sobota, 20 czerwca 2026



"Polski prezydent nareszcie odebrał Order Orła Białego sławiącemu nazistów degeneratowi z Kijowa. Myślę, że nie będzie to problemem dla szefa banderowców - będzie więcej miejsca na jego zielonej bluzie na hitlerowski Krzyż Żelazny" - napisał na X były prezydent Rosji, obecnie zastępca przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa, Dmitrij Miedwiediew. Polityk jest znany ze swoich propagandowych wypowiedzi.

"Polska w końcu odkrywa sympatyków nazistów na Ukrainie" - wtóruje mu Kiriłł Dmitijew, doradca Władimira Putina i jego specjalny wysłannik w rozmowach z USA o wojnie w Ukrainie.

Przypomnijmy, że w swojej propagandzie Kreml uzasadniał rozpoczęcie "specjalnej operacji wojskowej" w Ukrainie walką z nazistami, co było wielokrotnie wyśmiewane i podważane przez komentatorów, ekspertów oraz historyków. 

Karol Nawrocki odebrał Order Orła Białego po tym, jak Wołodymyr Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Operacji Specjalnych Ukrainy imię "Bohaterów UPA". - Ofiar naszych przodków nie wolno zdradzić milczeniem. To groby, o których nie wolno zapomnieć. To rany historii, które wymagają prawdy, pamięci i szacunku. My Polacy pamiętamy o swoich, nie porzucamy ich i zawsze się o nich upominamy - uzasadnił polski prezydent. 

(...)

Prezydenckie postanowienie musi jeszcze uzyskać kontrasygnatę premiera Donalda Tuska. Po ogłoszeniu decyzji Nawrockiego szef rządu ocenił, że narastający spór między Warszawą a Kijowem działa na korzyść Rosji i niepokoi sojuszników Polski.

Jak jednak przyznawał wcześniej, w jego ocenie decyzja Zełenskiego była błędna i niepotrzebnie wywołała emocje. Po rozmowie z ukraińskim prezydentem podkreślał jednak, że ten nie miał zamiaru obrazić Polaków ani zaszkodzić relacjom między oboma państwami.

"Polski premier Tusk staje w obronie sympatyków nazistów ujawnionych przez prezydenta Nawrockiego" - ocenił z kolei Kiriłł Dmitijew.

gazeta.pl

piątek, 19 czerwca 2026



Karol Nawrocki, podejmując decyzję o odebraniu prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego, ma rację moralną. Tyle tylko, że właśnie zrobił coś, co zamyka jakiekolwiek szanse na to, by Zełenski wycofał się ze swojej, obiektywnie oburzającej, decyzji o nadaniu jednej z jednostek ukraińskiej armii nazwy "Bohaterów UPA".

Sprowadzając owe szanse do zera, prezydent Nawrocki, zamiast uprawiać dyplomację, uprawia antydyplomację.

Można oczywiście powiedzieć, że strona ukraińska miała dostatecznie dużo czasu, żeby zmienić swoją decyzję. Problem polega na tym, że powiedzieć tak może tylko ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o dyplomacji.

Dyplomacja nie polega bowiem na tym, że zmusza się partnera do czegoś i to jeszcze na oczach całego świata, tylko na tym, że doprowadza się do sytuacji, w której, wywierając czasem nawet brutalną (ale zawsze dyskretną) presję, tworzy się okoliczności, w których partner może udawać, że podjął pożądaną przez nas decyzję z własnej, nieprzymuszonej woli.

Prezydent Nawrocki, publicznie grożąc Zełenskiemu odebraniem Orderu Orła Białego, zrobił coś dokładnie przeciwnego.

Gdy już to zrobił, powinien czekać, by dać czas dyplomacji. Jej świętą zasadą jest bowiem to, że nikt nie może w niej tracić twarzy. Oczekiwanie, że Zełenski wycofa się ze swojej decyzji w ciągu kilkunastu dni po publicznie wyrażonej groźbie odebrania Orderu Orła Białego, było — dyplomatycznie rzecz ujmując — niezbyt mądre. To kolejny dowód tego, że prezydent i jego doradcy uprawiają antydyplomację.

Decyzję Karola Nawrockiego może jeszcze oczywiście zatrzymać Donald Tusk. Problem polega na tym, że z powodów wewnętrznych zrobić tego w zasadzie nie może.

(...)

Kwestią, która wymaga wyjaśnienia, jest to, jakie racje kierowały prezydentem. Istnieją dwa wytłumaczenia. 

(...)

Moralne zwycięstwo to, dodajmy, niezwykle oryginalny polski wkład w historię światowej dyplomacji.

Światowa dyplomacja albo przynajmniej dyplomacja uprawiana przez poważne państwa to sztuka, w której sukces jest sukcesem, a porażki nikt sobie nie lukruje opowieściami, że może i nic mu nie wyszło, ale miał rację. Moralne zwycięstwo, dawanie świadectw i na końcu Gloria victis, czyli Chwała zwyciężonym, to coś, czym pocieszają się narody, które, czy to z racji swojej głupoty, czy też z uwagi na głupotę swoich przywódców, po prostu wygrywać nie potrafią. Moralne zwycięstwa to domena narodów drugiej ligi.

onet.pl

czwartek, 18 czerwca 2026



Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że siły ukraińskie uderzyły w Moskiewską Rafinerię Ropy Naftowej (znaną również jako Rafineria Kapotnya) /MRRN - red./ w pobliżu Moskwy i wznieciły pożar w pięciu lokalizacjach rafinerii, w tym w połączonej jednostce rafinacji ropy naftowej, wtórnej jednostce przetwórczej i farmie zbiornikowej. Siły ukraińskie uderzyły wcześniej w MRRN w dniach 15-16 czerwca. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) stwierdziło, że rosyjska obrona powietrzna zestrzeliła w nocy 17-18 czerwca 555 ukraińskich dronów, a później 18 czerwca stwierdziło, że w ciągu ostatniego dnia siły rosyjskie zestrzeliły 992 drony i cztery rakiety. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że ataki na miasto Moskwa były odpowiedzią na rosyjski atak na Ławrę Kijowsko-Peczerską w dniach 14-15 czerwca. Materiał geolokalizowany opublikowany 18 czerwca przedstawia ukraińskie stałopłaty przelatujące nad Moskwą i pożar w MRRN. Wszystkie cztery lotniska w węźle lotniczym Moskwa City — Wnukowo, Domodiedowo, Żukowski, a Szeremietiewo — uziemiły loty w wyniku ukraińskich uderzeń. Miejscowi podali, że pożar w MRRN spowodował “deszcz ropy”. Burmistrz Moskwy Siergiej Sobianin przyznał 18 czerwca, że siły ukraińskie uderzyły i wznieciły pożar w MRRN. Gubernator obwodu moskiewskiego Andriej Worobjow przyznał 18 czerwca, że ukraińskie drony uderzyły w obwód moskiewski w nocy z 17 na 18 czerwca i rankiem 18 czerwca, powodując pożary i niszcząc infrastrukturę.

(...)

Relacje rosyjskich mediów państwowych na temat nalotów podkreślały wysiłki Kremla w zakresie kontroli informacji, bagatelizując jednocześnie skutki samych uderzeń. Źródło medialne rosyjskiej opozycji Meduza poinformowało 18 czerwca, że główne rosyjskie media państwowe, kanały telewizyjne Perviy Kanal i NTV, nie relacjonowały w swoich dziennych audycjach ukraińskich uderzeń w Moskwie, że kanał Rossija-1 cytował jedynie oficjalne oświadczenia i że żaden z kanałów nie opublikował odrębnego raportu o strajku. Meduza zauważyła, że zamiast tego rosyjskie kanały informacyjne skupiały się przede wszystkim na konieczności karania mieszkańców, którzy filmują ataki i ich następstwa.

(...)

Rzecznik ukraińskiej brygady działającej w rejonie taktycznym Kostyantyniwka-Drużkiwka poinformował 17 czerwca, że siły rosyjskie koncentrują siłę roboczą w pobliżu Kostyantyniwki, próbując masowo posuwać się naprzód przy użyciu małych grup piechoty. Dowódca ukraińskiego 19. Korpusu Armii poinformował 18 czerwca, że rosyjskie jednoosobowe grupy infiltracyjne rozprzestrzeniły się po każdej części Kostyantynówki, ale siły rosyjskie nie utrzymują kontroli nad żadnym konkretnym obszarem miasta. Dowódca oświadczył, że siły rosyjskie zamierzają przedostać się do Kostyantynówki i ominąć ją z flank. Oficer ukraińskiego 19. Korpusu Armii poinformował 17 czerwca, że liczba rosyjskiego personelu w Kostyantynówce utrzymuje się mniej więcej na poziomie 123-125 i że siły rosyjskie atakują głównie od zachodu, wschodu i północnego wschodu od miasta.

(...)

Ukraińska brygada działająca w zachodnim obwodzie zaporoskim poinformowała 17 czerwca o odparciu przez siły ukraińskie rosyjskiego ataku zmotoryzowanego na ponad 30 pojazdów, głównie motocykli i pojazdów terenowych (ATV), w kierunku Małej Tokmachki (na południowy wschód od Orichowa). Brygada podała, że siły ukraińskie zniszczyły ponad 20 motocykli, do 12 quadów i 10 rosyjskich żołnierzy.


understandingwar.org

wtorek, 16 czerwca 2026



W nocy z niedzieli na poniedziałek Rosja przeprowadziła intensywny, ponad czterogodzinny atak z powietrza na Kijów i inne ukraińskie miasta. W wyniku uderzenia drona w płomieniach stanął dach Soboru Zaśnięcia Matki Bożej części kompleksu klasztornego Ławra Peczerska, którego najstarsze fragmenty powstały w XI w. Od 1990 r. obiekt znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Według dyrekcji klasztoru udało się uratować zabytkowe ikony i inne bezcenne artefakty, spłonęło ok. 800 m kw. dachu Soboru Zaśnięcia Matki Bożej.

Jak w rozmowie z PAP ocenił prof. Roman Baecker, z Wydziału Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rosyjski atak na Ławrę Peczerską jest przykładem ślepej zasady odwetu – za wszelką cenę i nieuwzględniającego żadnych kosztów. Jak przypomniał ekspert, w ub. tyg. ukraińskie drony uderzyły w historyczne muzeum wojenne na Krymie i zniszczyły panoramę „Obrona Sewastopola”, porównywalną do Panoramy Racławickiej. – Ten ogromny obraz był jednym z symbolicznych elementów tradycji rosyjskiej obrony przed wrogiem zewnętrznym. Atak na Ławrę Peczerską jest odpowiedzią na ten krymski. To jednak odpowiedź całkowicie nieracjonalna – wskazał i wyjaśnił, że zaatakowano zabytkowy kompleks klasztorny ważny dla całego prawosławia, a więc nie tylko dla ukraińskiego. Ławra Peczerska jest bowiem ważnym symbolem także dla rosyjskich prawosławnych. W 2013 r. odbyły się w niej centralne uroczystości 1025. rocznicy chrztu Rusi z udziałem Putina i patriarchy Cyryla. Do 2023 r. zarządzali nią prorosyjscy mnisi należący do Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego nie ukrywający swojej sympatii do Putina i byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza.

(...)

Kolejny rozmówca PAP, Bartosz Cichocki, były ambasador RP w Kijowie, Instytut Wschodniej Flanki, zapytany o to, czy atak na Ławrę pogorszy i tak już pogarszające się nastroje w Rosji, wyraził zdanie, że rosyjska propaganda znajdzie sposób, żeby przedstawić to swojemu społeczeństwu tak, żeby wyciągnąć z tego korzyść. Jak dodał, będzie miała o tyle łatwej, że Kijów odebrał Ławrę Patriarchatowi Moskiewskiemu i nadal są tam relikwie świętych prawosławia moskiewskiego.

– Tam faktycznie był konflikt. Gdy rozmawiałem z ludźmi, opowiadali przedziwne rzeczy. Mieli umysły opanowane przez mocarstwową propagandę rosyjską. Kijów musi pomyśleć nie tylko o metodach prawno-prokuratorsko-sądowych, ale też o tym, jak te umysły odzyskać, szerząc prawdę. Tutaj jest duża rola dla Cerkwi Prawosławnej Ukrainy – przekonywał Cichocki.

(...)

Podczas Pomarańczowej Rewolucji w grudniu 2004 r. część duchowieństwa Ławry błogosławiła prorosyjskiego kandydata Wiktora Janukowycza. Na przełomie 2013 i 2014 r., w czasie Euromajdanu, deklarowała lojalność wobec obalanej władzy. Symbolem tego impasu stało się wystąpienie ówczesnego namiestnika Ławry, metropolity Pawła, który publicznie porównał Wiktora Janukowycza do Chrystusa niosącego krzyż, a protestujących z Majdanu nazwał „siłami demonicznymi”.

Gdy po aneksji Krymu w marcu 2014 r. wybuchł konflikt w Donbasie, metropolita Paweł odmawiał nazywania Rosji agresorem.

(...)

Sytuacja zaostrzyła się jeszcze bardziej w 2019 r., gdy Prawosławny Kościół Ukrainy uzyskał niezależność od Patriarchatu Moskiewskiego. Ławra zamieniła się wtedy w punkt zapalny, przed którym dochodziło do protestów ukraińskich aktywistów domagających się usunięcia stamtąd prorosyjskich mnichów.

Napięcia nasiliły się jeszcze bardziej po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. Po jednym z incydentów w czasie nabożeństwa Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przeprowadziła przeszukania obiektów cerkiewnych i w niektórych celach zakonników ujawniono literaturę negującą istnienie Ukrainy, rosyjskie paszporty, a także duży depozyt gotówki w hrywnach i rublach.

Wiosną 2023 r. ukraiński resort kultury wypowiedział umowę dzierżawy Dolnej Ławry, odmawiając przedłużenia prawa do bezpłatnego użytkowania obiektów przez ukraińską cerkiew patriarchatu moskiewskiego. Odbył się też proces metropolity Pawła, nazywanego przez ukraińskie media „Paszą Mercedesem”, ze względu na jego słabość do luksusu. Sąd objął go aresztem domowym, a prokuratura przedstawiła zarzuty wzniecania nienawiści na tle religijnym oraz usprawiedliwiania rosyjskiej agresji.

PAP


- Jeśli Wołodymyr Zełenski poczuł się urażony, to przepraszam go za te słowa. Być może nie należało tego mówić, biorąc pod uwagę, że prowadzi on wojnę. Może nie trzeba było mówić o tym tak ostro – powiedział Łukaszenka.

Dodał, że była to reakcja na słowa dowódcy ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych Roberta Browdiego z 26 maja, że ukraińskie wojsko określiło już pierwszych 500 celów na terytorium Białorusi. Browdi powiedział też Łukaszence, żeby „nie lazł Ukrainie w oczy”.

Łukaszenka w odpowiedzi zagroził atakiem na jeden „bardzo poważny” cel w Ukrainie, którego współrzędne Białoruś jakoby posiada.

- Podkreślam jeszcze raz, że nie należy się spodziewać jakichkolwiek działań militarnych ze strony Białorusi, a szczególnie z mojej strony - Alaksandr Łukaszenka.

PAP

Siły rosyjskie kontynuowały natarcie na większości kierunków, a największe postępy osiągnęły w Konstantynówce i na jej flankach. Według niektórych źródeł pod kontrolę najeźdźców przeszła większa część centrum tego miasta oraz jego zachodnie kwartały. Rosjanie wyparli obrońców z kolejnych pozycji w rejonie Kupiańska na wschód od rzeki Oskoł oraz zajęli następne miejscowości w przygranicznych rejonach obwodów charkowskiego i sumskiego. Zbliżyli się też do węzłowej Pysarywki, niespełna 15 km na północ od Sum, które znalazły się w strefie ostrzału z artylerii lufowej. Wojska ukraińskie wznowiły ataki na pograniczu obwodów charkowskiego i donieckiego, gdzie ich celem zdaje się być odciążenie zgrupowania broniącego Łymanu, a w sprzyjających okolicznościach – odcięcie Rosjan w rejonie Świętogórska (Swiatohirśka). Obrońcy kontratakowali także w obwodzie dniepropetrowskim i zachodniej części obwodu zaporoskiego.

15 czerwca Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak powietrzny na Kijów. Do zniszczeń i pożarów doszło w ponad 50 lokalizacjach we wszystkich rejonach miasta. Zginęło pięć osób, a 30 zostało rannych (w tym dwoje dzieci). W wyniku uszkodzenia linii przesyłowych od prądu odciętych zostało 140 tys. abonentów. Zdjęcia NASA FIRMS potwierdziły, że głównymi celami były kijowskie przedsiębiorstwa Analitpryład, Burewisnyk, Majak, Radar i Technologie Bezzałogowe, lotnicze zakłady remontowe nr 410 oraz hala fabryczna przy lotnisku Żulany, na których terenie wybuchły pożary. Ponadto zniszczone zostały największy terminal Nowej Poszty i wytwórnia filmowa im. Dowżenki. Na terenie tej ostatniej znajdowała się prawdopodobnie montownia bądź magazyn dronów FP-1, co sugerował materiał fotograficzny. 

(...)

Wśród obiektów uszkodzonych w wyniku rosyjskiego ataku na Kijów znalazł się Sobór Uspieński w zabytkowym kompleksie Ławry Peczerskiej – spłonęła część jego zadaszenia. Stosunkowo niewielkie zniszczenia wskazują, że nastąpiły one wskutek upadku odłamków. Obie strony wykorzystały pożar na terenie Ławry jako oręż w wojnie informacyjnej, obarczając przeciwnika odpowiedzialnością za celowe uderzenie bądź świadome narażenie na uszkodzenie obiektu światowego dziedzictwa UNESCO. Narrację rosyjską o upadku rakiety przechwytującej z systemu Patriot mogły sprowokować zdjęcia i nagrania publikowane przez lokalnych obserwatorów, na co zwrócił uwagę rzecznik ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP) Jurij Ihnat. 

(...)

Siły ukraińskie przeprowadziły kolejne ataki na rosyjską infrastrukturę krytyczną. W rezultacie uderzeń wstrzymały pracę główne instalacje rafinerii Kujbyszewskiej w Samarze (10 czerwca) i TANEKO w Niżniekamsku w Tatarstanie (12 czerwca). Uszkodzenia potwierdzono także w zakładach chemicznych Toljattikauczuk w Togliatti w obwodzie samarskim (12 czerwca), terminalu naftowym Tamańnieftiegaz w Wołnie w Kraju Krasnodarskim (13 czerwca) oraz bazie paliwowej Tiemp w Rybińsku w obwodzie jarosławskim (14 czerwca). Ponadto pożary odnotowano na terenie pompowni Wtorowo w obwodzie włodzimierskim i zakładów WNIIR-Progress w Czeboksarach w Czuwaszji (10 czerwca), rafinerii Afipskiej w Kraju Krasnodarskim (11 czerwca), rafinerii TAIF-NK w Niżniekamsku (12 czerwca), zakładów przetwórczych i pompowni w Kotowie w obwodzie wołgogradzkim oraz terminalu w Tiemriuku w Kraju Krasnodarskim (13 czerwca), a także pompowni Pałkino w obwodzie jarosławskim i kombinatu chemicznego Azot w Nowomoskowsku w obwodzie tulskim (14 czerwca). 16 czerwca trafione zostały rafineria moskiewska, gdzie według Służby Bezpieczeństwa Ukrainy uszkodzono główną instalację przetwórczą, oraz baza paliwowa Połtawskaja w Kraju Krasnodarskim, na której terenie wybuchł pożar.

Ukraińcy uderzyli w połączenia lądowe z Krymem, uszkadzając mosty Czongarski oraz między Heniczeskiem a Mierzeją Arabacką. Do ataków doszło 11, 13 i 15 czerwca, a w pierwszej lokalizacji celem była również uruchomiona na czas naprawy mostu przeprawa pontonowa. Po przeprowadzonych w poprzednich tygodniach uderzeniach na trasę „Noworosja” stały się one kolejnymi, których efektem było zakłócenie dostaw na okupowany Krym. Zaatakowano też Sewastopol (11 czerwca, według ukraińskich źródeł wojskowych pocisk manewrujący Neptun trafił w zakłady produkujące drony morskie), Symferopol (12 czerwca, celem była m.in. lokalna elektrociepłownia) i Armiańsk (13 czerwca, według dowódcy ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych Roberta Browdiego „Madiara” uszkodzone zostały tamtejsze zakłady Krymskij Titan).

osw.waw.pl


Wojska rosyjskie nacierają ze wszystkich stron na Konstantynówkę w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy, przenikając w głąb miasta i zrównując je z ziemią; zdobycie tego punktu otworzy Rosjanom drogę do aglomeracji słowiańsko-kramatorskiej - powiadomił we wtorek projekt analityczny DeepState.

"Sytuacja wokół Konstantynówki rozwija się według najtrudniejszego scenariusza, gdyż przeciwnik, dosłownie ze wszystkich stron, dotarł na obrzeża miasta, wywiera silną presję i przenika w głąb tej miejscowości - ogłosił projekt w komunikatorze Telegram.

Zaznaczył, że rosyjska piechota obecna jest na wschodzie miasta oraz atakuje od południa.

"Po osiągnięciu wymaganych rubieży przeciwnik stopniowo przechodzi do długotrwałego opanowywania miasta, przy czym częściowo widoczny jest tu scenariusz podobny do Pokrowska" - podkreślono w komunikacie.

DeepState napisał, że powtarzają się błędy związane z próbami chaotycznego oczyszczania miasta, podczas gdy przeciwnik ma przestrzeń do dalszego natarcia i w razie potrzeby zmienia swoje pozycje. Ukraińscy żołnierze mają raportować o bardzo dużej liczebności rosyjskiej piechoty, która przeważa nad siłami Ukrainy.

"Jednocześnie przeciwnik zrównuje miasto z ziemią i zamienia ją w całkowitą ruinę, której wkrótce może nie dać się utrzymać - ostrzeżono.

DeepState podkreślił, że Konstantynówka jest bramą do aglomeracji słowiańsko-kramatorskiej.

"Gdy Konstantynówka upadnie (a jest to kwestia czasu), następną będzie Drużkiwka, która obecnie odgrywa niezwykle ważną rolę logistyczną, a po niej Kramatorsk. Gdy tylko Konstantynówka znajdzie się pod kontrolą przeciwnika, logistyka Sił Obrony Ukrainy w tym rejonie ulegnie zasadniczej zmianie, pojawią się dodatkowe trudności w przemieszczaniu się, a nawet samo przebywanie w Kramatorsku stanie się bardzo niebezpieczne, ponieważ będą tam już działać załogi wrogich dronów" - oświadczyli analitycy.

"W dalszej kolejności Rosjanie będą musieli otworzyć kolejną bramę do Słowiańska i Kramatorska. O ile wcześniej takim kierunkiem był Łyman, gdzie obecnie trwa silna presja wroga, to teraz może on osiągnąć ten cel bardziej na południe, na odcinku od Mykołajiwki do Małyniwki, przełamując brygady mające problemy m.in. z obsadą personalną. Niestety priorytetem uzupełnień kadrowych nadal pozostają jednostki szturmowe" - podkreślono w komunikacie.

"Bitwa o Konstantynówkę nadal trwa" - napisał DeepState. 
 
 PAP


Oceny Stanów Zjednoczonych i ich prezydenta za rządów Donalda Trumpa uległy drastycznemu pogorszeniu w porównaniu do poprzedniej administracji - wynika z nowego sondażu Pew Research. Duży spadek zaufania do USA nastąpił także w Polsce, choć pozostaje ona jednym z najbardziej proamerykańskich społeczeństw.

Według opublikowanego przez Pew sondażu, przeprowadzonego między lutym i majem br. w 36 krajach, znaczne spadki w opinii na temat Stanów Zjednoczonych i Trumpa zanotowano w niemal wszystkich państwach i w niemal wszystkich kategoriach. Zgodnie z sondażem Pew, średnio (mediana) 23 proc. badanych wyraża zaufanie do przywództwa Trumpa w sprawach międzynarodowych. Globalnie, jedynie 37 proc. ma pozytywne opinie o Stanach Zjednoczonych, a 57 proc. - negatywne. Tylko w siedmiu krajach odsetek ocen pozytywnych jest większy niż negatywnych.

Wśród tych krajów jest też Polska, gdzie jednak odnotowano również jedne z największych spadków sympatii i zaufania do USA w porównaniu do analogicznego badania z lat poprzednich. Ogólne oceny USA w Polsce spadły o 28 punktów procentowych (p.p.) - z 77 proc. w lutym 2024 r. do 49 proc. obecnie (odsetek ocen negatywnych to 43 proc.).

Polska zanotowała też największy w badaniu spadek w jednej z kluczowych pozycji sondażu: odpowiedzi na pytanie, czy "USA biorą pod uwagę interesy krajów takich jak nasz". W 2023 r. 67 proc. Polaków uważało, że Waszyngton liczy się z polskimi interesami. Obecnie uważa tak 22 proc.

Mimo to Polska wraz z Węgrami pozostaje jedynym państwem europejskim, w którym większość uznaje USA za wiarygodnego partnera (57 proc. wobec 65 proc. na Węgrzech), choć również jest to spadek o 28 punktów wobec roku 2022.

Spośród badanych społeczeństw europejskich, najwyższe - poza Węgrami - notowania w Polsce ma sam Trump, choć prezydent nie cieszy się dużym zaufaniem Polaków. Ufa mu 29 proc., zaś brak zaufania deklaruje 67 proc. To i tak wynik znacznie wyższy niż na zachodzie Europy. W Szwecji zaufanie do Trumpa deklaruje 11 proc., w Holandii i Francji - 15 proc., w Niemczech - 16 proc.

Bardziej niż do Trumpa Polacy deklarowali zaufanie do prezydenta Francji Emmanuela Macrona (47 proc.) i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego (46 proc.).

Drastycznie (o 39 p.p.) spadł też odsetek odpowiedzi na pytanie, czy "USA przyczyniają się do pokoju i stabilności na świecie": uważa tak obecnie 46 proc. badanych w Polsce, a 35 proc. - globalnie.

Z badania wynika, że Trump największą popularnością cieszy się na Filipinach i w Izraelu (odpowiednio 68 i 66 proc.), a najmniejszą na Zachodnim Brzegu Jordanu i Turcji (odpowiednio 4 proc. i 6 proc.). Nieco lepszymi ocenami prezydent USA cieszy się wśród społeczeństw kluczowych sojuszników USA w Azji. W Japonii ufa mu 25 proc., a w Korei Płd. - 22 proc.

PAP


Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) osiągnęła 29 proc. poparcia we wtorkowym sondażu instytutu YouGov, uzyskując rekordową, dziewięciopunktową przewagę nad chadeckim blokiem CDU/CSU. Wynik chadeków jest najsłabszy od września 2021 roku.

W porównaniu z badaniem tej samej sondażowni z połowy maja chadecy stracili dwa punkty procentowe.

AfD zyskała natomiast jeden punkt procentowy i osiągnęła 29 proc. To najwyższy wynik tej partii w całej serii badań instytutu YouGov. Rekordowa jest również przewaga prawicowych populistów nad chadekami, wynosząca dziewięć punktów procentowych. Dotąd najwyższa zmierzona różnica sięgała ośmiu punktów procentowych. Było to w badaniu instytutu INSA z 9 czerwca, w którym AfD miała 29 proc., a chadecja 22 proc.

W aktualnym sondażu na trzecim miejscu znaleźli się Zieloni (14 proc.), którzy zyskali jeden punkt procentowy. Wyprzedzili oni socjaldemokratyczną SPD i Lewicę (po 12 proc.; SPD minus jeden punkt, Lewica plus jeden). Próg wyborczy w wysokości pięciu procent przekroczyliby jeszcze liberałowie z FDP.

Od kilku tygodni poparcie dla AfD utrzymuje się na rekordowym poziomie, pozwalając partii na prowadzenie w sondażach. Jednocześnie niezadowolenie z pracy rządu i samego kanclerza systematycznie rośnie. Część ekspertów ocenia, że Niemcy są maksymalnie niezadowoleni z rządu Merza, na czym korzysta przede wszystkim AfD jako najsilniejsza partia opozycyjna.

We wrześniu odbędą się wybory do parlamentów Berlina, Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorza Przedniego. W dwóch ostatnich wschodnich landach poparcie dla AfD sięga około 40 proc., co daje partii szansę na historyczny wynik.

PAP


Prezydent USA Donald Trump oświadczył we wtorek, że "wkrótce" będzie w stanie przywrócić sankcje na rosyjską ropę naftową załadowaną na statki. Dotychczasowe zwolnienie z sankcji wygasa w środę.

Trump odpowiedział w ten sposób na pytanie na temat przywrócenia sankcji podczas spotkania z prezydentem Zjednoczonych Emiratów Arabskich Muhammadem ibn Zajedem al-Nahajjanem w kuluarach szczytu G7 we francuskim Evian-les-Bains.

- Cóż, wkrótce będziemy mogli to zrobić, bo ropa znowu teraz płynie. Zdjęliśmy sankcje, bo oczywiście nie chcemy powstrzymywać ropy, ale będziemy w stanie wkrótce to zrobić (przywrócić sankcje - PAP) - powiedział Trump. Dodał, że stanie się to w "w pewnym momencie".

Resort finansów USA wydał dotąd trzy licencje, zawieszające stosowanie sankcji na sprzedaż rosyjskiej ropy naftowej załadowanej na statki. Ostatnia z nich, wydana w maju, wygasa 17 czerwca i nie jest jasne, czy zostanie przedłużona.

Minister finansów Scott Bessent tłumaczył decyzję o zawieszeniu restrykcji - które umożliwiły Rosji sprzedawanie surowca po wyższych niż dotąd cenach - najpierw chęcią ograniczenia wzrostu cen ropy, a potem prośbami krajów o niskich dochodach.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio zapewniał w Kongresie w czerwcu, że bazową polityką USA nadal jest objęcie sankcjami rosyjskiego sektora naftowego, a zwolnienie było tylko tymczasowym odejściem podyktowanym warunkami na rynku ropy.

PAP


Elwiry Nabiulliny nie było na SPIEF — na głównym wydarzeniu roku organizowanym przez Putina. Jako wyjaśnienie podano najpierw, że była na pogrzebie swojego współpracownika, a potem — że ma przeziębienie.

Pogrzeb odbył się tymczasem znacznie później niż SPIEF, 9 czerwca, a na zdjęciach z tego wydarzenia zauważono, że nie ma Nabiulliny. Przeziębienie, jak zapewnia służba prasowa Banku Centralnego Rosji, stało się "bardzo poważne". Wszyscy zaczęli się zastanawiać, co to za przeziębienie, które trwa dłużej niż COVID.

Nabiullina nie była ponadto obecna na konferencji NAUFOR, którą nadzoruje Bank Centralny. Nie mogła uczestniczyć nawet zdalnie? — pytali sceptycy. Snuli nowe domysły, wysuwali kandydatury następców itd.

Milczenie zostało w końcu przerwane. Jak informuje służba prasowa Banku Centralnego, Elwira Nabiullina pojawi się na tradycyjnej konferencji prasowej po posiedzeniu Banku Centralnego w sprawie stopy procentowej, które odbędzie się 19 czerwca.

Jednak od czasu, gdy Nabiullina zniknęła, nic nie jest już takie samo. Zmiany, które Putin wprowadził w Rosji pod jej "nieobecność", są bezprecedensowe. Rosja weszła na zupełnie nowy kurs.

Na 19 czerwca nie trzeba długo czekać, więc zobaczymy, czy Nabiullina się pojawi, jak będzie wyglądać, a przede wszystkim — jaka będzie decyzja w sprawie stopy procentowej i co powie szefowa Banku Centralnego Rosji.

Jest to szczególnie interesujące, ponieważ właśnie o tym, jaka powinna być stopa procentowa, zaczęto mówić zaraz po zniknięciu "żelaznej damy".

Niemal natychmiast po zakończeniu SPIEF Władimir Putin odbył naradę z rządem, na której właśnie nie było Nabiulliny. Stwierdził, że inflacja spadła na tyle, aby można było obniżyć stopę procentową.

— Inflacja spada. Ile wynosi obecnie? Nieco ponad pięć proc. Myślę, że mamy prawo liczyć zarówno na obniżenie stopy bazowej, jak i na osiągnięcie innych niezbędnych parametrów — powiedział Putin.

Inflacja, co prawda, jak na złość, znów zaczęła rosnąć — na razie w ujęciu tygodniowym, ale nie ma podstaw, by sądzić, że wzrost się zatrzyma. Najważniejsze dla Kremla, że pojawił się formalny pretekst do obniżenia stopy procentowej przez Bank Centralny.

Zastępca Nabiulliny, Aleksiej Zabotkin, postanowił sprzeciwić się Putinowi. Nawiasem mówiąc, jest on jednym z tych, których typuje się na następców Elwiry Nabiulliny (również będzie obecny na konferencji prasowej Banku Centralnego 19 czerwca). Przytoczył dane: spadek inflacji w jednym miesiącu nie może być nazwany trendem ani sygnałem do obniżenia stopy procentowej, tym bardziej że już w pierwszym tygodniu czerwca inflacja przyspieszyła o 0,2 proc.

(...)

Z ogromną siłą wpadła do Dumy Państwowej ustawa budżetowa, gdzie została przyjęta w rekordowo krótkim czasie. Teraz, dzięki niej, dozwolone są następujące kroki:
  •     rosyjski rząd będzie mógł w tym roku zwiększać wydatki budżetu federalnego bez wprowadzania formalnych zmian w ustawie budżetowej i bez upubliczniania (!) danych liczbowych, w tym dotyczących utrzymania armii;
  •     ograniczenie wzrostu wewnętrznego długu publicznego również tymczasowo nie będzie obowiązywać (!) — Ministerstwo Finansów Rosji będzie mogło zaciągać tyle pożyczek, ile uzna za stosowne;
  •     regiony, które borykają się z deficytem budżetowym, będą mogły poprosić rząd o pieniądze, a federalny skarb państwa będzie udzielał takich kredytów przy symbolicznej stopie procentowej wynoszącej 0,1 proc. Regionom zezwoli się również na niezwracanie do 2030 r. jednej trzeciej kwoty kredytów budżetowych, które wcześniej zaciągnęły (dwie trzecie tych kredytów zostało im już umorzone);
  •     zniesione zostaje ograniczenie, zgodnie z którym regiony są zobowiązane przeznaczyć na gospodarkę mieszkaniową i komunalną co najmniej połowę środków zaoszczędzonych dzięki umorzeniu i restrukturyzacji kredytów budżetowych — całość oszczędności będzie można przeznaczyć na finansowanie działań w ramach specjalnej operacji wojskowej [tak Rosjanie nazywają inwazję na Ukrainę].
Krótko mówiąc, rząd może teraz pożyczać, ile chce, regiony też, najważniejsze, żeby te — i nie tylko — środki szły na wojnę. Reszta przestała mieć znaczenie. Trwa wojna, nie czas myśleć o ciepłych grzejnikach czy o wodzie w kranie, albo o dziurawym dachu.

A co najważniejsze — nikt już nie dowie się, gdzie trafiły pieniądze podatników.

Już teraz, jak obliczył na podstawie danych Ministerstwa Finansów Rosji pracownik naukowy niemieckiego Instytutu Problemów Bezpieczeństwa Międzynarodowego Janis Kluge, 46 proc. wydatków budżetowych to wydatki na wojnę. A w stosunku do dochodów wydatki wojskowe stanowią bezprecedensowe 65,26 proc.

onet.pl\The Moscow Times

poniedziałek, 15 czerwca 2026



Ekspert ds. Kaukazu z Akademickiego Centrum Analiz Strategicznych Akademii Sztuki Wojennej Tomasz Kapuśniak przyznał w rozmowie z PAP, że wiele źródeł wskazuje na to, iż Kadyrow niedługo odejdzie z tego świata.

– Wątpię jednak, by sukcesja przebiegła łatwo i przyjemnie. Po pierwsze w ramach grupy oligarchicznej wokół Kadyrowa jest wiele osób, które są zainteresowane przejęciem władzy. Po drugie pojawia się pytanie, czy taka sukcesja, zaaranżowana przez Kadyrowa bez zgody Rosji zostanie przez nią zaakceptowana – powiedział Kapuśniak.

W takim przypadku, przyznał, Moskwa mogłaby zareagować np. ograniczeniem wsparcia finansowego dla Groznego. To groziłoby jednak destabilizacją sytuacji w Czeczenii i rozpadem obecnie obowiązującego systemu. Natomiast eskalacja konfliktu na Kaukazie Północnym z punktu widzenia Rosji byłaby zdaniem eksperta wyjątkowo niekorzystna.

– W tym momencie w wojnę w Ukrainie zaangażowane są bardzo duże siły i środki, a powszechny pobór przecież nie nastąpił. Jeśli wybuchłby kolejny konflikt wewnętrzny, byłoby to szalenie niebezpieczne dla reżimu Putina – wyjaśnił Kapuśniak.

Z kolei zdaniem głównego specjalisty w Zespole Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciecha Góreckiego, czeczeńskie elity chcą co prawda żyć na własny rachunek, ale zamierzają czerpać jak najwięcej z budżetu Moskwy tak długo, jak to tylko możliwe.

– Dlatego dopóki Moskwa płaci, w Czeczenii nie pojawią się żadne realne ruchy odśrodkowe. Nie oznacza to jednak, że Czeczeni nie będą dążyć do dalszego usamodzielniania się i zagarniania dla siebie coraz większej porcji politycznego i finansowego tortu – ocenił Górecki.

W jego opinii Czeczenia w zasadzie już teraz znajduje się poza realną rosyjską kontrolą. W wielu obszarach nadzór Moskwy ma charakter czysto formalny. Zaś czeczeńskim elitom zależy na tym, aby ten stan rzeczy trwał jak najdłużej, a strumień pieniędzy płynął nieprzerwanie.

(...)

Górecki przyznał, że w kwestii sukcesji władzy w Czeczenii istnieją istotne przeszkody formalne. Dzieci Kadyrowa nie osiągnęły bowiem wymaganego wieku do formalnego objęcia przywództwa w republice. Najstarszym dzieckiem Kadyrowa jest córka, jednak ze względów mentalnych i kulturowych jej kandydatura nie wchodzi w grę. W efekcie – dodał ekspert – w przypadku nagłego odejścia Kadyrowa – konieczne byłoby ustanowienie jakiegoś rozwiązania tymczasowego, np. powołanie regenta, który kierowałby republiką do momentu osiągnięcia przez sukcesora odpowiedniego wieku. Każda taka tymczasowa konstrukcja polityczna może być jednak łatwo kontestowana i podważana.

– Moment zmiany władzy zawsze jest punktem krytycznym, a Kadyrow całkowicie wyeliminował czeczeńską opozycję. Jej przedstawiciele albo fizycznie nie istnieją, albo są na emigracji, albo zostali zmuszeni do przyłączenia się do obecnego obozu władzy. Jeśli zabraknie Kadyrowa, jego następca prawdopodobnie nie będzie dysponował tak silną pozycją, ponieważ nie budował swoich wpływów przez lata – wyjaśnił Górecki. Jego zdaniem nierealny jest także scenariusz, w którym Moskwa przysyła do Groznego nowego wielkorządcę „w teczce” – nowym liderem musi zostać ktoś stamtąd.

Dlatego w razie śmierci przywódcy Czeczenii nieuchronnie rozpocznie się walka o władzę w samym otoczeniu Kadyrowa, które składa się z różnych grup interesów, co będzie oznaczać destabilizację. Mimo to żadna z frakcji nie będzie podnosić haseł secesjonistycznych, ponieważ nie mają one obecnie społecznego poparcia. Czeczeni żyją dziś tak, jak chcą. Cieszą się znacznie większym zakresem samodzielności niż za czasów pierwszych przywódców separatystycznych, a ci, którym ten system nie odpowiadał, po prostu opuścili kraj. – Czeczenia stała się specyficzną „wewnętrzną zagranicą” rządzącą się własnymi prawami – zwrócił uwagę rozmówca PAP.

W ocenie Góreckiego, jeżeli dotychczasowy układ przestanie obowiązywać, walka o władzę nie będzie zmierzać w stronę odłączenia się od Federacji Rosyjskiej, lecz raczej w kierunku znalezienia sobie nowego patrona w Moskwie. – O ile Kadyrow utrzymywał świetne relacje z Putinem, o tyle jego stosunki z rosyjskimi strukturami siłowymi były fatalne. Ich funkcjonariusze marzą o rewizji obecnego układu z Czeczenią, lecz jednocześnie mają świadomość, że nie mogą go wprost kontestować, bo w interesie Rosji leży, aby Czeczenia była rządzona silną ręką tak długo, jak to możliwe – wyjaśnił.

Jak podał „The Moscow Times”, w 2024 r. łączne wydatki rządowe w Republice Czeczenii wyniosły 580 mld rubli (według obecnego kursu to prawie 8 mld dol.). Aż ponad 92 proc. tej kwoty pochodziło z Moskwy i w pokaźnej części miało formę bezzwrotnych transferów.

PAP


Gdy przyjrzeć się bliżej, jak miały się sprawy na Bliskim Wschodzie przed 28 lutego, czyli datą wybuchu konfliktu, a jak mają się dzisiaj, trudno znaleźć lepszy opis sytuacji niż słynny żydowski dowcip o kozie.

wp.pl

niedziela, 14 czerwca 2026



Wstępne wyniki niedzielnego referendum w Szwajcarii, w którym obywatele decydowali, czy wprowadzić nakaz ograniczenia liczby ludności kraju do 10 mln przed 2050 r., wskazują, że prawie 53 proc. głosujących odrzuciło wniosek skrajnie prawicowej Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP). Frekwencja przekroczyła 57 proc.

Agencja AP zaznaczyła, że są to tylko cząstkowe wyniki.

Gdyby wniosek populistycznej partii, mającej najwięcej miejsc w parlamencie i od lat podsycającej nastroje antyimigranckie, zwłaszcza w kontekście napływu pracowników z sąsiedniej Unii Europejskiej, został przyjęty, głębokie więzy Szwajcarii z Unią Europejską zostałyby podważone - podkreśliła agencja.

Publikowane przed referendum sondaże przewidywały wyrównany wynik, jednak wskazywały, iż propozycja zostanie odrzucona niewielką większością głosów.

Mimo to znaczne poparcie dla propozycji idzie w parze z rosnącą popularnością polityki, mającej na celu ograniczenie imigracji. Zwolennicy przyjęcia wniosku argumentowali, że zaledwie niewielka część przybyszów, to wykwalifikowani pracownicy, twierdzili też, że osoby ubiegające się o azyl częściej dopuszczają się gwałtów - zauważyła z kolei agencja Reutera.

Przeciwnicy nazwali ten plan przepisem na chaos w szwajcarskich firmach i wśród ich pracowników, a także w relacjach Szwajcarii z UE. Kwestionowali również, by spory z Brukselą były rozsądne tuż po tym, gdy prezydent USA Donald Trump nałożył najwyższe w Europie cła na szwajcarskie towary.

Patrick Leisibach, ekspert ds. migracji w think tanku Avenir Suisse, powiedział, że argumenty ekonomiczne odegrały rolę, a ludzie obawiają się, jak głosowanie "tak" wpłynie na ich codzienne życie. - Zastanawiają się: "kto będzie mnie obsługiwał w restauracji?" i "kto się mną zaopiekuje, kiedy się zestarzeję?". To raczej troska o osobiste dobro sprawiła, że ludzie odrzucili tę inicjatywę" - oświadczył.

Rząd przekonywał wyborców, że głosowana w niedzielę inicjatywa zagraża "dobrobytowi i dobremu funkcjonowaniu społeczeństwa, bezpieczeństwu wewnętrznemu oraz humanitarnym tradycjom Szwajcarii". Zdaniem przedstawicieli biznesu i oponentów, jej przyjęcie pozbawiłoby siły roboczej szpitale i hotele. Połowa pracowników szwajcarskich hoteli, to obecnie cudzoziemcy.

Oponenci wskazują też na starzenie się szwajcarskiego społeczeństwa - 20 proc. ludności stanowią obecnie osoby powyżej 65. roku życia. Ich potrzeby muszą finansować młodsi pracownicy i podatnicy.

Gdyby wniosek SVP został przyjęty, rząd byłby zobowiązany podjąć działania zaradcze po osiągnięciu progu 9,5 mln mieszkańców. Mogłyby one obejmować m.in. ograniczenie liczby osób, którym przyznawany jest azyl, czy zlikwidowanie programu łączenia rodzin zagranicznych pracowników.

Ograniczenie liczby ludności wiązałoby się z wymówieniem przez Szwajcarię w ciągu dwóch lat m.in. porozumienia o wolnym przepływie osób z UE i mogłoby zaszkodzić dwustronnym relacjom. UE jest głównym partnerem handlowym Szwajcarii. 

PAP


Ostateczna wersja irańsko-amerykańskiego memorandum przewiduje m.in. otwarcie cieśniny Ormuz i zdjęcie amerykańskich sankcji - powiedział agencji Reutera wysoki rangą irański urzędnik. Nie określił jednak, kiedy zostanie zawarte porozumienie.

Zgodnie z ramowym memorandum Iran ma natychmiast otworzyć cieśninę Ormuz dla wszystkich statków handlowych, Stany Zjednoczone natomiast zakończyć blokadę irańskich portów.

Według urzędnika, USA miałyby znieść na pewien czas wszystkie sankcje dotyczące irańskiej ropy naftowej, dzięki czemu Iran mógłby sprzedawać ropę i otrzymywać z niej zyski. Stany Zjednoczone zobowiązałyby się też do nieprzyjmowania nowych sankcji przeciwko Teheranowi do czasu zawarcia ostatecznego porozumienia pokojowego.

USA zgodziłyby się odblokować 25 mld dol. zamrożonych irańskich funduszy, w tym poprzez bezpośrednie przelewy gotówkowe, współpracę z krajami regionu i linie kredytowe.

Iran ze swej strony miałby się zobowiązać, że nie będzie produkować ani zabiegać o pozyskanie w inny sposób broni atomowej. Miałby też utrzymać obecne status quo w kwestiach nuklearnych aż do zawarcia ostatecznego porozumienia, nie wzbogacając uranu i nie rozbudowując swych obiektów jądrowych. USA zaś zgodziłyby się na rozrzedzenie przez Teheran irańskich zasobów wzbogaconego uranu na terenie kraju, a mechanizm tego procesu miałby zostać omówiony w ciągu 60 dni.

USA we współpracy z regionalnymi partnerami miałyby przygotować plan odbudowy i rozwoju Iranu. Jego treść miałaby zostać wynegocjowana i uzgodniona z Teheranem w ciągu 60 dni.

W tym samym terminie ma zostać wynegocjowany i zawarty w ostatecznym porozumieniu irański program nuklearny, prace nad wzbogacaniem uranu oraz mechanizm postępowania z irańskimi zapasami wysoko wzbogaconego uranu.

Po zawarciu ostatecznego porozumienia miałyby zostać zniesione zgodnie z ustalonym harmonogramem sankcje USA i ONZ wobec Iranu.

W piątek przedstawiciel administracji USA powiedział, że porozumienie z Iranem opiera się na czterech filarach: otwarciu cieśniny Ormuz i zakończeniu blokady; demontażu irańskiego programu jądrowego wraz z przekazaniem stronie amerykańskiej wzbogaconego materiału, który ma zostać "zniszczony na miejscu, a następnie wywieziony z kraju", długoterminowym pokoju regionalnym oraz reżimie inspekcji zapewniającym weryfikację zobowiązań. W zamian Iran ma uzyskać stopniowe złagodzenie sankcji i reintegrację z gospodarką światową.

Prezydent USA Donald Trump i pakistański mediator oświadczyli w sobotę, że podpisanie porozumienia kończącego wojnę na Bliskim Wschodzie planowane jest na niedzielę. Daty tej nie potwierdził jeszcze Iran. 

PAP


Podczas szczytu G7 we francuskim Evian w przyszłym tygodniu pojawią się pierwsze "wątki" nowego porządku świata - powiedział premier Kanady Mark Carney składający wizytę w Irlandii.

Sformułowania o "wątkach", które zostaną splecione podczas szczytu G7 Carney użył podczas dyskusji w Trinity College w Dublinie - relacjonowała agencja The Canadian Press. Premier dodał, że w tegorocznym spotkaniu G7 uczestniczą także kraje spoza tej grupy, co pozwoli na "szerszą perspektywę i szersze elementy rozwiązań".

Jego zdaniem są problemy, które rozwijają się "dość szybko", wskazał m.in. na rozwój AI bez jednoczesnych regulacji, co może stać się przyczyną kolejnych problemów takich jak bezpieczeństwo dzieci i ryzyka cyberataków.

"Znaczenie współdzielenia obrony, posiadania wspólnych standardów, nieudostępnianie modeli, które mają duże możliwości zanim inni będą gotowi, to jest imperatyw. Jestem pewny, że będziemy o tym dyskutować podczas G7" - powiedział Carney.

W Evian, poza Francją, Japonią, Kanadą, Niemcami, Wielką Brytanią, Włochami i USA oraz Unią Europejską, będą też kraje spoza G7 : Brazylia, Egipt, Indie, Katar, Kenia, Koreą Płd, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Ukraina.

W styczniu br. w swoim szeroko komentowanym przemówieniu w Davos Carney mówił o możliwych nowych sojuszach państw średniej wielkości. Podkreślał, że przez dziesięciolecia kraje świata wiązały zasadę praworządności z "amerykańską hegemonię", ale dotychczasowy porządek świata się załamuje i nadchodzi chwila testu dla krajów o średniej wadze, takich jak Kanada, która znalazła się wśród pierwszych państw rozumiejących ostrzeżenia.

Po rozmowach premiera Kanady z premierem Irlandii Michealem Martinem, we wspólnym komunikacie znalazła się też informacja nawiązująca do rozpoczynającej się w lipcu br. prezydencji Irlandii w UE. Zapowiedziano dalsze zacieśnianie współpracy Kanady z UE w kwestiach takich jak bezpieczeństwo gospodarcze, łańcuchy dostaw, konkurencyjność i transformacja cyfrowa oraz transformacja ekologiczna. W tych dwóch dziedzinach zapowiedziano współpracę dot. regulacji prawnych oraz "innowacyjnych partnerstw".

PAP

piątek, 12 czerwca 2026


Szef okupacji obwodu chersońskiego Władimir Saldo oświadczył 11 czerwca, że siły ukraińskie uderzyły w kilka mostów łączących okupowany obwód chersoński z Krymem: most na Kanale Północnokrymskim w pobliżu okupowanej Preobrażenki i Myrna; most drogowy Perekop-Armiańsk; i most drogowy Stavky. Mosty Stawky, Myrne i Armiańsk biegną przez Kanał Północnokrymski i wzdłuż autostrady M-17 Armiańsk-Oleshky. Saldo dodał, że ukraińskie ataki na mosty spowodowały nieokreślone zniszczenia. Dowódca ukraińskiego pułku działającego w kierunku Chersonia poinformował 11 czerwca, że siły ukraińskie uderzyły przez Armiańsk w rosyjski szlak logistyczny na okupowany Krym, uszkadzając lub niszcząc około 50 rosyjskich wojskowych pojazdów ciężarowych przewożących paliwo i amunicję. Dowódca oświadczył, że siły rosyjskie skierowały logistykę na szlak armiański po ukraińskich atakach w nocy z 7 na 8 czerwca i 9 czerwca, /które/ uszkodziły most Chonhar. Saldo tymczasowo zamknął ruch przez most Chonhar w dniu 9 czerwca z powodu uszkodzeń powstałych w wyniku strajku. Dowódca stwierdził, że siły ukraińskie były w stanie uderzyć w tę koncentrację pojazdów przynajmniej częściowo dzięki wcześniejszym ukraińskim atakom na Mariupol i drogę do Berdiańska. Dowódca stwierdził, że poprzednie ataki zmusiły siły rosyjskie do zaopatrywania kierunku na Hulajpole za pomocą GLOC z Krymu, zamiast GLOC pochodzących z okupowanego obwodu donieckiego. Zdjęcia geolokalizowane i satelitarne opublikowane 10 czerwca pokazują następstwa ukraińskich ataków na dwa mosty na południe od Heniczeska i w pobliżu Armiańska. Rosyjski kanał monitorujący Telegram skomentował raport Saldo, twierdząc, że ukraińskie ataki miały miejsce w nocy z 10 na 11 czerwca; w nocy z 7 na 8 czerwca; a 9 czerwca tymczasowo wyłączył wszystkie szlaki lądowe prowadzące na okupowany Krym z okupowanego obwodu chersońskiego i że siły ukraińskie poważnie uszkodziły most Chonhar. Siły ukraińskie zwiększają swoją kampanię uderzeniową /średniego/ zasięgu przeciwko rosyjskim GLOC na okupowanej południowej Ukrainie, zakłócając zdolność Rosji do bezpiecznego korzystania z szlaków zaopatrzenia z południowo-zachodniej Rosji na okupowany Krym. Ciągłe ukraińskie ataki na rosyjskie GLOC będą prawdopodobnie miały kaskadowe skutki na polu bitwy i mogą skomplikować rosyjskie przygotowania do operacji ofensywnych.

(...)

Gubernator okupacyjny Sewastopola Michaił Razwożajew oświadczył 10 czerwca, że administracja okupacyjna Sewastopola nie była w stanie wydać nowej partii kodów QR na zakup paliwa, ponieważ ciężarówki z paliwem nie mogły dotrzeć do Sewastopola 9 czerwca z nieokreślonych powodów. (...) Krymskie władze okupacyjne w ostatnich tygodniach coraz bardziej zaostrzają ograniczenia w zakupie benzyny, ponieważ udana kampania strajkowa Ukrainy przeciwko rosyjskim arteriom transportowym spowodowała niedobory benzyny i podstawowych towarów na okupowanym Krymie.

understandingwar.org

czwartek, 11 czerwca 2026



Rozruchy w Belfaście po morderstwie przez uchodźcę

📅 Okres danych: 09.06.2026 – 11.06.2026
Zasięg w sieci: 15 MLN
🤖 Bot Spot: ok. 5% – narracja antyimigracyjna wykazuje ograniczone, ale wykrywalne cechy skoordynowanego wzmocnienia – te same obszerne posty z nazwiskiem sprawcy i jego trasą migracyjną pojawiały się na różnych profilach w krótkim odstępie czasu.

CZĘŚĆ 1 – BRIEF NARRACYJNY

Sudańczyk próbuje odciąć głowę niepełnosprawnemu mężczyźnie na środku ulicy w Belfaście – i w ciągu kilkunastu godzin dyskurs w Polsce przestaje dotyczyć Irlandii Północnej. Zaczyna dotyczyć paktu migracyjnego, który wchodzi w życie na dniach. Zasięg debaty sięga 15 milionów, a okno danych z 9-11 czerwca 2026 pokazuje coś rzadkiego: narrację, która nie potrzebuje żadnej obróbki, żeby uderzyć w emocje – wystarczy sam fakt.

Pole dyskursu rozkłada się nierównomiernie. Zdecydowana większość wpisów niosących jakąkolwiek treść merytoryczną legitymizuje protesty, wyraża oburzenie wobec sprawcy i sprzeciw wobec polityki imigracyjnej. Głosy kontestujące – skupione na antyspołecznym charakterze zamieszek, losowych ofiarach wśród lokalnych mieszkańców i chuligańskim wymiarze podpaleń – są obecne i widoczne, głównie na profilach lewicowych i w publikacjach OKO.press, ale nie przebijają się do szerszego obiegu. Trzeba przy tym zaznaczyć, że znaczna część zbioru to szum – jednozdaniowe okrzyki aprobaty, przekleństwa, kłótnie między użytkownikami pozbawione jakiejkolwiek treści narracyjnej. To nie jest dyskurs w klasycznym sensie, to wybuch.

Na osiach oceny obraz jest jednoznaczny. Teza, że system azylowy jest wadliwy i niebezpieczny, zbiera 78% [szacunkowe] poparcia w tej debacie. Efektywny odsetek odrzucających tezę o wadliwości systemu azylowego jest niższy niż wskazywałoby proste liczenie głosów po stronie lewicy.

Rośnie narracja o Polsce jako kolejnym miejscu eskalacji, bezpośrednio powiązana z wejściem paktu migracyjnego 12 czerwca – ta narracja wyraźnie przyspiesza w drugiej dobie okna pomiarowego. Wygasa szybciej niż można było oczekiwać wątek solidarności i bohaterstwa skupiony wokół Maitiu Mág Tighearnána, Irlandczyka, który powstrzymał sprawcę kijem do hurlingu – wyparły go obrazy podpaleń i walki ulicznej. Kluczowym oknem operacyjnym jest wieczór 10-11 czerwca: narracja o wojnie domowej osiąga plateau, a najbliższe godziny zdecydują, czy wchłonie ją dyskurs wyborczy, czy zostanie stłumiona doniesieniami o pacyfikacji protestów.

Narracyjnie wygrywa obóz populistyczno-narodowy – w wersji brytyjskiej to nacjonalistyczne konta na platformie X i środowisko skupione wokół Tommy’ego Robinsona, w polskiej transpozycji Telewizja Republika i prawicowe konta na platformie X. Dominuje on nie dlatego, że ma wyłączny dostęp do faktów, ale dlatego, że jako pierwszy nadał zdarzeniu ramy interpretacyjne – akt przemocy jako dowód na systemową dysfunkcję – i nasycił nimi sieć z prędkością, której centrum i lewica nie mogą dorównać. Narracja lewicowa i liberalna pojawia się z opóźnieniem, jest defensywna i skupia się na krytyce zamieszek, nie proponując żadnej alternatywnej ramy emocjonalnej o porównywalnej sile.

CZĘŚĆ 2 – ANALIZA NARRACYJNA

🗺️ Mapa narracji – fazy i wektory

Pole rozkłada się na pięć narracji, a kluczem interpretacyjnym jest to, że cztery z nich są wariantami tego samego przekazu – różnią się jedynie zasięgiem geograficznym i operacyjnym, nie treścią. Jedyna narracja wyraźnie odrębna to głos kontestujący, który nie ma dość siły, żeby przebić się poza własne środowisko.

Największa nośność, 38% [szacunkowe], to narracja o ataku imigranta jako dowodzie wadliwości systemu azylowego, faza eskalacji. To narracja dominująca – obecna niemal we wszystkich wpisach niosących jakąkolwiek treść merytoryczną i stanowiąca wspólny mianownik dla pozostałych. Wywodzi się z brytyjskiej prawicy, z kont nacjonalistycznych na platformie X, ale jej nośnikiem w polskiej przestrzeni stały się konta prawicowo-patriotyczne i Telewizja Republika. Przekaz jest prosty i emocjonalnie maksymalny: uchodźca legalnie wpuszczony przez państwo próbował ściąć głowę niepełnosprawnemu mężczyźnie – to niezbity dowód, że system azylowy jest patologią. Narracja wchłonęła szczegóły trasy migracyjnej sprawcy – Sudan, ponton, Paryż, Dublin, Belfast – jako narzędzie uwiarygodnienia. Konkretność trasy nadaje jej pozory dziennikarskiego rygoru. Organiczna u podstaw, lecz wykazuje ograniczone cechy koordynacji w warstwie amplifikacji – jej wektor jest wyraźny: ku uogólnieniu, gdzie każda kolejna lokalna historia tego rodzaju staje się kolejnym potwierdzeniem tezy.

Druga narracja, 18% [szacunkowe], to zamieszki jako uprawniony opór społeczny, faza eskalacji. Wyodrębnia się z poprzedniej jako jej operacyjne rozwinięcie: protest mieszkańców Belfastu, łącznie z podpaleniami, jest tu waloryzowany jako akt samoobrony zbiorowości, której państwo odmówiło ochrony. Nośnikami są konta nacjonalistyczne i populistyczne z Irlandii Północnej i Polski, wzmocnienie odbywa się przez udostępnianie nagrań wideo. Narracja buduje tożsamość wspólnotową przez słowa-klucze: „przebudzenie”, „Europa się budzi”. Jej wektor jest odśrodkowy – ku eksportowi wzoru zachowań do innych krajów, w tym do Polski. Potencjał przebicia wysoki przy dalszej eskalacji.

Trzecia narracja, 12% [szacunkowe], to Belfast jako ostrzeżenie dla Polski przed paktem migracyjnym, faza kiełkowania-eskalacji. Jest niemal wyłącznie polska – bez odpowiednika w dyskursie brytyjskim. Jej epicentrum stanowią konta publicystyczne i komentatorskie o orientacji antyunijnej, mechanizm jest prosty: zestawienie zdarzenia w Belfaście z wchodzącym w życie 12 czerwca paktem migracyjnym jako przyczyny i nieuchronnego skutku. Narracja instrumentalna, wyraźnie powiązana z polską agendą wyborczą. Wykazuje cechy koordynacji narracyjnej – potencjał przebicia powyżej średniej ze względu na zbieżność z konkretnym datowanym zdarzeniem legislacyjnym.

Czwarta narracja, 6% [szacunkowe], to narracja kontestująca o zamieszkach jako chuligaństwie i rasistowskim pogromie, faza plateau. Mniejszościowa, obecna głównie na lewicowych i liberalnych profilach oraz w publikacjach OKO.press. Przekaz skupia się na antyspołecznym charakterze zamieszek i losowych ofiarach – ale nie proponuje alternatywnej ramy emocjonalnej o porównywalnej sile do narracji dominującej. W danych brak śladów, by przebijała się do szerszych odbiorców.

Piąta i ostatnia narracja, 3% [szacunkowe], to narracja o solidarności i bohaterstwie wobec ataku, faza wygasania. Wątek Maitiu Mág Tighearnána – Irlandczyka, który powstrzymał sprawcę kijem do hurlingu – pojawił się w pierwszych godzinach i generował pozytywny przekaz o odwadze i wspólnotowej solidarności. Organiczna, bez cech koordynacji. Szybko wyparły ją obrazy przemocy i zamieszek, a okno operacyjne dla tej narracji zamknęło się w ciągu pierwszej doby.

⚡ Epicentra i amplifikatory

Narrację o ataku jako dowodzie wadliwości systemu azylowego wygenerowały nacjonalistyczne konta na platformie X w Irlandii Północnej i Wielkiej Brytanii – to tam jako pierwsze pojawiły się imię sprawcy, dane o jego trasie migracyjnej i sformułowania, które następnie były powielane przez inne konta. W danych widoczne jest konto Tommy’ego Robinsona jako pierwotne źródło zdjęcia sprawcy szeroko udostępnianego w polskim obiegu. Amplifikowały ją polskie konta prawicowe na platformie X, Telewizja Republika oraz – na Facebooku – oficjalny profil Konfederacji udostępniający materiały europosłanki Ewy Zajączkowskiej-Hernik, a w warstwie organicznej polskie konta udostępniające i tłumaczące angielskojęzyczne materiały.

Narrację o zamieszkach jako uprawnionym oporze społecznym wygenerowały lokalne grupy i konta w Belfaście i Irlandii Północnej – w tym osoby twierdzące, że mieszkają w okolicy zdarzenia – które jako pierwsze relacjonowały przebieg protestów i waloryzowały je jako uzasadnioną reakcję. Amplifikowały ją polskie konta nacjonalistyczne i środowiska skupione wokół portali prawicowych, które przejęły materiały wideo i fotograficzne z zamieszek i wyeksportowały narrację do polskiego obiegu informacyjnego.

Narrację o Belfaście jako ostrzeżeniu dla Polski wygenerowały polskie konta publicystyczne i komentatorskie o orientacji antyunijnej i antyimigracyjnej na platformie X – to tam narracja „Belfast = Polska za chwilę” formowała się najwcześniej i w najbardziej rozbudowanej formie. Amplifikowali ją politycy i sympatycy Konfederacji oraz szerokie grono polskich użytkowników Facebooka i platformy X bez wyraźnej afiliacji partyjnej, którzy powielali ramę w komentarzach pod postami informacyjnymi głównych mediów.

🔓 Podatność kontrnarracyjna

Narracja o ataku jako dowodzie wadliwości systemu azylowego jest nisko podatna na kontrnarrację. Opiera się na konkretnym, drastycznym i udokumentowanym zdarzeniu – trudno ją podważyć bez wchodzenia w pozycję defensywną. Jej luka polega na selektywności: pomija indywidualny profil sprawcy (doniesienia o problemach psychicznych) oraz fakt, że ofiara i sprawca mieszkali w tym samym socjalnym bloku, co wskazuje na współdzieloną marginalizację, a nie na imigrację jako jedyną zmienną. Kontrnarracja jest możliwa przez wzmocnienie głosu rodziny ofiary, która publicznie sprzeciwiła się zamieszkom. Aktorami zdolnymi ją osłabić byliby wiarygodni lokalni politycy lub przedstawiciele służb – lecz w danych ich głosy są marginalne.

Narracja o zamieszkach jako uprawnionym oporze jest wysoko podatna na kontrnarrację. Ma wyraźną wewnętrzną sprzeczność: zamieszki dotknęły losowych ofiar – spalono domy i samochody lokalnych mieszkańców, podpalono sklep prowadzony przez tureckich imigrantów, zaatakowano policję. Ta sprzeczność między deklarowanym celem a faktycznymi ofiarami jest sygnalizowana nawet przez część uczestników dyskursu prawicowego. Kontrnarracja mogłaby ją eksploatować, zestawiając deklaracje o „obronie ojczyzny” z obrazami płonących domów cywilnych i wypowiedziami rodziny ofiary. Aktorami zdolnymi ją osłabić są lokalne władze i dziennikarze z doświadczeniem reportażowym w regionie.

Narracja o Belfaście jako ostrzeżeniu dla Polski jest średnio podatna na kontrnarrację. Opiera się na uproszczeniu rzeczywistości prawnej paktu – Polska wynegocjowała tymczasowe wyłączenia i mechanizm opt-out, co narracja całkowicie pomija. Kontrnarracja oparta na rzetelnym wyjaśnieniu mechanizmów prawnych jest możliwa, lecz wymaga dużego wysiłku translacyjnego. Złożone przepisy są słabą konkurencją dla prostego emocjonalnego obrazu. Aktorami zdolnymi ją osłabić są eksperci prawni i decydenci polityczni gotowi wyjść z precyzyjną komunikacją.

🧠 Dominujące emocje w dyskursie

Oburzenie moralne (28% [szacunkowe]) to najsilniejsza emocja w zbiorze. Paliwem jest bezpośredni opis ataku – wydłubanie oczu, próba dekapitacji, niepełnosprawna ofiara. Oburzenie jest niestratyfikowane politycznie: pojawia się u użytkowników prawicowych i u tych bez wyraźnej afiliacji. Podatność na instrumentalizację bardzo wysoka – oburzenie moralne jest bramą do akceptacji dalszych, bardziej agresywnych wniosków narracyjnych.

Gniew i aprobata przemocy odwetowej (22% [szacunkowe]) to emocja obecna zarówno u uczestników zamieszek, jak i u obserwatorów zdalnych oklaskujących podpalenia. Paliwem są obrazy wideo z zamieszek i jednoznaczne sformułowania – „dobrze”, „brawo”, „tak trzymać” – które powtarzają się w danych z wysoką częstotliwością. Gniew w fazie eskalacji jest podatny na prowokację i może zostać użyty do zaognienia konfliktu ponad to, co wynikałoby z organicznej dynamiki – podatność na instrumentalizację przez aktorów zewnętrznych wysoka.

Strach o Polskę i przyszłość (14% [szacunkowe]) to emocja silna szczególnie w wypowiedziach polskich komentatorów ekstrapolujących zdarzenie na sytuację w Polsce. Paliwem są frazy takie jak „tak będzie u nas”, „to przyjdzie do Polski”, „moje córki, żony, matki” – wskazują na głęboko osobisty charakter lęku. Zbieżność zdarzenia z wejściem paktu migracyjnego wzmacnia tę emocję w czasie rzeczywistym. Podatność na instrumentalizację bardzo wysoka.

Rozczarowanie i nieufność wobec instytucji (9% [szacunkowe]) to emocja skierowana ku mediom – OKO.press, BBC, Onet – policji i rządom: zarówno brytyjskiemu Starmera, jak i polskiemu Tuska. Paliwem są oskarżenia o cenzurę: usuwanie wpisów na Wykop, blokady na Facebooku, prośba policji o nieudostępnianie nagrania – wszystko to było interpretowane jako dowód systemowego przemilczania problemu. Podatność na instrumentalizację przez aktorów zewnętrznych bardzo wysoka.

Solidarność wspólnotowa (3% [szacunkowe]) to jedyna emocja pozytywna w zbiorze. Obecna przede wszystkim w pierwszych godzinach dyskursu wokół postaci Maitiu Mág Tighearnána i wątkach zbiórki środków dla ofiary. Szybko wyparły ją emocje negatywne. Mogłaby być paliwem dla kontrnarracji opartej na wzorcu bohaterstwa i wspólnotowego wsparcia – lecz okno operacyjne dla niej już się zamknęło.

🎯 Oczekiwania społeczne i okna operacyjne

Surowe rozliczenie sprawcy (18% [szacunkowe]) – okno: kilka dni. Znaczna część komentujących oczekuje szybkiego i dotkliwego wyroku wobec Hadiego Aloida – wyraźnie surowszego niż standardowy w brytyjskim wymiarze sprawiedliwości. Oczekiwanie powiązane z frustracją wobec polityki poprawności i permisywizmu systemu prawnego, kierowane przede wszystkim pod adres sądów i rządu Starmera. Okno operacyjne jest krótkie – wyrok lub informacja o jego odraczaniu może stać się paliwem dla nowej fali komentarzy. Niezaspokojone, narracja o bezkarności imigrantów uzyska nowe potwierdzenie.

Zaostrzenie polityki imigracyjnej i deportacje (14% [szacunkowe]) – okno: dni do tygodni. Oczekiwanie kierowane pod adres rządu Starmera, a w polskim obiegu – również polskiego rządu w kontekście paktu migracyjnego. Wyraża się w formułach „deportować wszystkich”, „zamknąć granice”, „wypowiedzieć pakt”. Jego niezaspokojenie będzie interpretowane jako dowód słabości lub zdrady przez elektorat prawicowy i zaogni narrację o konieczności samodzielnej obrony.

Rzetelna narracja mediów o sprawcy i kontekście (6% [szacunkowe]) – okno: dni. Część komentujących wyraża frustrację sposobem relacjonowania zdarzenia przez media głównego nurtu: unikanie podania narodowości sprawcy, nacisk na zamieszki zamiast na pierwotne przestępstwo, język „ataku z użyciem noża” zamiast opisów odpowiadających brutalności czynu. Niezaspokojone, wzmocni narrację o mediach jako narzędziu systemowego przemilczania i zwiększy zaufanie do prawicowych źródeł alternatywnych.

📌 Wnioski analityczne

Okno zdarzeniowe zamknęło się, ale okno narracyjne pozostaje otwarte – i to jest kluczowe ryzyko operacyjne. Zamieszki wygasną lub zostaną stłumione policyjnie w ciągu doby, ale narracja polityczna, szczególnie w Polsce i w kontekście paktu migracyjnego, będzie żywa przez znacznie dłuższy czas. Każde kolejne przestępstwo z udziałem imigranta w Europie zostanie doczepione do ramki „belfast”, nawet jeśli kontekst będzie zupełnie inny. Komunikacja instytucjonalna powinna z wyprzedzeniem zbudować język dla takich scenariuszy, zamiast reagować ad hoc.

Zjednoczenie protestantów i katolików w Belfaście to sygnał strukturalny, który wyprzedza narrację. Kilka komentarzy wskazuje, że po raz pierwszy od lat Falls Road i Shankill Road idą ramię w ramię – o ile może to być przesada retoryczna, demontaż historycznych podziałów przez narrację antyimigracyjną jest sygnałem wczesnego ostrzegania o mobilizacyjnym potencjale tej narracji wykraczającym poza dotychczasowe podziały.

Polska jest wtórnym polem bitwy tej narracji, ale intensywność zaangażowania emocjonalnego jest tu niemal tak wysoka jak w samym Belfaście. Instrumentalizacja zdarzenia przez polskie środowiska antyimigracyjne i antyunijne jest pełna i szybka. Każda wypowiedź polskich decydentów lub jej brak w najbliższych dniach będzie interpretowana przez pryzmat tej narracji – precyzyjna komunikacja dotycząca rzeczywistego zakresu paktu migracyjnego, skierowana do szerokiej publiczności, jest pilna.

Platformy moderacyjne same stają się elementem narracyjnym – i to jest pułapka bez dobrego wyjścia. Usuwanie wpisów na Wykop, prośba policji o nieudostępnianie nagrania, blokady na Facebooku – wszystkie te działania są opisywane jako dowód spisku lub cenzury. Moderacja legitymizuje narrację o przemilczaniu, brak moderacji pozwala na wirusowe szerzenie drastycznych treści. Każda decyzja platformy zostanie użyta narracyjnie przeciwko niej lub przeciwko instytucjom.

resfutura.pl


Czwartym powodem jest to, że jakkolwiek nasz kraj udzielił Ukrainie bardzo dużej pomocy wojskowej, to już obecnie bardziej skupia się na podkreślaniu swoich minionych zasług, zamiast na realnej pomocy finansowej.

/Mamy własne, gigantyczne wydatki bezpieczeństwa - red./

Jak stwierdza rozmówca Onetu w polskiej dyplomacji, istnieje bardzo już nikła szansa, by Polska odegrała jakąkolwiek istotną rolę w rozmowach na temat pokoju w Ukrainie. Częściowo dzieje się tak oczywiście dlatego, że przy stole rozmów nie chcą nas mocarstwa. Niestety, nie mniejszą przyczyną jest nasza własna głupota.

onet.pl


Donald Tusk odniósł się we wtorek do nieobecności Polski na londyńskim spotkaniu Zełenskiego z liderami państw E3. - Dzisiaj rano długo rozmawiałem z kanclerzem Merzem, który wyjaśniał mi motywacje i przedstawił w szczegółach (...) przebieg rozmów w Londynie. Powiedziałem, że z punktu widzenia Polski żadne ustalenia, w których Polska nie uczestniczy, nie będą przez nas respektowane, nie będą nas zobowiązywały, a Polska jest absolutnie niezbędnym ogniwem, żeby o przyszłości Ukrainy i regionu rozmawiać na serio - powiedział Tusk.

Brytyjski rząd chce współpracować z europejskimi partnerami - zapewniło we wtorek Downing Street w oświadczeniu przesłanym PAP w reakcji na słowa polskiego premiera. "Jest wiele dowodów na wielomiesięczną współpracę Zjednoczonego Królestwa z wieloma różnymi państwami w ramach 'koalicji chętnych', a także na to, że Zjednoczone Królestwo jest zdeterminowane, by nadal współpracować z szerszym gronem europejskich partnerów" - podkreślił w oświadczeniu rzecznik premiera Keira Starmera. "Głównym celem pozostaje solidarność z Ukrainą" - dodał.

Z kolei rzecznik brytyjskiej ambasady w Warszawie przekazał, że "Zjednoczone Królestwo i Polska są zdeterminowane, by wspólnie przeciwdziałać zagrożeniu ze strony Rosji, czego dowodem jest podpisanie w ubiegłym miesiącu traktatu z Northolt". Chodzi o umowę o bezpieczeństwie i obronności podpisaną przez premierów Tuska i Starmera.

Tusk informował wcześniej, że w poniedziałek rozmawiał też z premierką Włoch Giorgią Meloni, która "nie jest zachwycona faktem, że istnieje taki format jak E3". Zapowiedział też, że w najbliższych dniach zostanie zorganizowane spotkanie w formacie "piątki", a więc z udziałem Polski i Włoch.

We wtorek prezydent Finlandii Alexander Stubb spotkał się w estońskim Tallinnie z przywódcami państw bałtyckich oraz nordyckich, a także z prezydentem Ukrainy. Jak przekazała agencja STT, według Stubba Wielka Brytania, Francja i Niemcy są właściwymi podmiotami do reprezentowania Europy w rozmowach z Rosją i Ukrainą na temat zakończenia wojny. Prezydent Finlandii nie wierzy, aby UE wyznaczyła do rozmów pokojowych jedną osobę. Ostatnio w niektórych zachodnich mediach sugerowano, że właśnie Stubb byłby odpowiednim politykiem do tej roli.

/Możemy zauważyć pewną izolację Polski, być może pozorną, co świadczy o szkodliwości histerycznych, głośnych i medialnych reakcji na "aferę UPA" - red./

PAP

środa, 10 czerwca 2026



Krzysztof Stanowski i atak na urzędniczkę

📅 Okres danych: 07.06.2026 – 09.06.2026
Zasięg w sieci: 6 MLN
🤖 Bot Spot: ok. 2% – dyskurs wykazuje nieliczne cechy automatyzacji – głównie masowe powielanie identycznych postów przez konta o cechach koordynacji, zarówno po stronie atakującej Stanowskiego, jak i broniącej go.

CZĘŚĆ 1 – BRIEF NARRACYJNY

Sześć milionów zasięgu w ponad dwa dni za sprawą jednego zdania o przywiązaniu kobiety do słupa – tyle kosztowała Krzysztofa Stanowskiego publiczna tyrada wobec urzędniczki Urzędu Skarbowego w Sopocie, która nałożyła mandat na gdańską pizzerię Sabroso za stosowanie stawki VAT 8% zamiast 23% na pizzę z krewetkami. Stanowski w materiale Kanału Zero nazwał jedną z nich „babskiem obrzydliwym” i zaproponował trzymanie jej nago na rynku, przypiętej do słupa. Reakcja instytucjonalna przyszła szybciej niż w typowej aferze medialnej: dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku złożył zawiadomienie do Prokuratury Regionalnej w Warszawie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a minister finansów Andrzej Domański nazwał słowa Stanowskiego „absolutnie obrzydliwym, plugawym komentarzem”. Osobne zawiadomienie złożył OMZRiK.

Na osiach oceny obraz jest jednoznaczny – to nie jest spór, to konsensus z głośną mniejszością. Zdecydowana większość wpisów to krótkie emocjonalne reakcje bez spójnej linii argumentacyjnej, a narracja o uzasadnieniu słów Stanowskiego zbiera 18% [szacunkowe] poparcia wobec 82% [szacunkowe] krytyki. Sygnałem ostrzegawczym jest nie tyle skala potępienia, ile milczenie współpracowników Stanowskiego z Kanału Zero – cisza, która przy każdym kolejnym agresywnym wpisie staje się coraz głośniejsza i zmienia charakter incydentu w schemat.

Narracyjnie wygrywa obóz liberalno-progresywny i środowiska feministyczne. Dysponują spójnym, łatwo kodowanym przekazem o mizoginii i mowie nienawiści, który dobrze się skraca do nagłówka i nie wymaga od odbiorcy żadnej wiedzy kontekstowej. Obóz broniący Stanowskiego ma rację w kwestii absurdu przepisów podatkowych, ale argument ten ginie pod ciężarem dosłowności cytatu.

CZĘŚĆ 2 – ANALIZA NARRACYJNA

🗺️ Mapa narracji – fazy i wektory

Pole rozkłada się na pięć narracji, a kluczem interpretacyjnym jest dysproporcja między tym, co zajmuje przestrzeń dyskursu, a tym, co nią w rzeczywistości rządzi. Narracja potępienia jest głośna i instytucjonalnie zakorzeniona. Narracje obrońców są trwalsze, niż wskazywałyby ich procentowe udziały, bo opierają się na realnym resentymencie.

Największą nośność, 38% [szacunkowe], ma narracja o tym, że Stanowski dopuścił się mowy nienawiści i nawoływania do przemocy wobec kobiety – faza: eskalacja. Wywodzi się z mediów liberalnych i organizacji monitorujących mowę nienawiści, a jej pierwszymi nośnikami były konta dziennikarskie i instytucjonalne na platformie X. Koncentruje się na dosłowności sformułowania o przywiązaniu kobiety do słupa i traktuje je jako wezwanie do przemocy, a nie retoryczną hiperbolę. Narracja rośnie – zasilana kolejnymi zawiadomieniami do prokuratury i głosami polityków koalicji – i idzie ku żądaniu prawnej i zawodowej odpowiedzialności Stanowskiego. Potencjał przebicia do mainstreamu jest wysoki: temat jest prosty i emocjonalnie intensywny.

Druga narracja, 18% [szacunkowe], to techniczna linia o tym, że urzędniczka wykonywała prawo, ale prawo jest absurdalne, a wina leży po stronie PiS – faza: plateau. Jej epicentrum stanowi przypomnienie, że podatek od owoców morza jako towaru luksusowego wprowadził PiS w 2020 roku. Niosą ją prawnicy podatkowi, przedsiębiorcy i konta antypisowskie. Narracja jest faktograficznie poprawna i wewnętrznie spójna – co paradoksalnie ogranicza jej zasięg w dyskursie, który rządzi się emocjami, nie logiką. Nie rośnie, bo jest zbyt techniczna, ale nie wygasa, bo zakorzeniona w realnym problemie.

Trzecia narracja, 14% [szacunkowe], to obrona Stanowskiego w trybie antybiurokratycznym: urzędnicy nękają przedsiębiorców i zasługują na krytykę – faza: plateau. Głęboko rezonuje wśród odbiorców Kanału Zero o nastawieniu antysystemowym. Nośnikami są komentatorzy i fani na Facebooku i X. Jest stała w skali – nie rośnie po kolejnych głosach potępiających, co sugeruje odporną bazę – ale nie wychodzi poza swój segment, bo skrajność sformułowań Stanowskiego kompromituje merytoryczny rdzeń argumentu.

Czwarta narracja, 7% [szacunkowe], atakuje OMZRiK jako organizację skompromitowaną przez swojego założyciela Rafała Gawła, skazanego prawomocnie i ukrywającego się za granicą – faza: kiełkowanie. Jest kontrnarracyjna wobec zawiadomienia do prokuratury i próbuje podważyć wiarygodność oskarżającego. Zasięg ograniczony do bańki pro-Stanowskiej.

Piąta narracja, 5% [szacunkowe], wskazuje na propisowski charakter Kanału Zero i selektywność oburzenia Stanowskiego – faza: kiełkowanie. Wymaga od odbiorcy wiedzy kontekstowej i bez dodatkowego impulsu medialnego nie przebije się szerzej.

⚡ Epicentra i amplifikatory

Narrację o mowie nienawiści i przemocy wobec kobiety wygenerował OMZRiK oraz konta o orientacji liberalnej na platformie X, które jako pierwsze opublikowały cytaty z nagrania i nadały sprawie ramy narracyjne. Amplifikatorami stały się posłanki koalicji rządzącej, dziennikarze portali liberalnych, konta feministyczne i serwisy informacyjne – Gazeta.pl, Wirtualnemedia.pl – które przekazały materiał do szerszego obiegu i nadały sprawie wymiar ogólnokrajowy.

Narrację o absurdzie prawa i odpowiedzialności PiS wygenerowały komentarze techniczne na portalach branżowych i prawnicze konta na X, które wskazały konkretną regulację z 2020 roku. Amplifikatorami są konta antysystemowe, które wzmocniły wątek pomijając aspekt zachowania Stanowskiego, oraz część obrońców Stanowskiego, dla których argumentacja prawna służy jako tarcza.

Narrację o skompromitowaniu OMZRiK wygenerowały konta prawicowe wprost atakujące organizację przez pryzmat sprawy Gawła. Amplifikatorami są komentatorzy, którzy pod każdym postem OMZRiK automatycznie wklejają pytanie „kiedy Gaweł wróci do Polski”, co w danych nosi cechy koordynacji.

🔓 Podatność kontrnarracyjna

Narracja o mowie nienawiści jest nisko podatna na kontrnarrację. Jedyna luka to argument o figurze retorycznej – część komentatorów twierdzi, że sformułowanie o przywiązaniu do słupa jest hiperbolicznie rozumianą kpiną, nie dosłownym wezwaniem. Argumentu tego nie da się jednak wiarygodnie rozwinąć bez podważenia całego kontekstu wypowiedzi, tym bardziej że Stanowski po publikacji wzmocnił stanowisko, a nie je złagodził. Przeprosiny zamknęłyby tę narrację – ich brak ją napędza.

Narracja o absurdzie prawa i winie PiS jest wysoko podatna na kontrnarrację. Wyraźny kontrargument – że Stanowski milczał, gdy PiS te przepisy wprowadzał – jest zarazem bronią i słabością obozu broniącego Stanowskiego. Nagłośnienie tego milczenia mogłoby trwale zmienić postrzeganie Stanowskiego z antysystemowego krytyka na koniunkturalistę. Ministerstwo Finansów mogłoby z kolei osłabić tę narrację, komunikując planowane zmiany w polityce kontrolnej KAS – przenosząc ciężar z osoby urzędniczki na system.

Narracja o urzędnikach nękających przedsiębiorców jest średnio podatna na kontrnarrację. Jej luka merytoryczna to fakt, że urzędniczka działała na podstawie odgórnych wskaźników efektywności, nie z własnej inicjatywy. Ujawnienie mechanizmu nabycia sprawdzającego i zmiana wytycznych przez Ministerstwo Finansów podważyłyby obraz „złośliwej tropicielki podatników” i zastąpiły go obrazem pracownicy zmuszonej do realizowania absurdalnych celów statystycznych.

🧠 Dominujące emocje w dyskursie

Oburzenie moralne (28% [szacunkowe]) to emocja dominująca, obecna głównie po stronie krytykującej Stanowskiego. Dotyczy przekroczenia granicy między krytyką działań urzędnika a publicznym upokorzeniem człowieka ze względu na płeć. Nośnikami są dziennikarze, aktywistki i komentatorzy polityczni. Paliwem jest dosłowność cytatu, która nie wymaga interpretacji. Podatność na instrumentalizację jest wysoka – emocję łatwo wzmocnić sformułowaniami nawiązującymi do bezpieczeństwa kobiet i przemocy symbolicznej.

Pogarda i szyderstwo (22% [szacunkowe]) to emocja rozproszona po obu stronach – wobec Stanowskiego ze strony krytyków, wobec urzędniczki ze strony obrońców, wobec OMZRiK ze strony prawicy. Paliwem jest polaryzacja, która zamienia każdy temat w okazję do wyrównania rachunków z wrogiem politycznym. Nośnikami są konta o niskim progu hejtu i wysokiej częstotliwości postowania. Podatność na instrumentalizację jest ograniczona – emocja jest zbyt rozlana, by zbudować wokół niej spójny przekaz.

Resentyment antybiurokratyczny (17% [szacunkowe]) to emocja po stronie broniącej Stanowskiego lub rozumiejącej jego oburzenie. Paliwem są własne doświadczenia przedsiębiorców z aparatem skarbowym – historia z pizzerią jest czytelnym symbolem państwa, które ściga małych zamiast dużych. Nośnikami są drobni przedsiębiorcy i ich sympatycy. Podatność na instrumentalizację jest bardzo wysoka – emocja jest politycznie płynna i może być przejęta przez dowolny ruch populistyczny.

Cynizm i bezsilność (7% [szacunkowe]) to emocja tła, wyrażana przez komentatorów przekonanych, że Stanowski nie poniesie żadnych konsekwencji i sprawa wygaśnie przy następnym newsie. Paliwem jest pamięć poprzednich skandali bez konsekwencji. Podatność na instrumentalizację jest ograniczona w krótkim horyzoncie, ale niebezpieczna długoterminowo jako pożywka dla apatii obywatelskiej wobec instytucji.

Strach i niepokój o bezpieczeństwo (5% [szacunkowe]) to emocja wśród komentatorów wskazujących, że nagłośnienie tożsamości urzędniczki może narazić ją na rzeczywistą przemoc ze strony niezrównoważonych odbiorców Kanału Zero. Paliwem są konkretne przykłady nagonek internetowych kończących się fizycznym zagrożeniem. Nośnikami są przede wszystkim kobiety. Podatność na instrumentalizację jest wysoka – emocja może być kanalizowana przez organizacje praw kobiet lub prokuraturę do budowania presji prawnej.

🎯 Oczekiwania społeczne i okna operacyjne

Oczekiwanie reakcji prawnej na wypowiedź Stanowskiego (18% [szacunkowe]) – okno: 3-5 dni. Część dyskursu – głównie środowiska liberalne i feministyczne – oczekuje wszczęcia postępowania prokuratorskiego. Impuls instytucjonalny już padł: dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku złożył zawiadomienie do Prokuratury Regionalnej w Warszawie, minister finansów Domański publicznie potępił słowa Stanowskiego, osobne zawiadomienie złożył OMZRiK. Okno jest krótkie – decyzja prokuratury o wszczęciu lub odmowie wszczęcia dochodzenia musi zapaść zanim narracja osiągnie plateau. Odmowa wzmocni cynizm i bezsilność kosztem oburzenia moralnego, utrwalając przekaz o bezkarności figur medialnych.

Oczekiwanie przeprosin lub wycofania słów przez Stanowskiego (9% [szacunkowe]) – okno: 1-2 dni. Okno faktycznie już się zamknęło – Stanowski wzmocnił stanowisko, nazywając krytyczki „seksistkami”. Brak przeprosin przenosi narrację w tryb konfliktu tożsamościowego, co sprzyja dalszej eskalacji i trwałemu przypisaniu mu etykiety mizogina. To może mieć konsekwencje dla sponsorów i partnerów biznesowych Kanału Zero w średnim horyzoncie.

Oczekiwanie stanowiska Ministerstwa Finansów w sprawie praktyki KAS (8% [szacunkowe]) – okno: 5-10 dni. Segment techniczny i przedsiębiorczy dyskursu oczekuje oficjalnego komentarza w sprawie procedury nabycia sprawdzającego i polityki wystawiania mandatów. Oczekiwanie jest sygnalizowane wprost przez Agatę Jagodzińską, przewodniczącą Związkowej Alternatywy w KAS, której publiczne oświadczenie pojawia się w danych. Spełnienie oczekiwania mogłoby przenieść ciężar dyskursu z osoby Stanowskiego na kwestię systemową – co byłoby korzystne dla obozu rządowego i szkodliwe dla narracji antyrządowej.

📌 Wnioski analityczne

Milczenie współpracowników Stanowskiego jest ważniejszym sygnałem niż skala potępienia zewnętrznego. Cisza dziennikarzy i redaktorów Kanału Zero – przy każdym kolejnym agresywnym wpisie szefa – zmienia charakter incydentu w schemat i sugeruje dyskomfort wewnątrz redakcji albo kalkulację, że każda reakcja zwiększa zasięg afery. To okno operacyjne: pytania bezpośrednie do znanych dziennikarzy Kanału Zero mogą stworzyć nowy cykl narracyjny niezależnie od udzielonej odpowiedzi.

Argument o PiS jako twórcy absurdalnych przepisów nie jest bronią Stanowskiego – jest jego słabością. Powtarzające się w danych przypomnienia, że Stanowski milczał, gdy PiS te przepisy wprowadzał i egzekwował, tworzą narrację o selektywnym oburzeniu obliczonym na budowanie zasięgów, nie na zmianę prawa. Jeśli ta narracja zostanie spopularyzowana przed wygaśnięciem tematu, może trwale zmienić postrzeganie Stanowskiego z antysystemowego krytyka na koniunkturalistę.

Przewodnicząca Związkowej Alternatywy w KAS Agata Jagodzińska aktywnie zarządza narracją i to w sposób nieoczywisty: wcześniej wypowiadała się w materiale Kanału Zero, dziękując redakcji za zajęcie się tematem odgórnych wskaźników mandatowych. Teraz publicznie potępia słowa Stanowskiego – co czyni ją aktorem, który przeszedł z obozu sojuszników na stronę krytyków. To sygnał, że KAS traktuje atak Stanowskiego jako zagrożenie dla morali pracowników niezależnie od wcześniejszych sympatii. Ministerstwo Finansów stoi przed wyborem: brak reakcji zostanie zinterpretowany jako porzucenie własnych urzędników wobec medialnej nagonki.

OMZRiK wzmacnia narrację krytyczną wobec Stanowskiego, ale jednocześnie ją komplikuje. Jego zawiadomienie do prokuratury jest łatwe do zdyskredytowania przez obóz Stanowskiego przez pryzmat wyroku i ucieczki za granicę założyciela organizacji. Kluczowy jest tu kontrast z zawiadomieniem złożonym przez dyrektora Izby Administracji Skarbowej – instytucję państwową, której wiarygodności nie da się podważyć tym samym argumentem. To zawiadomienie IAS, nie OMZRiK, jest faktycznym ciężarem prawnym sprawy i powinno być centralnym punktem narracji krytycznej wobec Stanowskiego.

resfutura.pl

wtorek, 9 czerwca 2026



Jak wynika z analizy danych Instytutu Studiów nad Wojną przeprowadzonej na początku maja, Ukraina drugi miesiąc z rzędu odzyskała więcej terytorium, niż straciła na rzecz Rosjan. Szumnie zapowiadana rosyjska ofensywa w Donbasie utknęła. Kolejne próby przełamania ukraińskich pozycji przynoszą Moskwie ogromne straty przy minimalnych zyskach.

Wydaje się, że Kijów postanowił wykorzystać tę sytuację, żeby przyspieszyć proces negocjacyjny. Prezydent Zełenski wysłał list otwarty do Putina z propozycją rozmów. Putin propozycję odrzucił. Jak jednak prezydent Ukrainy przyznał w wywiadzie dla Sky News, skontaktował się z nim powiązany z Kremlem oligarcha Roman Abramowicz. Miał on, powołując się na Władimira Putina, sondować możliwość zawarcia kompromisu między Kijowem a Moskwą.

(...)

Serhij jest dowódcą jednego z pułków w ukraińskiej armii. Na froncie od początku wojny.

- To normalny ruch polityczny, żeby pokazać całemu światu, że chcemy pokoju, a Putin jest agresorem - ocenia.

- A wierzysz, że teraz może być zawieszenie broni? Rosja może się zgodzić?

- Nie wierzę już nikomu, przyjacielu, poza swoją bronią i towarzyszami broni obok mnie. Dowódca naszego korpusu powiedział niedawno, że przy tej dynamice na froncie za pięć, sześć miesięcy możemy zdobyć inicjatywę i zacząć zmieniać bieg wojny. W to właśnie wierzę. Bo widzę, jak pracują nasi chłopcy i jak zdychają rosyjscy żołnierze.

Tego dnia Donald Trump ogłosił, że niedługo będzie pokój. Serhij to słyszał, ale o Trumpie woli nie mówić.

Oleh stracił na froncie nogę i rękę.

- Po kontrofensywie z 2023 r. przestałem już robić prognozy i czegokolwiek oczekiwać - mówi. - Rosjanie będą atakować tak długo, jak długo ich kierownictwo będzie wierzyć, że ostatecznie zdołają nas złamać. Nawet teraz, mimo strat poniesionych przez rosyjską armię w ciągu ostatniego roku i żałosnego tempa postępów, Rosjanie działają tak samo jak wcześniej.

W zachodnich analizach od miesięcy powtarza się ten sam motyw: strukturalne problemy rosyjskiej gospodarki, gigantyczny deficyt budżetowy, nieuchronny kryzys. Na Ukrainie ten motyw słyszeli wszyscy. I wszyscy już przestali go traktować jak prognozę.

- Od dwóch lat czytam o tych problemach - mówi Oleh, ale jak dotąd nie znajduje to odzwierciedlenia ani na polu walki, ani w gotowości Kremla do ustępstw czy konkretnych rozmów. Jedynie ponownie zaczęły pojawiać się rozmowy o nowej mobilizacji w Rosji. Niezależnie od polityki nam pozostaje tylko dalej się bronić.

(...)

Na początku zeszłego tygodnia w Kijowie Kyryło Budanow - szef biura prezydenta Ukrainy, dawny dowódca wywiadu wojskowego - zorganizował Forum Bezpieczeństwa i Strategii. Uczestniczyłem w nim.

Budanow to człowiek, który przez lata prowadził operacje, które wpłynęły na bieg tej wojny. Teraz, jako polityk, również jest konkretny.

Rozmowa z Anne Applebaum była centralnym punktem forum. Budanow mówił:

(...)

Z tego, co mówił Budanow, wyłonił się też obraz Rosji, który rzadko pojawia się w mediach - nie triumfalistyczny i nie katastroficzny. Obraz kraju, który zaczyna odczuwać wojnę inaczej niż jeszcze trzy czy dwa lata temu.

Rosjanie widzą wojnę na własnym terytorium. Drony uderzają w rafinerie i miasta. Problemy gospodarcze to dla Kremla kłopot, ale nie katastrofa. Rosjanie są przyzwyczajeni do biedy i ograniczeń. Ale coraz trudniej utrzymać narrację o silnym, kontrolującym sytuację Kremlu, kiedy ludzie słyszą eksplozje i syreny alarmowe.

I to - zdaniem Budanowa - jest prawdziwa presja. Nie wskaźniki gospodarcze, ale poczucie wymykania się sytuacji spod kontroli.

Co do Putina, Budanow zwrócił uwagę, że bardzo mało prawdopodobne jest, aby prezydent Rosji po ponad dwudziestu sześciu latach budowania systemu władzy po prostu odszedł. Ale w tym też ukraiński polityk widzi pewną negocjacyjną szansę.

(...)

Budanow zwrócił też uwagę na "przezroczysty front".

- Obie strony praktycznie wszystko widzą. Drony, satelity, wywiad elektroniczny - razem stworzyły sytuację bez precedensu w historii wojen. Duże ruchy wojsk są niemożliwe do ukrycia. Każda większa koncentracja sił jest widoczna, zanim jeszcze zdąży się rozwinąć. To oznacza, że klasyczne przełamanie frontu - błyskawiczny manewr, zaskoczenie, głęboka penetracja - jest w tej chwili strukturalnie bardzo trudne do wykonania - podsumował.

To chyba najlepiej wyjaśnia, dlaczego front stoi. Po zakończeniu tej wojny armie całego świata będą ją analizować właśnie pod tym kątem.

/Już to robią, min. od dwóch-trzech lat, wojna po tej wojnie nie będzie wygladać tak samo, mamy teraz impas dronowy, ale środki antydronowe rozwijają się cały czas i przyjdzie czas równowagi, zniwelowania teraźniejszej przewagi dronów taktycznych nad innymi broniami, pancernymi, artylerią, które przecież nie znikną - red./

(...)

Jak zmusić Rosję do rozmów? Pytam o to polskiego analityka zajmującego się Ukrainą i relacjami transatlantyckimi, który chce pozostać anonimowy.

Jego diagnoza jest następująca: ukraińska pozycja negocjacyjna składa się z dwóch elementów - bierze się z sytuacji na froncie, ale też z nastrojów wewnątrz kraju. Front wygląda najlepiej od jesieni 2023 r. Sytuacja wewnętrzna jest bardzo krucha — energetyka nie wróci do sprawności przed zimą, mobilizacja budzi rosnący opór, wewnętrzna rywalizacja polityczna narasta.

I tu pojawia się pęknięcie, które determinuje całą europejską politykę wobec tej wojny:

- Europa kieruje się przesłanką frontu i uważa, że trzeba negocjować, bo sytuacja militarna jest najlepsza od lat. Rosja kieruje się przesłanką zaplecza i uważa, że wojna na wyczerpanie idzie zgodnie z planem, nawet jeśli z pewnym odchyleniem od założonego kalendarza.

(...)

Jedna z tych diagnoz jest błędna.

Analityk jest też jednoznaczny w ocenie tego, czy to dobry moment na negocjacje:

- To zły moment, żeby wchodzić w rozmowy z Rosją, bo Rosja właśnie teraz zaczyna odczuwać ciężar wojny. Wejście w rozmowy z Rosją teraz to rzucenie jej koła ratunkowego. Rosja pod presją sankcji, z deficytem budżetowym, z rosnącymi kosztami mobilizacji i z wojną coraz bardziej widoczną na własnym terytorium - to Rosja ze znacznie słabszą pozycją negocjacyjną niż rok temu. Ale trójkąt Brytyjczycy-Niemcy-Francuzi kieruje ich własna polityka wewnętrzna; zasłaniają się tylko trudnym stanem ukraińskiego zaplecza. Inicjatywę ma prezydent Macron, który szuka spuścizny swojej prezydentury i liczy na to, że będzie nią pokój na Ukrainie.

/Macron ma Le Pen na karku, nie tylko ego - red./

wp.pl


Polecam wszystkim, którzy twierdzą, że gdyby tylko nie unijna biurokracja i ceny energii, to Europa i Polska znów by - jak równy z równym - konkurowała z Chinami.

Na liczbach widać, że Chińczycy stworzyli potężny system transferujący środki do firm, co pozwala im potem wycinać globalnych konkurentów.

Oczywiście wiele unijnych regulacji jest do rewizji i likwidacji, a USA i Chiny odjeżdżają nam w generacji taniej energii, każdego rodzaju. To wymaga mądrej rewizji. 

Natomiast nawet gdyby zupełnie te obciążenia obciąć, wciąż Chińczycy transferują 6 razy więcej subsydiów do swoich firm, niż UE.

Latami Zachód próbował wymusić na Chinach zmianę modelu, bez efektu i na pół gwizdka. W rezultacie ta przemysłowa maszyna przejeżdża po nas jak walec. I na ten walec trzeba po prostu ograniczeń w naplywie chińskiej technologii, jak pisze @iggnacy, żeby wyrównać pole gry.

A mówiąc dokładniej, trzeba wszystkiego naraz - obcięcia biurokratycznych obciążeń, mądrej korekty polityki energetycznej oraz podniesienia barier na Chiny. I wprowadzenia własnych narzędzi wsparcia dla strategicznych branż. Jednym słowem - trzeba mądrej polityki przemysłowej. 

Plus jeszcze, niestety, trzeba nauczyć się ruszać trochę szybciej - bo przywołane w artykule wypowiedzi szefa Hondy czy Volkswagena to też prawda. W Chinach okrutna wewnetrzna konkurencja sprawia, że firmy stają na rzęsach by zwiększać swoją efektywność, automatyzować, cyfryzować, optymalizować. Nas też to czeka.

x.com/J_Jakobowski

Przeciętnego konsumenta bardzo cieszy tani chiński produkt. Widać to gołym okiem po ogromnym wzroście popularności chińskich marek aut.

Jednak OECD ostrzega, że ekspansja chińskich firm na świecie odbywa się głównie dzięki dotacjom rządowym, a nie wyższej produktywności. Jest to konkurencja na dopingu.

Tak wyglądają subsydia dla największych firm przemysłowych na świecie:
Chiny: ponad 3% (przychodów)
Europa: 0,5%

Nowatorska baza danych OECD wskazuje, że chińskie firmy przemysłowe rosną głównie dzięki subsydiowanym cenom. 

W krótkim okresie zyskują konsumenci na świecie, ale w dłuższym będzie mniej innowacji. Bo firmy z innych krajów przestają inwestować.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że raport OECD jest niepełny. Kraje rozwinięte też zawsze stosowały wsparcie polityczne dla swoich przedsiębiorstw, tylko nie zawsze w sposób, który da się tak łatwo zmierzyć.

x.com/iggnacy