sobota, 19 września 2020

Wszystko to dzieje się w czasie, gdy moc MbS w domu nigdy nie była tak słaba. Należy pamiętać, że tuż przed pełnym początkiem ostatniej wojny cen ropy, wywołanej przez Arabię Saudyjską, MbS urządził kolejną łapankę na swoich wysokich rangą przeciwników (poprzedni miał miejsce pod koniec 2017 roku w osławionym Ritz-Carlton w Rijadzie). 

W ostatniej potyczce wzięli udział książę Ahmed bin Abdulaziz, młodszy brat króla Salmana, oraz książę Mohammed bin Nayef, bratanek króla i były następca tronu. Nastąpiło to po licznych doniesieniach, że stan zdrowia 84-letniego obecnego króla Salmana jest bardzo zły, co spowodowało przepychankę między starszymi członkami królewskiego rodu o sukcesję. 

Należy też mieć na uwadze, że MbS nie zawsze był naturalnym następcą króla Salmana. Przed czerwcem 2017 roku (kiedy sukcesja została zmieniona na korzyść MbS), faworytem był książę Mohammed bin Nayef.

Zdolność MbS do polegania na wsparciu długoletniego kluczowego sojusznika Arabii Saudyjskiej - Stanów Zjednoczonych - również budzi poważne wątpliwości po drugiej wojnie cenowej ropy wywołanej przez Arabię Saudyjską w ciągu mniej niż pięciu lat, której celem było zniszczenie lub unieruchomienie amerykańskiego sektora ropy łupkowej. 

"Od czasu dojścia do władzy MbS był co najmniej współwinny litanii wielkich błędów, jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, w tym - ale nie tylko - prowadzonej przez Arabię Saudyjską wojny w Jemenie, przymilania się do Rosji w ramach kartelu OPEC+ oraz zabójstwa dysydenta saudyjskiego dziennikarza Jamala Khashoggi, które nawet CIA uznała za osobiste zamówienie MbS" – zaznacza portal oilprice.com.

Jednak ponad wszystko to, zdaniem USA, było zerwaniem podstawowego zaufania między tymi dwoma krajami, które zostało ustanowione w 1945 r. W porozumieniu zawartym między USA a Arabią Saudyjską w sprawie odcinka Bitter Lake Kanału Sueskiego. Porozumienie zawarte między prezydentem USA Franklinem D. Rooseveltem a ówczesnym królem Arabii Saudyjskiej, Abdulazizem, polegało na tym, że USA otrzymają wszystkie potrzebne im dostawy ropy tak długo, jak Arabia Saudyjska będzie miała ropę, w zamian za co USA gwarantowałoby bezpieczeństwo rządzącej dynastii Saudów. 

Po wojnie cenowej w latach 2014-2016 umowa ta uległa nieznacznej zmianie, aby uwzględnić amerykańskie oczekiwania, że dom Saudów zapewni, że Arabia Saudyjska nie tylko będzie dostarczać Stanom Zjednoczonym potrzebną im ropę tak długo, jak to możliwe, ale także że pozwoli amerykańskiej branży łupkowej na dalszy wzrost. 

Ostatnia wojna cenowa prowadzona przez Rijad spowodowała bankructwo wielu amerykańskich koncernów łupkowych.

energetyka24.com


Zaczęło się w okolicy przełomu 1989 r. od letniego studia telewizyjnego, gdzie Rewiński prowadził satyryczny cykl "Skauci piwni". Opowiadał on o niezwykłym letnim obozie skautowym, którego uczestnicy woleli raczyć się tytułowym piwem, niż chodzić na podchody i zdobywać sprawności.

Choć trudno w to uwierzyć, ekipa satyryków występujących w tym programie założyła partię polityczną. Już jej nazwa brzmiała jak jeden wielki żart: Polska Partia Przyjaciół Piwa. Ale ktoś musiał jednak wziąć ten swoisty happening na poważnie.

I nie było to kilka osób. Poparcie było na tyle duże, że nowo powstałe ugrupowanie trafiło po wyborach z 1991 roku do parlamentu pierwszej kadencji, zdobywając ponad 3 proc. głosów - nie obowiązywał wtedy jeszcze wymóg przekroczenia progu wyborczego. Taki wynik pozwolił wprowadzić do Sejmu 16 posłów, wśród których byli m.in.: ceniony dziennikarz Adam Halber czy mało jeszcze wówczas znany aktor Krzysztof Ibisz.

Jednym z ważnych postulatów partii było... zwalczanie alkoholizmu. Drogą do tego miało być promowanie piwa kosztem wódki.

W programie ugrupowania można było przeczytać: "Nie mamy złudzeń, że Polak stanie się abstynentem. Tylko niech nie pije wódki. Smaczne, chłodne, aromatyczne piwo tak samo może służyć do wznoszenia toastów (...) Przy piwie można wymienić poglądy, przy piwie łatwiej dojść do porozumienia, dogadać się. Dogadujmy się, bądźmy tolerancyjni, wyrozumiali i spolegliwi".

W jednym z wywiadów poseł PPPP, Jerzy Dziewulski wspominał: "Posłowie ze styropianowym rodowodem byli zszokowani. Już nie oni, tylko my byliśmy bohaterami newsów".

Sam Rewiński był dość aktywnym posłem, ale doprawdy trudno było stwierdzić, czy jego wystąpienia na trybunie sejmowej były poważnymi przemówieniami politycznymi, czy raczej monologami satyryka.

- Jesteśmy zatruwani ołowiem i stopień jego stężenia w powietrzu, jak również ilość spożywanego alkoholu wysokoprocentowego powodują, że jesteśmy społeczeństwem agresywnym, nietolerancyjnym i może temperatura na tej sali również jest wypadkową tego zjawiska - głosił z trybuny sejmowej.

Cała historia założonego przez niego ugrupowania wyglądała zresztą jak skecz kabaretu - jedna z frakcji, na które podzieliła się partia nazywała się Duże Piwo, a w międzyfrakcyjnych walkach kanapowej w gruncie rzeczy organizacji Rewiński został odsunięty od przywództwa przez Leszka Bubla.

wp.pl