Szczególne emocje – zarówno po stronie europejskiej, jak i w USA – wzbudza sprawa bourbonu. Komisja zaproponowała aż 50-procentowe cło na ten flagowy amerykański trunek, co natychmiast spotkało się z ostrą reakcją Trumpa. Prezydent zagroził, że jeśli UE zdecyduje się na ten ruch, on sam odpowie 200-procentowym cłem na europejskie alkohole. Zaniepokojenie wyraziły już Francja i Włochy – czołowi eksporterzy win w Unii. Oba kraje, zwłaszcza drugi z wymienionych, zaczynają dostrzegać ryzyko eskalacji, która mogłaby uderzyć również w ich gospodarki.
Dzisiaj w Luksemburgu odbędzie się specjalne spotkanie unijnych ministrów ds. handlu. Celem rozmów jest wypracowanie wspólnego stanowiska w kwestii amerykańskich ceł - z jednej strony gotowości do negocjacji z Waszyngtonem, a z drugiej pełnej mobilizacji na wypadek konieczności wdrożenia środków odwetowych."Reakcja nie może być zbyt łagodna, bo nie przyniesie skutku, ale też nie może być zbyt agresywna, by nie doprowadzić do eskalacji" – tłumaczy jeden z unijnych urzędnik cytowany przez agencję Reuters. Jak to jednak zwykle w Unii bywa - wspólnota wspólnotą, ale każde państwo sobie rzepkę skrobie.
Francja chciałaby, by UE ostro postawiła się Donaldowi Trumpowi i nie poprzestała na cłach. Prezydent Emmanuel Macron sugeruje m.in. zawieszenie europejskich inwestycji w USA do czasu wyjaśnienia sytuacji. Z kolei Irlandia, której niemal jedna trzecia eksportu trafia za ocean, apeluje o "wyważone i przemyślane" podejście. Tymczasem Włochy – trzeci największy unijny eksporter do Stanów Zjednoczonych – w ogóle kwestionują sens działań odwetowych.
gazeta.pl