Europa ma już ustaloną, zintegrowaną koalicję antyhegemoniczną – funkcjonujący od dawna Sojusz Północnoatlantycki – który stanowi punkt odniesienia dla wszelkich wysiłków antyhegemonicznych na kontynencie. Koalicja antyhegemoniczna w Europie nie tylko jest dobrze zakorzeniona, ale także nie napotyka tak dużych trudności jak w Azji, żaden kraj w Europie nie ma takiej przewagi siły jak Chiny w Azji, a chociaż Stany Zjednoczone również odgrywają w Europie rolę głównego zewnętrznego stabilizatora – jest ona znacznie mniej wymagająca niż w Azji.
Rosja kiedyś pretendowała do roli hegemona w Europie, ale dzisiaj jest prawie pewne, że nie jest zdolna do podjęcia poważnych działań, aby osiągnąć ten cel. Chociaż, z perspektywy historycznej, ma wprawę w przekształcaniu stosunkowo ograniczonej bazy ekonomicznej w siłę militarną, to obecnie w porównaniu z resztą Europy jest tak słaba, że żaden poziom skuteczności w tym względzie nie mógłby zniwelować tych niedoborów. Ponadto geograficznie i militarnie pozostałe potęgi europejskie są ze sobą ściśle powiązane, w przeciwieństwie do Indii i Japonii. Gdyby Rosja stworzyła zagrożenie militarne w stosunku do Niemiec, automatycznie zagroziłaby Włochom i Francji, a gdyby ustanowiła hegemonię nad Niemcami, to bezpośrednio wzrosłoby zagrożenie dla Rzymu i Paryża. Takie wzajemne powiązania ułatwiają koordynowanie koalicji w Europie.
Nie oznacza to, że Rosja nie stanowi zagrożenia. Zagraża ona Europie Wschodniej w sposób, który może wpłynąć na skuteczność NATO i stabilność w Europie. To istotne zagadnienie, (...), ale nie należy ono do tej samej kategorii co groźba hegemonii regionalnej.
(...)
Obecnie najpotężniejszym państwem Europy są Niemcy. Nawet abstrahując od ich członkostwa w NATO, Niemcy najprawdopodobniej nie będą dążyć do hegemonii w Europie w przewidywalnej przyszłości. Gdyby spróbowały, udałoby się nad tym zapanować przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, Niemcy nie mają szczególnie wielkiej przewagi siły nad pozostałymi głównymi państwami Europy, takimi jak Wielka Brytania, Francja i Rosja. Są wprawdzie nieco silniejsze od każdego z tych państw, ale już nie od wiarygodnej koalicji państw europejskich. Po drugie, są o wiele słabsze od Stanów Zjednoczonych, co oznacza, że USA mogłyby zacząć szybko współpracować z innymi państwami europejskimi, aby powstrzymać niemieckie ambicje ustanowienia hegemonii lub podważyć niemieckie próby stworzenia koalicji popierającej ich dążenia. Wreszcie, z powodów historycznych, istnieją istotne ograniczenia co do sposobu wykorzystania swojej potęgi przez Niemcy. Te czynniki mogą oczywiście ulec zmianie, ale taki rozwój wypadków z pewnością wywołałby zdecydowaną reakcję.
W kontekście ustanowienia hegemonii w Europie najbardziej prawdopodobną alternatywą dla Rosji jest Unia Europejska albo wyłoniony z niej jeszcze bardziej jednolity podmiot. Choć luźna koalicja państw nie jest w stanie zdobyć i utrzymać hegemonii ze względu na naturalne wewnętrzne podziały, jednoczące superpaństwo mogłoby osiągnąć ten cel. Same Stany Zjednoczone, początkowo luźna konfederacja, przekształciły się w zjednoczony podmiot strategiczny. W latach 60. XIX w. Wielka Brytania i Francja rozważały interwencję w wojnie secesyjnej między innymi po to, aby zapobiec powstaniu takiego potężnego superpaństwa.
Rozważając tę kwestię wyłącznie w kontekście transatlantyckim, można uznać, że Stany Zjednoczone są w lepszym położeniu, jeśli Europa nie jest wysoce zunifikowanym superpaństwem, ponieważ powinny wtedy tak samo przeciwstawić się próbie ustanowienia spójnej hegemonii w kluczowym regionie. Nie oznacza to, że Stany Zjednoczone powinny sprzeciwiać się każdej formie integracji europejskiej. Są zainteresowane Europą, która jest stosunkowo stabilna i zdolna do spójnego działania w sprawach ważnych dla obu stron. Europa zdolna do podejmowania wspólnych wyzwań i gotowa pomagać w rozwiązywaniu sporów jest w interesie Stanów Zjednoczonych. Skonfederowana Europa będzie łagodziła niestabilność i zażegnywała konflikty na kontynencie, które w przeciwnym razie mogłyby angażować USA; może również działać skutecznie z korzyścią dla interesów amerykańskich. Nie oznacza to jednak, że Stany Zjednoczone odnosiłyby korzyści, gdyby Unia Europejska lub jej następca stały się w pełni zunifikowanym podmiotem zdolnym do narzucenia regionalnej dominacji i nadmiernego obarczania czy nawet wykluczania amerykańskiego biznesu i zaangażowania.
(...)
Podobna logika obowiązuje w relacjach Stanów Zjednoczonych z Rosją. Im silniejsze są Chiny, tym bardziej Stany Zjednoczone i inne państwa zainteresowane są uczestnictwem Rosji w koalicji antyhegemonicznej przeciw Chinom, czy nawet cichym jej wsparciem. Biorąc pod uwagę potęgę Rosji oraz jej geograficzne położenie wzdłuż północnej granicy Chin oraz regionów, w których mogłyby one zwiększyć swoje wpływy, takich jak Azja Centralna i Azja Północno-Wschodnia, Moskwa jest naturalnym partnerem, a nawet członkiem antyhegemonicznej koalicji przeciw Chinom. Co więcej, Moskwa podziela to zainteresowanie. Autonomia Rosji, a nawet jej integralność terytorialna, stanęłaby pod znakiem zapytania, gdyby Chiny miały zdobyć dominację w Azji. W związku z tym, że Rosja jest od nich dużo słabsza, i prawdopodobnie będzie jeszcze słabsza, biorąc pod uwagę ich krzywe wzrostu, niepohamowane Chiny oznaczałyby, że autonomia i integralność Rosji byłyby na ich łasce. Ta podatność będzie tym większa, im bardziej Rosja będzie odizolowana od koalicji antyhegemonicznej przeciw Chinom w Azji, ponieważ żadna taka koalicja nie będzie raczej skłonna bronić Rosji, jeśli Moskwa odmówi z nią współpracy. Stany Zjednoczone i Rosja mają zatem wspólny cel w uniemożliwieniu Chinom ustanowienia hegemonii w Azji i ten wspólny cel sugeruje wzmożoną współpracę w nadchodzących latach.
Elbridge A. Colby - Strategia wypierania