Elenie, nauczycielce z Chersonia rosyjscy wojskowi założyli worek na głowę i zabrali do piwnicy. Następnie została odurzona narkotykami. Zatrzymano ją na 11 dni i oskarżono o ekstremizm i wspieranie kijowskiego rządu. Wypuszczono ją dopiero wtedy, gdy zgodziła się odwołać swoje poglądy przed kamerą. Prawdziwy powód? Prowadziła proukraiński kanał na TikToku.
Elena powiedziała, że rosyjscy żołnierze w piwnicy, w której przetrzymywali ludzi, rzucili na podłogę amerykańskie i brytyjskie flagi, aby zatrzymani je deptali.
Inny rozmówca zachodnich mediów, właściciel kawiarni w Chersoniu, powiedział, że pijany rosyjski żołnierz zagroził mu, że rzuci granatem w jego lokal, jeśli odmówi przeliczenia cen z hrywien na ruble. — Stali na zewnątrz i łapali przechodzące kobiety — powiedział.
"The Times" porównał atmosferę panującą w Chersoniu podczas rosyjskiej okupacji do stalinowskiego terroru. — Uważnie ważyłem słowa, gdy z kimkolwiek rozmawiałem. Nigdy nie wiesz, kto może cię potępić za powiedzenie czegoś proukraińskiego — powiedział lokalny biznesmen Aleksandr Saweljew.
Budowlaniec Siergiej Bloszko stwierdził z kolei, że przez dziewięć miesięcy był zmuszony ukrywać się w domu swoich przyjaciół. Obawiał się, że zostanie zatrzymany za udział w wiecach antyokupacyjnych, które odbyły się w marcu, tuż po wkroczeniu wojsk rosyjskich do Chersonia. Siergiej twierdzi, że po zatrzymaniu część jego przyjaciół zniknęła. Do domu Siergieja również przyszli wojskowi. Nie znajdując go, zabrali lodówkę i telewizor.
— Represjonowali ludność proukraińską. To, co się tu działo, to była czystka etniczna — powiedział Bloszko dziennikarzowi "The New York Times".
Emerytka Irina Rodawanowa powiedziała dziennikarzom, że żołnierze pobili jej męża na poboczu drogi, oskarżając go o naruszenie przepisów ruchu drogowego. Uważa, że to właśnie brutalne traktowanie miejscowej ludności przez rosyjskie wojsko zraziło mieszkańców Chersonia i mogło być jedną z głównych przyczyn niepowodzenia "rusyfikacji" miasta.
(...)
Po zajęciu Chersonia władze rosyjskie i lokalni prorosyjscy urzędnicy określali miasto jako "rosyjskie" i twierdzili, że "Rosja jest tu na zawsze". W efekcie w mieście wprowadzono płatności w rublach, w szkołach zmieniono programy nauczania na rosyjskie, podobnie język. W telewizji emitowano propagandowe programy, a na ulicach rozwieszano transparenty z prorosyjskimi hasłami (po wycofaniu wojsk rosyjskich zostały podarte przez mieszkańców).
Według relacji zebranych przez dziennikarzy, część mieszkańców miasta odmówiła podporządkowania się żądaniom władz okupacyjnych. Urzędnicy mianowani przez Rosjan zażądali od Olgi Makarczuk, pracownicy chersońskiej firmy taksówkarskiej, aby płaciła rachunki w rublach. Ona jednak przez cały czas pozostała przy hrywnach. Inna mieszkanka Chersonia, Irina Diagilewa, posłała córkę do szkoły, gdzie, jak powiedziała, nauczyciele potajemnie nauczali ukraińskiego programu nauczania i witali uczniów słowami "Chwała Ukrainie!"
onet.pl/Meduza


