piątek, 8 sierpnia 2025



Minister informacji Libanu Paul Morcos wyjaśnił po posiedzeniu rządu, że gabinet zagłosował za przyjęciem listy ogólnych celów, ujętych w przygotowanej przez administrację USA propozycji. Obejmują one m.in. stopniowe zakończenie zbrojnej obecności wszystkich podmiotów niepaństwowych, w tym Hezbollahu, na całym terytorium Libanu oraz wycofanie sił izraelskich z południa kraju i ostateczne wytyczenie wciąż spornej granicy libańsko-izraelskiej – powiedział.

Izrael zadał Hezbollahowi poważne ciosy w trakcie zeszłorocznej ofensywy - podkreśliła agencja Reutera. Była ona punktem kulminacyjnym konfliktu, rozpoczętego w październiku 2023 roku, kiedy libańskie ugrupowanie otworzyło ogień do izraelskich pozycji na granicy i zadeklarowało poparcie dla Hamasu. W listopadzie przy pośrednictwie USA zawarte zostało zawieszenie broni. Przyjęta przez rząd amerykańska propozycja ma na celu jej „przedłużenie i ustabilizowanie”.

Zgodnie z nią w pierwszej fazie rząd wydałby w ciągu 15 dni dekret zobowiązujący Hezbollah do całkowitego rozbrojenia do końca roku. Izrael zaprzestałby natomiast działań wojskowych na lądzie, w powietrzu i na morzu. W następnej fazie Liban zacząłby wdrażać plan rozbrojenia, a Izrael miałby zacząć wycofywać się pozycji zajmowanych w południowym Libanie i zwolnić libańskich więźniów.

PAP


W piątek w Białym Domu w obecności prezydenta USA Donalda Trumpa ma dojść do spotkania przywódców Azerbejdżanu i Armenii, Ilhama Alijewa i Nikola Paszyniana.

Projektowany korytarz ma nosić nazwę "Szlak Trumpa na rzecz Międzynarodowego Pokoju i Dobrobytu" (the Trump Route for International Peace and Prosperity). Korytarz ma połączyć Azerbejdżan z jego eksklawą, Nachiczewańską Republiką Autonomiczną, oddzieloną od reszty kraju przez 32-kilometrowy odcinek terytorium Armenii.

Korytarz będzie przechodzić przez pograniczny region Zanzegur i obejmować linie kolejowe, rurociągi naftowe i gazowe oraz światłowody. Będzie on służył również do transportu towarów, a w przyszłości również ludzi - zaznaczył agencja Reutera.

Według informacji agencji porozumienie nie przewiduje finansowania budowy Szlaku Trumpa przez rząd USA, lecz przez prywatne korporacje. Umowa została wypracowana po wizycie specjalnego wysłannika Trumpa, Steve'a Witkoffa w stolicy Azerbejdżanu - Baku, a także w wyniku kontynuacji rozmów między stronami.

"Korytarz skracając drogę lądową z Azji do Europy, miałby kluczowe znaczenie dla usprawnienia Korytarza Środkowego, lądowej trasy przez Eurazję, której znaczenie wzrosło po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Skorzystałby na tym niemal cały region Azji Środkowej i Kaukazu Południowego.

Prezydenci Azerbejdżanu i Turcji zaczęli promować ideę korytarza po wojnie w 2020 roku
43-kilometrowy korytarz miałby przebiegać przez terytorium Armenii, łącząc azerbejdżańskie Horadiz z Nachiczewanem. Zostałby zintegrowany z istniejącym systemem drogowo-kolejowym Horadiz-Agbend po stronie Azerbejdżanu, a po stronie tureckiej połączyłby się z liniami Nachiczewan-Igdir-Kars" - zaznaczył w materiale z 25 lipca portal bne IntelliNews.

"W czasach sowieckich Azerbejdżan wykorzystywał tę trasę do połączeń z Nachiczewanem, jednak pierwsza wojna o Karabach na początku lat 90. przerwała to połączenie, izolując eksklawę. Od tego czasu obywatele Azerbejdżanu docierają do Nachiczewanu drogą powietrzną lub lądową przez Iran. Przywrócenie korytarza stworzyłoby nieprzerwaną trasę lądową, ułatwiającą przepływ towarów i pasażerów między Azerbejdżanem, Turcją, a docelowo - Europą i Azją" - zaznaczył portal.

"Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew i jego turecki protektor Recep Tayyip Erdogan zaczęli promować ideę korytarza po wojnie w 2020 roku. Baku odzyskało wówczas kontrolę nad znaczną częścią regionu Górskiego Karabachu oraz przylegającymi terytoriami, które od lat 90. były w rękach sił armeńskich jako strefa buforowa. Porozumienie pokojowe, podpisane po zakończeniu wojny, zawierało zapis o nowych szlakach transportowych łączących Azerbejdżan właściwy z Nachiczewanem, jednak nie przyznawało Azerbejdżanowi kontroli nad terytorium Armenii, które jest uznawane na arenie międzynarodowej" - zaznaczył z kolei w swym materiale z 28 lipca br. portal irańskiej opozycji Teheran Times.

Rozwojem sytuacji zaniepokojony jest Teheran. Będący pod amerykańską kontrolą korytarz znajdowałby się bowiem na granicy Iranu, Armenii i Azerbejdżanu.

PAP


Indyjskie koncerny paliwowe kontrolowane przez państwo: Indian Oil Corp. (IOC) oraz Bharat Petroleum (BPCL) zakupiły na rynku spot co najmniej 22 mln baryłek ropy naftowej innej niż rosyjska. 

To oznacza, że Władimir Putin zostanie pozbawiony wpływów w wysokości 1,32 mld dolarów. Amerykańskie sankcje powodują, że ubywa klientów na rosyjską ropę.

Dostawy do kilkunastu indyjskich rafinerii będą realizowane we wrześniu i w październiku. To pierwszy przypadek od wielu kwartałów, kiedy importowany surowiec nie jest objęty kontraktami długoterminowymi.

Jak podaje Reuters, BPCL kupiło na swoje potrzeby 9 mln baryłek, z czego 1 mln w Angoli, 1 mln w Stanach Zjednoczonych, 2 mln w Nigerii i 3 mln w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Z kolei Indian Oil kupił surowiec w Arabii Saudyjskiej, Iraku, a także w ZEA.

Działania te są efektem nałożenia przez amerykańską administrację federalną dodatkowych ceł na indyjski eksport do Stanów Zjednoczonych z powodu zakupów rosyjskiej ropy naftowej.

W 2024 r. Indie importowały 240,54 mln ton ropy, z czego oficjalne dostawy z Rosji wyniosły 87,5 mln ton. Strona amerykańska szacuje, że kolejnych 4-5 mln ton to była także rosyjska ropa, tylko w trakcie transportu tankowcami skutecznie zmieniono dokumenty dotyczące pochodzenia surowca.

W maju tego roku do Indii trafiło drogą morską 22,40 mln ton, z czego z Rosji 9,01 mln ton, co stanowiło 39 proc. zapotrzebowania. 

wnp.pl


Premier Indii Narendra Modi rozmawiał w piątek telefonicznie z Władimirem Putinem i podkreślił wolę zacieśnienia "specjalnej relacji" Delhi z Moskwą, a także zapewnił, że oczekuje wizyty przywódcy Rosji w Indiach.

Według wpisu premiera na platformie X, Modi odbył "dobrą i szczegółową" rozmowę ze "swym przyjacielem" Putinem. Indyjski premier napisał ponadto, że podziękował rosyjskiemu przywódcy za to, że podzielił się z nim najnowszymi informacjami dotyczącymi Ukrainy.

MSZ w Delhi poinformowało w komunikacie, że Modi zaprosił Putina na "23. doroczny Szczyt Indyjsko-Rosyjski", a obaj przywódcy podkreślili wolę "dalszego pogłębienia Specjalnego i Uprzywilejowanego Partnerstwa Strategicznego Indii i Rosji".

Kreml przekazał wkrótce potem, że Putin i Modi rozmawiali o wymianie handlowej i współpracy gospodarczej oraz inwestycyjnej, a także omówili niedawną wizytę specjalnego wysłannika Białego Domu Steve'a Witkoffa w Moskwie.

W środę prezydent USA Donald Trump wprowadził dodatkowe 25-procentowe cło na import towarów z Indii, ponieważ kraj ten kupuje rosyjską ropę. Wraz z innymi taryfami nałożonymi wcześniej przez Trumpa na Indie zapowiedziane w środę nowe cła sprawią, że niektóre indyjskie produkty będą oclone na poziomie 50 proc.

Indyjski resort dyplomacji oświadczył tego samego dnia, że taryfy te są "niesprawiedliwe, nieuzasadnione i nierozsądne". Ministerstwo podkreśliło, że Indie podejmą wszelkie konieczne kroki, służące obronie interesów państwa.

Reuters podał w piątek, że po decyzji Trumpa Indie wycofały się z planowanych zakupów amerykańskiego uzbrojenia oraz samolotów koncernu Boeing, a indyjski minister obrony Rajnath Singh odwołał wizytę w Waszyngtonie.

Modi złożył w lipcu 2024 roku dwudniową wizytę w Moskwie, a jego rozmowy z Putinem dotyczyły współpracy z Rosją w energetyce jądrowej i rozwiązania problemu przekazów pieniężnych rubel-rupia.

Indie, które są sojusznikiem Rosji i jednym z najważniejszych nabywców rosyjskiej broni, nigdy nie potępiły oficjalnie rosyjskiej inwazji na Ukrainę. 

PAP


Wydatki na obronę narodową to tylko część rosyjskich wydatków wojskowych. Można jednak na ich podstawie ocenić obecny rozmach militarystycznych działań reżimu. W przedwojennym 2021 r. na tę pozycję budżetową wydano 3,6 bln rubli (według aktualnego kursu 165 mld zł). W pierwszym roku wojny, 2022 r., już 4,7 bln (216 mld zł). W 2023 r. — 5 bln (230 mld zł), a według nieoficjalnych szacunków 9,7 bln (447 mld zł). W 2024 r. było to 10,4 bln (479 mld zł). I wreszcie w bieżącym, 2025 r., zaplanowano 13,5 bln rubli (622 mld zł), a w rzeczywistości będzie więcej.

W ciągu czterech lat wojny wydatki wojskowe Rosji wzrosły czterokrotnie w wartości nominalnej, a po uwzględnieniu inflacji — potroiły się.

(...)

Począwszy od 2022 r., przy każdej aktualizacji trzyletniego planu budżetowego wpisywano do niego wzrost wydatków wojskowych na najbliższy rok i (rzekomo) ich zmniejszenie w kolejnych latach. W obowiązującym obecnie trzyletnim planie na lata 2025-2027 również zapisano cięcia — z obecnych 13,5 bln rubli do 12,8 bln (590 mld zł) w 2026 r. i 13,1 bln rubli (603 mld zł) w 2027 r.

(...)

W ciągu kilku lat inwazji na Ukrainę niemilitarna część rosyjskiej gospodarki i rosyjskiego społeczeństwa przystosowała się do nowego klimatu i stworzyła sobie coś w rodzaju spokojnego życia. Branże produkujące towary i usługi cywilne popadają w stagnację lub zmniejszają produkcję, a społeczeństwo nie rości sobie prawa do dużych zakupów i oddaje nadwyżki pieniędzy do państwowych banków pod wysokie odsetki. Władze zdołały nawet powstrzymać inflację, choć zapłaciły za to przyspieszeniem upadku branż cywilnych i ponownym umocnieniem rubla.

(...)

W bieżącym roku rosyjski system finansowy po raz pierwszy od czasów wojny sygnalizuje, że jego rezerwy wytrzymałości są na wyczerpaniu. Do tej pory deficyt federalny utrzymywał się na jednym poziomie (3,3 bln w 2022 r., czyli ok. 152 mld zł, 3,2 bln w 2023 r., czyli ok. 147 mld zł, i 3,5 bln w 2024 r., czyli ok. 161 mld zł). Wiosną planowany poziom deficytu na 2025 r. podwyższono do 3,8 bln (175 mld zł), ale już teraz widać, że będzie on znacznie wyższy. W okresie styczeń–lipiec deficyt wyniósł 4,9 bln (225 mld zł), a na cały 2025 r. eksperci nie boją się już prognozować deficytu w wysokości 8 bln (370 mld zł), a nawet więcej.

(...)

Przyczyna tak potężnej nierównowagi wydaje się oczywista: ropa stała się tańsza niż zapisano w obliczeniach. W bieżącym roku oczekiwane dochody budżetu z ropy i gazu zostały już obniżone z 10,9 bln (500 mld zł) do 8,3 bln (380 mld zł). A jeśli groźby amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa nagle się zmaterializują, to międzynarodowy bojkot prawdopodobnie obniży je nawet do 5-6 bln (230-280 mld zł).

Do tej pory handel paliwem przynosił Putinowi więcej: w przedwojennym 2021 r. — 9,1 bln (420 mld zł), a w latach wojennych 2022-2024 — średnio 10,3 bln (470 mld zł) rocznie.

Ale finanse Putina mają głębszy problem. I nawet, prawdopodobnie, poważniejszy.

Do niedawna wszystkie pozostałe, czyli niepochodzące z ropy i gazu, dochody budżetu z roku na rok szybko rosły. Ale w 2025 r. wzrost się zatrzymał. W pierwszych siedmiu miesiącach 2025 r. dochody niepochodzące z ropy i gazu były wprawdzie wyższe niż rok wcześniej, ale w ujęciu realnym, po uwzględnieniu inflacji, wzrosły jedynie symbolicznie, o kilka procent. I to tylko dzięki podwyżce stawki podatku dochodowego od tego roku. Przy poprzedniej stawce władze zebrałyby w ujęciu realnym mniej niż w 2024 r.

Nie ma dobrych sposobów na załatanie tej dziury w budżecie. Sprzedaż papierów wartościowych bankom państwowym i tak nie różni się zbytnio od zwykłej emisji pieniądza, a do tego jest nieopłacalna ze względu na wysokie stopy procentowe. W 2024 r. obsługa kredytów pochłonęła jedną trzecią dochodów, a w 2025 r. obsługa pochłonie jak dotąd lwią część. A przeniesienie środków do budżetu z Funduszu Narodowego Dobrobytu lub ze "zwykłych" rezerw banku centralnego może być tylko emisją, jeśli odbywa się na dużą skalę.

(...)

Centrum analityczne CMAKP, które zazwyczaj wyraża punkt widzenia rządu, narzeka na "niezbyt korzystną zmianę strukturalną — odpływ zasobów rozwojowych z wewnętrznie zorientowanego cywilnego sektora prywatnego", a także na "gwałtowne ograniczenie możliwości dalszego wzrostu aktywności inwestycyjnej w warunkach już rozpoczętego spadku dochodów zarówno przedsiębiorstw, jak i państwa".

(...)

A CMAKP na wszelki wypadek podpowiada najprostszy sposób: "W warunkach spadku długoterminowego poziomu dochodów z ropy i gazu lub ponownego wzrostu wydatków kwestia konieczności dalszych innowacji podatkowych ponownie znajdzie się na porządku dziennym".

Oprócz nowego podwyższenia podatków, w tym przypadku konieczne będzie oczywiście również znaczne ograniczenie wydatków cywilnych, w tym na preferencyjne kredyty hipoteczne, oraz gotowość do zmniejszenia konsumpcji ludności poprzez gwałtowny wzrost inflacji. Nie wykluczajmy też odważnych kroków, zmierzających do zaksięgowania 60 bln rubli (2 bln zł), które leżą na kontach bankowych obywateli.

onet.pl\The Moscow Times


Pierwsza koncepcja nowego, centralnego portu lotniczego pojawiła się już w czasach „dekady Gierkowskiej”, ponad pół wieku temu. W latach 70. powstał dokument zatytułowany „Opis projektu wyboru nowego lotniska dla Warszawy realizowanego w latach 1971-1974”; w podobnym czasie prof. Henryk Panusz i dr Bogusław Jankowski przygotowali plan systemu łączącego transport lotniczy, kolejowy i drogowy – opisuje na swojej stronie CPK.

Przez kolejne dekady temat przewijał się w różnych analizach, za czasów różnych rządów. Był przedmiotem prac specjalnego międzyresortowego interdyscyplinarnego zespołu ds. wyboru lokalizacji lotniska centralnego dla Polski, który zakończył prace w styczniu 2004 r., co przekazał na swojej stronie Urząd Lotnictwa Cywilnego. W 2005 r. podpisano umowę między ULC a konsorcjum Ineco-Sener w sprawie opracowania studium wykonalności dla lokalizacji lotniska centralnego dla Polski. W 2006 r. opublikowana została koncepcja Centralnego Portu Lotniczego autorstwa Bogusława Jankowskiego, wiceprezesa Towarzystwa Integracji Transportu, który przekonywał o konieczności integracji inwestycji z magistralą szybkich kolei i planowaną ówcześnie siecią autostrad.
 
Analizowana była przede wszystkim kwestia lokalizacji – okolice Mszczonowa lub Modlina proponował międzyresortowy zespół w 2003 r., gminę Baranów na Mazowszu sugerował Jankowski, Mszczonów i Babsk poleciło Ineco-Sener – a także finansowania i parametrów technicznych inwestycji. Te trzy czynniki Stefan Chabiera z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu określa jako kluczowe w wieloletniej debacie nad zasadnością i efektywnością Centralnego Portu Lotniczego, co podkreśla w swojej publikacji „Centralny Port Lotniczy – studium z zakresu zarządzania rynkiem lotniczym w Polsce”.

Kolejnym istotnym raportem była opublikowana w 2010 r., za czasów pierwszych rządów premiera Donalda Tuska, Koncepcja Lotniska Centralnego dla Polski, przygotowana dla Ministerstwa Infrastruktury, która skupiała się na ocenie opłacalności takiej inwestycji. We wnioskach końcowych zaznaczono, iż budowa nowego portu w Polsce „przyniesie więcej korzyści dla rozwoju polskiego sektora transportu lotniczego, a ponadto realizacja/wdrożenie tego projektu jest bardziej atrakcyjne finansowo niż rozbudowa infrastruktury istniejącego portu lotniczego WAW (Lotnisko im. Fryderyka Chopina w Warszawie – PAP)”.

Również w 2010 r. „Gazeta Wyborcza” cytowała ówczesnego ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka, który twierdził, że „opłaca się budować centralne lotnisko”. We wrześniu 2011 r., na konferencji prasowej w Łodzi, Grabarczyk zapowiadał, że Centralny Port Lotniczy ma powstać do 2020 r., kosztować miałby ponad 3 mld euro, a optymalnym miejscem dla jego budowy będą tereny między Warszawą a Łodzią, okolice skrzyżowania autostrad A1 i A2 oraz linii kolei dużych prędkości Warszawa-Łódź-Poznań-Wrocław. Według przygotowanego dla resortu infrastruktury opracowania, budowa CPL miała rozpocząć się w 2013 r.

W 2017 r. do pomysłu wrócił rząd Prawa i Sprawiedliwości. Został powołany pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego, Mikołaj Wild, który na początku maja 2017 roku zapowiadał, że realizacja CPK jest realna w terminie 10 lat. We wrześniu rząd zarekomendował budowę CPK Solidarność w gminie Baranów koło Grodziska Mazowieckiego na południowy zachód od Warszawy. Koszt był szacowany na 20-30 mld zł, a uruchomienie lotniska miało nastąpić ok. 2027 r. W listopadzie rząd przyjął uchwałę w sprawie przyjęcia „Koncepcji przygotowania i realizacji inwestycji Port Solidarność – Centralny Port Komunikacyjny dla Rzeczypospolitej Polskiej”. Prezes PKP Krzysztof Mamiński ocenił w tym samym miesiącu, że CPK będzie pełnił rolę głównego węzła kolejowego w Polsce.

W czerwcu 2018 r. prezydent Andrzej Duda podpisał specustawę o CPK, która określała m.in. zasady i warunki przygotowania, finansowania i realizacji inwestycji w zakresie budowy CPK oraz infrastruktury mu towarzyszącej. Ta wizja nowego lotniska zakładała jego powstanie między Łodzią a Warszawą – na lokalizację wybrano miejscowość Stanisławów w gminie Baranów. Miał to być jeden z największych przesiadkowych portów lotniczych w Europie. Po pierwszym etapie budowy port miał obsługiwać do 45 mln pasażerów rocznie, a docelowo nawet ok. 100 mln. Zapowiedziano, że do końca 2019 r. mają trwać prace przygotowawcze, a sam port ma być budowany przez kolejnych 8 lat, czyli do końca 2027 r.

Wśród komentarzy oceniających ideę CPK, które pojawiły się w przestrzeni publicznej w tamtym czasie, wyróżniła się wypowiedź szefa Ryanaira, Michaela O’Leary’ego, który na konferencji prasowej we wrześniu 2018 r. w Warszawie, pytany o budowę CPK, w prostolinijny sposób ocenił, że to „głupi pomysł”, na który mogli wpaść tylko politycy. O’Leary przekonywał, że wciąż jest miejsce na rozwój istniejących lotnisk w rejonie Warszawy – Lotniska Chopina i Modlina – ponieważ żadne lotnisko nie może być przepełnione przy 18 mln pasażerów. – London Gatwick ma tylko jeden pas i obsługuje ponad 40 mln pasażerów rocznie – mówił wówczas.

Ale ledwie rok później, w październiku 2019 r., dyrektor generalny Zrzeszenia Międzynarodowego Transportu Lotniczego (IATA) Alexandre de Juniac oceniał podczas konferencji, że budowa centralnego portu to „doskonałe wieści” dla branży lotniczej i pasażerów. – To pierwsze od 10 lat w Europie lotnisko typu greenfield (inwestycje realizowane na niezabudowanym i bez infrastruktury terenie – PAP) – mówił wówczas de Juniac. – Liczymy, że ten projekt zakończy się sukcesem, z korzyścią dla pasażerów - mówił wówczas de Juniac.

Podsumowując, co rząd Prawa i Sprawiedliwości osiągnął w kwestii CPK przez pięć lat, trzeba wspomnieć m.in. o wykupieniu gruntów potrzebnych pod budowę, przyjęciu w 2020 r. przez Radę Ministrów uchwały ws. ustanowienia inwestycyjnego programu wieloletniego na lata 2020-2023, kilku międzynarodowych porozumieniach o współpracy – z Koreą Południową (doradca strategiczny w komponencie lotniskowym), Hiszpanią i Francją w 2021 r. (dot. kolei dużych prędkości) czy z Wielką Brytanią w 2020 r. (w obszarze lotniczym), ale także o kontrowersyjnych wydatkach.

Obecny prezes spółki CPK, Filip Czernicki, przekazał PAP w grudniu 2024 r., że od 2018 do końca 2023 r. na program CPK wydano ok. 2,7 mld zł. W kwietniu 2024 r. „Newsweek” opisał kulisy wewnętrznego audytu finansowego, który został przeprowadzony przez nowe kierownictwo spółki. Tygodnik wyliczył, że choć rządowa spółka CPK budowy nie zaczęła, to za czasów PiS wydała miliony na polityczne pokazówki, posady dla partyjnych towarzyszy, ołtarze, walki MMA i skórzane torebki. „Tylko w 2023 r. spółka wydała na marketing i PR prawie 14 mln zł (…) Tylko jedna z kampanii, czyli 'Ruszaj z Nami', kosztowała niemal 5,5 mln zł” i – zdaniem tygodnika – była najdroższa w historii spółki. W jej ramach wypuszczano reklamy z hasłem: „Ruszyły prace przy budowie CPK”, choć tak naprawdę były to jedynie prace przygotowawcze – pisał wówczas „Newsweek”.

PAP


Łańcuch dostaw AI składa się z pięciu kluczowych warstw: sprzętu, przetwarzania w chmurze, danych treningowych, modeli fundamentalnych i aplikacji AI adresowanych do użytkowników. Każda z tych warstw jest niezbędna  do zasilania systemów sztucznej inteligencji, z których obecnie korzystamy, a duże spółki technologiczne są aktywne we wszystkich z nich.

Weźmy pod uwagę chmurę obliczeniową, podstawę rozwoju AI. Modele sztucznej inteligencji wymagają ogromnych zasobów obliczeniowych do treningu i wdrażania, a platformy chmurowe zapewniają infrastrukturę, która to umożliwia. Globalnie rynek chmury jest zdominowany przez trzy duże spółki technologiczne: Amazon Web Services (AWS), Microsoft Azure i Google Cloud Platform.

Łącznie trzy duże spółki technologiczne kontrolują prawie 75 proc. rynku infrastruktury jako usługi, najbardziej istotnego segmentu dla sztucznej inteligencji. Ich dominację widać od dawna zarówno w siłach ekonomicznych kształtujących rynek obliczeń w chmurze, jak i w ich strategicznych działaniach. Wysokie koszty stałe, korzyści skali i efekty sieciowe utrudniają mniejszym graczom konkurowanie na tym rynku. Co więcej, dostawcy usług w chmurze pobierają również opłaty za przesyłanie danych z ich platform. Opłaty wyjściowe pobierane przez duże spółki technologiczne nie tylko przewyższają dodatkowe koszty transferu danych, ale są również wyższe od opłat pobieranych przez mniejszych konkurentów (Biglaiser i in. 2024). Duże spółki technologiczne zapewniają również pionowo zintegrowane ekosystemy usług na swoich platformach, często ze zniżką.

Ale wpływ dużych spółek technologicznych wykracza daleko poza chmurę obliczeniową. Dane treningowe są siłą napędową AI, a duże spółki technologiczne mają dostęp do jednych z najbogatszych na świecie zbiorów danych generowanych przez użytkowników. Meta ma Instagram, Facebook i WhatsApp; Google ma Gmaila, Mapy, Sklep Play i wyszukiwarkę Google; Microsoft ma Bing; LinkedIn i Microsoft 365 (Hagiu i Wright 2025). Aby wykorzystać te dane do treningu AI, duże spółki technologiczne po cichu aktualizują swoje warunki użytkowania i politykę prywatności. Oprócz korzystania z istniejących już zasobów danych, spółki te aktywnie nabywają bazy danych lub współpracują z firmami posiadającymi bogate bazy danych. W miarę kurczenia się zasobów wysokiej jakości danych publicznych, takie zastrzeżone źródła danych staną się jeszcze bardziej wartościowe. Rosnące zyski z każdej dodatkowej jednostki danych mogą jeszcze bardziej wzmocnić ich wpływ na łańcuch dostaw AI.

Podstawowa warstwa modelu łańcucha dostaw sztucznej inteligencji – dom dla dużych wstępnie wytrenowanych modeli, takich jak GPT-4 OpenAI lub Gemini Google – to kolejny obszar, w którym spółki technologiczne są coraz bardziej aktywne. Opracowanie modeli fundamentalnych jest kosztowne, a koszty treningu często przekraczają 100 milionów dolarów (The Economist 2023). Te wysokie koszty stałe mogą tworzyć poważne bariery wejścia na rynek, faworyzując bogate firmy z dostępem do zasobów obliczeniowych.  Nic dziwnego, że duże spółki technologiczne nie tylko opracowują własne modele fundamentalne, ale także integrują je ze swoimi produktami skierowanymi do konsumentów. Microsoft oferuje w swoim pakiecie aplikacji oparte na sztucznej inteligencji narzędzie Copilot, podczas gdy Google osadza swój model Gemini w wynikach wyszukiwania. Jednocześnie firmy produkują sprzęt AI (chipy), a nawet zabezpieczają własne dostawy paliwa jądrowego do zasilania centrów danych (CNBC 2024). Taka pionowa integracja pozwala dużym spółkom technologicznym na przechwytywanie wartości w wielu punktach łańcucha dostaw.

Ta pionowa integracja może stworzyć samonapędzającą się „pętlę chmura-model-dane” (patrz rysunek powyżej). Kontrolując zasoby obliczeniowe w chmurze, duże spółki technologiczne mogą tworzyć lepsze modele sztucznej inteligencji. Modele te z kolei generują więcej danych, które mogą być ponownie wprowadzone do ich systemów w celu ulepszenia kolejnych iteracji. Pętla jest dodatkowo wzmacniana, jeśli istnieją znaczące efekty sieciowe związane z aplikacjami AI dostarczanymi przez duże spółki technologiczne. W miarę jak coraz więcej użytkowników przyjmuje dany model lub platformę AI, jej wartość wzrasta, przyciągając jeszcze więcej użytkowników. Siła tej pętli będzie zależeć od jakości zastrzeżonych danych dużych spółek technologicznych, zasięgu efektów sieciowych wynikających z wykorzystania AI oraz zwrotu ze skali każdej dodatkowej jednostki danych w procesie trenowania sztucznej inteligencji.

obserwatorfinansowy.pl


Szlaki migracyjne podzielono na siedem kluczowych obszarów. Ogółem liczba nielegalnych migrantów spadła o 20%, do około 76 tys. prób. Pomimo takiego wyniku, nadal można odnotować zauważalną presję na trzech kluczowych odcinkach – centralnej i zachodniej części Morza Śródziemnego oraz granicy pomiędzy Unią Europejską oraz Wielką Brytanią.

W zakresie największych spadków Frontex odnotowuje, że znacznemu spadkowi uległa nielegalna migracja na granicy zachodnich Bałkanów (-53%, odnotowano 4930 prób). Jest to częściowo powiązane ze spadkiem prób przekraczania granicy we wschodniej części Morza Śródziemnego (-24%, 19607 prób). Z polskiego punktu widzenia warto odnotować wyraźny spadek prób nielegalnego przekraczania granicy Unii Europejskiej na wschodniej granicy wspólnoty (-50%, 3803 prób). Ostatnim miejscem spadków jest także zachodnia Afryka (-41%, 11317 prób) – ten mało znany obszar migracji jest związany z próbami migracji z Afryki na Wyspy Kanaryjskie.

Wzrosty presji migracyjnej odnotowano na obszarze centralnego i zachodniego Morza Śródziemnego. W przypadku centralnej części mowa o wzroście o 12% (29340 prób), a zachodniej o 19% (6714 prób). Ostatnim elementem, który podlegał analizie był obszar pomiędzy Unią Europejską oraz Wielką Brytanią, gdzie odnotowano wzrost o 23% (33215 prób nielegalnej migracji).

Powyższe dane odnoszą się do liczb związanych z obserwacją nielegalnej migracji w takim samym okresie 2024 roku. W przypadku nielegalnych migrantów, największymi (procentowo) grupami są obywatele Bangladeszu, Egiptu oraz Afganistanu. Co więcej, spadek wskaźników we wschodniej części Morza Śródziemnego tłumaczy się zacieśnieniem współpracy pomiędzy państwami Unii Europejskiej oraz Turcji. Z kolei kwestia pozostałych obszarów Morza Śródziemnego jest związana z dalszą niestabilnością polityczną w Libii oraz budową nowych szlaków przemytniczych przez Algierię. W przypadku wschodniej granicy Unii Europejskiej, większość migrantów stanowią mieszkańcy Etiopii oraz Somalii.

milmag.pl


Zacytuję wstęp: „Winnice rosyjskiej elity we Włoszech od dawna stają się obiektem głośnych skandali, wydawałoby się, że po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji [Rosji na Ukrainę] putinowskie otoczenie powinno było zapomnieć o swoich posiadłościach. Ale jak się okazało w trakcie śledztwa dziennikarskiego, winny biznes przyjaciół Putina rozkwita. Winnica Miedwiediewa, której mniejszościowym udziałowcem jest jego kolega ze studiów Ilja Jelisiejew, otrzymuje unijne dotacje. Igor Rotenberg (syn Arkadija) nadal włada posiadłością w Toskanii (11 lat po tym, jak ludzie Nawalnego złożyli skargę w policji finansów Włoch). Związany z Igorem Sieczinem (Rosnieft’) Roman Trocenko zachował kontrolę nad lotniskiem w Toskanii, z którego korzystają włoskie siły lotnicze. Przepisał własność na przyjaciółkę swojej żony. Łącznie w ciągu ostatnich dziesięciu lat winnice rosyjskich oligarchów i kleptokratów otrzymały ponad milion euro unijnych dotacji z CAP i nie tylko. Głównym sojusznikiem rosyjskich korupcjonistów okazał się luksemburski biznesmen Patrick Hansen (...), który doprowadził do sądowej blokady rejestrów własności przedsiębiorstw”. Według ustaleń ICIJ partnerem biznesowym Hansena był oficer KGB Nikołaj Bogaczow.

Dziennikarze „The Insider” dotarli do informacji, do kogo należą włoskie winnice. (...)

Na potrzeby blogu – kilka wyimków.

Winnica Miedwiediewa nazywa się Fattoria della Aiola. Nominalnym właścicielem jest wspomniany wyżej kolega ze studiów Ilja Jelisiejew. W 2022 r. po rozpoczęciu agresji na Ukrainę Jelisiejew został objęty sankcjami przez Wielką Brytanię, Kanadę, Nową Zelandię i USA. Ale nie przez Unię Europejską! I nadal ubiega się o dotacje UE i je otrzymuje! Ponad 115 tys. euro. Niemało.

Jednym z wiernych pretorianów Putina jest Nikita Michałkow, ongiś wybitny reżyser, obecnie obsługujący propagandowo putinizm w dziedzinie tak zwanej kultury. Dzięki temu znakomicie zarabia w Rosji. Ale nie zrezygnował z interesów za granicą. „The Insider” pisze: „W 2010 r. partner biznesowy Michałkowa, Konstantin Tuwykin zaproponował reżyserowi jeszcze jeden wspólny interes – winnicę w Toskanii. Zakupiono ziemię niedaleko wybrzeża, zbudowano nowe budynki, zaproszono do współpracy znanego enologa Riccardo Cotarellę. Początkowo właścicielami La Madonna Sarl, która produkuje wina Dodici, po równo byli Tuwykin i Michałkow, obecnie po 10 proc. i 90 proc. firma należy do Konstantina Tuwykina i jego syna Stiepana”. Wina Dodici były od 2013 r. serwowane na pokładach samolotów Aerofłotu na trasie Moskwa-Soczi, obecnie są sprzedawane w firmowych sklepach w Niżnym Nowogrodzie i Pawłowie. Firma przynosi straty.

Piękne poetycko brzmiące nazwy winnic Riecine, Case Dell’Olmo, Castello di Antognolla, Poggio del Moro, La Scarpa i wiele innych należą do członków putinowskiego dworu, zajmujących wysokie urzędy lub wysokie pozycje na liście Forbesa: Igor Rotenberg, Iwan Frank (zięć bliskiego przyjaciela Putina, Giennadija Timczenki), eksminister Leonid Rejman, eksminister Władimir Strżałkowski i wielu innych. Ta lista jest długa.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl