wtorek, 23 lipca 2024



W ostatnim tygodniu Rosjanie poczynili postępy na kilku odcinkach frontu – głównie w Donbasie. Zajęli centrum Krasnohoriwki i ponownie wyparli obrońców z jej południowo-zachodnich przedmieść, odzyskanych w ukraińskim kontrataku tydzień wcześniej. Siły agresora kontynuują natarcie na kierunku Pokrowska, gdzie zajęły stanowiącą lokalny węzeł komunikacyjny miejscowość Prohres, a także w aglomeracji torećkej, gdzie opanowały część Piwnicznego i Zaliznego oraz poszerzyły bazę operacyjną w oparciu o południowy obszar Nju-Jorku. Rosjanie zajęli też wschodnią część Maksymiljaniwki – ostatniej miejscowości odgradzającej ich od Kurachowego. Przełamanie ukraińskich pozycji obronnych nastąpiło w rejonie Siewierska, gdzie siły agresora zajęły leżącą 6 km na południowy wschód od tego miasta Iwano-Darjiwkę. Lokalne przerwanie ukraińskiej linii obrony nastąpiło również na południowy wschód od Kupiańska – Rosjanie zajęli miejscowość Piszczane. Nieznaczne postępy najeźdźca poczynił także w rejonie Czasiw Jaru, gdzie usiłuje on uchwycić przyczółek po zachodniej stronie kanału Doniec–Donbas.

(...)

Stałym celem rosyjskich ataków rakietowych pozostają infrastruktura portowa i instalacje wojskowe w obwodzie odeskim – trafienia odnotowano 16, 18, 19 i 22 lipca. Agresor kontynuował także uderzenia z użyciem rakiet i dronów na bezpośrednie zaplecze obrońców (głównie w obwodach charkowskim i mikołajowskim). Wzrosło wykorzystanie do ataków w rejonach przyfrontowych pocisków balistycznych Iskander-M, których agresor użył m.in. przeciwko infrastrukturze i składom kolejowym w obwodzie charkowskim 20 i 22 lipca. Iskandery coraz częściej mają być odpalane z Krymu. Wrogie rakiety i/lub drony uderzyły w obiekty energetyczne w obwodach sumskim (20, 21, 22 i 23 lipca, m.in. w Konotopie i Szostce), czernihowskim (20 lipca) i połtawskim (20 lipca w rejonach połtawskim i myrhorodzkim). W dniach 16–23 lipca Rosjanie mieli wykorzystać co najmniej 42 rakiety (w tym co najmniej 12 Iskander-M), obrońcy zadeklarowali zestrzelenie trzech z nich. Według Kijowa agresor użył także 79 dronów Shahed-136/131, z których zniszczonych miało zostać 70. Źródła ukraińskie zwróciły uwagę na wykorzystanie przez Rosjan nowego typu drona kamikadze – poruszającego się na niskim pułapie (20–30 m) – który został zestrzelony 20 lipca w rejonie Kijowa.

osw.waw.pl


Na przykład w połowie lipca Rosjanie chwalili się udanym użyciem motocykli do szturmu na wieś Urożajne na Zaporożu. Żołnierze z formalnie doborowej 40 Brygady Piechoty Morskiej przeprowadzili kombinowany atak, w ramach którego kilka grup motocyklistów przejechało przez ukraińskie pozycje i zajęło stanowiska u wylotu wsi. Wraz z presją w postaci ostrzału i tradycyjnego ataku zmechanizowanego zmusiło to Ukraińców do trudnego odwrotu przez pola. Można o nim przeczytać w relacjach ukraińskich żołnierzy, którzy potwierdzają bardzo gwałtowny charakter rosyjskiego ataku. Dla Rosjan to wręcz modelowy przykład użycia motocykli do szturmu.

Pierwsze tego rodzaju ataki to początek kwietnia. Użyciem motocykli do działań szturmowych chwalił się wówczas batalion Zaria (rus. Zorza), który należał kiedyś do sił tak zwanych separatystów ługańskich, obecnie regularnego rosyjskiego wojska. Aktualnie działa na zachód od Doniecka w rejonie Krasnohoriwki. To miejsce bardzo intensywnych walk od minionej jesieni, z powszechnym użyciem dronów, w tym uderzeniowych FPV. Ponieważ klasyczne ataki przy pomocy ciężkiego sprzętu regularnie kończyły się poważnymi stratami, zaczęto eksperymentować. Na tym samym odcinku frontu pojawiły się też pierwsze czołgi-stodoły, powolne, ale dość odporne na ataki dronów. Z drugiej strony pojawiła się ich antyteza, czyli zupełnie niechronione, ale szybkie motocykle.

Argument pomysłodawców motoszturmów za ich użytecznością jest właściwie jeden, zaskoczenie. Jest oczywiste, że nie zapewniają żadnej osłony, ale skracają czas, w jakim atakujący może dotrzeć do okopów ukraińskich i wskoczyć do nich, zaczynając walkę. W realiach frontowych, gdzie drony rozpoznawcze wiszą w powietrzu praktycznie całą dobę, a pas do 10-20 kilometrów w głąb od linii styczności jest w zasięgu działania dronów FPV, jest to istotna sprawa. Duże kolumny ciężkiego sprzętu są szybko namierzane i zwalczane przez artylerię, systemy przeciwpancerne, miny oraz drony poczynając od kilku-kilkunastu kilometrów od właściwych pozycji ukraińskich. Zazwyczaj oznacza to poważne straty. Nie bez powodu Rosjanie teraz atakują już bardzo rzadko grupami liczącymi więcej niż kilka ciężkich pojazdów, a najchętniej to małymi grupami piechoty. Alternatywą są poważne straty w czołgach i bojowych wozach piechoty, których nie są w stanie bez końca ponosić.

Motocykle idealnie wpisują się w tę tendencję do odchudzania i przyśpieszania działań szturmowych. W ten sposób Ukraińcy mają mniej czasu na reakcję, wysłanie w powietrze dronów FPV, a miny przeciwpancerne stają się mniej użyteczne, bo mogą nie zareagować na nacisk motocykla, a motocyklista może je łatwiej dostrzec i ominąć. Na tej samej zasadzie Rosjanie od kilku miesięcy używają też do ataków prostych pojazdów terenowych Desertcross 1000-3, które w 2023 roku zaczęli sprowadzać na dużą skalę z Chin. Wówczas była mowa o zamówieniu dla wojska na 1,5 tysiąca sztuk, które może zostać zwiększone. Pojazdy opisywano jako świetne narzędzie do logistyki na bliskim zapleczu frontu. Od wiosny tego roku pojawiają się jednak regularnie też jako narzędzie do przeprowadzania ataków. Często nocnych. Każdy pojazd przewozi po 3-4 żołnierzy. Idea podobna do motocykli, czyli dotrzeć do celu szybciej i w sposób mniej rzucający się w oczy.

Nie sposób miarodajnie ocenić, w jakim stopniu ta rosyjska taktyka lekkich szturmów jest skuteczna. Ukraińcy prezentują dużo nagrań, na których widać trafienia Rosjan na motocyklach i w pojazdach Desertcross. Na przykład 1 lipca 72 Brygada Zmechanizowana broniąca rejonu Wuhłedaru, pokazała nagranie pobojowiska po nieudanym rosyjskim ataku. Pomiędzy wrakami cięższych pojazdów, być może zniszczonych już wcześniej, można doliczyć się kilkunastu porzuconych motocykli crossowych i rozrzuconych ciał Rosjan. Pomimo takich obrazków, Rosjanie się nie zniechęcają.

gazeta.pl