i powiedział, że „podkreśla to szczególny charakter dialogu dwustronnego”. Odczyt MSZ ChRL odzwierciedlał te nastroje, podkreślając „kompleksową współpracę strategiczną” i wzywając obie strony do „dalszego wzmacniania koordynacji w sprawach międzynarodowych i regionalnych”. To oświadczenie nawiązuje do oświadczenia Lina z 27 lutego, że „Stany Zjednoczone nie mają żadnych szans na sianie niezgody między Chinami a Rosją” po tym, jak sekretarz stanu USA Marco Rubio wyraził obawy dotyczące zależności Rosji od ChRL. 

Retoryka ChRL odzwierciedla jednoczesne wysiłki zmierzające do zasygnalizowania silnego i konsekwentnego wsparcia dla Rosji, przy jednoczesnym unikaniu międzynarodowego potępienia skierowanego pod adresem Rosji za jej inwazję na Ukrainę. ISW oceniło, że ChRL wykorzystuje swoją rzekomą neutralność w sprawie wojny na Ukrainie, aby zyskać na reputacji na arenie międzynarodowej. Spotkanie Xi, Wanga i Szojgu odbyło się na krótko przed spotkaniem prezydenta USA Donalda Trumpa i wiceprezydenta J.D. Vance'a z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim w Waszyngtonie. Rzecznik MSZ ChRL Lin Jian skomentował to spotkanie, mówiąc, że „Chiny będą nadal zobowiązane do odgrywania konstruktywnej roli w politycznym rozwiązaniu kryzysu ukraińskiego”, ale że „Chiny nie są ani twórcą, ani stroną kryzysu ukraińskiego” 3 marca. ChRL konsekwentnie wspierała rosyjski wysiłek wojenny poprzez eksport towarów podwójnego zastosowania przez cały okres wojny. Sojusznicy z NATO nazwali ChRL „decydującym czynnikiem” wojny w komunikacie z lipca 2024 r. 

Retoryka ChRL wykraczająca poza oficjalne odczyty odzwierciedla te oświadczenia i wskazuje na zamiar ChRL, aby pozycjonować się jako międzynarodowy lider pośród kryzysu na Ukrainie. Profesor Uniwersytetu Fudan Shen Yi podobno napisał w chińskim serwisie informacyjnym Guancha, że ​​„trzymanie się USA wiąże się z ryzykiem” i że „jeśli ktoś widzi ryzyko polegania na USA, ale uważa Moskwę za nieatrakcyjną, to istnieje inna droga”.  Publiczne potwierdzenia wsparcia ChRL dla Rosji mają na celu utrzymanie kluczowego partnera dyplomatycznego i bezpieczeństwa, jednocześnie próbując zrzec się odpowiedzialności za rosyjski wysiłek wojenny i przedstawić ChRL jako idealnego lidera wśród państw „globalnego Południa”.

understandingwar.org


Według byłego prezydenta wojny zaczynają się po upadku państw, a naród jednoczy się "tylko w czasach przeciwności".

— Co tu ukrywać: to, co dostaliśmy i co spowodowało rozpoczęcie specjalnej operacji wojskowej, jest ostatecznie konsekwencją upadku Związku Radzieckiego — powiedział podczas spotkania z kobietami Jednej Rosji w przeddzień 8 marca.

Miedwiediew ostrzegł również, że Rosjanie nie powinni popadać w stan "zbiorowego odprężenia", kiedy "każdy jest dla siebie" i "poczucie, że wszystko jest normalne" i nikt nie jest nikomu nic winien. Według wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa takie rozluźnienie prowadzi do upadku kraju.

Zwolennicy Kremla zaczęli składać oświadczenia, że wojna w Ukrainie była konsekwencją upadku ZSRR natychmiast po rozpoczęciu inwazji. W marcu 2022 r. powiedział o tym Siergiej Pantelejew, dyrektor Instytut Rosyjskiej Diaspory. Według niego Ukraina wybrała drogę "przymusowej desowietyzacji" po 1991 r.

— Następnie obrała ścieżkę samobójstwa, ponieważ w rzeczywistości Ukraina jako rodzaj integralnego podmiotu, który znamy, jest całkowicie osadzona w sowieckim projekcie — deklarował wówczas Pantelejew.

Miedwiediew powiedział na spotkaniu, że głównym celem Rosji w wojnie pozostaje zadanie Kijowowi "maksymalnej porażki". Według niego "wróg" nadal stawia opór i "nie został jeszcze pokonany". Miedwiediew uważa również, że zatrzymanie wojny dla Ukrainy i osobiście dla "szefa reżimu Bandery", jak nazywa Wołodymyra Zełenskiego, oznacza "nieuchronny koniec".

onet.pl


Mimo to Macron i Starmer nie chcą po prostu czekać. Pod koniec lutego br. francuski prezydent powiedział, że omówił temat kontyngentu pokojowego z trzema tuzinami przywódców i "wielu z nich" jest gotowych do alokacji swoich wojsk z pewnymi zastrzeżeniami.

W szczególności w ostatnich tygodniach pojawiło się wiele komentarzy na temat teoretycznej gotowości do udziału w misji pokojowej ze strony przedstawicieli Włoch, Holandii, Łotwy, Litwy, Szwecji, Szwajcarii, Finlandii, Kanady, Australii, Nowej Zelandii.

Prawdą jest, że większość państw zgłosiła różne zastrzeżenia. Oprócz Starmera, który mówił o gotowości do dostarczenia brytyjskich wojsk tylko wtedy, gdy będą one osłaniane przez amerykańskie lotnictwo i obronę powietrzną, specjalne warunki przedstawiła na przykład Szwecja.

Sztokholm uważa, że najpierw należy "uzgodnić sprawiedliwy i trwały pokój", którego warunki będą zgodne z prawem międzynarodowym i będą odpowiadać Ukrainie. Następnie należy "zagwarantować, że Rosja nie będzie mogła po prostu wycofać swoich wojsk, a następnie zmobilizować nowych sił i zaatakować Ukrainę lub inny kraj w ciągu zaledwie kilku lat".

Niemniej jednak 3 marca agencja Bloomberg, powołując się na nienazwanych europejskich urzędników, poinformowała, że Londyn i Paryż wkrótce przedstawią prezydentowi Trumpowi grupę wstępnie nazwaną "Europa Plus", której członkowie zgodzą się dołączyć do misji pokojowej.

(...)

Pekin jest jednym z liderów pod względem międzynarodowych wysiłków na rzecz utrzymania pokoju i drugim po Stanach Zjednoczonych darczyńcą funduszy na operacje pokojowe ONZ. W budżecie na lata 2024-2025 Stany Zjednoczone odpowiadają za 26,95 proc. składek, podczas gdy Chiny za prawie 18,7 proc..

Jednocześnie, jak wyjaśnia Aleksiej Czigadajew, naukowiec i autor kanału telegramowego "Chinese Townsman ", w przeciwieństwie do Rosji, Chiny nie mają odpowiedniego prawa pozwalającego im na wysyłanie sił pokojowych na podstawie samych umów dwustronnych, bez mandatu wydanego przez ONZ.

— I oczywiście Chiny będą walczyć o uzyskanie takiego mandatu na platformie tak zwanej Grupy Przyjaciół Pokoju, którą Pekin stworzył wraz z Brazylią, RPA i Szwajcarią. Nawiasem mówiąc, Francja również tam uczestniczy — dodaje ekspert.

Chiny mogą zająć niszę, którą Aleksiej Czigadajew nazywa "budowaniem pokoju": budowanie dróg, mostów, szpitali i innej infrastruktury, szkolenie saperów i inne tego typu rzeczy.

— Oznacza to, że Chińczycy w takich misjach są zwykle zaangażowani nie w monitorowanie reżimu zawieszenia broni, ale w prawdziwą pracę w celu nawiązania aktywnej współpracy z ludźmi w terenie i zarabiania pieniędzy — podsumowuje ekspert.

Jednak jak dotąd Chiny przyjęły postawę wyczekującą, odmawiając komentarza na temat "hipotetycznej sytuacji" swojego udziału w różnych scenariuszach pokojowych.

(...)

Teraz, jak zauważa Davis Ellison, niezwykle trudno jest zgodzić się na misję ONZ w jakimkolwiek formacie. — USA, Rosja i Chiny mogą być w stanie się zgodzić, ale Francja i Wielka Brytania mogą to zawetować [w Radzie Bezpieczeństwa ONZ] — mówi. Głosowanie nad rezolucją w sprawie Ukrainy w dniu 24 lutego 2025 r. pokazało jednak, że gdyby Waszyngton, Moskwa i Pekin były zjednoczone, Paryż i Londyn mogłyby po prostu odsunąć się na bok bez głosowania za lub przeciw.

Jednak najbardziej realistyczną opcją Davis Ellison nazywa mandat Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Ta struktura — jedna z niewielu, w której Rosja, Ukraina i kraje zachodnie gromadzą się przy jednym stole — była zaangażowana w monitorowanie sytuacji na linii kontaktowej w Donbasie w latach 2014-2022. Jednak od lat OBWE jest oskarżana przez wszystkie strony o bezcelowość i celowe unikanie jednoznacznych wniosków na temat tego, co się tam dzieje.

Jak zauważa Davis Ellison, taka misja OBWE nawet teraz nie obejmowałaby "uzbrojonych sił pokojowych z możliwością wymiany ognia z Rosjanami". Ale, jak dodaje, "niezwykle proceduralna praca, taka jak monitorowanie zawieszenia broni i monitorowanie wdrażania porozumień" jest niezbędna.

onet.pl


Sprawę wstrzymania amerykańskich dostaw na Ukrainę, o czym nie poinformowano Polski ani innych sojuszników USA, skomentował na łamach portalu Iarex.ru oraz dzen.ru, “główny polonaznawca” Rosji Stanisław Striemidłowskij w artykule “Amerykanie, by złamać opór Europy, mogą uderzyć w Polskę”. Przypomniał, że Donald Tusk skomentował decyzję Amerykanów zdaniem: „proszę zapiąć pasy, gdyż wkraczamy, można by rzec, w strefę turbulencji”.

- Takie reakcje świadczą o tym, że polska klasa polityczna i środowisko eksperckie nie akceptują logiki Amerykanów i nie są w stanie zrozumieć ich strategii. Warszawa traktowała obietnice małżeństwa i poklepywanie po ramieniu jak samo małżeństwo. Jednak Stany Zjednoczone, jak można sądzić, rozumieją Polskę znacznie lepiej, niż Polska rozumie Stany Zjednoczone. Odmowa wcześniejszego poinformowania warszawskiego salonu o zmianie kursu sugeruje, że ekipa Trumpa wie, iż Biały Dom nie ma wśród polskich polityków nikogo, na kim mógłby polegać. Ani koalicja rządząca, ani opozycja reprezentowana przez Prawo i Sprawiedliwość (PiS) nie popierają w pełni dążenia prezydenta USA do pokojowego rozwiązania konfliktu na Ukrainie i wypracowania wspólnie z Rosją nowej architektury bezpieczeństwa w „punktach zapalnych” - uważa Striemidłowskij.

Politolog stwierdził, że “antyrosyjska fiksacja” sprawiła, iż ​​czołowe polskie obozy polityczne nie są dla Waszyngtonu zbyt interesujące, jeśli chodzi o angażowanie ich w proces dyplomatyczny. Jego zdaniem polskie elity nie dojdą do porozumienia, jak postępować wobec Moskwy.

Przytacza tu zachowanie popieranego przez PiS kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego, który “w ciągu jednego dnia ogłosił, że jest gotów uścisnąć dłoń prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi oraz, że jako głowa państwa, zerwie stosunki dyplomatyczne z „barbarzyńską” Rosją”.

- Jedynym, kto dziś próbuje zachowywać się jak „polski Trump”, jest kandydat na prezydenta z koalicji Konfederacja, Sławomir Mentzen, który oświadcza, że ​​„musimy dojść do jakiegoś porozumienia z Putinem, żeby zakończyć ten konflikt - dodał Stremidłowskij, wyrażając jednak ubolewanie, że ugrupowanie Mentzena nie ma dużego poparcia.

Wyjaśnił, że z tego powodu w Polsce nie ma obecnie szans na upowszechnienie prezentowanego przez Konfederację stanowiska wobec Rosji.

-Aby coś się zaczęło zmieniać w Warszawie, potrzebny jest gwałtowny i natychmiastowy upadek polskiego systemu politycznego, zamach stanu - podkreślił politolog.

(...)

Portal gazety Wzglad dokonał tymczasem szerszego przeglądu “polskich pretensji” wobec Ukrainy, w artykule “Polacy chcą wystawić Ukrainie rachunek”.

- Pomysł, że Ukraina powinna zwrócić pieniądze wydane na nią przez inne kraje, staje się coraz bardziej zaraźliwy. Teraz podchwyciły ją nie tylko Stany Zjednoczone, ale i Europa, a zwłaszcza Polska; i to nie tylko partie opozycyjne, ale nawet partia rządząca. A to ma bezpośredni wpływ na nadchodzące wybory prezydenckie w kraju - pisze gazeta.

Jak podkreślają autorzy artykułu, temat “zwrotu kosztów” jest szczególnie aktywnie eksploatowany przez polityków Konfederacji. Wzglad przytoczył wypowiedzi Roberta Winnickiego jeszcze z 2022 roku, gdy ten domagał się rekompensaty i przeprosin dla bliskich ofiar ukraińskiej rakiety przeciwlotniczej, która spadła w Przewodowie.

Dalej gazeta przypomniała o postulacie Grzegorza Brauna, który w lipcu 2023 domagał się od Ukrainy odszkodowań za zbrodnię wołyńską, a także przywołuje słowa europosłanki Anny Bryłki, że ​​Polska powinna przedstawić Ukrainie rachunek na 100 miliardów złotych, jako rekompensatę za pomoc udzieloną Kijowowi przez Warszawę. Wzglad zacytował też jej niedawną wypowiedż o tym, że Polska “tak, jak jak to robi Donald Trump”, powinna domagać się od Ukrainy „gwarancji” zwrotu zainwestowanych w nią środków.

Opisano też wizytę kandydata Konfederacji na prezydenta Sławomira Mentzena, który ze wspomnianą Bryłką domagał się we Lwowie zaprzestania gloryfikacji ukraińskich nacjonalistów, zaangażowanych w czystki etniczne na Polakach w czasie II wojny światowej. Gazeta przypomniała, że przemawiając na wiecu wyborczym polityk stwierdził, iż ukraińscy uchodźcy „ustawiają się w kolejkach do lekarzy, otrzymują rekompensatę za leki” i, generalnie, organizują turystykę medyczną za pieniądze od Polaków. Niedawno Konfederacja złożyła projekt ustawy , który ma na celu zniesienie przywilejów finansowych, socjalnych i medycznych, przyznanych obywatelom Ukrainy na mocy specjalnej ustawy obowiązującej od marca 2022 roku.

- Nic więc dziwnego, że inni polscy politycy nie chcieli pozostawić Mentzenowi kwestii Ukraińców żyjących w luksusie kosztem Polski. Kandydat konserwatywnej partii Prawo i Sprawiedliwość na prezydenta Karol Nawrocki powiedział, że Ukraińcom nie powinno się żyć w Polsce lepiej, niż Polakom - napisała gazeta.

Komentująca sprawę polonoznawczyni Kristina Ismagiłowa zauważa, że ​​jednocześnie ze spadkiem poparcia w sondażach dla Nawrockiego i Trzaskowskiego, Mentzen powoli, ale systematycznie zyskuje poparcie:

- Podobna historia wydarzyła się w przypadku partii Alternatywa dla Niemiec, której udało się zdobyć 20 proc. głosów wyborców w ostatnich wyborach w Niemczech. Możliwe, że coś podobnego czeka Mentzena.

Według portalu Wzglad Donald Tusk, okazując wsparcie Wołodymyrowi Zełenskiego po jego kłótni z Donaldem Trumpem, “zrobił krzywdę” Rafałowi Trzaskowskiemu. 

- Idea bezwarunkowego poparcia dla Ukrainy nie jest już czymś, co może rozpalić polskich wyborców. Wręcz przeciwnie: pomysł, tak jak robią to przywódcy USA, wystawienia Ukrainie rachunku, nabierze teraz rozpędu – podsumowują autorzy artykułu. 

belsat.eu