Istotnym łącznikiem gospodarczym Rosji z większością krajów tej części świata są migranci zarobkowi. Wedle danych przedstawionych w pierwszej połowie stycznia br. przez generał porucznik policji Walentinę Kazakową szefową Głównej Dyrekcji ds. Migracji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji podczas rozmowy z Interfax, przeszło 82 proc. zagranicznych pracowników legalnie pracujących w Federacji Rosyjskiej pochodzi z Uzbekistanu, Tadżykistanu i Kirgistanu.
Jak wynika z bazy danych statycznych Banku Światowego w 2020 r. otrzymane przekazy pieniężne odgrywały szczególnie dużą rolę w przypadku gospodarek Kirgistanu i Tadżykistanu. W odniesieniu do tego pierwszego ich wielkość odpowiadała ponad 31 proc. wartości PKB kraju, w Tadżykistanie prawie 27 proc.. Na trzecim miejscu w regionie – ok. 11,6 proc. uplasował się Uzbekistan. W przypadku Kazachstanu i Turkmenistanu wielkość otrzymanych przekazów względem PKB nie przekraczała 0,3 proc.
Uzasadnione wydają się być obawy ekspertów przedstawione na łamach tadżyckiego portalu Asia-Plus. Ekonomista Bachridin Karimow, wskazuje na to, że w przypadku poważnych sankcji nałożonych na Rosję mogłoby dojść do zmniejszenia dochodów pracujących w Rosji obcokrajowców. Osłabienie rosyjskiego rubla w krajach silnie uzależnionych od przekazów migrantów z Rosji może prowadzić do deprecjacji walut lokalnych, zmniejszenia konsumpcji i dochodów budżetowych. Ekspert zauważa, że w przypadku gdyby Rosję odłączono od globalnego systemu bankowego ucierpią na tym również sektory bankowe w krajach silnie z nią związanych gospodarczo.
Politolog Amiri Zamona, wskazuje, że straty Rosji podczas ewentualnej wojny z Ukrainą mogą sprzyjać eskalacji napięć w Azji Środkowej. Mowa tu między innymi o relacjach tadżycko-kirgiskich, stosunkach Tadżykistanu z Afganistanem.
Politolog dostrzega zagrożenia w postaci pogorszenia się sytuacji na lokalnym rynku pracy. Nie wyklucza, że uśpione dotychczas „radykalne komórki”, które obecnie odstrasza „czynnik rosyjski” będą próbowały dojść do władzy. W jego ocenie również Chiny mogą wykorzystać sytuację, co przyspieszy ich ekspansję w regionie. Politolog stwierdził nawet: „Obawiam się, że coraz bardziej będziemy rzucać się w ich ramiona”.
wnp.pl