środa, 16 kwietnia 2025



Tatiana Kolesnychenko, Wirtualna Polska: - Kilka dni temu do internetu wyciekła treść nowej umowy o surowce, którą USA chcą podpisać z Ukrainą. O ile poprzednia wersja była niezobowiązującą umową ramową, to tym razem jest to bardzo szczegółowy kontrakt. Dzięki niemu Amerykanie zyskaliby dostęp nie tylko do wszystkich ukraińskich surowców, ale i całej infrastruktury, łącznie z portami. Urzędnik, który jest zaangażowany w negocjacje, powiedział o niej krótko: "katastrofa".

Walerij Pekar, publicysta, futurolog oraz wykładowca w Kijowsko-Mohylańskiej Szkole Biznesu: Nie można analizować znaczenia tej umowy w oderwaniu od całego obrazu geopolitycznego. Umowa sama w sobie nie miałaby żadnego sensu. Mamy Trumpa, który za wszelką cenę chce szybkiego zakończenia wojny. To się nie udaje, bo Rosja nie jest zainteresowana pokojem. Putin co najmniej do końca roku ma wszystkie zasoby - ludzkie, wojskowe, ekonomiczne - by kontynuować inwazję. Nadal może obchodzić sankcje, eksportować ropę, więc zawieszenie ognia nie jest mu potrzebne.

Biały Dom naciskać na Putina nie bardzo może i nie bardzo chce, a jednocześnie Trump musi coś zademonstrować swoim wyborcom. Musi pokazać jakiś bardzo namacalny dowód, że odnosi sukcesy na arenie międzynarodowej, bo obecnie jego hasło wyborcze o zakończeniu wojny w "jeden dzień" przekształciło się w bliżej nieokreślone "niedługo".

I tu pojawia się problem, bo okazuje się, że narracja kolportowana przez trumpistów, że Putin pragnie pokoju, ale nie chce rozmawiać z Bidenem, tylko czeka na Trumpa, rozsypuje się w drobny mak. I tu wracamy do surowców. Wielka, wspaniała umowa ma pokazać, że może i Trumpowi nie udaje się zostać wielkim negocjatorem i twórcą pokoju, ale przynajmniej jest w stanie dostarczyć swoim wyborcom łup. I tylko w tym kontekście można umowę rozpatrywać.

- Jak może "dostarczyć łup", skoro z góry wiadomo, że warunki zawarte w umowie nie są do zaakceptowania przez Ukrainę? Pomijając to, że Amerykanie znowu potraktowali udzieloną Ukrainie pomoc wojskową jako dług i nie zaoferowali żadnych gwarancji bezpieczeństwa, to umowa podkopałaby suwerenność kraju. Wiedząc, że Kijów ją odrzuci, Trump znowu chce oskarżyć Ukrainę o niepowodzenie rozmów pokojowych?

To miało sens na samym początku. Ludzie Trumpa właśnie próbowali to zrobić - zrzucić wszystko na Ukrainę, odwrócić się na pięcie i powiedzieć Europie: "Teraz to wasze problemy". Na tym etapie na taki zwrot już za późno. Zbyt dużo czasu, sił i medialnej uwagi poświęcono na negocjacje. Nawet sam Trump był zmuszony przyznać, że Rosja przeciąga decyzję o rozejmie. Niby ustalono jakieś tam częściowe zawieszenie ognia, ale ono nie działa, bo Rosja z założenia nie zamierza przestrzegać żadnych umów.

- Po kłótni w Białym Domu Ukraina była gotowa na drugie podejście. Umowa ramowa mogła być podpisana podczas negocjacji w Arabii Saudyjskiej. Ale Trump stwierdził, że chce ją uczynić "bardziej fantastyczną".

Podczas rozmów w Arabii Saudyjskiej Amerykanie poprosili o więcej czasu na dopracowanie umowy. Dlaczego? Bo to jedyna karta przetargowa, którą teraz mają. Tyle że obecny dokument, który wyciekł do mediów napisali nie specjaliści od prawa międzynarodowego, tylko osoby z doświadczeniem biznesowym. Więc tę propozycję można rozpatrywać wyłącznie jako brudnopis, który został ostro odebrany przez stronę ukraińską i który nadal jest w opracowaniu. W końcu trafi w ręce kompetentnych osób, które rozumieją, czym jest prawo międzynarodowe.

- W wizji USA, amerykańskie firmy miałyby otrzymać wyłączne prawa do eksploatacji wszystkich nowych złóż surowców w Ukrainie. Gdyby Kijów przystał na takie rozwiązanie, oznaczałoby to de facto koniec z integracją z UE, bo takie warunki są niezgodne z unijnym prawem. Trump próbował wbić klin między Ukrainę a EU?

Oczywiście, że jest zainteresowany w osłabieniu Europy. Świat ostatecznie odszedł od porządku opartego na umowach, traktatach i prawie międzynarodowym. Teraz obowiązują reguły, które narzucaj mocarstwa - USA i Chiny. Rosja chciałaby być trzecim ośrodkiem siły, choć jest tylko regionalną potęgą. Ale wszystkie te trzy kraje mają wspólny interes polegający na wyeliminowaniu innych silnych ośrodków władzy. Dlatego ani Waszyngton, ani Pekin, ani Moskwa nie są zainteresowane silną Europą. Ona pasuje im jako rynek zbytu, ale nie jako potęga, która może sama podejmować decyzje i się bronić. Dla Chin ten cel przez dziesięciolecia był priorytetowym, ale nieosiągalnym aż nagle - w dużej mierze dzięki Trumpowi - znalazł się w zasięgu ręki.

(...)

- Jeszcze przy administracji Joe Bidena w Ukrainie pobrzmiewały głosy, że ślepa wiara w USA i stawianie wszystkiego na sojusz z Ameryką jest błędem. Bowiem o wiele efektywniej byłoby budować sojusze w Europie. Czy właśnie widzimy zwrot w podejściu Kijowa?

Tak, choć oczywiście publicznie nikt nie ogłosi, że zrywamy relacje z Ameryką. Ukrainie jest teraz skrajnie nie na rękę publicznie kłócić się z Ameryką. Strategia ukraińskiej dyplomacji polega na tym, by zająć wypośrodkowane stanowisko i kupić jak najwięcej czasu na wzmocnienie relacji z Europą. Kijów będzie nadal szukał możliwości dialogu z Białym Domem, ale ciężar relacji sojuszniczych już jest przenoszony na UE.

I dzieje się to z coraz większym poparciem społeczeństwa i establishmentu. W Ukrainie rośnie przekonanie, że takie umowy, jak ta o wydobyciu surowców, lepiej podpisać z Europą i z nią budować przyszłość. To logiczne, bo Ukraina i Unia Europejska płyną w jednej łódce. Albo razem utrzymamy się na powierzchni, albo razem pójdziemy na dno. Jesteśmy potrzebni sobie nawzajem. Europa chce, żeby wojna się zakończyła i żeby Rosja nie stanowiła dla niej zagrożenia. Bo w przyszłości rosyjska agresja na Zachód to bardzo prawdopodobny scenariusz, a Polska dla Putina jest celem numer jeden.

wp.pl


W raporcie pt. Ukraine Support Tracker czytamy, że od rozpoczęcia pełnowymiarowej rosyjskiej inwazji ponad trzy lata temu, kraje europejskie przyznały Ukrainie łącznie 138 mld euro pomocy. USA przeznaczyły na to o 23 mld euro mniej.

Jak wyjaśnia Sueddeutsche Zeitung, liczby te obejmują pomoc wojskową, finansową i humanitarną. Biorąc pod uwagę tylko obszar pomocy wojskowej, Stany Zjednoczone nadal prowadzą, choć nieznacznie: od lutego 2022 r. przeznaczyły łącznie 65 mld euro, o około 1 mld euro więcej niż Europa.

Jak zauważa IfW, odkąd Donald Trump objął urząd prezydenta, USA nie zatwierdziły żadnej nowej pomocy. Ostatnia transza dostaw broni o wartości 500 mln dolarów została zatwierdzona 9 stycznia, za rządów poprzednika Trumpa - Joe Bidena. Z drugiej strony pomoc europejska trwa nieprzerwanie, co powoduje, że rozbieżności w statystykach się pogłębiają.

SZ, opisując badanie IfW, zauważa, że “Trump wielokrotnie fałszywie twierdził, że USA wydały do tej pory 350 mld dolarów (310 mld euro) na pomoc dla Ukrainy, podczas gdy państwa europejskie wydały tylko 100 mld dolarów (88 mld euro)".

belsat.eu/PAP


W nocy z poniedziałku na wtorek ponad 100 dronów eksplodowało w rejonie rosyjskiego Kurska. Według lokalnej administracji jedna osoba nie żyje, a dziewięć zostało rannych. Eksplozje uszkodziły kilka kamienic i garaż służb ratowniczych. Władze miasta, które zacytowała rosyjska państwowa agencja TASS, przekazały, że w wyniku ataku uszkodzone zostały łącznie 24 budynki mieszkalne i 20 samochodów. Biełsat donosi, że jest to odwet za niedzielny atak Rosji na Sumy, który zyskał miano "krwawej Niedzieli Palmowej".

Komunikat ukraińskiego Sztabu Generalnego: Jak podano, uderzenie skierowane było w bazę rosyjskiej brygady rakietowej, która w niedzielę wystrzeliła rakiety w kierunku ukraińskiego miasta Sumy. W wyniku tego ataku zginęło 35 osób, a 119 zostało rannych. Ukraińska armia zapowiedziała wówczas odwet. Nieco ponad dobę po rosyjskim uderzeniu ukraińskie drony doleciały do Kurska. Strona ukraińska podała, że zniszczono punkt dyslokacji 448. brygady rakietowej rosyjskich sił zbrojnych. To z tego miejsca agresor zaatakował Sumy, a wcześniej uderzał rakietami w inne miasta. Z informacji podanych przez Ukraińców wynika, że atak dronów na punkt dyslokacji rakiet spowodował szereg eksplozji. Ukraińscy wojskowi w specjalnym oświadczeniu napisali, że będą lokalizować każdą jednostkę rosyjskiej armii, która prowadzi ostrzał Ukrainy i podejmą próby jej zniszczenia.

gazeta.pl


Milbloger twierdził 12 i 13 kwietnia, że ​​rosyjskie dowództwo wojskowe ignoruje fakt, że rosyjskie siły zmagają się z niedoborami sprzętu niezbędnego do operacji ofensywnych, co przyczynia się do problemów z przeprowadzaniem szturmów i niepowodzeń szturmów małych grup wzdłuż linii frontu na Ukrainie. Milbloger twierdził, że rosyjscy dowódcy na pierwszej linii są pod znaczną presją ze strony przełożonych, aby przeprowadzać więcej szturmów piechoty, nie mają wystarczająco dużo czasu na planowanie nowych tras szturmowych i że niektórzy dowódcy na pierwszej linii wydają rozkazy szturmów po prostu po to, aby móc coś zameldować swoim przełożonym. ISW wcześniej ocenił, że te wyczerpujące szturmy prawdopodobnie zdegradują dostępną rosyjską siłę roboczą i sprzęt na tyle znacząco, że rosyjskie siły będą musiały zmniejszyć tempo ofensywy w sektorach frontu o niższym priorytecie. Milbloger spekulował, że rosyjskie siły znajdują się w samonapędzającym się cyklu, w którym słabo wyszkolona piechota zabita lub ranna w nieudanych próbach szturmu jest zastępowana podobnie słabo wyszkoloną piechotą, która jest ponownie wysyłana do skazanych na niepowodzenie szturmów.  Twierdzenia milblogera odzwierciedlają ogólną tendencję do spowalniania postępów Rosji na linii frontu w ostatnim czasie i podkreślają niektóre z kluczowych kwestii, którymi siły rosyjskie będą musiały się zająć, jeśli zamierzają w przyszłości uzyskać znaczące zdobycze terytorialne lub przeprowadzić bardziej zaawansowane operacje ofensywne na Ukrainie.

(...)

Ukraina i Rosja nie zawarły jeszcze morskiego porozumienia o zawieszeniu broni z powodu trwających rosyjskich żądań złagodzenia sankcji Zachodu. Negocjacje dotyczące warunków zawieszenia broni w przypadku ataków na infrastrukturę energetyczną są w toku, a ich rozstrzygnięcie pozostaje niejasne.

13 kwietnia rosyjskie Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) bez podania dowodów podało, że siły ukraińskie ostrzelały i uszkodziły dwa obiekty energetyczne w obwodzie biełgorodzkim. 

understandingwar.org