Według Siergieja Siemionowa z Instytutu Globalnego Klimatu i Ekologii w Moskwie średnie temperatury na terenie Rosji rosną niemal dwukrotnie szybciej niż w pozostałych częściach świata: o 0,5 stopnia Celsjusza na dekadę. Im dalej na północ, tym bardziej odczuwalne są skutki zmian klimatu. Na przykład na półwyspie Tajmyr, położonym na Oceanie Arktycznym, średnia temperatura na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat wzrosła już o około 1 stopnia. W największym kraju na świecie kryzys klimatyczny manifestuje się w wielu postaciach: falami gorąca i suszami w jednych regionach, w innych – sprowadzającymi powodzie wiosennymi roztopami czy zanikaniem wieloletniej zmarzliny (która pokrywa ponad połowę terytorium państwa). To jednak nie skłania Kremla, by uznać ograniczenia emisji czy chociaż działania adaptacyjne za priorytet.
– Generalne założenie jest takie, że globalne ocieplenie nie stanowi poważnego zagrożenia, bo chociaż na pewno spowoduje straty, przyniesie także fantastyczne możliwości – wyjaśnia Michaił Korostikow, specjalista do spraw zielonej taksonomii i finansowania działań klimatycznych. – To zresztą częściowo prawda, bo Rosja jest jednym z niewielu państw na świecie, które w pewnych aspektach skorzystałyby na zmianach klimatu.
Wśród potencjalnych pozytywów globalnego ocieplenia wymieniane są chociażby większe możliwości żeglugi na Oceanie Arktycznym czy zwiększenie dostępnych gruntów rolnych wraz z roztapianiem się wieloletniej zmarzliny. Sam Władimir Putin żartował w 2003 roku przy okazji negocjacji dotyczących dołączenia Rosji do protokołu z Kioto: „2 czy 3 stopnie więcej wcale by nie zaszkodziły – wydawalibyśmy mniej na futra”.
Argumenty te są jednak mało przekonujące w zestawieniu ze zniszczeniami, których kryzys klimatyczny już w Rosji dokonuje. Te same temperatury, które roztopią lód utrudniający przemieszczanie się statków po północnych morzach, naruszą także wieloletnią zmarzlinę, zagrażając infrastrukturze wydobywającej z ziemi surowce naturalne, drogom i budynkom mieszkalnym. Tereny rolne „odebrane” z rąk mrozu na północy zostaną okupione degradacją gruntów na południu, które zaczną ulegać pustynnieniu. A obszary skute dzisiaj wieloletnią zmarzliną nie zmienią się przecież od razu w pola uprawne, lecz w bagna.
Decydenci na Kremlu muszą zdawać sobie sprawę z tego, że wszelkie korzyści, jakie przyniosą zmiany klimatu, będą niewielkie w porównaniu ze stratami. Ale zaakceptowanie naukowego konsensusu i przyznanie, że emitowanie gazów cieplarnianych przez człowieka napędza globalny wzrost temperatur, to rzecz nie do pomyślenia dla władz kraju, którego gospodarka w ogromnej mierze opiera się na wydobyciu i eksporcie wysokoemisyjnych surowców energetycznych.
– Dominuje narracja, że globalne zarządzanie klimatem to oszustwo, wycelowane w interesy Rosji, wielkiego narodu produkującego ropę i gaz. Że jeśli zmiany klimatyczne istnieją, to są naturalne i nie mamy na nie wpływu – mówi Veli-Pekka Tynkkynen, profesor Uniwersytetu Helsińskiego w Centrum Badań nad Rosją i Europą Wschodnią. – Krytyka monokultury opartej na ropie i gazie, krytyka na temat pozycji Rosji w globalnym zarządzaniu klimatem, nawet stwierdzenie, że globalne ocieplenie szkodzi Rosji, wszystko to uznaje się za sprzeciw wobec reżimu. W końcu skąd pochodzą pieniądze, które umożliwiają toczenie wojny przeciwko Ukrainie? Przede wszystkim właśnie z ropy i gazu.
Do czasu agresji w 2022 roku Moskwa jeszcze próbowała stwarzać pozory, że dostrzega zagrożenie związane z globalnym ociepleniem. Podpisała zarówno wspomniany protokół z Kioto, jak i porozumienie paryskie, wyznaczała cele ograniczenia emisji, inwestowała nawet w projekty zielonej transformacji. Sam Putin jeszcze pięć lat temu przyznawał, że kryzys klimatyczny jest spowodowany działalnością człowieka i wymaga konkretnych działań.
– Lata 2019–2021 przyniosły krótkotrwałą szansę dla klimatycznej agendy, bo ktoś przekonał wówczas Putina, że może mieć sens – wspomina Korostikow. – Wtedy rozpoczęliśmy masę projektów: taksonomię, system handlu uprawnieniami do emisji na Sachalinie. Napisano także „Strategię dla społeczno-ekonomicznego rozwoju Federacji Rosyjskiej z niskimi emisjami gazów cieplarnianych do roku 2050”. To był bardzo pozytywny dokument dotyczący klimatu, pełen progresywnego języka, wyznaczający krótko-, średnio- i długoterminowe cele. W dużej mierze pokrywał się z europejskimi zobowiązaniami. Ale ta okazja zniknęła, gdy rozpoczęła się wojna.
Inwazja na Ukrainę i trwający do dziś konflikt sprawiły, że wszelkie możliwości przeciwdziałania zmianom klimatu zostały pogrzebane. Pytanie jednak, na ile Rosja brała swoje zobowiązania na poważnie. Przedwojenne zobowiązania i podpisywanie międzynarodowych umów z perspektywy czasu wyglądają na próby Kremla, by mieć ciastko i zjeść ciastko. Na przykład ambitne cele ograniczenia emisji Rosja zawsze odnosiła do 1990 roku, a więc ostatniego roku istnienia Związku Radzieckiego, kiedy to fabryki emitowały ogromne ilości gazów cieplarnianych. Moskwa mogła więc wykazywać obniżenie emisji o kilkadziesiąt procent, jednocześnie zwiększając wydobycie, spalanie i eksport paliw kopalnych.
Przykłady podobnej kreatywności można mnożyć.
– Władze mocno podkreślają, że Rosja ma największe tereny zalesione na świecie – mówi Korostikow. – Co oznacza, że rosyjskie lasy pochłaniają dużo dwutlenku węgla, a więc nie powinniśmy być zobowiązani do ograniczania swoich emisji. Co rok lub dwa lata ich zdolność do pochłaniania gazów cieplarnianych jest obliczana na nowo, by wykazać, że Rosja nie tylko nie musi nic robić, ale wręcz może sprzedawać kredyty węglowe. Tak naprawdę las sprzedawany jest po dwakroć: raz w postaci drewna, a raz jako kredyt węglowy. To doskonały biznes!
Oczywiście, także to rozumowanie ma słabe strony. Syberyjskie lasy są bowiem bardzo podatne na pożary, więc ich powierzchnia z roku na rok się zmniejsza. W dodatku w zdecydowanej większości tworzą je już dorosłe drzewa, które nie rosną – więc ich zdolność do pochłaniania dwutlenku węgla jest mocno ograniczona. Rosyjskie plany zielonej transformacji jeszcze przed wojną były budowane na podobnie chybotliwych fundamentach. 24 lutego 2022 roku nie stanowił pod tym względem trzęsienia ziemi.
new.org.pl