Grzegorz Sroczyński: - Dlaczego tak się panu ulało? "PiS stworzył golema postprawdy", "TVP narzuca prawej stronie sceny politycznej pałkarski styl". Przecież pan z nimi pracował.
Jan Pawlicki: Pracowałem. I tekst, który opublikowałem na portalu "Klubu Jagiellońskiego", to między innymi efekt moich obserwacji na stanowisku dyrektora Jedynki w telewizji Kurskiego.
- Ale dlaczego ulało się panu dopiero po pięciu latach?
Ulało się znacznie wcześniej, dlatego nie ma mnie w TVP. Teraz po prostu zawarłem to w syntetycznej formie, żeby było jakieś świadectwo, że nie każdy człowiek prawicy akceptuje świństwo. TVP wulgaryzuje debatę publiczną, w dodatku pod hasłami pluralizmu i wolności słowa. To jest mniej szkodliwe dla was, liberałów i lewicy, chociaż to wy najczęściej stajecie się obiektem nagonek „Wiadomości”, ale głównie szkodzi nam, prawicowcom. Bo tolerowanie tego nas totalnie kompromituje.
W 2015 roku zostałem zaproszony przez Jacka Kurskiego do przeprowadzenia zmian w TVP. Wtedy PiS zapowiadało likwidację spółek medialnych, powołanie w ich miejsce instytucji kultury, napisanie nowej ustawy, wyprowadzenie powszechnej opłaty audiowizualnej, która zapewniłaby mediom publicznym stabilne finansowanie, zapowiadano też pluralizm w radiu i TVP.
- Pan to brał serio?
To brzmiało wiarygodnie. Środowisko PiS krytykowało media liberalne głównie pod takim hasłem, że dziennikarze o prawicowych poglądach są stamtąd usuwani, mają problemy z utrzymaniem programów w mediach publicznych. "My właśnie tym się różnimy od platformersów, że nie będziemy tak robić" - mówiliśmy sobie. I takie były zapowiedzi prominentnych przedstawicieli PiS, na przykład Sellin w ten sposób się wypowiadał. Czy naiwnością było w to wierzyć? Być może.
- Gdzie jest ten punkt zwrotny, że ktoś popiera "dobrą zmianę", idzie na dyrektora do TVP, a potem pisze, że powstał golem postprawdy?
Współpraca z nimi dość szybko okazała się absolutnie niemożliwa. Myślałem, że oni biorą takich jak ja - prawicowców, którzy znają się na zarządzaniu mediami - żeby nam powiedzieć: "No dobra, wiemy, że macie podobne poglądy do nas, ale nie jesteście politykami, tylko zawodowcami, więc powiedzcie nam, jak te media należy robić". Tego nie było. Potrzebne były młotki do wbijania gwoździ.
- I jakiego gwoździa nie chciał pan wbić?
Pod koniec przygody z Kurskim miałem już praktycznie tylko gabinet. Spętano ręce wszystkim dyrektorom i szefom redakcji. Nigdzie - a pracowałem w TVN, Telewizji Republika i w paru innych miejscach - czegoś takiego nie widziałem. Konstruowanie golema zaczęło się od odebrania dyrektorom pełnomocnictw finansowych. Tak się nie da zarządzać. To jest ten diabeł i cała istota "dobrej zmiany" w TVP, że kluczyki do auta ma jedna osoba. I na tym też polega naiwność prezydenta czy premiera. Im się wydaje, że wystarczy kogoś dosadzić Kurskiemu do zarządu. Bo kiedyś tak było, że wśród członków zarządu jeden był z SLD, drugi wskazany przez PSL, trzeci skądś tam i wpływy się równoważyły. Teraz można Kurskiemu dosadzić nawet pięć osób, a i tak nic się nie zmieni.
- Bo?
Jakakolwiek autonomia dyrektorów anten została zlikwidowana, a wszelkie kompetencje programowe ma tzw. biuro korporacyjne ze swoim szefem, czyli wielkim wezyrem dyrektorem Stanisławem Bortkiewiczem, który podlega tylko Kurskiemu. Biuro spraw korporacyjnych decyduje na przykład o tym, jakie wnioski są kierowane na zarząd. Kurski jednoosobowo potrafił decydować, który artysta wystąpi na jakim koncercie albo ustalać szczegóły ramówki. Sto procent ręcznego sterowania od góry do dołu. Jak firmy zewnętrzne negocjują umowy z TVP, to mają dramat, bo okres podejmowania decyzji wydłużył się niemiłosiernie.
- To jest cecha osobnicza Kurskiego, czy logika systemu?
Nie wiem. Od środka to wygląda tak, jakby ktoś celowo wybrał wszystkie patologiczne mechanizmy, które występowały od zawsze w telewizji i je dodatkowo spatologizował. Wziął do kupy najgorsze błędy zarządzania, które istniały w TVP przez całą III RP, spotęgował je i z tych wszystkich słabości firmy ułożył nową strukturę. Z tego wyszedł chaos. I ten chaos jest generowany po coś.
- Po co?
Kiedy wprowadzasz chaos w firmie i tylko jeden dyrektor biura zarządu umie się w tym połapać, to jest to robione celowo. Na przykład po to, żeby ludzie nie wiedzieli, jak w tej strukturze się poruszać. A ci, co wiedzą, no to wiedzą. W takim chaosie budują się nowe nieformalne ścieżki, one muszą powstać, inaczej wszystko jest niedrożne. Jeżeli nagle likwidujemy w firmie dotychczasowe procedury i wprowadzamy nowe, które są niejasne, a jednocześnie toczy się ciągła przebudowa instytucji, czyli nowe procedury z zeszłego tygodnia w tym tygodniu są już inne - no to mamy mgłę totalną. Oczywiście taka struktura marnuje ogromne ilości pieniędzy.
- Ale jaki jest cel tej mgły? /W mętnej wodzie lepiej się łapie ryby - red./
Mgła jest dla samej mgły, czyli po to, żeby ludzie czuli się niepewnie. Wtedy nie ma procedur, tylko wydeptane ścieżki dojścia do czyjegoś ucha, najlepiej ucha głównego. Telewizja w tej chwili jest potężnym atutem w ręku Kurskiego, tak naprawdę stała się jego agencją PR-ową, która buduje mu markę osobistą. Konkurenci Kurskiego w obozie PiS muszą się z nim niebywale liczyć, bo się bardzo wzmocnił. To jest w tej chwili osobny samodzielny ośrodek władzy jak Nowogrodzka, Pałac Prezydencki czy Kancelaria Premiera.
- Jakie są w pana konserwatywnym świecie słupy milowe w niechęci do PiS? Bo u liberałów i lewicy to wiadomo: Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, szczucie na LGBT, aborcja. A u was, prawicowców? Kiedy wy pękacie?
U mnie była głównie złość na ich politykę historyczną i kulturalną. Zapowiadali zwrot ku obszarom historii, które były pomijane w III RP. Już wcześniej powstał oddolny ruch społeczny, głównie młodych ludzi, mówię choćby o kulcie żołnierzy wyklętych. PiS to sobie wzięło i przemieliło w partyjną propagandę, z czegoś prawdziwego zrobili nieprawdopodobną siermięgę i po kolei zohydzili ludziom ważne historyczne tematy. Zapowiadali, że polska historia stanie się elementem naszej "soft power" na arenie międzynarodowej. Kompletnie to się nie udało. Zniechęcili młodych ludzi do historii, to moim zdaniem główny grzech PiS-u. Widać to na przykładzie mediów publicznych, ale też w produkcjach kina historycznego, finansowanych przez państwo - w większości są to niebywałe chały. Plus ten jacht Polskiej Fundacji Narodowej, który wypływał w rejs z napisem "I love Poland". Jak pan mnie pyta o słupy milowe, to były właśnie takie.
- Jacht?
To tylko symbol. Chodzi o ogólną kompromitację, którą prawica w Polsce będzie odkręcać przez dekady. Jeśli w ogóle to jest jeszcze możliwe. Oni robią w kulturze takie rzeczy, że zęby bolą.
- Kiedy najmocniej pana bolały?
W 2018 roku w okolicach stulecia odzyskania niepodległości. Obudzili się z ręką w nocniku - wielcy patrioci, którzy nie przewidzieli, że będzie setna rocznica - i coś wypadało zrobić. "Dobra, dobra, zróbmy coś na szybko, bo mamy stulecie niepodległości". Liczba kitów, którymi nas wtedy uraczyli, była wręcz nieprawdopodobna. Przekaz skierowali wyłącznie do własnego zaplecza, nie próbowano iść szerzej. Pieniądze wydano na projekty, które nie miały żadnego przełożenia na ideę budowania wspólnoty kultury narodowej.
- Czyli co pana najbardziej wkurzyło?
Jakość.
- Po pokazie telewizyjnego widowiska "1920. Wdzięczni bohaterom" na Stadionie Narodowym - kosztowało cztery mln zł - napisał pan takiego tweeta: "Ten narodowy kicz idealnie wpasowuje się w gusta medialnych macherów dobrej zmiany. Gówno pomalowane na biało-czerwono nadal jest gównem. Lubią cytować Herberta, ale nic z niego nie rozumieją. A zwłaszcza 'Potęgi smaku'".
Dokładnie tak. Wystarczy się wsłuchać w rytm bębnów i piszczałek, na których oni nam grają, żeby się zorientować, że to jest złe. Ta logika działa w ten sposób, że urzędnicy, decydenci i sponsorzy ze spółek skarbu państwa przekonują się do rzeczy kompletnie absurdalnych i potem nawzajem sobie gratulują, jakie to jest wspaniałe. Jeśli chcemy wykreować mity historyczne, które będą punktem odniesienia dla wspólnoty narodowej - całej, a nie tylko dla prawicy - to nie wolno tego robić w ten sposób.
(...)
- Dlaczego prawicy wychodzą głównie gnioty?
Wy, lewicowcy, macie większy wpływ na ludzi kultury i liczniejsze przyczółki w tych środowiskach, bo po prostu doceniacie tę sferę. Prawica nie docenia. Dla nas ekonomia jest ważna, gospodarka, bezpieczeństwo, geopolityka, siły zbrojne. Ja na przykład jestem żołnierzem Wojsk Obrony Terytorialnej, to moja pasja i realizacja powinności obywatelskiej. Prawica robi ogromny błąd, że kultury nie docenia. Dlaczego lewicowo-liberalne Hollywood jest w stanie robić filmy historyczne o II wojnie światowej, gdzie amerykańska flaga powiewa co pięć minut, i te filmy nie są kiczowate, chociaż są patetyczne? Przecież to patriotyczne kino robią ludzie, którzy jednocześnie pilnują politycznej poprawności i dbają o parytety przy rozdawaniu nagród filmowych, co z mojego puntu widzenia jest idiotyczne i groźne. Lewica potrafi zrobić świetne kino, a prawica nie potrafi. I tyle.
gazeta.pl