wtorek, 27 września 2022


Władze rosyjskich regionów Zabajkale oraz Buriacji zapowiadają kontrole w sklepach z odzieżą i wyposażeniem wojskowym. Po ogłoszeniu mobilizacji znacznie wzrosły w nich ceny.

Wbrew zapewnieniom rosyjskich władz, powołani do wojska muszą kupić sobie część wyposażenia sami. W związku z tym wzrosły ceny na kominiarki, kalosze, bieliznę termiczną rękawiczki, czapki i buty zimowe.

– Gdy pojawią się informacje o podwyżkach cen specjalnego wyposażenia, od razu poinformujemy o tym Zabajkalski Oddział Federalnej Służby Antymonopolowej – zaznaczył wicepremier regionu Aleksandr Bardaliejew.

Wcześniej kierujący Buriacją Alieksiej Cydienow zażądał od właścicieli sklepów sprzedających rzeczy potrzebne do służby w wojsku o obniżkę cen.

– Jeśli któryś z was chce się wzbogacić w tym czasie, mieć super zyski, to lepiej niech obniży ceny do poprzedniego poziomu bo sam będzie musiał przygotowywać się do mobilizacji. Dojdziemy do każdego – powiedział.

Mobilizowany mieszkaniec Sachalina opublikował film, w którym pokazuje, co musiał kupić przed wyruszeniem na front. Wśród rzeczy, na które wydał 25 tysięcy rubli, czyli ponad 2100 złotych są: śpiwór, płaszcz, kalosze, apteczka z lekami i plecak. Jak przyznaje mężczyzna, ze względu na brak pieniędzy nie mógł kupić sobie butów.

belsat.eu/Kommersant/astv.ru

Równocześnie w zasadzie bez echa przeszła informacja o wynikach badań, jakie dzień przed ogłoszeniem przez Putina dekretu o mobilizacji ogłosiło Centrum Lewady - rosyjska niezależna, pozarządowa organizacja badawcza i socjologiczna. Przeprowadzone one zostały w domach respondentów w formie wywiadu osobistego w dniach 25-31 sierpnia 2022 r. (na reprezentatywnej próbie ludności miejskiej i wiejskiej - 1612 osób w wieku 18 lat i więcej w 137 miejscowościach). Wynika z nich, że odnotowano znaczny wzrost zaufania do wszystkich instytucji państwowych i publicznych w porównaniu do roku ubiegłego. Podobne gwałtowne zmiany nastrojów miały miejsce w 2014 roku, a więc w czasie aneksji Krymu i rozpoczęciu walk w Ługańsku i Doniecku. Wzrosło zaufanie do głównych instytucji politycznych: do prezydenta z 53 proc. (2021 r.) do 80 proc. (2022 r.), do rządu z 33 proc. (2021 r.) do 55 proc., do Dumy Państwowej i Rady Federacji z 25 proc. (2021 r.) do ponad 40 proc. (2022 r.). Po ubiegłorocznym spadku, gwałtownie wzrosło w tym roku również zaufanie do resortów siłowych: na przykład 77 proc. respondentów ufa armii (61 proc. w 2021 r.), 61 proc. ufa organom bezpieczeństwa państwa (45 proc. w 2021 r.), a 41 proc. ufa policji (29 proc. w 2021 r.). Biorąc pod uwagę fakt, że wobec Centrum Lewady są wysuwane zastrzeżenia co do metodologii badań, iż nie publikuje jaki procent respondentów odmówił udziału w ankietach z obawy przed negatywnymi konsekwencjami (m.in. Sam Greene, dyrektor programu Rosja w King's College London), to wyników tych nie należy lekceważyć, nawet jeśli przyjmiemy błąd badawczy w wysokości 10 proc.

Z tego powodu nie należy dziwić się, że protesty są bardziej wydarzeniami medialnymi, niż rzeczywistymi przejawami nastrojów społecznych, zważywszy nawet na grożące konsekwencję za udział w nich. Obecnie potencjał protestacyjny w rosyjskim społeczeństwie w zasadzie nie istnieje. Tak więc, na razie próba analogii historycznych z rokiem 1917 w Rosji, gdzie masy zrewoltowanych żołnierzy pochodzących ze wsi doprowadziły do upadku caratu, w obecnej sytuacji jest raczej swoistym "chciejstwem" i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jak zwrócił uwagę rosyjski politolog Vladimir Gelman,"w lutym 1917 r. jednostki wojskowe w Piotrogrodzie, obawiając się, że same zostaną wysłane na front, nie poszły w obronie rządu carskiego i ostatecznie on upadł", ale "tak głęboki spadek zdolności do tłumienia (aktywności obywatelskiej - przyp. red.) w Rosji nie został jeszcze zauważony. "Wręcz przeciwnie, można powiedzieć, że MSW i Gwardia Narodowa są nawet zainteresowane obecnością na miejscu w celu stłumienia protestów – a wtedy na pewno nie zostaną wysłane na front. Oznacza to, że sytuacja jest dokładnie odwrotna (...) a wyliczenia ludzi pokazują, że szanse na rozbicie »maszyny mobilizacyjnej«, która opiera się na represji, są niewielkie, dlatego naturalne jest, że racjonalne zachowanie to poszukiwanie indywidualnego wyjścia, a nie kolektywnego protestu" - ocenia.

Demonstrację przeciwko mobilizacji szczególnie ostry przebieg miały przede wszystkim w regionach określanych przez prof. Natalię Zubarewicz z moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, (specjalizujących się w zagadnieniach dotyczących sytuacji socjoekonomicznej Rosji) mianem tzw. czwartej Rosji, obejmującej zaledwie 6 proc. populacji. Występuje w nich szczególnie wysoki poziom strukturalnej biedy, korupcja i konflikty na tle etnicznym i religijnym. Zaliczane są do niej głównie republiki etniczne, takie jak m.in. Tuwa, Buriacja, Kałmucja, Dagestan, Osetia Północna i Inguszetia. Biorąc pod uwagę stosunek dochodu do kosztu koszyka dóbr i usług oraz proporcje ludności poniżej granicy ubóstwa, to Tuwa jest na pierwszym miejscu, a Kałmucja i Inguszetia są bardzo zbliżone. Jednocześnie Tuwa jest jedynym regionem, w którym stosunek dochodu do kosztu koszyka jest mniejszy niż jeden, to znaczy średni poziom dochodu nie wystarcza, aby zapewnić minimalny zestaw towarów i usług. Jedna trzecia ludności żyje poniżej granicy ubóstwa. Pomimo, że w Osetii Północnej i Dagestanie sytuacja jest nieco lepsza to wszystkie te republiki etniczne pod względem poziomu życia są poniżej rosyjskiej średniej. Z tych regionów ginie najwięcej żołnierzy w toczącej się wojnie z Ukrainą. Stąd tak gwałtowny protest w m.in. Dagestanie. Jednocześnie rosyjskie jednostki z przewagą żołnierzy z wspomnianych regionów oznaczają się szczególnym okrucieństwem.

Jak podaje telegramowy kanał "Mongolski Węzeł", "według różnych szacunków na froncie znajdować ma się około 10 tys. Buriatów. Inne źródła podają 5 lub 6 tysięcy osób. W ujęciu procentowym na mieszkańca wśród wszystkich narodów Rosji prym wiodą Buriaci walczący na Ukrainie. Buriaci stanowią zaledwie 0,3 procent ludności Rosji, ale stanowią 2,8 proc. wśród oficjalnie zabitych na Ukrainie. Pod względem liczby zgonów w tej wojnie tylko Dagestan wyprzedza Buriację, ale jego populacja jest trzykrotnie większa. Największe straty w toczącej się wojnie ponoszą mniejszości etniczne: Buriaccy Mongołowie, Tuwuńcy, Mongołowie i Kałmuccy Mongołowie, którzy używani są jako "mięso armatnie". Były prezydent Mongolii Tsakhiagiin Elbegdorj wezwał wręcz do ucieczki z Rosji Tuwińców, Buriatów i Kałmuków, którzy nie chcą brać udziału w wojnie z Ukrainą. Jego wiadomość wideo została opublikowana na kanale YouTube Światowej Federacji Mongołów. "Okazuje się, że państwo zwane Rosją postanowiło zorganizować ludobójstwo Buriatów? Zniszczyć całą pulę genów, odbierając młodych, którzy będą żyć i żyć?" - to cytowana przez BBC wypowiedź Iriny Bułgutowej, będącej doktorem filologii buriackiej i profesorem nadzwyczajnym Katedry Literatury Rosyjskiej i Obcej Buriackiego Uniwersytetu Państwowego, na temat mobilizacji.

infosecurity24.pl

Głównym celem ofensywy jest oczywiście zniszczenie rosyjskiego zgrupowania operacyjnego na prawym brzegu Dniepru i zajęcie tego terenu, włącznie z miastem Chersoń. Na zachodniej flance natarcia wyprowadzane są wprost na Chersoń; w centralnej części frontu wprost na południe, z sforsowaniem rzeki Inhulec włącznie i z obszaru Andrijiwka-Łozowe-Dawidów Bród wyjściem na drogę Dawidów Bród-Nowa Kachowka; na wschodniej flance, atakuje się z grubsza wzdłuż Dniepru. Prawdopodobnie spodziewano się, że izolowane zgrupowanie operacyjne przeciwnika na prawym brzegu Dniepru, borykające się z problemami logistycznymi, zostanie rozbite, do czego miało przyczynić się wielotygodniowe, systematyczne degradowanie jego zdolności bojowych i zabezpieczenia logistycznego atakami artyleryjsko-rakietowymi, w tym systemami rakietowymi HIMARS/MLRS.

Teren w jakim zgrupowanie operacyjne SZU atakuje na południu jest niekorzystny, częściowo z rzeką Inhulec za plecami, w otwartym terenie, z niewielką ilością lasów, co utrudnia skryte podejście, z gęstą siecią kanałów irygacyjnych. Nasycenie wojsk w stosunku do przestrzeni jest relatywnie niewielkie, nawet na głównych kierunkach natarcia walki zazwyczaj prowadzone są w oparciu o atakujące kompanijne grupy taktyczne (KGT), rzadziej batalionowe (BGT).

Zebrano potężne siły SZU, w tym z bronią natowską, jednakże szybko okazało się, że brak odpowiednich rezerw operacyjnych. Zidentyfikowano w ofensywie elementy m.in. następujących brygad: 28. i 63. zmechanizowanych, 35. i 36. piechoty morskiej, 46. desantowo-szturmowej, 60. piechoty, 59. zmotoryzowanej, 128. górsko-szturmowej, 126. obrony terytorialnej i innych mniejszych jednostek szczebla batalionu (np. białoruski batalion "Teror"). W stosunku do ofensywy charkowskiej zwraca uwagę mniejszy udział w ofensywie sił specjalnych (73. Morskiego Centrum Operacji Specjalnych, jednostki specjalnej "Alfa" SBU), niewielkiego komponentu elitarnych wojsk desantowo-szturmowych oraz aktywność na froncie wyspecjalizowanej jednostki rozpoznania powietrznego (bezzałogowego) "Karlson", współpracującej standardowo z haubicami M777.

(...)

Siły użyte do operacji z perspektywy czasu należy uznać za zbyt szczupłe, żeby dokonać przełamania frontu i jego zwinięcia (załamania). Atakowano szerokim frontem, w zasadzie w kilku miejscach, relatywnie nikłymi siłami, w dodatku częściowo z rzeką Inhulec za plecami (po zniszczeniu tamy pod Krzywym Rogiem z nagle podniesionym poziomem wody), z przeprawami pontonowymi pod kontrolą ogniową nieprzyjaciela.

W ofensywie zastosowano, po raz pierwszy na dużą skalę, sprzęt pancerny z krajów NATO:
  • czołgi T-72M1/T-72M1R,
  • transportery opancerzone YPR-765/M113,
  • pojazdy kołowe Kirpi w jednostkach piechoty morskiej,
  • Husky TSV w jednostkach desantowo-szturmowych itd.
O tym, że z ofensywą chersońską wiązano od początku duże nadzieje świadczy również aktywny ukraiński komponent lotniczy, w tym bezzałogowce TB2 Bayraktar, wykonujące misje uderzeniowe, co ostatnio jest raczej rzadkością (odnotowano zastosowanie m.in. "litewskiego" TB2 "Jastrząb" (lit. "Vanagas"). Samoloty bojowe (głównie Su-25 i MiG-29 z pociskami HARM) tylko 2 września wykonały do 40 misji wsparcia wojsk własnych na całym froncie, jednakże przewagę w powietrzu utrzymuje oczywiście strona rosyjska.

Obrona npla mimo problemów logistycznych jest dobrze zorganizowana, głęboko urzutowana, oparta na jednostkach regularnych rosyjskiej armii, zmechanizowano-pancernych (np. BTG brygad 38., 64., 69.) i desantowo-szturmowych (np. BTG z 76. dywizji WDW, z organicznym batalionem czołgów), z silnym komponentem artyleryjskim (artyleria lufowa i rakietowa kładzie ogień na jednostki atakujące w pasie taktycznym, ale też na bezpośrednie tyły, w tym przeprawy przez Inhulec, oraz linie komunikacyjne). Jak dotąd nigdzie nie opuszczono pozycji, nie zanotowano paniki, zdobycze sprzętowe to po obu stronach pojedyncze wozy bojowe, przejmowane w bezpośrednich walkach, a nie porzucane w trakcie odwrotu/ucieczki.

Strona rosyjska na południu prowadzi aktywne rozpoznanie bezzałogowe (rozpoznawcze BSP typu "Kartograf", oraz wszechobecne "Orłan-10"). Przykładowo 2 września SG SZU szacował aktywność dronów rosyjskich na "ponad 30 wylotów", co oznacza relatywnie dużą aktywność bezzałogowców przeciwnika. Można więc założyć, że przeciwnik ma dość dobre rozeznanie w siłach i zamiarach ukraińskich, w efekcie podchodzące do linii frontu ukraińskie oddziały są nierzadko wykrywane, czasami nakrywane artylerią w marszu, lub na przeprawach.

Na froncie południowym aktywne są również samoloty bojowe Su-25 i Su-34 oraz śmigłowce, np. szturmowe Ka-52, w ostatnich dniach września zanotowano również, np. w rejonie Odessy, zastosowanie eks-irańskich bezzałogowców Mohajer-6 oraz dronów-kamikadze Shahed-136 (Gerań-2).

Siły rosyjskie zdolne są nie tylko do obrony, ale i kontrataków, dlatego front przesuwa się nieznacznie, w pierwszej fazie ofensywy najbardziej na kierunku Andrijiwka-Łozowe, gdzie SZU sforsowały Inhulec i utworzyły mały przyczółek, a następnie opanowały m. Suchyj Stawok i Kostromka, zajęte miejscowości były natychmiast ostrzeliwane i atakowane przez lotnictwo.

Również na innych odcinkach frontu np. pod m. Dawidów Bród czy Archanhelske siły SZU zostały zatrzymane, walki trwają w zasadzie o utrzymanie/poszerzenie przyczółków. W efekcie natarcie SZU ma niskie tempo, w niektórych miejscach Rosjanie skutecznie kontratakują, (np. 2 września w rejonie Wysokopillia-Potomkine), który to obszar zdobyto dopiero po wielu dniach ciężkich walk.

Oddanie Wysokopilli przez kompanię WDW spowodowane było zagrożeniem okrążeniem w wyniku dwustronnego ataku SZU (od Olhyne i Potomkine), wycofano się w porządku, front został utrzymany, 5 września siły rosyjskie miały nawet kontratakować. Kilkudniowe walki o obszar Wysokopillia-Olhyne-Potomkine pokazują jak trudne jest przełamanie dobrze przygotowanych pozycji obronnych npla. Na wspomnianym obszarze siły obrony poniosły pewne straty, utracono co najmniej kilka BMD-2 (zniszczone i porzucone). Nad samym Dnieprem, na wschodniej flance ofensywy, atakujące tu 60. i 128. brygady uzyskały jak dotąd największe sukcesy wyzwalając wiele miejscowości i zadając przeciwnikowi duże straty, jednakże same również mocno się wykrwawiając.

Na wielu odcinkach frontu ataki są ponawiane raz po raz, a SZU nie odnosi w nich sukcesu. Przykładowo tak dzieje się w ostatnich dniach, na północny-zachód od Chersonia, pod Prawdine.

Poprzedzone ostrzałem artylerii lokalne ataki, siłami kompanii, są odpierane przez broniącą się tutaj wzmocnioną rosyjską BGT. Potwierdzone wizualne straty atakującej KGT 28. BZmech pod Prawdine to co najmniej kilka BMP-2, 1 T-64, 1 BTR, 1 MRAP Nowator.

Oczywiście, straty odnotowuje również strona rosyjska - od ognia artyleryjsko-rakietowego, bezzałogowców, ppk, w kontakcie bezpośrednim itd. Z ciekawszych akcji można wspomnieć tę z 13 września, gdy specjalsi z Centrum Operacji Specjalnych "Alfa" SBU porazili z ppk Stugna-P wrogi BMP z odległości 4,7 km. Z innych nowinek można wspomnieć użycie min przeciwczołgowych AT2 DM1399, przenoszonych w pociskach AT2 SCATMIN (ładunek 28 min) odpalanych z systemów MARS/M270 oraz obecność na chersońskich stepach ciężkich wozów ewakuacyjnych M984A4 HEMTT.

Oczywiście kluczowym faktorem grającym na korzyść SZU jest dezorganizacja przepraw przez Dniepr i Inhulec, a zatem poważne problemy rosyjskiego zgrupowania na prawym brzegu Dniepru, w obszarze chersońsko-berysławskim.

Wydaje się, że zakładano, iż po wielu tygodniach zgrupowanie rosyjskie będzie miało problemy z zaopatrzeniem (amunicją, paliwem, żywnością/wodą), co może przełożyć się na degradację jego zdolności bojowych, a zatem na jego dekompozycję.

defence24.pl

Oświadczenie Prigożyna zostało opublikowane przez służby prasowe Concord, firmy z nim związanej, w odpowiedzi na zapytanie redakcji rosyjskiego serwisu Błoknot. Dziennikarze pytali, dlaczego biznesmen przestał ostatnio zaprzeczać swojemu zaangażowaniu w Grupę Wagnera. W odpowiedzi Prigożyn powiedział, że w 2014 roku "jak wielu innych biznesmenów" udał się na poligon, gdzie zebrali się "Kozacy", i "próbował wydać pieniądze", by "zwerbować grupę, która pójdzie bronić Rosjan". Kiedy zrozumiał, że ci "kozacy" nie są dla niego odpowiedni, postanowił stworzyć grupę na własną rękę.

"Poleciałem więc na jeden z poligonów i zrobiłem to sam. Sam wyczyściłem starą broń, sam uporządkowałem uzbrojenie i znalazłem specjalistów, którzy mogli mi w tym pomóc. Od tego momentu, 1 maja 2014 r., narodziła się grupa patriotów, która później przyjęła nazwę Grupa Wagnera. To ich odwaga i męstwo umożliwiły wyzwolenie lotniska w Ługańsku i wielu innych terenów oraz radykalnie zmieniły losy republik w Donbasie" — pisze dalej Prigożyn.

Według biznesmena, bojownicy Wagnera zawsze "chronią pokrzywdzonych", a mimo to w ciągu ostatnich ośmiu lat "każdy pies próbował opluć Grupę", zaś "wścibscy dziennikarze szukali negatywów" i czepiali się Wagnera".

Prigożyn nazywa członków grupy "bohaterami", którzy bronili "narodu syryjskiego, innych narodów krajów arabskich", a także "zubożałych Afrykanów i Latynosów" i "stali się jednym z filarów naszego kraju".

Jewgienij Prigożyn zaprzeczał wcześniej, że jest związany z Grupą Wagnera i pozywał dziennikarzy, którzy łączyli go z najemnikami. W sierpniu 2022 r. sąd w Moskwie orzekł, że dziennikarz określający Prigożyna jako "właściciela Wagnera", kłamał.

W lipcu 2022 r., po tym, jak Meduza opublikowała śledztwo dotyczące rosyjskich najemników w Ukrainie, Prigożyn zażądał wszczęcia postępowania karnego przeciwko autorce śledztwa, Lili Japparowej, oraz redaktorce Meduzy Tatianie Jerszowej. Powodem tego była prośba skierowana do Prigożyna podczas przygotowywania materiału. Biznesmen zażądał również, aby Meduza została uznana za organizację niepożądaną w Rosji.

onet.pl/meduza.io