wtorek, 8 lutego 2022


Istotnym łącznikiem gospodarczym Rosji z większością krajów tej części świata są migranci zarobkowi. Wedle danych przedstawionych w pierwszej połowie stycznia br. przez generał porucznik policji Walentinę Kazakową szefową Głównej Dyrekcji ds. Migracji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji podczas rozmowy z Interfax, przeszło 82 proc. zagranicznych pracowników legalnie pracujących w Federacji Rosyjskiej pochodzi z Uzbekistanu, Tadżykistanu i Kirgistanu.

Jak wynika z bazy danych statycznych Banku Światowego w 2020 r. otrzymane przekazy pieniężne odgrywały szczególnie dużą rolę w przypadku gospodarek Kirgistanu i Tadżykistanu. W odniesieniu do tego pierwszego ich wielkość odpowiadała ponad 31 proc. wartości PKB kraju, w Tadżykistanie prawie 27 proc.. Na trzecim miejscu w regionie –  ok. 11,6 proc. uplasował się Uzbekistan. W przypadku Kazachstanu i Turkmenistanu wielkość otrzymanych przekazów względem PKB nie przekraczała 0,3  proc.

Uzasadnione wydają się być obawy ekspertów przedstawione na łamach tadżyckiego portalu Asia-Plus. Ekonomista Bachridin Karimow, wskazuje na to, że w przypadku poważnych sankcji nałożonych na Rosję mogłoby dojść do zmniejszenia dochodów pracujących w Rosji obcokrajowców. Osłabienie rosyjskiego rubla w krajach silnie uzależnionych od przekazów migrantów z Rosji może prowadzić do deprecjacji walut lokalnych, zmniejszenia konsumpcji i dochodów budżetowych. Ekspert zauważa, że w przypadku gdyby Rosję odłączono od globalnego systemu bankowego ucierpią na tym również sektory bankowe w krajach silnie z nią związanych gospodarczo. 

Politolog Amiri Zamona, wskazuje, że straty Rosji podczas ewentualnej wojny z Ukrainą mogą sprzyjać eskalacji napięć w Azji Środkowej. Mowa tu między innymi o relacjach tadżycko-kirgiskich, stosunkach Tadżykistanu z Afganistanem.

Politolog dostrzega zagrożenia w postaci pogorszenia się sytuacji na lokalnym rynku pracy. Nie wyklucza, że uśpione dotychczas „radykalne komórki”, które obecnie odstrasza „czynnik rosyjski” będą próbowały dojść do władzy. W jego ocenie również Chiny mogą wykorzystać sytuację, co przyspieszy ich ekspansję w regionie. Politolog stwierdził nawet: „Obawiam się, że coraz bardziej będziemy rzucać się w ich ramiona”.

wnp.pl

Już po wylądowaniu w Moskwie francuskiego prezydenta spotkała niemiła niespodzianka. Nikt z rosyjskich władz nie przywitał Emmanuela Macrona na lotnisku Wnukowo. Przed samolotem nie czekała na niego kolumna pojazdów i został zmuszony do przejścia przez terminal portu lotniczego. Zanim udał się na Kreml, przybył do ambasady Francji, co zrodziło spekulacje, że musiał jeszcze oczekiwać na przyjęcie przez prezydenta Rosji.

Władimir Putin powitał swojego gościa na Kremlu. Z daleka, nie przez podanie ręki, którą początkowo trzymał w kieszeni, ale przez pomachanie ręką. Do wielogodzinnej rozmowy politycy zasiedli przy olbrzymim stole o długości 4 m. Media mogły ją obserwować jedynie przez krótką chwilę.

Przepaść, jaka dzieliła przywódców, szybko zwróciła uwagę internautów. W mediach społecznościowych pojawił się szereg teorii i komentarzy. Jedna z nich stanowi, że rosyjski prezydent jest przewrażliwiony pod względem bezpieczeństwa i obawia się zakażenia koronawirusem. Przy podobnym stole zasiadł wcześniej premier Węgier Viktor Orban, który przyjechał do Rosji w ubiegłym tygodniu. Jednak Władimir Putin nie unikał bliskiego kontaktu z przewodniczącym ChRL Xi Jinpingiem podczas wizyty w Pekinie.

onet.pl