poniedziałek, 15 września 2025



Europa ma już ustaloną, zintegrowaną koalicję antyhegemoniczną – funkcjonujący od dawna Sojusz Północnoatlantycki – który stanowi punkt odniesienia dla wszelkich wysiłków antyhegemonicznych na kontynencie. Koalicja antyhegemoniczna w Europie nie tylko jest dobrze zakorzeniona, ale także nie napotyka tak dużych trudności jak w Azji, żaden kraj w Europie nie ma takiej przewagi siły jak Chiny w Azji, a chociaż Stany Zjednoczone również odgrywają w Europie rolę głównego zewnętrznego stabilizatora – jest ona znacznie mniej wymagająca niż w Azji.

Rosja kiedyś pretendowała do roli hegemona w Europie, ale dzisiaj jest prawie pewne, że nie jest zdolna do podjęcia poważnych działań, aby osiągnąć ten cel. Chociaż, z perspektywy historycznej, ma wprawę w przekształcaniu stosunkowo ograniczonej bazy ekonomicznej w siłę militarną, to obecnie w porównaniu z resztą Europy jest tak słaba, że żaden poziom skuteczności w tym względzie nie mógłby zniwelować tych niedoborów. Ponadto geograficznie i militarnie pozostałe potęgi europejskie są ze sobą ściśle powiązane, w przeciwieństwie do Indii i Japonii. Gdyby Rosja stworzyła zagrożenie militarne w stosunku do Niemiec, automatycznie zagroziłaby Włochom i Francji, a gdyby ustanowiła hegemonię nad Niemcami, to bezpośrednio wzrosłoby zagrożenie dla Rzymu i Paryża. Takie wzajemne powiązania ułatwiają koordynowanie koalicji w Europie.

Nie oznacza to, że Rosja nie stanowi zagrożenia. Zagraża ona Europie Wschodniej w sposób, który może wpłynąć na skuteczność NATO i stabilność w Europie. To istotne zagadnienie, (...), ale nie należy ono do tej samej kategorii co groźba hegemonii regionalnej.

(...)

Obecnie najpotężniejszym państwem Europy są Niemcy. Nawet abstrahując od ich członkostwa w NATO, Niemcy najprawdopodobniej nie będą dążyć do hegemonii w Europie w przewidywalnej przyszłości. Gdyby spróbowały, udałoby się nad tym zapanować przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, Niemcy nie mają szczególnie wielkiej przewagi siły nad pozostałymi głównymi państwami Europy, takimi jak Wielka Brytania, Francja i Rosja. Są wprawdzie nieco silniejsze od każdego z tych państw, ale już nie od wiarygodnej koalicji państw europejskich. Po drugie, są o wiele słabsze od Stanów Zjednoczonych, co oznacza, że USA mogłyby zacząć szybko współpracować z innymi państwami europejskimi, aby powstrzymać niemieckie ambicje ustanowienia hegemonii lub podważyć niemieckie próby stworzenia koalicji popierającej ich dążenia. Wreszcie, z powodów historycznych, istnieją istotne ograniczenia co do sposobu wykorzystania swojej potęgi przez Niemcy. Te czynniki mogą oczywiście ulec zmianie, ale taki rozwój wypadków z pewnością wywołałby zdecydowaną reakcję.

W kontekście ustanowienia hegemonii w Europie najbardziej prawdopodobną alternatywą dla Rosji jest Unia Europejska albo wyłoniony z niej jeszcze bardziej jednolity podmiot. Choć luźna koalicja państw nie jest w stanie zdobyć i utrzymać hegemonii ze względu na naturalne wewnętrzne podziały, jednoczące superpaństwo mogłoby osiągnąć ten cel. Same Stany Zjednoczone, początkowo luźna konfederacja, przekształciły się w zjednoczony podmiot strategiczny. W latach 60. XIX w. Wielka Brytania i Francja rozważały interwencję w wojnie secesyjnej między innymi po to, aby zapobiec powstaniu takiego potężnego superpaństwa.

Rozważając tę kwestię wyłącznie w kontekście transatlantyckim, można uznać, że Stany Zjednoczone są w lepszym położeniu, jeśli Europa nie jest wysoce zunifikowanym superpaństwem, ponieważ powinny wtedy tak samo przeciwstawić się próbie ustanowienia spójnej hegemonii w kluczowym regionie. Nie oznacza to, że Stany Zjednoczone powinny sprzeciwiać się każdej formie integracji europejskiej. Są zainteresowane Europą, która jest stosunkowo stabilna i zdolna do spójnego działania w sprawach ważnych dla obu stron. Europa zdolna do podejmowania wspólnych wyzwań i gotowa pomagać w rozwiązywaniu sporów jest w interesie Stanów Zjednoczonych. Skonfederowana Europa będzie łagodziła niestabilność i zażegnywała konflikty na kontynencie, które w przeciwnym razie mogłyby angażować USA; może również działać skutecznie z korzyścią dla interesów amerykańskich. Nie oznacza to jednak, że Stany Zjednoczone odnosiłyby korzyści, gdyby Unia Europejska lub jej następca stały się w pełni zunifikowanym podmiotem zdolnym do narzucenia regionalnej dominacji i nadmiernego obarczania czy nawet wykluczania amerykańskiego biznesu i zaangażowania.

(...)

Podobna logika obowiązuje w relacjach Stanów Zjednoczonych z Rosją. Im silniejsze są Chiny, tym bardziej Stany Zjednoczone i inne państwa zainteresowane są uczestnictwem Rosji w koalicji antyhegemonicznej przeciw Chinom, czy nawet cichym jej wsparciem. Biorąc pod uwagę potęgę Rosji oraz jej geograficzne  położenie wzdłuż północnej granicy Chin oraz regionów, w których mogłyby one zwiększyć swoje wpływy, takich jak Azja Centralna i Azja Północno-Wschodnia, Moskwa jest naturalnym partnerem, a nawet członkiem antyhegemonicznej koalicji przeciw Chinom. Co więcej, Moskwa podziela to zainteresowanie. Autonomia Rosji, a nawet jej integralność terytorialna, stanęłaby pod znakiem zapytania, gdyby Chiny miały zdobyć dominację w Azji. W związku z tym, że Rosja jest od nich dużo słabsza, i prawdopodobnie będzie jeszcze słabsza, biorąc pod uwagę ich krzywe wzrostu, niepohamowane Chiny oznaczałyby, że autonomia i integralność Rosji byłyby na ich łasce. Ta podatność będzie tym większa, im bardziej Rosja będzie odizolowana od koalicji antyhegemonicznej przeciw Chinom w Azji, ponieważ żadna taka koalicja nie będzie raczej skłonna bronić Rosji, jeśli Moskwa odmówi z nią współpracy. Stany Zjednoczone i Rosja mają zatem wspólny cel w uniemożliwieniu Chinom ustanowienia hegemonii w Azji i ten wspólny cel sugeruje wzmożoną współpracę w nadchodzących latach.

Elbridge A. Colby - Strategia wypierania


Siła fizyczna, szczególnie możliwość zabijania, jest ostatecznym środkiem zdobywania przewagi poprzez zastosowanie przymusu. Choć istnieją inne źródła wpływu, takie jak bogactwo, perswazja czy charyzma, wszystkie tracą na znaczeniu w obliczu potęgi zabijania. Ktoś zdolny do zabijania może, jeśli tylko chce, eskalować konflikt do takiego poziomu i w ten sposób zwyciężyć. Chociaż twarda siła nie jest jedyną formą władzy, staje się dominująca, o ile jest efektywnie stosowana. Twarda siła zawsze zdominuje miękką siłę. Przy zaniechaniu innych działań siła góruje nad prawem. Dlatego, aby chronić swoje interesy, Stany Zjednoczone muszą zwrócić szczególną uwagę na możliwość użycia siły fizycznej.

W stabilnych społeczeństwach suweren monopolizuje legalne użycie przemocy: tak jest definiowana praworządność. W sytuacji braku globalnego suwerena wojna – zorganizowana przemoc na wielką skalę – jest sądem apelacyjnym najwyższej instancji na arenie międzynarodowej. Jeśli uczestnik sporu ucieknie się do użycia siły, różnice będą ostatecznie rozstrzygane na korzyść tej strony, która skuteczniej zmobilizuje większą siłę militarną. Zatem, aby chronić swoje interesy w sferze międzynarodowej, Stany Zjednoczone muszą aktywnie podejść do zagrożenia wynikającego z możliwości użycia brutalnej siły.

(...)

W takiej rzeczywistości strategia USA dla świata musi nade wszystko uwzględniać tych, którzy mają możliwość użycia przemocy na dużą skalę, czyli mogą zgromadzić odpowiednią siłę militarną. Słabsze państwa, szczególnie te, które dysponują jakimiś środkami stosowania przemocy na ogromną skalę (na przykład bronią masowego rażenia), mogą stanowić poważne zagrożenie, ale ich słabość z definicji oznacza, że silniejsze państwa znajdą sposób na uporanie się z nimi. (...)

We współczesnym świecie potęga militarna jest wynikiem zdolności do tworzenia sprawnych sił zbrojnych oraz dowodzenia nimi. Nowoczesne siły zbrojne, szczególnie te bardziej zaawansowane i skuteczne, są wysoce wyrafinowane, skomplikowane i często duże. To dlatego są tak kosztowne i muszą korzystać ze wsparcia nowoczesnej, silnej bazy ekonomicznej i technologicznej. Co więcej, mają rozbudowane potrzeby administracyjne i logistyczne, a zatem muszą się opierać na wysoce sprawnych strukturach administracyjnych. Dzięki temu są w stanie zapewnić spójność i egzekwować posłuszeństwo – czynniki niezbędne do prowadzenia skutecznych działań wojennych.

Współcześnie oraz w dającej się przewidzieć przyszłości jedynymi podmiotami zdolnymi do stworzenia takich sił zbrojnych są państwa. Ostateczna forma władzy w układzie międzynarodowym pochodzi zatem od państwa lub grupy państw, wykorzystujących przemoc jako element nacisku. Największy potencjał tej fundamentalnej represyjnej przewagi mają państwa najbogatsze i wewnętrznie spójne. Tak więc, w praktyce, państwa najsilniejsze militarnie to te, które jednocześnie mają największe zasoby gospodarcze.

Gdyby Stany Zjednoczone były pod tym względem potężniejsze od dowolnej kombinacji innych państw, miałyby korzystną przewagę siły w każdych możliwych do wyobrażenia warunkach. Wówczas żaden kraj nie mógłby w znaczący sposób niczego na nich wymusić. Do podtrzymania takiego korzystnego rozkładu sił wystarczyłoby, aby utrzymały swoje siły, żeby przynajmniej dotrzymać kroku wzrostowi innych państw.

Stany Zjednoczone nie mają już jednak takiej przewagi – i już nie będą miały. Chociaż są wciąż potężne, reszta świata znacząco przewyższa ich potencjał. Jeśli wystarczająca ilość potencjału należącego do reszty świata skupiłaby się przeciwko Stanom Zjednoczonym, mogłyby one zostać zmuszone do ustępstw w sprawach dotyczących ich własnego bezpieczeństwa, wolności i dobrobytu. Inni mogliby zmusić je do zaakceptowania rzeczy, których Amerykanie nie tolerują. Zatem Stany Zjednoczone nie powinny dopuścić do powstania tak niekorzystnej dla nich równowagi sił.

Najbardziej liczące się państwa, których gospodarki są w stanie wesprzeć stworzenie znaczącej siły militarnej, nie są rozmieszczone przypadkowo, lecz zgromadzone w określonych regionach. Te kluczowe regiony dysponują znakomitą większością czynnych bądź uśpionych sił militarnych, które stanowią najbardziej represyjną formę nacisku. Poza Ameryką Północną dwa regiony – Azja i Europa – mają taki sam (lub większy) potencjał gospodarczy jak Stany Zjednoczone, który może być przekształcony w siłę militarną, oraz jeden znaczący podregion – Zatoka Perska.

(...)

Zatem Azja w szczególności, a następnie Europa i Ameryka Północna są głównymi teatrami polityki światowej. Sama Azja ma silniejszą gospodarkę niż Afryka, Ameryka Łacińska, Azja Centralna i Oceania razem wzięte. Jeśli jakiemuś państwu udałoby się zdobyć przewagę dzięki wykorzystaniu bogactwa jednego z decydujących teatrów, mogłoby zdominować państwo wschodzące w innym regionie. To właśnie takie przekonanie skłoniło Winstona Churchilla do sformułowania uwagi: „Jeśli wygramy wielką bitwę w decydującym teatrze działań, później będziemy mogli wszystko uporządkować”. Dlatego właśnie Stany Zjednoczone od dawna koncentrują się na tym, co George Kennan na początku zimnej wojny celnie określił mianem kluczowych „centrów potęgi  militarnej i przemysłowej”.

(...)

Uwaga Amerykanów powinna zatem skupiać się na tych państwach, które mogłyby wpływać na potencjał jednego z kluczowych regionów bądź podporządkować go sobie. Wynika to z faktu, że w obecnej sytuacji żadne państwo – nawet Chiny, drugie najpotężniejsze państwo świata – nie dysponuje wystarczającą siłą, aby samodzielnie wymusić na Stanach Zjednoczonych zmiany w odniesieniu do ich zasadniczych celów; jedynie grupa kilku państw mogłaby zgromadzić wystarczającą siłę, aby to zrobić. Zatem jedynym scenariuszem, w którym Stany Zjednoczone musiałyby stanąć wobec grupy państw znacznie od nich silniejszej w kwestiach o szczególnym znaczeniu dla Amerykanów, byłby ten, w którym doszłoby do połączenia siły jednego lub kilku kluczowych regionów.

(...) Aspirujący hegemon jest zatem, ogólnie mówiąc, państwem znajdującym się lub aktywnym w danym regionie oraz wystarczająco silnym, aby skutecznie ustanowić hegemoniczną kontrolę. Ściślej, najprawdopodobniej jest to państwo w regionie najsilniejsze dzięki swojej zdecydowanej przewadze. (...)

Stany Zjednoczone mają powód, aby obawiać się krajów próbujących ustanowić hegemonię w kluczowych regionach, ponieważ regionalna dominacja jest perspektywą atrakcyjną dla wszystkich. Istnieje szereg korzyści, dla których państwo może do niej dążyć, szczególnie jeśli nie napotyka szczególnie silnego oporu. Ze względu na te korzyści najsilniejsze państwa w regionie prawie zawsze dążą w którymś momencie do dominacji.

Historia nowożytnej Europy jest katalogiem prób uzyskania hegemonii podejmowanych przez potężne państwa: Monarchię Habsburgów w XVI w., Francję pod władaniem Ludwika XIV, a później Napoleona, II i III Rzeszę Niemiecką oraz Związek Sowiecki.

(...)

Biorąc pod uwagę wielkość terytorialną Azji oraz jej potencjał militarno-gospodarczy, niedopuszczenie do tego, że zostanie poddana hegemonii, jest dla Stanów Zjednoczonych kwestią o pierwszorzędnym znaczeniu. Po upływie kilku wieków Azja jest ponownie regionem świata o największym łącznym bogactwie i potencjale przekształcenia tego bogactwa w potęgę militarną. Dlatego ustanowienie przez inne państwo hegemonii nad znaczącą częścią Azji jest dla Stanów Zjednoczonych najbardziej niepokojącym z możliwych scenariuszy regionalnych.

Co więcej, wśród krajów azjatyckich znajduje się najbardziej prawdopodobny kandydat na hegemona jednego z kluczowych regionów świata – Chiny. Chińska Republika Ludowa jest po Stanach Zjednoczonych zdecydowanie najpotężniejszym państwem w systemie międzynarodowym, o wiele silniejszym niż dowolne państwo azjatyckie. Chiny są wschodzącym gigantem z PKB sięgającym niemal jednej piątej całkowitego światowego PKB. Większość analityków postrzega Chiny jako drugą największą potęgę świata, za Stanami Zjednoczonymi, choć niektórzy uważają, że są one potężniejsze od Ameryki. Dorównują nawet potencjałem pozostałym państwom regionu analizowanym łącznie. Szacunkowe oceny potęgi Chin w odniesieniu do pozostałych państw azjatyckich wskazują, że stanowią one blisko połowę potencjału Azji, co stawia je w uprzywilejowanej pozycji do osiągnięcia dominacji w regionie. Zmierzając do sedna sprawy, istnieje szereg dowodów na to, że Chiny rzeczywiście dążą do uzyskania regionalnej hegemonii.

(...)

Pretendujący hegemon, taki jak Chiny, ma co najmniej trzy powody, aby stworzyć blok ekonomiczny faworyzujący jego własną gospodarkę i dyskryminujący amerykańską. Są to: ekonomia, geopolityka i status.

Elbridge A. Colby - Strategia wypierania